sobota, 29 grudnia 2018

300 postów!

  Dzisiaj udało nam się wbić kolejną dużą dla nas liczbę, mianowicie trzysta postów. Dla jednych to mało, a dla innych dużo, dla mnie i myślę, że całej administracji, liczy się to w jaki sposób to zrobiliśmy. Nowa wersja The World of Fiction istnieje od lipca 2018 roku, a w tym czasie zaliczyliśmy wiele wzlotów, jak i upadków, bo każdy je ma. Przez ten czas świetnie się razem bawiliśmy i pomimo dram, które się pojawiły, uważam, że jesteśmy zgraną drużyną i mam nadzieję, że pociągniemy długo w takim składzie. Cieszę się, że mogę prowadzić TWoF i być częścią tak wspaniałej społeczności.
  Administracja TWoF postanowiła dać wam 500 PD jako nagrodę za wszystkie te opowiadania, które z nami pisaliście. Jak obiecałam na discordzie - osoba, która napisała ostatnie opowiadanie i tym samym wbiła okrągłe trzysta postów, otrzymuje 30 P i jest to Morrigan Morgan, znana jako żona Karo.
  Życzymy weny i chęci (niektórym brakuje, spójrzcie w zakładkę "aktywność" :/ ale i tak was kocham), oraz oczywiście miłych chwil spędzonych z nami.

TWoF to taka kochająca się społeczność

Administracja

Od Morrigan (do Karo) "...wtedy słyszę czyjś śpiew" cz.2

  Siedziałam nad brzegiem stawu w miejskim parku. Wpatrując się w gwiazdy nuciłam różne melodie, a ciche dźwięki przeobraziły się w śpiew. Opowiadałam o miłości, o okrucieństwach tego świata, a wszystkiemu towarzyszył akompaniament gitary. Po raz pierwszy w moim życiu publicznie wykonywałam utwory Sheerana. Czy publicznie - nie do końca, gdyż nikt mnie nie słuchał. Tej nocy również byłam skazana na bycie samotną, aczkolwiek na tym opierało się całe moje życie.
  Na ciemnym niebie świeciły miliony jasnych punkcików. Nie przestając grać przyglądałam się im, i zaśpiewałam dobrze znaną mi piosenkę.
  - It's just another night
And I'm staring at the moon
I saw a shooting star
And thought of you
I sang a lullaby
By the waterside and knew
If you were here,
I'd sing to you
You're on the other side
As the skyline splits in two
I'm miles away from seeing you
I can see the stars
From America
I wonder, do you see them, too?
  So open your eyes and see
The way our horizons meet
And all of the lights will lead
Into the night with me
And I know these scars will bleed
But both of our hearts believe
All of these stars will guide us home
  I can hear your heart
On the radio beat
They're playing 'Chasing Cars'
And I thought of us
Back to the time,
You were lying next to me
I looked across and fell in love
So I took your hand
Back through lands and streets I knew
Everything led back to you
So can you see the stars?
Over Amsterdam
You're the song my heart is
Beating to
  So open your eyes and see
The way our horizons meet
And all of the lights will lead
Into the night with me
And I know these scars will bleed
But both of our hearts believe
All of these stars will guide us home
  And, oh, I know
And oh, I know, oh
I can see the stars
From America.

  Skończyłam śpiewać, i usłyszałam za sobą trzask łamanych gałęzi i suchych liści. Odwróciłam się, i ujrzałam leżącego chłopaka o karmazynowych oczach. Podbiegłam do niego i uklęknęłam tuż obok niego. Wzięłam jego głowę na kolana i ogarnęłam mu włosy z twarzy.
  - Obudź się, no proszę... - jęknęłam cicho.

Karo?
---
228 PD
~Mimma

Od Morrigan "Listy, herbata i nocne życie"

  Tej nocy obudziłam się później niż zwykle. Bezsenność dokuczała mi od lat, więc nie zdziwiłam się nagłym przebudzeniem, dopóki nie spojrzałam na zegar. Było wpół do drugiej. Zwykle budziłam się około północy, więc to musiał być znak. Wielu ludzi by to zlekceważyło, jednak u mnie brak snu była traktowana jak choroba, którą trzeba było stale monitorować. Wiedziałam iż już nie zasnę, wstałam więc z łóżka i zaparzyłam sobie wiśniowej herbaty. To zawsze w niej topiłam wszystkie swoje smutki i żale. Każda noc w tym domu miała słodką woń dorodnych owoców i papieru. Większość tych bezsennych nocy spędzałam na pisaniu listów, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Z szuflady stolika nocnego wyjęłam pióro i ozdobny papier listowy. Wzięłam łyk ciepłego napoju i zabrałam się do tworzenia. Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się, do kogo dzisiaj skierować moje słowa. W głowie miałam mętlik, lecz padło na czasy liceum. Usilnie próbowałam sobie przypomnieć kogoś, kogo miło z tych czasów wspominałam. Nagle dostałam olśnienia. Edward... Chłopak z wielkim sercem i bogatym wnętrzem, stale dążący do swych marzeń. W tamtych czasach nie miałam zbyt wielu przyjaciół, a tak właściwie to ani jednego. Miałam zupełnie inne zainteresowania niż wszyscy. Co interesowało moich rówieśników? Wieczne bijatyki, śledztwa, czasem medycyna lub muzyka... Ta ostatnia tylko w kilku wyodrębnionych przypadkach. A jakie było moje hobby? Uwielbiałam chodzić na spacery, słuchać muzyki która doprowadzała mnie do płaczu, grać na gitarze, pisać owe listy których nie wysyłałam. Jednego dnia natknęłam się na rudowłosego chłopaka, który dzielił ze mną poglądy na różne tematy. Zaczęło się od niewinnych rozmów, poprzez spacery przez polany, aż do pewnego momentu. Któregoś razu podczas jednej z naszych przechadzek Edward powiedział jedno zdanie, które na zawsze pozostanie w moim sercu: "To koniec". Po tych dwóch bolesnych słowach puścił moją dłoń i oddalił się szybko. Stałam tak sama na środku ścieżki roniąc srebrzyste łzy. Czułam, jak powoli z mojej ręki ulatnia się ciepło które mi dawał. W jednej chwili straciłam sens mojego życia. Już nigdy więcej nie pojawił się na żadnym wykładzie, ani nie widziałam go w mieście. Już wiedziałam, do kogo dzisiejszej nocy się zwrócę. Przytknęłam stalówkę do papieru, a słowa same układały się w zdania i przelewały na pergamin.

  Cześć Ed,
  Dawno się nie widzieliśmy, prawda? Nawet nie wiesz jak tęskno mi do Ciebie. Myślę właśnie o tym co przeżyliśmy. Niedawno doszła mnie wiadomość, że spełniłeś swoje marzenia. Chciałam Ci pogratulować, iż jesteś taki wytrwały w dążeniu do spełniania wyznaczonych sobie celów. U mnie jest z tym gorzej. Szczerze mówiąc, to przestaję mieć kontrolę nad swoim życiem. Kiedy zakończyłam studia rzuciłam wszystko i kupiłam sobie mieszkanko w centrum. Dzięki wielkiemu spadkowi po rodzicach nie muszę pracować, więc mam całe wolne dnie na przemyślanie swojego życia.
  Przypomniałam sobie teraz, jak pomagałam Ci zdobyć serce pewnej słodkiej dziewczyny, dla której już w pierwszym semestrze straciłeś głowę. Zaczęło Ci się z nią układać, lecz kiedy zniknąłeś - ona również. Przez długi czas okłamywałam sama siebie, że to zbieg okoliczności. Teraz wszystko do mnie dociera, że zabrałeś ze sobą właśnie ją - uroczą Cherry, a ja stałam się dla Ciebie niewidoczna. Nigdy nie postrzegałam jej jako swojej rywalki, dopóki z nią nie zniknąłeś. Nie mam Ci tego za złe, gdyż wiem że nie jestem nikogo ani niczego warta. Zawsze starałam się wybić Ci z głowy alkohol i używki, jednak nie chciałeś słuchać. Ona zaś tak na Ciebie wpłynęła, iż przestałeś przychodzić upity o trzeciej nad ranem do domu, ani nic nie brałeś. Staram się cieszyć Twoim szczęściem, i jak na razie idzie mi to całkiem nieźle. Nie chcę, abyś źle mnie zrozumiał: nie jestem zazdrosna, zła czy też zawiedziona. Nie czułam do Ciebie więcej niż pokazywałam, chociaż nadal pamiętam jak próbowałeś mnie pocałować.
  Sama nie wiem co mam myśleć. Pamiętaj, że na Ciebie czekam i przyjmę Cię do siebie z otwartymi ramionami. Powiedz coś, cokolwiek, a wrócę. Pragnę znów zobaczyć Twój uśmiech, bez względu na wszystko. Teraz zaprzeczę własnym słowom.
Zawsze będę Cię kochać,
Morrigan

  Włożyłam list w kopertę i ułożyłam go na samym czubku sterty innych słów, które nie zostaną wysłane. Poczułam jak łamie się od środka na myśl o Teddym. Jednocześnie tęsknota dręczyła moją duszę, nie dając myśleć o niczym innym. Jedna łza po drugiej spłynęły po mojej twarzy wprost na poduszkę. Ciche szlochanie zamieniło się w płacz połączony z krzykiem rozrywającego mnie bólu. Płakałam dobrych kilkanaście minut, aż całe emocje wypłynęły razem ze srebrzystymi kroplami na zewnątrz. Leżałam tak na łóżku bez sił. Nie byłam w stanie ruszyć żadną kończyną, wspomnienia odebrały mi wszystko. Czy raczej on... Chciałam przestać o tym myśleć, jednak nic innego nie mogło zagłuszyć jego imienia. Po chwili wyrównał się mój oddech i zaczęłam nabierać energii. Po kilku minutach swoistej regeneracji nabrałam ochoty na nocny spacer. Zawsze takie wyprawy dawały mi wenę na nowe utwory jak i pozwalały oczyścić myśli. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej mój ulubiony komplet ubrań: rurki typu jeans, obcisłą bluzkę w białe paski, rozpinaną bluzę i tego trampki, a wszystko w czarnym kolorze. Szybko wciągnęłam na siebie ciuchy, i zrobiłam sobie dość nietypową fryzurę: tak zwane upięcie w romantycznym stylu, czyli zebrane u góry włosy a reszta rozpuszczona. Naciągnęłam kaptur na głowę i wyszłam z domu. Na dworze było kilka stopni, jednak nie przeszkadzało mi to. Twardo szłam chodnikiem w świetle kilku latarni. Żółta poświata błąkała się po burej kostce i ciemnozielonym trawniku, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Na ulicy nie było nikogo, bo kto wychodziłby na podwórze o tej godzinie? Z daleka słyszałam tylko odgłosy kończących się zabaw w pobliskich gospodach. Jutro nie szłam do pracy, mogłam więc przechadzać się po osiedlu nawet do rana, jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Niedługo zaczną wracać do domu ludzie, którzy pod tak dużym wpływem alkoholu będą w stanie zrobić wiele rzeczy. Zapatrzona w ziemię szłam powoli, dopóki ktoś nie pociągnął mnie za rękę w boczną uliczkę. Napastnik zakrył mi dłonią usta i unieruchomił ręce. Nie miałam pojęcia co robić. Próbowałam się wyrwać, jednak silne dłonie trzymały mnie mocno przy ścianie. Poczułam jak w rękę wbija mi się igła. Po minucie zrobiło mi się przyjemnie, a ciało samo opadło w ramiona atakującego.

***

  Obudziłam się przywiązana, nie mogąc się ruszyć. Do sali wszedł nieznany mi mężczyzna.

Ktoś? Takie średnie opko na początek
---
616 PD
~MImma

piątek, 28 grudnia 2018

Od Karo (do Morrigan) "...wtedy słyszę czyiś śpiew"

  Dzień wyjątkowo ładny. Pomijając to, że wiatr napierdalał jak huragan to było fajnie. 
  - Masz te informacje?! - zapytał taki łysy.
  - Może, ale najpierw hajs - odpowiedziałem.
  Odkąd zostałem szpiegiem to takie rzeczy robiłem. Włożyłem papierosa to ust i odpaliłem go moimi super zapałkami. Położyłem na biurku łysego notes z tajnymi rzeczami. Łysy aka Simon Farbiarz (lub farciarz, jak kto woli, ja go nazywam łysy) był wysoki na 250 cm, a w barach miał jakieś 150 cm. Miał głowę wielkości dyni. Rzucił mi worek z pieniędzmi i zakaslał.
  - Polecam się na przyszłość! - powiedziałem wychodząc.
  Z szelmowskim uśmieszkiem i workiem hajsu udałem się do baru. Poprosiłem o kufel pitnego miodu z rumem. To był bar "Pod Wkurzonym Rzabiarzem", do którego lubiłem chodzić w piątki. Spojrzałem się na mężczyznę za blatem, a on na mnie. Jakiś chory był chyba. Po wypiciu napoju, postanowiłem wyjść z lokalu i udać się na spacer. I tak se szedłem, lecz wtedy słyszę czyiś śpiew. Postanowiłem pójść za głosem i ujrzałem dziewczynę. Spojrzałem na nia, a mój mózg odmówił mi posłuszeństwa. Poczułem się sennie, moje powieki zaczęły się sklejać. Czemu kiedy spotykam ładną dziewczynę padam na ryj? Fuck my life. Serio, ja tego nie robię specjalnie. Przez głowę przeleciała mi jedna myśl. Czy w końcu jakaś dziewczyna mnie zostawi na pastwę losu.

Morrigan?
---
106 PD
~Mimma

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.10

  Czarny wilk przemierzał jaskinię, gdy zauważył dużą postać. Nie miał pojęcia kim ona mogła być, ale na pewno nie była to Margo, ona też była w słabej formie, ale wyglądem nie przypominała niedźwiedzia, co można było zobaczyć u tej postaci. Stwór powoli zbliżał się do przestraszonego basiora, a po chwili Finn dostrzegł też drugi cień, trochę mniejszy. Usiadł na ziemi i czekał, aż będzie mógł zobaczyć coś więcej niż ciemność. Każdy normalny wilk uciekałby z jaskini jak najszybciej, bo to miejsce nie było najprzyjemniejszym, ale... czy Finn należy do tej grupy?
  Jaskinia była ciemna i ponura, a do tego wyjątkowo duża, wilkowi wydawało się, że nie ma końca. Jego miejsce zamieszkania wyglądało zupełnie inaczej, znajdowały się tam nawet ozdoby w postaci przyniesionych przez Finna gałęzi krzaków!
  Po krótkiej chwili oczom basiora ukazały się dwa wilki, w tym Margo. Chyba to były wadery, co do tej większej miał wątpliwości. 
  - Finn… - mruknęła znajoma. Wilk rozejrzał się, odwrócił tyłem do wader i pobiegł przed siebie. Usłyszał wołanie, ale nie miał zamiaru się zatrzymać, niech trochę go pogonią, na dobre im to wyjdzie.
  Po długim biegu czarny wilk się zatrzymał. Sam nie wiedział gdzie jest, a ta jaskinia była wyjątkowo duża. A co jeśli nie znajdzie wyjścia? W tym momencie Finn myślał o czymś więcej niż o braku krzaków. Zawrócił i próbował znaleźć drogę powrotną, co, jak możecie się domyślić, nie było proste dla kogoś takiego jak Finniusz. 
  - Gdzie jesteście? - pytał coraz głośniej - Margo, stara wilko? - nikt nie odpowiadał, co za pech. Może teraz one chcą dać Frytkowi nauczkę? Niee, nie są aż takimi niewydarzonymi krzakami, by to robić.
  Zmęczony wędrówką wilk usiadł na ziemi i zaczął mruczeć pod nosem coś, co na pewno nie wyrażało zadowolenia. Usłyszał swoje imię, na początku cicho. Z czasem wołanie stało się głośniejsze. Czarny basior wstał i zaczął się rozglądać.
  - Krzaki! - krzyknął, by dać waderom znać, że on tu jest. Przez chwilę bał się, że to będzie ktoś inny, ale gdy ujrzał znajome twarze, uspokoił się. 
  - Finn, następnym razem nie będziemy cię gonić - powiedziała Margo, wyglądała na złą, co można było wywnioskować też przez ton głosu, jakim mówiła. Basior kiwnął głową.
  - Cześć, jestem Finn - spojrzał na drugą waderę. Najwyraźniej nie miała zamiaru odpowiadać, więc Margo sama udzieliła mu odpowiedzi, wyjawiając imię medyczki.
  Finn trochę bał się Grety, była specyficzna, stara i dziwna, a do tego taka tajemnicza. Margo też nie należała do najnormalniejszych, ale z nią dało się pooglądać krzaki, a ze starszą waderą - jak domyślał się Finn, nie. Wilki w podeszłym wieku nie lubią krzaków, nie rozumieją ich i nie chcą zrozumieć.

Margo?
---
213 PD
~Mimma

Nie jestem pierwszą lepszą i dowiesz się tego w bliskim czasie.


Morrigan Morgan
Nie posiada ksywek
Kobieta | 20,5 roku | Człowiek | Heteroseksualna | Wojownicy | Muzyk
Ścieżka Wojownika
Poziom 2 586/1500 PD (1586 PD) [Boost +20%] | 55 punktów
Kontakt: Catton [Howrse], Via#3645 [Discord]
Art by Amethylia


środa, 26 grudnia 2018

Altheia i Soria odchodzą!

  Z przykrością muszę oznajmić, że nasze szeregi opuszczają kolejne postaci, są to Altheia oraz Soria. Wszyscy mamy nadzieję, że wrócicie do nas, gdy tylko znajdziecie na to czas i chęci. Obie zostają na blogu jako NPC.


Administracja