środa, 24 października 2018

Od Taemina (do Jeana) "Ramen, kolejka i ruletka" cz.6

  Śmiałem się z suchych żartów Jeana, które tak naprawdę nie powinny nikogo śmieszyć, popijałem herbatę cytrynową posłodzoną miodem i grzałem się przy kominku. To wszystko składało się na całkiem przyjemną atmosferę, prawie rodzinną, mimo tego że byliśmy dla siebie w zasadzie zupełnie obcy. Brakowało mi takich wieczorów, kiedy mogłem pobyć z kimś, a nie w pojedynkę, ostatnio byłem przytłoczony natłokiem pracy, a i sytuacja moich znajomych wyglądała dość podobnie. Chyba doskwierała mi nieco samotność i dlatego tak bezproblemowo zgodziłem się na spędzenie wieczoru z Jeanem, po drugie, do mojego domku wcale nie było tak blisko, a ja naprawdę bałem się przebywać na dworze podczas burzy. Dlatego moja wdzięczność dla chłopaka była ogromna. Wcale mi się nie spieszyło, tym bardziej że na dworze było już ciemno i nadal mogliśmy usłyszeć rozlegające się co jakiś czas grzmoty. 
- Ej, Jean, pasowałyby mi wąsy? - zapytałem i machnąłem dłonią w okolicach twarzy, tworząc iluzję posiadania gęstego zarostu. Poruszyłem zabawnie brwiami - No i jak, wszyscy faceci i kobiety już są na każde moje zawołanie, co nie? - zaśmiałem się radośnie i dorobiłem sobie jeszcze czapkę Świętego Mikołaja, oraz wydłużyłem brodę. - Ho, ho, ho! - zawołałem niskim głosem, przedrzeźniając pastora, który co roku w święta przebierał się za tą postać i straszył dzieciaki, które panicznie bały się jego czerwonego jak pomidor nosa. A efekt miał być zupełnie odwrotny.. no cóż, coś mu nie wyszło.

Jean?
---
112 PD
~Mimma

Od Althei'i (do Braka) "Tytuł został ucieknięty" cz.4

  Milczała. Była lisem, a on wilkiem, jej wrogiem, albo chociaż jej przeciwnikiem. Jeśli nie miała zamiaru go zabijać czy atakować, to tym bardziej nie powinna się do niego odzywać. Niestety sytuacja była poważna, jej brat potrzebował natychmiast pomocy medycznej. Był ślepy, brakowało tylko, by kulał lub nie mógł chodzić na jedną łapę. Czy jego moce byłyby wtedy zachwiane? Nie mógłby widzieć świata kończynami? Altheia nie chciała znać odpowiedzi, co nie należało do normalnych zachowa samicy; z natury ciekawska i żądająca odpowiedzi na wszystkie pytania, teraz wolała pozostać w niewiedzy. A teraz wrócę do wcześniejszego tematu: czy konfrontacja z innych gatunkiem była w porządku? Nie miała czasu się nad tym zastanowić, Einar krwawił i z wbitą w ramię strzałą.
  Pokręciła przecząco głową, nie odzywając się. 
- Pomożesz Brakowi? - pokręciła przecząco głową. Basior wyglądał na zdziwiony odpowiedzią, ale nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Altheia sama podeszła do brata i wzięła go na plecy tak, jak to zrobiła wcześniej. Opatuliła brata skrzydłami tak, by nie dotknąć rany i spojrzała wymownie na ratownika, czekając, aż wskażę jej drogę. Ten szybko zrozumiał przekaz i byli już w drodze do jaskini nieznajomego.
  Podcza drogi myślała mniej, niż zazwyczaj, a prawie w ogóle, co nie należało do rzeczy normalnych. Musiała być czujna, na wypadek, gdyby prowadziła siebie i kuzyna na rychłą śmierć, ale czy mogła narzekać? W końcu sama tu przyszła i w pewnym sensie przyprowadziła ze sobą rodzinę (nawet, jeśli on sam za nią poszedł, wiedziała, że to zrobi), więc wilki mogłyby uznać ich za szpiegów, którym los w tej chwili nie sprzyjał i chcieli się ich pozbyć na wypadek, gdyby się czegoś dowiedzieli (a jedyne, co tu znaleźli, to przepiękne kwiaty w lesie). Zastanawiała się, czy naprawdę prowadzi ją do jaskini; jeśli tak, to do jakiej. Do wspólnej, z innymi wilkami, do tajemniczej, w której przyjmował takich wędrowców, jak my, czy do swojej własnej, w której albo ktoś będzie, albo nie. Czuła strach, ale nie o siebie czy strach przed wilkami; bała się, ze przyprowadziła tu Einara na pożegnanie z życiem. Gdyby przeżyła i widziała, jak umiera, sama popełniłaby samobójstwo, albo już na zawsze została w świecie swego umysłu, będąc samotnym wariatem. 
  Oboje milczeli, tylko Einar czasem wydawał z siebie jęki, czyli oznakę życia. Szli szybko, chociaż Alia starała się iść płynnie, by nie sprawiać rannego żadnego bólu, ale nie należało to do najprostszych rzeczy. Czuła, jak woń w powietrzu się zmienia, była coraz bardziej uważniejsza, zwracała uwagę na każdy, najmniejszy dźwięk i przyglądała się drodze, jaką szli, by ewentualnie uciec nią prosto do stada, gdzie byli w pewnym sensie nietykalni przez wilki.
- Jesteśmy – spojrzała na niewielką jaskinię, nie zatrzymując się. Wkroczyła w ciemność, wyczuwając obecność jakiejś istoty.
- Brak? Już wróciłeś? - usłyszała cichy głos, należący do starszej samicy. Stanęła, gdy jej oczy zetknęły się z oczami wadery, leżącej przy ścianie. Ta podniosła łeb i uważnie przyglądała się towarzyszom. Altheia starając się, by przypadkiem jakiś jej ruch nie został odebrany jako atak lub obrazę, stała w miejscu i ze swoją naturalną miną, patrzyła na waderę, czekając.

Brak?
---
249 PD
~Mimma

niedziela, 21 października 2018

Od Karo (do Zoli) "Letni temperament" cz.6

  Dziewczyna tupnęła nogą i wyszła z lokalu z czystym wkurwem na twarzy. Już sam nie wiedziałem co robić. Siedziałem chwilę rozmyślając co zrobiłem w życiu źle, a potem wyszedłem z lokalu ruszając w sumie nawet nie wiem gdzie. Spacerowałem chwilę wśród szarych, wąskich uliczek. W wszystkich domach było już ciemno, co nie było dziwnym widokiem. Otwarte były tylko bary, knajpy i jakieś burdele. Ktoś tam w ogóle chodzi? Wszedłem to jednej z karczm i zamówiłem pokój na jedną noc. Sprzedawca wydawał się miły. Gość miał czarne włosy, niebieskie oczy. W sumie to mógłby zostać moim ziomem. 
- Ładny jesteś - powiedział chłopak.
  Aha. To wszystko się wyjaśniło. Poszedłem do pokoju, udając, że nie usłyszałem komplementu. Pokój schludny. Biała pościel zakrywała łóżko z drewnianą ramą. Zasiadłem na fotelu w rogu pokoju, wyciągając książkę. Chwilę czytałem książkę. Nagle usłyszałem głośne tupanie i częste kroki. Ktoś biegł. Spojrzałem przez okno. Biegła ta dziewczyna, a za nią szedł jakiś gość. Wcześniej nawet nie zauważyłem jak zaczął padać deszcz. Dziewczyna runęła na ziemię. Przy lądowaniu można było usłyszeć "KURWA MAĆ!". Zszedłem na dół z wzrokiem chłopaka na plecach. Mężczyzna chwycił ją za kołnierz, a ona znów przeklęła. Szybkim ruchem wyrzuciłem igłę z ręki, która wbiła się w ramię gościa. 
- No hej - powiedziałem cicho.
  Nie dostałem odpowiedzi, tylko jedną głośne chrząknięcię. 
- Ale wiesz... - uśmiechnąłem się lekko - tutaj informuje się o takich rzeczach władze...
  Dziewczyna wybałuszyła oczy. 
- Zrób z nią co chcesz - oznajmiłem.
  Mężczyzna powoli wyciągał nóż. W tym czasie zdążyłem, wjechać mu z buta w ryj. Niestety złapał mnie szybko za nogę i nie chciał puścić. Jego połamane paznokcie wbijały się powoli w moją łydkę, co nie było przyjemnym uczuciem. Właśnie wtedy zauważyłem, że był to jednak jeden z tamtych gości. Gdzie był drugi nie wiedziałem. I tak nie była mi potrzebna ta informacja. Szybko odciąłem mu jedną rękę mieczem. Mężczyzna jęknął po czym zamachnął się druga ręką. 
- Spierdalaj w podskokach! - krzyknąłem do dziewczyny.
  Jak powiedziałem, tak zrobiła. Zniknęła za rogiem i już nigdy jej nie zobaczyłem. Takie życie. Lecz nadal miałem gościa bez ręki na głowie. Wleciał na mnie z bara i przyparł do muru. Odepchnąłem go na tyle mocno aby upadł. Wyciągnąłem miecz, który wbił się w brzuch mężczyzny zaraz po tym jak ruszył na mnie. Usiadłem, opierając się o ścianę jakiegoś budynku. Dziewczyny już nie spotkałem.

Wątek zakończony. 
---
190 PD
~Mimma

sobota, 20 października 2018

Od Jeana (do Taemina) "Ramen, kolejka i ruletka" cz. 5

W zasadzie to nie wiem, jak do tego wszystkiego doszło... Teraz siedzieliśmy u mnie w domu w głównym pokoju. Ubrania suszyły się na kominku. W kominku cicho trzaskało, my siedzieliśmy w ciszy. Ktoś, kto patrzyłby z boku, mógłby uznać to za coś krępującego, ale to było coś błogiego i pięknego w tej ciszy, która była przerywana tylko hałasem burzy z zewnątrz. No cóż, trzeba jakoś zagadać, zacząć rozmowę.
Spojrzałem w stronę chłopaka, jego oczy były skierowane w stronę ogniska, tańczyły w nich małe iskierki.
Głupie porównania i parabole jakieś, skupiłem się za bardzo na... Nieważne, głupek.
Zauważył moje spojrzenie, Boże, debil ze mnie, lekko się uśmiechnął. Na zewnątrz rozległ się głośny huk pioruna. Wzdrygnął się, jednocześnie przysuwając się do mnie, zupełnie tak, jak wcześniej lekko się zarumienił. Zakłopotany przeprosił i wytłumaczył, że boi się burzy. Tak zaczęła się rozmowa, o wszystkim i o niczym. W całym domu dało się słyszeć deszcz dudniący o okna oraz naszą rozmowę przerywaną co jakiś czas śmiechem. Czas mijał szybko, z czasem zrobiło się... ciemniej, jednakże nie zauważyliśmy tego. Na dworze dalej grzmiało, a deszcz nawet na minutę nie zelżał. W końcu poszedłem nam nalać chyba już trzeci kubek herbaty cytrynowej, mojej ulubionej. Uśmiechnął się lekko, gdy podałem mu gorący kubek do rąk.

Taemin? Wybacz, że krótkie. Nie umiem w długie zdania.

----
104 PD
Owca

Moja sztuka jest spowiedzią duszy, a nie oka.

Stephan de Vort
Nie posiada pseudonimów
Mężczyzna | 33,5 roku | Człowiek | Homoseksualny | Wojownicy | Skrytobójca
Ścieżka Wojownika
Poziom 4 456/2500 PD (4456 PD) | 35 punktów
Kontakt: Felsaroth [Howrse], felsaroth277@gmail.com [E-mail]
Art by Gellyh


Scott odchodzi!

Dziś TWoF opuszcza kolejna osoba - Scott, znany też jako Tommy, mąż Ciko lub druga Zuzanna M. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, myślę, że członkom i reszcie administracji bloga również. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś zawitasz do nas z nową postacią!


Administracja

Od Scotta "To już koniec" [16+]

  Burzowy dzień. No okej.
  Wstałem tak jak w sumie robiłem to codziennie. Popatrzyłem się jak śliczne jest za oknem. Deszcz. Deszcz. Dużo deszczu. Pięknie.
  Podszedłem do czajnika, który stał na kuchence. Zagotowałem trochę wody, aby mieć co wypić. Już poraz ostatni. 
  Ziołowa herbatka powinna mi dobrze zrobić, ale jednak dalej chciałem. Dalej chciałem to uczynić. 
  Ruszyłem w głąb pokoju, ażeby poskładać rozwaloną pościel. Ułożyłem starannie poduszki i kołdrę. Było idealnie.