wtorek, 25 grudnia 2018

Wolę tułać się w tej mgle, niż siedzieć i nie próbować żyć.


Yasori Greyjoy
Nie posiada ksywek
Mężczyzna | 15,5 roku | Człowiek | Biseksualny | Wojownicy | Bezrobotny
Ścieżka Wojownika
Poziom 1 500/1000 PD (500 PD) [Boost +20%] | 25 punktów
Kontakt: Karo#4921 [Discord]
Art by Aoi Ogata


poniedziałek, 24 grudnia 2018

Od Carisy (do Karo) "Klan Rzab" cz.6

  Co tu się właśnie stało? Ciemnowłosa była odprowadzana do domu przez wojownika z jej klanu, co w końcu było bardzo miłe, ale dziewczyna nie czuła się z tym zbyt dobrze. Jako przywódczyni Wojowników mogłaby sama przejść kilkanaście metrów, bo wcale nie miała tak daleko do mieszkania.
  Gdy byli już pod domem, Carisa podziękowała nowemu znajomemu i weszła do domu, zostawiając go przed drzwiami. Od razu podreptała do swojego pokoju i wycieńczona padła na łóżko. Jak zwykle, niewiele później znalazła się tam też czarna kotka, która najwyraźniej czymś się martwiła. Carisa już miała zasnąć, gdy Pani Meow zaczęła wydawać z siebie głośne pomruki, jednak nie były to odgłosy zadowolenia. Dziewczyna niechętnie wstała i zaczęła kierować się w stronę kuchni, kotka pobiegła za nią, nie przestając miauczeć. Ciemnowłosa spojrzała w miskę kotki. Pełna. Więc co tu było problemem? Schyliła się, by pogłaskać czarną kotkę. Podniosła ją i poszła do sypialni, spojrzała na zegarek i położyła kotkę w specjalnym koszyku, w którym zazwyczaj spała. Wzięła swój koc i ją nim okryła, mając nadzieję, że ten mały diabeł w końcu zaśnie. Pogłaskała kotkę i sama się położyła. Jak można się domyślić, Pani Meow nie chciała dać Carisie spokoju, wyskoczyła z koszyka i zaczęła miauczeć jeszcze głośniej, niż za pierwszym razem. Na początku dziewczyna starała się to ignorować, ale ciężko spać, gdy kot biega po całym domu, bawi się czym popadnie i jest przy tym bardzo głośny. Jakby tego nie było za mało, jeszcze ktoś postanowił przeszkodzić Carisie. Można było usłyszeć z daleka krzyki i wiwaty ludzi, a dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Nie wiedziała o żadnej uroczystości, spotkaniu, czy czymś podobnym, więc o co chodzi? 
  - Co to ma być i kto to robi? - zapytała samą siebie. Popatrzyła na Panią Meow, bawiącą się niedaleko łóżka i wyjrzała przez okno. Pogoda była okropna, wszędzie ten śnieg, który nadal padał, a w dodatku było bardzo zimno. Kto w ogóle wymyślił taką porę roku? 
  Spanie przy czymś takim było wręcz niemożliwe. Carisa w końcu nie wytrzymała, zarzuciła na siebie płaszcz, ubrała ciepłe buty i już chciała wyjść, gdy przypomniała sobie o tym, że na dworze jest bardzo ciemno. Znów sparaliżował ją strach, który uniemożliwiał jej wyjście z domu nawet na chwilę. Dziewczyna westchnęła z myślą "dlaczego ja?".
  Carisa nie wiedziała co się w zasadzie dzieje i dlaczego to spotyka akurat ją. Czy Pani Meow nie mogła wybrać sobie innej godziny na takie zabawy? 

Kaaaro? Niby miałam pomysł, ale zniknął.
---
298 PD
~Mimma

niedziela, 23 grudnia 2018

Od Luciena "Pod Wyuzdaną Służebnicą"

  Karczma Pod Wyuzdaną Służebnicą nigdy nie pękała w szwach, ale tego wieczora słabo oświetlone wnętrze prezentowało się wyjątkowo mizernie. Z braku czegoś, co przykułoby uwagę potencjalnego gościa - jakiegoś pojedynku na kufle czy pięści, burzliwej dyskusji, płomiennej awantury - wszystko zdawało się być jakoś bardziej obskurne niż zwykle - grubo ciosane ławy jakoś bardziej toporne, niechlujnie przetarte powierzchnie jakoś bardziej zaniedbane, ciężkie, składające się z nut zapachowych głównie w postaci starego potu, moczu i rozwodnionego owocowego sikacza, a dla mniej przywiązanych do własnego żywota powolnego zabójcy destylowanego w piwnicy dwa budynki dalej, powietrze jakoś bardziej zatęchłe. Nawet stali bywalcy, co prawda płacący w drugim, może trzecim terminie, lecz pod ciężarem swej pijackiej przyzwoitości podyktowanej pięścią karczmiennego obijacza gęb spłacający długi z zaskakującą regularnością, zalegli bezwładnie pod stołami w kałużach własnych wymiocin i nie zapowiadało się, by w najbliższej przyszłości zamierzali stamtąd wypełznąć.
  W takich okolicznościach Lucien, bez zajęcia i bez wyrzutów sumienia, zasiadł wygodnie pod jedną z drewnianych beli podtrzymujących strop i począł rozkładać karty. Co prawda w pobliżu nie znajdował się żaden kompan do gry. Lysa całym sercem i siłą mięśni oddała się szorowaniu wymiętoszoną, poszarzałą szmatą wyszczerbionego kufla, zatracając się w tym nerwowym, agresywnym wręcz pocieraniu bez reszty. O przeciwległą ścianę oparł się mężczyzna i, otoczywszy się aurą nieprzystępności, dłubał sobie właśnie w uchu. Halvar, brat właścicielki. Wcześniej wspomniany strażnik wszelako pojętego porządku, choć wyraźnie większą wagę przykładał do ładu możliwego do osiągnięcia za pomocą solidnego kopa niż miotły. Spośród nielicznych gości, z wyłączeniem tych, dla których zabawa w upadlanie już dawno się skończyła, wszyscy jak jeden mąż ponaciągali, co tylko mieli na głowy i urządziwszy sobie jakieś nieoficjalne zawody w hodowaniu najbardziej spektakularnego garba, zajęli się swoimi sprawami. Co by jednak nie mówić, towarzystwo było znośne. Niezbyt zajmujące, nie wzbudzające sympatii, nie generujące nawet najtańszej rozrywki, ale znośne. Nikt nie wpadł na pomysł, by dosiąść się do Luciena, poczęstować mętnym napitkiem, opowiedzieć historię swojego życia... Mężczyzna nie mógł być bardziej usatysfakcjonowany.
  Nie zareagował, kiedy frontowe drzwi skrzypnęły. I tak najpierw podejdzie do lady, o ile nie obróci się na pięcie i co sił w nogach nie ucieknie przed tą atmosferą nędzy i rozpaczy. Całkowicie pochłonięty bawieniem się pomalowanymi kartonikami Lucien stracił na dłuższą chwilę poczucie czasu i przestrzeni. Z jego małego transu wyrwał go dopiero obcy głos:
  - Można się dołączyć?
  W tej chwili Lucien zdecydowanie mógłby być bardziej usatysfakcjonowany.

Ktoś?
---
233 PD
~Mimma

Okazja czyni złodzieja, a ja mam mnóstwo okazji.


Lucien
Nie posiada ksywek
Mężczyzna | 26,5 roku | Człowiek | Homoseksualny | Wojownicy | Pracownik karczmy
Ścieżka Wojownika
Poziom 2 877/1500 PD (1877 PD) [Boost +20%] | 45 punktów
Kontakt: Kerouac [Howrse]
Art by psdelux


sobota, 22 grudnia 2018

Od Karo "Wszystko jedno"

  Nagle cios! Pierwszy, drugi, koniec! Spojrzałem na mojego "manekina", którym było drzewo. Od dawna chciałem nauczyć się walczyć halabardą, a teraz, gdy skończyłem zabijać ludzi za pieniądze, miałem dużo czasu. Zacząłem dużo ćwiczyć, i nie tylko walkę, ale też ciche poruszanie się, w czym pomagał mi mój nowy przyjaciel, czyli koń. Nazwałem go Rhaegar, a pomagał mi on tak, że miał świetny słuch, jeśli mnie usłyszał to odwracał się od razu. Uczyłem się tego, bo chciałem zostać szpiegiem, coś bardziej legalnego, jeśli można to tak nazwać. 
  Padłem na ziemię z uśmiechem na twarzy, a do mnie podbiegł koń. Podniosłem się i poszedłem do swojego domu ubrać się. Zarzuciłem na siebie płaszcz i wyskoczyłem z domu przez okno, prosto na Rhaegara. Szturchnąłem go piętą i koń ruszył. Jechałem jakieś piętnaście minut, gdy usłyszałem jakieś szelesty w krzakach (to pewnie Finn). Wydałem z siebie ciche "kurka wodna" i zszedłem z konia. 
  - Ktoś tu jest?! - zapytałem.
  - Nie! - usłyszałem z krzaków.
  Nagle z krzaków wyskoczył czarny wilk, który niewiadomo jak obwiązał mnie liną i zaczął prowadzić. W sumie to nie wiem gdzie, bo po drodze się zgubił i zostawił obowiązanego na pastwę losu... Moje życie jest do dupy. I tak czekałem parę godzin... Wreszcie ktoś zaczął podchodzić, jakaś ludzka już sylwetka, albo sylwetka zjaranego wilka, który chodzi na dwóch łapach. Ehhh... Wszystko jedno.

Ktoś?
---
110 PD
~Mimma

niedziela, 16 grudnia 2018

Od Karo (do Venus) "Patrząc w gwiazdy" cz.3

  - Venus Crow - dziewczyna wystawiła rękę w celu przywitania się. Podałem rękę i wyszedłem z budynku. Dziewczyna zdziwiona ruszyła za mną.
  - Gdzie idziesz?! - zapytała się.
  - Odniosłem cię do lekarza i to wszystko - odparłem, nie odwracając się. Venus cały czas podążała za mną. Właśnie wtedy przyszedł mi do głowy najgłupszy pomysł na świecie. Miała u mnie dług, więc musiała go spłacić. Dziewoja ta była trochę urocza, jej przemoczone włosy podrygiwały co krok. Na ustach jej widniał głupawy uśmiech, który trochę odrażał. Wszedłem do jednego z barów i zamówiłem pitny miód. To mój ostatni przystanek do tego by mój tajny plan zadziałał. Polegał on na... wyjebaniu się tak, żeby dziewczyna mogła mnie uratować, a potem się odczepić i pójść w cholerę. Dotknąłem butem baru i odepchnąłem się, a mój taboret zadygotał i zaczął lecieć w tył. Towarzyszył mi przy tym mój gangsterski uśmiech i nagle padłem rozbijając sobie głowę. Tak... jebnąłem za mocno. Tego nie przewidziałem i nie miałem planu B. W sumie to nawet planu A nie miałem. Jedyne co pamiętałem to gryzącą się w wargi Venus i dwóch gości nawalających mnie po ryju, sprawdzając, czy żyję. Skutki tego wydarzenia były inne niż myślałem, bo do całej sprawy dołączył się jeszcze miejscowy menel, nawalony w trzy dupy jakimś słabym browarem. Gość był agresywny i zaczął mnie kopać. Nagle przywalił tak w okolice przepony. Straciłem oddech, dziewczyna wyciągnęła jakiś scyzoryk ze swojej kieszeni i rozcięła moją koszulkę. Zaczęła się akcja - reanimacja.

Venus? Sorry, że tak długo :(
---
120 PD
~dumna Mimma

sobota, 15 grudnia 2018

Od Silvera (do Finna) "Miłość do krzaków" cz. 8

  Biały basior prędko zasnął w swym legowisku i spał aż do południa, przez co członkowie jego obozu narobili niezłego rabanu. Zaczynając od zaległych patroli na bójce między młodymi uczniami kończąc Silver już po godzinie czuł się, jakby był na nogach cały dzień. Ponadto nie minęła mu złość na Finna. Co on sobie myślał, oddalając się tak daleko od obozu? 
  Mimo wszystko jednak w głębi duszy cieszył się, że na złamaniu czy tam skręceniu nogi się skończyło. Wredny wilczur odczuwał nawet w pewnym sensie satysfakcję, że czarny basior dostał nauczkę i najpewniej przez najbliższy czas nie będzie mógł się ruszać z obozu. 
  Gdy sprawy obozowe zostały mniej więcej ogarnięte, przywódca ruszył do jamy Isabelle, gdzie tej nocy spał Finn. Już przy wejściu odurzył go mocny zapach ziół przechowywanych przez waderę i pewien znany mu słodki akcent przebijający aromat leżącej w pobliżu szałwii. Przez krótką chwilę zastanawiał się, czemu tak miło mu się kojarzy, skoro z natury nie znosi leczniczej zielonki, gdy nagle poczuł delikatne otarcie chudego ciała i jego umięśniony tułów. Stała mieszkanka jaskini właśnie wróciła z polowania, niosąc w pysku dwa nieco wychudzone króliki. Przeszła bezszelestnie obok władcy Łowców i podeszła do śpiącego Finna, przed którym położyła obie zdobycze.
- A ty nic nie jesz? - zapytał Silver, ignorując to, że wadera od czasu wejścia traktowała go tak, jakby był jedynie podmuchem jesiennego wiatru.
- To on musi dużo jeść, bo noga mu się nie zrośnie. - odrzekła tylko, jakby to było coś oczywistego.
- Ty też musisz się pożywić, od wczoraj nie miałaś niczego w pysku.  - na te równie spokojne i o dziwo ciche stwierdzenie wilczyca nie odpowiadała przez dłuższą chwilę.
- Pójdę coś upolować wieczorem. 
- Zgoda.
 Po tej wymianie zdań zapadła krępująca cisza, przerywana spokojnym oddechem Finna. Po chwili Silver wkurzył się na to, że jego przyjaciółka nie kontynuowała konwersacji, więc podszedł i trącił czarnego wilka łapą.
- Wstawaj, śpisz dłużej niż niedźwiedź w czasie zimy! - burknął na pobudkę.
- Siemka Silverze królu, idziemy oglądać krza... to znaczy polować? - zapytał Finn radosnym i beztroskim tonem, jednak gdy prawie wymówił słowo "krzak", mina mu ścierpła.
- Nie możemy Finn, z twoją nogą nie jest za dobrze.
- Całe szczęście, że mój ogon nie ucierpiał, wtedy to byłoby po mnie. - odrzekł.
- Z całą pewnością. - rzekł, po czym zwrócił się do Isabelle: - Długo będzie w takim stanie?
- Przynajmniej do zimy, poza tym teraz jest ślisko i znów mógłby sobie nadwyrężyć łapę. - odparła cicho, a z gardła Finna wydobył się żałosny szloch.
- I jak ja mam znaleźć wilczych przyjaciół jak nie mogę stąd wyjść?

Kotóź?

----
+206 PD
~Maggie