niedziela, 9 grudnia 2018

Od Ake (do Blade'a) "To chyba jakiś żart" cz.7

   – Nawet nie próbuj żartować – syknęłam. Nogi całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa. Usiadłam, chwiejąc się raz w jedną, raz w drugą stronę. Pomału to wszystko zaczęło do mnie docierać. Cholera jasna, JJ był jedynym lisem, którego szczerze kochałam, a bez niego nie miałam już nikogo. Po co on tam polazł? Już dawno miałam okazję, aby przekonać się o tym, że temu typowi odjęło rozum, ale żeby było aż tak źle? I jeszcze te kłamstwa. Cennecie, mieliśmy zrobić Blade'owi jeden śmieszny żarcik, a skończyło się na zamieszaniu w to przywódcy Łowców i przodkowie wiedzą kogo jeszcze. Kuźwa, wydziedziczę go od razu po uratowaniu jego wielkiej dupy.
   – Więc jak, kochanie? Pójdziesz ze mną, czy postanowiłaś jednak zaczekać, aż w końcu i jego truchło znajdzie się na granicy i wtedy będziesz się zastanawiać?
   – Możesz się uspokoić? Zachowujesz się jak bachor, który podłapał coś, co go niezwykle bawi i katuje tym wszystkich dookoła.
   – Masz rację, trochę mnie to bawi.
   – Chyba nie powinno.
   – Tu też, niestety, masz rację.
   Spojrzałam na Soyę, która ukradkiem przysłuchiwała się naszej rozmowie. Cholera, oby i ona sobie czegoś nie ubzdurała. Nie wiem, do czego jest zdolna, jeśli usłyszała te ,,kochania" i ,,słoneczka", jednak skoro udało jej się spłodzić coś takiego jak JJ, to mogłam się spodziewać wszystkiego. Ja pierdolę, nie znam własnej matki.
    – Chodźmy stąd już – mruknęłam. Podniosłam się powoli. Mroczki przed oczami i lekkie zawroty głowy zmusiły mnie do przymknięcia powiek. Chwilę stałam w bezruchu, aż świat przestał wirować. Zdecydowanym krokiem wyszłam z nory, patrząc pytająco na Blade'a, który został w tyle.
    – Twoja matka, czy kto to tam jest, zasługuje chyba na jakieś wyjaśnienia.
    – Nie znam jej tej lisicy. Możemy iść.
   Gdyby nie powaga sytuacji, chyba zaczęłabym się śmiać. Świetna rodzinka, nie ma co. Jeden łazi po terenach wilków cholera wie po co, jego siostra nie ma nic przeciwko, aby ponabijać się trochę z głowy klanu, ponadto twierdzi, że nie zna lisicy mieszkającej razem z nią w jednej norze. Model idealnej rodziny.
   Stresowałam się podwójnie i mimo że starałam się tego po sobie nie pokazywać, średnio mi to wszystko wychodziło. Cholera, miałam nigdy więcej nie spotkać się z przywódcą twarzą w twarz. Ten przezabawny żarcik miał być do tego pierwszą i ostatnią okazją. Podczas gdy ja niemal wychodziłam z siebie, Blade sprawiał wrażenie, jakby to wszystko go nie interesowało. Miałam głupią nadzieję, że o tym nie pamięta, albo przynajmniej nie uważa mnie za jakoś bardzo świrniętą. W każdym razie, czułam się trochę niezręcznie. Bardzo niezręcznie. Cholera, jeszcze nigdy w życiu tak się nie czułam. No, może raz jak wyznałam miłość jakiemuś przypadkowemu szczeniakowi, narażając się tym na śmiech ze strony rówieśników i mojej miłości. To też było strasznie niezręcznie, ale mimo wszystko byłam mała i i nie jedyna, która nieszczęśliwie zakochała się w jakiś nieznajomym.
    Blade, odkąd wyruszyliśmy w drogę, nie odezwał się do mnie ani słowem. Może jednak uważa mnie za świra, za kogoś niewartego rozmowy? Nie znałam go, słyszałam jedynie różne opowieści dotyczące jego zachowania, ale nie wiedziałam, co jest prawdą, a co nie. Niektórzy mówili, że to ponury mruk, inni uważali to za kłamstwo, a każdy z nich zapewne nie zamienił z nim ani słowa. Mam spędzić w jego towarzystwie cały dzień. Pomocy.
    – Jak ja mam się tam zachowywać? – zapytałam w końcu, czując potrzebę przerwania tej ciszy. – No wiesz, chodzi mi o to jego kłamstwo.
     –  Jeśli powiem ci, że mamy wyprowadzić Silvera z błędu, to mnie posłuchasz, czy może już przyzwyczaiłaś się do bycia moją partnerką?
     – Chcę tylko odzyskać brata. – Chwila milczenia. Chyba wiedział, co zaraz powiem. – Nie wiem, czy dobrze myślę – zaczęłam niepewnie, na jego pysk wkradł się pobłażliwy uśmiech – ale jeśli wyda się, że to wszystko było kłamstwem, jeszcze bardziej go pogrążymy.

Blade?
---
451 PD
~mima

Wielka aktualizacja

Podczas Wielkiej Aktualizacji z pokornie uchylonymi głowami i łzami w oczach żegnamy sześć wspaniałych postaci, które silnie przyczyniły się do rozwoju The World of Fiction. Dzielimy z nimi cudowne wspomnienia, których nie sposób zapomnień, aż żal nam serca ściska. Nie ma jednak tego złego, wszyscy bohaterowie stają się NPC, więc żywimy ostatnią nadzieję, że autorzy jeszcze zdecydują się do nich powrócić.

sobota, 8 grudnia 2018

Od Yumeko (do Althei'i) "Sekret doliny" cz.9

  - Woda i tak będzie miała ponownie kolor - rzekła do siebie lisica. Zbliżyła się, aby pochylić pyszczek i się napić z niej. Nie śpieszyłoj jej się, aby iść zapolować. Nie czuła zbytniego głodu. Chciała spać dalej. Gdy w miarę możliwości pragnienie ustąpiło, samica wyszła z jaskini. Gdy tylko wyczuła krew, wybrała się tam, by zobaczyć skąd dobiega ten zapach.
  Przedzierała się przez krzaki i drzewa, by dojść do jelenia. Nieopodal była tamtejsza dwójka. Zbliżyła się z lekka wolniej niż zazwyczaj do zwierzyny, po czym trąciła noskiem martwego osobnika. Yume wzięła, wygrzebała sobie trochę mięska. Przecież ona nie lubi zbytnio polować. Tak właśnie woli podbierać zwierzynę innym.
  Gdy zjadła nieco porcji, poczuła na nowo senność. Czuła wibracje, dziwne takie jakby zaraz znikąd miało się coś niepokojącego tutaj zjawić.
  Yume nie chciała już czekać, więc ruszyła z wolna, opierając się o drzewa, czuła ciepło. Dopiero później usłyszała nawoływanie. Nie udało jej się nawet spojrzeć, gdyż padła jak długa na ziemię. Jej ślepia zamknęła się w jednej chwili.
  Czuła otaczający zewsząd ogień, czuła spaleniznę i dym, jej nozdrza były podrażnione, czuła to tak wyraźnie. Słyszała krzyki, nawoływania... Jednakże nie uniosła pyska, nie odezwała się, nie mogła... Jej oczy, właśnie, co z nimi, otwarte czy zamknięte były... Nie pamięta.
  Jej głos, właśnie, co z nim... Nie pamięta.
  Czuła ogień, ale ją nie parzył, czuła ciepło. Takie jakby otulające, słyszała, a może widziała..
NIE!
  Ona to czuła, tak właśnie czuła wszystko. Tupot, zabawę, swoją rodzinę, miłość, ciepło, coś, czego teraz nie doświadczy.
Czemu? - Nie zna odpowiedzi.
***
  Obudziła się, ktoś bądź coś ją ciągnęło. Tak samo jak Einara oraz jego siostrę. To coś było silne, samica nie mogła się ruszyć. Nie czuła własnego ciała. Sprawdziła czy została otruta, czy jakieś ma zarodniki w ciele, to jednak nic z tych rzeczy.
  - Ogień - udało jej się jedynie, jedno słowo wypowiedzieć. Wtem stanęła w ogniu, a zwierzę zaczęło wydawać dziwne dźwięki. Tuż po tym całe miejsce stało w ogniu. Słyszała na nowo krzyki, ale po chwili wszystko ucichło.
  Czyżby zostali porwani? Nie wie.
  Co im zrobili? Nie wie.
  Gdzie są? Nie wie.
  Są pytania, tylko bez odpowiedzi.
  Lisica ocknęła się, była w pełni wypoczęta. Obok niej była skrzydlata lisica, a dalej jej brat. Yume milczała, słyszała rozmowę, a po chwili jedno z tej dwójki zniknęło. Płomyki zaczęły tańczyć wokoło niej, a ona sama na nowo zamknęła swe powieki.

Altheia?
---
194 PD
~Mimma

Wielka aktualizacja

Cześć i czołem, szanowni bracia, siostry z Klanu Cieni, Klanu Łowców oraz Klanu Wojowników!


Pragniemy poinformować, że związku z niedawno powstałym i na całe szczęście już zażegnanym kryzysem The World of Fiction, grono administracyjne zdecydowało się przeprowadzić wielką aktualizację w szeregach pisarzy, którzy należą do bloga. 
Dlatego prosimy, aby od dnia dzisiejszego, tj. 23.11.2018, do dnia 08.12.2018 pozostawić pod tym postem pisemny ślad w postaci komentarza z imionami swoich postaci oraz informacją, która potwierdza, że autor ma zamiar pozostać na blogu lub z informacją odnośnie chęci opuszczenia naszych zastępów. 
Postaci osób, które nie zgłoszą się pod postem wcale, po upływie określonego czasu zostaną usunięte z zakładek i uznane za martwe lub za NPC zależnie od opcji wpisanej w formularzu. 
Wpis nie obowiązuje jedynie postaci osób, które zgłosiły nieobecność.


Dziękujemy za uwagę
Administracja

niedziela, 2 grudnia 2018

Od Karo "Ludzie zawodzą, ranią, ludzie kłamią"

  Życie... Gdy się rodzimy jesteśmy skazani na śmierć. Zacząłem zabijać ludzi z nienawiści, która do niczego nie prowadziła. A ja? Nawet nie niosłem z tego przyjemności. Moje życie też się skończy. W sumie chętnie sam bym to skończył...
~*~
  Wziąłem do ręki papierosa, podpaliłem po czym, wypuściłem dym z ust. Patrzyłem przez okno jakiegoś budynku. Za mną walały się trupy... Litry lepkiej krwi kleiły się do moich butów. Szybko wsunąłem miecz do pochwy. Wyszedłem z budynku. Nagle jakiś starzec coś krzyknął. 
- Tam jest! - krzyknął ktoś inny. Chwyciłem gościa za bark. 
- Co się dzieje?! - zapytałem spokojnie.
- Koń tego starca... Przysparza nam problemów od miesięcy! Jest porywisty, nie da się go powstrzymać. Teraz jednak uciekł! - krzyknął wyrywając się człowiek.- Jeśli natknie się na jakiegoś człowieka to go stratuje! Nie damy rady, a poza tym jest szybki jak diabli!
- Zajmę się tym... - powiedziałem. 
- Nie dasz rady! Stratuje cię! - oznajmił tamten gość. Nie zważałem na niego uwagi. Pobiegłem za tym rumakiem w pogoń. Wyplułem fajkę i zgniotłem ją nogą. Był to wysoki koń, o pięknym bułanym umaszczeniu. Jego grzywa i ogon były bardzo ciemne, lecz nie czarne. Oczy ciemnobrązowe, jak u większości koni. Miał zniszczone kopyta bez podków. Strażnicy zaczęli zamykać bramę, ale koń był szybszy. Wbiegł w strażników i uciekł w las. Chwyciłem się jednej gałęzi i wdrapałem się na drzewo. Zacząłem doceniać to, że w dzieciństwie skakałem po drzewach. Wykonywałem duże ruchy, tak aby, jak najszybciej dostać się do konia. Wkrótce byliśmy na tym samym poziomie. Nie miałem nic do stracenia, więc skoczyłem na konia. Rumak zaczął się wierzgać. Chwyciłem się za jego grzywę. To trwało z piętnaście minut. Koń się uspokoił, trochę zwolnił. Mogłem odsapnąć, na chwilę... Z mojego specjalnego uniwersalnego sznureczka zrobiłem kantar. Koń nawet nie uciekał. Wiedział, że go odprowadzę, lecz moje plany były inne. Zabrałem go. Jego warunki u tego szaleńca były straszne. Usłyszałem stukot kopyt za mną. Parę ludzi podjechali na swoich koniach. 
- Zgubiłeś się? - zapytał jeden z nich.
- A ty chcesz się zgubić? - odparłem.
  Odjechali. Wreszcie ktoś zrozumiał moje teksty. Jaki mają przekaz. Parę godzin później słońce zaszło. Konia przywiązałem do dużego korzenia, który był dosyć gruby. Koń zapadł w sen, ja tak samo. Zbudziłem się otoczony przez jakiś ludzi. Szukali tego konia. Nagle uratowali mnie tamci ludzie, których spotkałem wczesniej. Wypędzili tamtych. Nie mieli zamiaru ich zabijać. Poczułem przy nich coś dziwnego. Zabrali mnie do jakiegoś baru. Tak mijały dni. Poznaliśmy się bardziej. Nic jednak nie trwa wiecznie... Pewnego ranka obudziliśmy nie tam, gdzie powinniśmy. Nie wiem, jak to głupio za brzmi, ale zostaliśmy porwani. Z tego wszystkiego przeżyłem tylko ja... Gdy zobaczyłem ich ciała coś się we mnie zebrało... złość. Szybko ściągnąłem z siebie uwiązy i strzeliłem kulą ognia w tamtych dziwnych ludzi. Pobiegłem w stronę martwych ciał. Wtedy wystrzelili we mnie grad strzał. Okryłem trupy plecami. Chciałem ich pochować normalnie. Wyciągnęli miecze i ruszyli na mnie. Użyłem mojej teleportacji. 
- Gdzie on jest?! - pytali się co chwilę.
- Hinotama! - krzyknąłem, a z moich ust wypłynął ogień.
  Zacząłem walkę, co chwilę ciąłem i dźgałem tych ludzi. Zakończyłem to. Wyszedłem z budynku i spojrzałem na konie. W moich oczach zebrały się łzy.
- Idźcie! Ich już nie ma... - szepnąłem. - Przepraszam... To ostatnia śmierć z moich rąk...
  Wsiadłem na konia, którego opanowałem parę dni wcześniej. W tym samym momencie, gdy tamte konie wybiegły.

---
272 PD
~Mima

piątek, 30 listopada 2018

Od Adrianny (do Venus) "Odsuń się daleko"

   Ktoś mi ukradł torbę. Ktoś ukradł moją jebaną torbę, którą dopiero co kupiłam, i przez którą musiałam odmówić sobie kilku innych przyjemności. Szczęście w nieszczęściu, że nie zdążyłam nic do niej włożyć, a w te lepkie rączki pierdolonego złodziejaszka nie trafiło nic więcej. Jak mogłam nie zauważyć nikogo podejrzanego? Jak mogłam nie zorientować się, że ktoś zabiera mi najcenniejszą rzecz, jaką miałam w tej chwili przy sobie? Oddaliłam się dosłownie na minutkę, a tu – buch! Torby nie ma. Cholera, ile razy muszę się przekonywać na własnej skórze, że na tym świecie żyją tylko takie łachudry?
    Podeszłam już chyba do każdego, kto znajdował się w pobliżu, jednak scenariusz rozmowy ciągle wyglądał tak samo – nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał albo nikt nic nie chciał mi powiedzieć, ponieważ to on został właśnie nowym właścicielem mojej torby.
   Usiadłam na ławce, bezsilnie wznosząc oczy ku niebu. Gdybym tylko miała okazję, bez wahania odcięłabym ręce temu łajdakowi. Niech zgnije sobie z tą torbą. Ludzie w tych czasach nie mają za grosz szacunku do cudzej własności i ciężkiej pracy, która doprowadziła do pozyskania ów własności. Boże, jak to beznadziejnie brzmi, jeszcze w moich myślach.
    – Zapali pani? – Podskoczyłam na dźwięk męskiego głosu, który całkowicie wytrącił mnie z rozmyślań.
    Wzięłam fajkę od nieznajomego, kilka sekund później rozkoszując się momentem ulatującego z ust dymu.
   – Stało się coś? – zagaił mężczyzna. – Wygląda pani na zmartwioną.
   Był chyba niewiele starszy ode mnie. Raz po raz gładził swoją brązową brodę, jego wąs był misternie przystrzyżony, a sam nieznajomy wyglądał na kogoś względnie majętnego.
   – Jeśli już pan pyta – mruknęłam, podając mu fajkę – to przed chwilą straciłam torbę.
   Pokiwał głową, bardzo nieudolnie udając współczucie. Cholera, ludzie są beznadziejni. Mógłby sobie darować.
   – Straszna sprawa – skomentował, a ja zaczęłam zastanawiać się, czy na tym świecie istnieje ktoś bardziej nieszczery. Tak, na pewno istnieje.
    – Straszna czy nie, ja chyba powinnam już pójść – powiedziałam beznamiętnie i poczułam dym okalający moją twarz. Machnęłam ręką, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść. Nie miałam żadnego planu, chciałam się wyluzować i nie słuchać już żadnych fałszywych wyrazów współczucia.
   Nogi same pokierowały mnie do jednego z barów, w którym ostatnimi czasy dość często bywałam prawdopodobnie dlatego, że tam nikt nikim się nie interesował. Jedni upijali się, a następnie szli podbijać miasteczko, drudzy zupełnie nie przejmowali się tym, że ktoś patrzy jak korzystają z obecności swojego partnera (lub też nie-partnera, to nieistotne).
    Slalomem przemykałam między ludźmi, starając się znaleźć jakiś cichy kącik i w końcu mi się udało. Niemal wcisnęłam się w ścianę, przeklinając pod nosem całe moje życie. Jakaś dziewczyna chyba też chciała spędzić ten wieczór samotnie. Zobaczywszy mnie, wycofała się lekko, jednak po chwili z powrotem ruszyła w moją stronę. Podniosłam brwi. Nie chcę towarzystwa, nie widać? Usiadła obok mnie, kładąc na stoliku kufel miodu, który uprzednio trzymała w ręce. Nie odzywałam się. Wbiłam wzrok w ścianę. Niech sobie stąd pójdzie. Chyba chciała się odezwać. Otworzyła usta, przeczesując włosy ręką, przypadkowo strącając kufel ze stołu. Podniosłam się, patrząc na moją mokrą sukienkę. Kurwa, czy ten dzień nie mógł mi chociaż trochę darować? Wszystko się we mnie skumulowało i czułam, że zaraz wybuchnę. Zacisnęłam ręce w pięści, paznokcie wbiły mi się w skórę jak w gąbkę. Opanuj się, opanuj się, powtarzałam w myślach jak mantrę. Coś do mnie mówiła? Bardzo możliwe, jednak w tym momencie był całkowicie skupiona na poskromieniu moich emocji, aby nie cisnąć w głowę nieznajomej pierwszą rzeczą, która wpadnie mi w ręce.

Venus?
---
339 PD
~Mimma

Od Blade'a (do Ake) "To chyba jakiś żart" cz.6

   Co prawda w pamięci wciąż miałem wyraz pyska lisicy, kiedy to sprzedawałem jej tą jakże zacną historyjkę odnośnie poszukiwania dla niej idealnego partnera mającego zostać ojcem jej dzieci, których rzekomo tak bardzo pragnęła. Wspomnienie to przepełniało mnie nie lada dumą nie tylko ze względu na to, że w pewnym sensie poniżyłem ją przed głową klanu, ale i dlatego, iż tak łatwo dała się wkręcić. Szczerze mówiąc, jeszcze kilka godzin temu w tej mojej chorej makówce pojawił się iście diabelski plan, mający na celu poniżyć ją jeszcze bardziej i to na oczach innych - byłby to odwet za to, że chciała zrobić kompletnego debila ze mnie samego, ze swojego przywódcy. Zanim jednak dopracowałem tą jakże interesującą wizję zemsty, moje plany pokrzyżowane zostały przez inne wydarzenie, jak na ironię mające związek właśnie z Ake.
   Nie zwlekając zatem ani minuty dłużej, czym prędzej opuściłem swoje skromne cztery ściany, chcąc tym samym osobiście sprawdzić, czy informacja przyniesiona przez jednego z Cieni była prawdziwa. Niestety, tak jak się tego spodziewałem, żaden lis nie przyszedłby do mnie ze zwykłą plotką czy też kłamstwem wyssanym prosto z pazura, jak to niekiedy bywa w innych klanach. Stając oko w oko z moim dobrym znajomym, w środku aż skręcało mnie od obelg skierowanych pod jego adresem. To było jednak niczym w porównaniu do wściekłości, jaką odczuwałem w stosunku do jednego z członków mojego klanu, który chyba zapomniał, gdzie jego miejsce. Osobnik ten złamał jedną z naszych najważniejszych zasad, a mianowicie dał się złapać. Dał się złapać tym dzikim psom, które chyba jedynie ze względu na chęć utrzymania pokoju nie rozszarpały go jeszcze na strzępy. A teraz ja muszę świecić oczami przed ich królem wielbiącym świeczniki, próbując się w ten sposób jakoś wytłumaczyć z jego zachowania. I po co to wszystko? Po to, by ten - wysłuchawszy mojego jakże przekonującego wywodu na temat jego niewinności - podsumował to wszystko tym, że chciałby jeszcze porozmawiać z siostrą tego nieszczęsnego lisa na temat jego "wychowania". Nosz kurwa mać, to jest jakiś mój pechowy dzień, niczym dla dwunożnych małp piątek trzynastego? Najpierw jedna samica przychodzi do mnie z niemoralną propozycją, zaraz po niej przychodzi następna, która udawała, że też tego chce, a na sam koniec dnia dowiaduję się, iż jeden z naszych dał się złapać wilkom z klanu Silvera, a ja muszę teraz tak to wszystko rozegrać, żeby mi biedaka na części pierwsze nie rozebrali. Ah, o mało nie zapomniałem o moim jakże cudownym poranku, kiedy to zjadłem jakieś halucynki znajdujące się w trzewiach tego biednego zająca. Gorzej być nie może. A jednak nie, może być - w sumie nie wiem, czemu w ogóle ratuję młodemu skórę, skoro po powrocie na tereny naszego klanu osobiście go zabiję. Nie dlatego, że przyniósł nam swego rodzaju wstyd. Dlatego, że powiedział tym wilkom coś, co uratowało mu życie. Życie, które ja osobiście za te słowa mu odbiorę.
   W taki oto sposób dochodzimy do chwili obecnej, podczas której z czystą obojętnością wymalowaną na pysku z cierpliwością oczekiwałem, aż Ake wyjdzie ze swojej nory. Co prawda z początku spotkałem inną lisicę, łudząco do niej podobną, lecz biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, wolałem udać się tam nie z jej starszą wersją, ale oryginałem. No i nie ma co ukrywać - zdaję sobie sprawę z tego, że być może to właśnie ona szybciej będzie chciała zatłuc swojego kochanego braciszka, niż ja zdążę chociażby mrugnąć.
   - Wybacz, nie potrzebuję ojca dla moich dzieci, znalazłam już sobie kogoś. - Powiedziała od razu, gdy tylko stanęła na pewnych łapach, pazury kryjąc pod opadłymi, uschniętymi liśćmi.
   Normalnie skomentowałbym ten tekst tak samo głupio, jak odezwała się ona, dorzucając jeszcze do tego coś sarkastycznego czy też uszczypliwego. W obecnej sytuacji nie było mi jednak ani trochę do śmiechu.
   - Wierz mi, mam ciekawsze rzeczy do roboty niż udawanie swatki. - rzuciłem obojętnie, mierząc ją uważnym spojrzeniem - Jeden z naszych został nakryty na węszeniu po terytorium Łowców, pójdziesz teraz ze mną i grzecznie wyjaśnisz im, że nie miał złych zamiarów.
   Ta z początku nie zareagowała, patrząc na mnie jak na niespełna rozumu lisa. Zabrała głos dopiero po kilku sekundach, nie starając się nawet ukryć kpiny ani rozbawienia na moje słowa. Może mi wierzyć, niedługo nie będzie jej do śmiechu.
   - A co ja, polityk jestem? - fuknęła, zadzierając pysk do góry - Ty jesteś naszym przedstawicielem, więc to twój obowiązek, nie mój. Poza tym wybacz, ale muszę jeszcze coś zrobić. - skończywszy, odwróciła się i miała zamiar odejść. Kiedy jednak to ja się odezwałem, chyba kompletnie zapomniała, co to też ważnego było dotychczas na jej głowie.
   - To twój brat, JJ bodajże. - i tak jak się spodziewałem, zamarła w bezruchu, patrząc z przerażeniem w moją stronę - Podobno zapuścił się zdecydowanie za daleko jak na przypadkowe przekroczenie granicy, a i mówić za dużo nie chce. Z początku chciałem sam go zabrać, ale Silver koniecznie chce widzieć się z tobą.
   - Ale... - zacięła się, mijając mnie i chcąc zapewne czym prędzej ujrzeć swoje ukochane, młodsze rodzeństwo. Nie widząc zatem większego sensu w staniu niczym słup, ruszyłem za nią, prowadząc w odpowiednią stronę - Co ja mam z tym wspólnego?
   Spojrzałem przelotnie w jej stronę, dostrzegając wyraźną troskę oraz strach wymalowane na jej pysku. Gdyby ktoś był obok mnie, założyłbym się o swój własny ogon, że za kilka sekund będzie chciała go zamordować równie mocno, jak ja sam.
   - Zazwyczaj intruzi są zabijani, a ciała porzucane na granicy klanów jako swoiste ostrzeżenie dla innych. - zacząłem, nie spoglądając w jej stronę mimo iż wiedziałem, że ta na mnie patrzy - Twój braciszek też o tym wiedział, dlatego wcisnął im pewne kłamstwo, które nie podoba się ani mnie, ani zapewne tobie.
   - Co powiedział? - zapytała z przejęciem, po chwili dodając - Jakie kłamstwo?
   Nim odpowiedziałem, westchnąłem głęboko, chcąc jej w ten sposób pokazać, że i mnie ono niezbyt odpowiada.
   - Powiedział, że jeśli go zabiją, wywołają tym samym wojnę między naszymi klanami. Rzucił podobno tekstem, że Blade na pewno nie będzie zadowolony, jeśli jego największy przyjaciel Silver zamorduje jego przyszłego szwagra.
   Poczekałem przez chwilę, aż Ake przyswoi sobie to, co przed chwilą mówiłem. I jak się spodziewałem, zadowolona zbytnio nie była.
   - Jak to "przyszłego szwagra"? - zapytała w końcu z podejrzliwością.
   - Ano szwagra. - rzuciłem po chwili, słabo się uśmiechając - Chcąc ratować własną skórę, wcisnął wilkom kit, że jego siostra będzie niedługo oficjalną partnerką głowy klanu, czyli moją. - nie mogąc się powstrzymać, spojrzałem w jej stronę i dodałem z kpiną - Dobrze wiedzieć, że już mnie uwiązaliście. Kiedy miesiąc miodowy, słoneczko?

Ake? Wybacz czas oczekiwania ;-;
---
523 PD + 5 P
~Mimma