sobota, 10 listopada 2018

Życie jest krótkie, więc go nie marnuj.

Ani Asakura
Nie posiada pseudonimów.
Mężczyzna | 19 lat | Człowiek | Heteroseksualny | Wojownicy | Handlarz
Ścieżka Medyka
Poziom 1 760/1000 PD (760 PD) | 25 punktów
Kontakt: Psycho~~#7119 [Discord], psycholek666@gmail.com [Email]
Autor artu nieznany


piątek, 9 listopada 2018

Od Karo (do Sfory) "A złoto toczy się w krąg - z rąk do rąk" cz.6

  Nie zdążyłem skumać się, gdzie jestem. Obudziłem się, i zauważyłem koło siebie to dziecko. Byłem bez koszulki a na mojej skórze, można było zobaczyć parę nakłuć. Zabrała mi trochę krwi, lecz nie czułem się źle. Jak na człowieka, który został parę razy odepchnięty przez jakąś dziwną falę. Siedziałem na podłodze. Miałem związane ręce, a na mojej szyi widniała obroża. W pomieszczeniu oprócz nas nie było nikogo. Był to mały pokój z dużym stołem. Na stole stały różne fiolki. Bawi się w alchemię? Nagle ktoś wszedł. Dwóch mężczyzn i ta kobieta. Rozmawiali coś o jakiś królikach doświadczalnych. Zajebiście. Goście wszedli do celi. 
- Bierzemy - powiedział oschło jeden z nich.
Nagle trafiliśmy do jakiegoś wozu. Byliśmy przykuci do podłogi. Przyczepa dla zwierząt. Dzieciak patrzył się nieustannie w podłogę. Drapał deski pod nim. Obmyślałem plan ucieczki. Mamy tylko jedną szansę. Próbowałem uspokoić myśli. To nie było proste. W końcu wpadłem na dobry pomysł. 
- Szczać mi się chce! - krzyknąłem.
  Jeden z ludzi, których teraz było z pięciu. Odkluczył i poprowadził nad wiadro. Zacząłem się śmiać. Taki odruch miałem pierwszy raz w życiu. 
- Co rżysz?! - zapytał krzycząc człowiek.
  Nagle dostał lepe na ryj. Mężczyźni wstali. Rozluźniłem ramiona. Spojrzałem na nich, a potem na dzieciaka. Potrzedli do mnie. Jeden miał przy sobie jakiś miecz. Taki duży. Chyba z 120 cm. Na niego ruszyłem od razu. Gość zamachnął się raz, drugi raz. Kontra i szybki podbródkowy załatwił gościa. Nadal trzymał miecz, ale skończył po kopię w nos. Teraz w ręce miałem miecz. Moja ulubiona broń. Zacząłem rzeźnie. Krew, krew i flaki.

Sfora?
---
127 PD
~Mimma

wtorek, 6 listopada 2018

Od Karo (do Carisy) "Klan Rzab"

  Siedziałem w barze. Albo w knajpie. To się chyba niczym nie różni? Co było w tym fascynujące? Absolutnie nic. Siedziałem tak i piłem wyjątkowo łychę, koło mnie jakiś grubas walił drugą kolejne wódy. Wstałem i wyruszyłem w miasto. Była jakaś dwunasta popołudniu. Kroczyłem powoli, patrząc na przechodniów i domy. Nagle wleciał we mnie jakiś dzieciak z kubłem wody. Zajebiście. Po paru przekleństwach ruszyłem dalej. Jakiś skrzypek, coś skrzypiał, choć nieźle skrzypi. Nagle jakiś tłum zleciał się pod jakimś domem starców czy coś w tym stylu. Jakaś dziewczyna se stała na jakimś podeście i krzyczała coś o jakimś szpitalu. Wszyscy wiwatowali. Było super i w ogóle. W tym momencie zielony koleś skoczył na dziewczynę. Miał wytatuowane na plecach "wróbelek". Aha. Jak to ja wkroczyłem do akcji. Szybka kula ognia oparzyła "wróbelka" na tyle mocno, że można go było usłyszeć z 1234567890 kilometrów (ominąłem piątkę). Jakiś gej. Dostał jeszcze kopa na klatę, i padł na ziemię.
- Kim ty tak w ogóle jesteś? - zapytałem dziewczynę.
- Przywódczynią klanu Wojownikiem, Carisa White - odpowiedziała po chwili namysłu.
- Ok - powiedziałem.
  Dziewczyna nie za wysoka. Szczerze to była malutka, jak dziesięciolatka. Żartowałem. Niektóre są już wyższe. Cały dzień przesiedziałem w bibliotece, czytając książkę z złoczyńcami. Cały czas szukałem tego zielonego wariata. Szukałem pod "w" i nic. W końcu znalazłem, Jacob "Wróbel" Rose. Szczerze znalazłem też tam siebie. Tylko, że bez zdjęcia. Wpisane tylko Karo Yakuza. Liczba ofiar: około 170. Zerwałem ta kartkę. Rzuciłem parę monet na biurko tej lafiryndy i wyszedłem. Poszedłem do siedziby przywódcy. Pokazałem jej to a ona powiedziała tylko: "to my wydajemy takie książki?". Nie kurwa, sam napisałem.

Carisa?
---
132 PD
~Mimma

Od Althei’i (Do Yumeko) "Sekret doliny” cz. 6

Po co za nią poszli? Sami tego nie wiedzieli, ale szczerze, nikt by nie mógł wiedzieć, bo do umysłu Althei’i jeszcze nikt nie wtargnął. W końcu to ona ruszyła za lisicą, a brat za nią, wiedząc, że pójdzie za nią wszędzie, nawet na śmierć. Będąc w suchej jaskini i nie musieć przejmować się deszczem, Einar położył się między ścianą a małym jeziorkiem, nie za bardzo chcąc poznać tajemnicę tego miejsca: w końcu woda zmieniała kolor pod każdym dotykiem, co skrzydlata lisica musiała wykorzystać. Najpierw siedziała w miejscu, dotykając powoli i jednostajnym ruchem łapy wody: zielony, fioletowy, różowy, czerwony, pomarańczowy, żółty, beżowy, granatowy… oczywiste było to, że w głowie Ali’i kolory te miały inne nazwy: szkarłat, amarantowy, cielisty, cyjan, fuksja, ale dla Einara to się nie liczyło. Nie widział i nie czuł kolorów, nawet nie był świadom tego zjawiska. Czuł tylko to, co było namacalne, a kolorów nie można dotknąć i obmacać, ewentualnie poczuć ciepło czy zimno, ale jemu było obojętne, czy napije się grynszpanowej, czy kardynalskiej wody: najważniejsze było to, że miał sucho i mógł ugasić pragnienie, chociaż w taką ulewę nikomu się nie chce pić. Wracając do skrzydlatej lisicy: z początku spokojnie i powoli, zamieniła na gwałtowne ruchy. Koniec końców wlazła do źródełka i robiła kółka, wbijając swój wzrok w wodę i oglądając, jak kolory się nawzajem mieszały i powstawała piękna paleta barw, zaczynając od perłowego odcienia po ciemne marengo, zahaczając o uderzającą magentę i jaskrawą zieleń. Gdy normalnego lisa te wszystkie kolory powinny przyprawić o zawroty głowy i ból oczu, Altheia wpatrywała się w źródło, nie zauważając, że chlapała na wszystkie możliwe strony.
- Alia, co ty robisz – burknął Einar, na którego pysku wylądowała zimna ciecz. Lisica, słysząc swe imię, zaprzestała ruchów. - Czemu chlapiesz wodą? - zapytał, siadając i wycierając łapami swój łeb.
- Źródełko zmienia kolor pod dotykiem – wytłumaczyła Yumeko.
- Świetnie. To, że tego nie widzę, nie oznacza, że możesz mnie nią ochlapywać – odpowiedział samiec, wstając i odchodząc od siostry. Zbliżył się nieco do nowopoznanej i znowu się położył.
- Przepraszam – powiedziała dźwięcznym głosem jego siostra i widząc, że się oddalił, wróciła do swojej czynności, tym razem robiąc to wolniej. Einar położył głowę na łapach i dopiero wtedy wyczuł, że przy Yumeko znajduje się coś jeszcze.
- Czy przy tobie siedzi wiewiórka? - zapytał.

Yumeko?

----
187 PD
Owca

poniedziałek, 5 listopada 2018

Od Finna (do Exana) "Nieprzyjemni lokatorzy" cz.6

*to też przed tym do Silvera*
  Exan był widocznie zainteresowany krzakami, nareszcie ktoś się znalazł! Jedyny wilk w klanie, który podziela jego miłość do krzaków. Finniusz uważnie mu się przyglądał, musiał ocenić, czy wojownik jest godny rozmów z tymi roślinami.
- Chcesz może odwiedzić magiczny świat Finna, czyli mój magiczny świat? - zapytał czarny wilk, ciesząc się i skacząc. Miał już nawet plany co do tego, chociaż Exan będzie pierwszą osobą, która pozna jego krzakową rodzinę.
- Magiczny świat Finna? Co? - zapytał, a przy tym wyglądał na zdziwionego i trochę przestraszonego. Frytek kiwnął głową, na co Exan wydał z siebie długie "hmm". Zapewne myślał o tym kiedy warto uciekać, teraz czy później. Czarny wilk uważnie przyglądał się przyjacielowi, który obmyślał plan (ucieczki). - Mogę go odwiedzić, a gdzie jest? - zapytał Exan.
- Zwykłe wilki go nie widzą, żeby go zobaczyć musisz przejść magiczne wprowadzenie - powiedział Finn bez zastanowienia. Proponował to już kiedyś, ale każdy uciekał lub grzecznie odmawiał, a później uciekał, co nie było do końca grzeczne. 
- Możemy spróbować - mruknął Exan. Frytek spojrzał na jego ogon i pomyślał "idealny". Zaczął kierować się w stronę wyjścia z jaskini wojownika, by zaprowadzić go do polany, na której wszystko będzie miało miejsce. Exan poszedł za nim.
***
Droga nie była długa, ani męcząca. Basior wyglądał na zestresowanego, ale myślał, że to tylko zwykłe zabawy Finna, a dla niego było to bardzo poważne. Finn na swoim ogonie nosił liście Króla Krzaków, dlatego tak uważnie przyglądał się ogonowi Exana. Nowy w królestwie krzaków otrzyma jeden liść, a z czasem będzie dostawał ich więcej, aż w końcu będzie jak Finn.
- Jesteśmy! To będzie najważniejsza chwila w Twoim życiu, jak się z tym czujesz? - zapytał Finn.
- Co? - to była jedyna odpowiedź Exana, który nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co zaraz się stanie. Frytek uśmiechnął się, spojrzał na swój ogon, a później na krzaki. Zaprowadził Exana na środek polany, którą otaczały magiczne krzaki, a przynajmniej dla czarnego wilka były magiczne. Finniusz zaczął przywoływać Króla Krzaków. Exan wpatrywał się w niego, a jego wzrok mówił "co". Basior zrobił złą minę, gdy nic się nie stało. Krzaki po raz kolejny go zawiodły, a on zaczął zastanawiać się, czy naprawdę powinien z nimi przebywać.
- Królu Krzaków, jestem dla Ciebie za dobry! Z nami koniec! - krzyknął zdenerwowany i podniósł swoją głowę, patrząc w niebo. Zaczął padać deszcz, a Finn żałował swoich słów. Uważał, że to przez niego deszcz pada, a Król Krzak płacze i ma depresję wilczom. Wilk spojrzał na Exana i zawołał: uciekamy!
  Tak też zrobili. Zostawili biedne krzaki, które się tego nie spodziewały. Finn też się nie spodziewał, myślał, że wszystko się uda, a jego przyjaciel zostanie krzakowym wilkiem. Zastanawiał się co zrobił źle i dlaczego mu się to nie udało.
- Exan, jesteś zły? - zapytał zmartwiony wilk.
- Dlaczego miałbym być zły? Za spacer? - odpowiedział basior. On chyba nie wiedział, że się nie udało lub po prostu cieszył się z tego powodu.
- Wracajmy, bo jest zimno, a ja wczoraj myłem swoje futro - zaśmiał się Frytek.

Exan? :3
---
246 PD
~Mimma

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.8

*przed opowiadaniem do Silvera*
  Finn był zaciekawiony całą sytuacją. Co jeśli Margo chce zobaczyć krzaki, które dla czarnego basiora były czymś niezwykłym? Nie znał wilków, które uznałyby jego zainteresowania za coś naprawdę ciekawego. Dziwne. 
- Gdzie idziemy? - zapytał Frytek, skacząc i śpiewając swoje znane piosenki, które sam wymyślił. Wadera wyglądała jakby zaraz miała uderzyć wilka, a jego ciało schować pod ukochanym krzakiem. To bardzo niegrzeczne. 
- Dowiesz się, jak będziemy na miejscu - syknęła medyczka. Finn przez chwilę milczał, nie chciał denerwować wadery swoimi pytaniami, bo powoli zauważał, że ona nie lubi go tak bardzo, jak on ją. A może tylko udaje? Przecież każdy lubi Finna! Pewnie po prostu taka jest, albo nie ma wystarczającego kontaktu z krzakami, przez co jest jakaś dziwna.
- Długo jeszcze? - zapytał cicho basior i odwrócił głowę, gdyż bał się odpowiedzi, ale nie mógł dłużej czekać. Nie lubił czekać, to takie nudne, lepiej robić coś ciekawego. 
- Tak, długo. Idź spokojnie i skup się na swoich łapach, wyglądają jak krzaki, nie sądzisz? Jak będziesz dużo chodził, to chociaż schudniesz, przyda ci się to - odpowiedziała Margo. Finn zrobił tak jak kazała: odetchnął, przywołał moc krzaków i się uspokoił, po czym spojrzał na swoje łapy. Rzeczywiście przypominały znane mu krzaki, tylko były czarne i puchate, a do tego miały inny kształt. Może chodziło o to, że do tego trzeba użyć wyobraźni? Wilk zamknął oczy. Po chwili je otworzył, a jego łapy były prawdziwymi krzakami. Spojrzał na siebie (pozdrawiam Finna z starego twof) i też wyglądał jak krzak! 
- Jesteśmy - powiedziała Margo, a wtedy Finn wybudził się ze swojego snu. Zaczął się rozglądać. Znajdował się teraz w miejscu, w którym nie było krzaków, co było niepokojące, bo krzaki są wszędzie.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał wilk.

Margo? Moje też nie jest długie
---
140 PD
~Mimma

Od Finna (do Silvera) "Miłość do krzaków" cz.7

  Krzaki. To jedyne o czym Finn myślał w tym momencie, chociaż nie powinno tak być. Teraz powinien bać się Silvera i tego, jaką karę mu wymyśli. Może zakaz opuszczania obozu Łowców? Albo zakaz spotykania się z krzakami? To straszne, Finn nikomu tego nie życzył, nawet największemu wrogowi. Przecież wiadomo, że żaden wilk nie przeżyłby bez krzaków, a nawet te dziwne wilki z klanu, które śmieją się z rozmów z krzakami. Co za niewydarzone... krzaki!
  Finn otworzył oczy i ujrzał króla wilków, Silvera, wraz z znajomą wilką, którą była Isabelle. Przywódca nie wyglądał na zadowolonego, a Isabelle była spokojna i opanowana, jak zwykle. Czarny wilk lekko się uśmiechnął i zaczął się rozglądać. Po chwili spojrzał na swoją nogę, co z nią było nie tak? Nie bolała go on ma jakieś magiczne moce, mówię wam. Postanowił wstać, bo było już ciemno, a Silver na pewno miał ważniejsze rzeczy do roboty. Powoli się podnosił, ale szybko upadł. Próbował jeszcze kilka razy, modlił się do krzaków i chciał użyć ich mocy, ale się nie udało.
- Krzaki, pomóżcie! - zawołał, a pozostałe dwa wilki popatrzyły na siebie, a później na czarnego basiora, krzyczącego do krzaków. - Nie zostawiajcie mnie!
- Finn, może potrzebujesz pomocy? - zapytała Isabelle. Wyglądała na zmartwioną, nie to co Silver, który jedyne czego pragnął w tym momencie, to wrócić do obozu. Finniusz spojrzał na waderę, był zmęczony tym wszystkim i miał kryzys wiary w moc krzaków. On zawsze z nimi był, a te niewydarzone rośliny nigdy nie pomogły mu w najważniejszych chwilach. 
- Tak, teraz wilki będą moimi przyjaciółmi, skoro krzaki nie chcą nawet pomóc - mruknął i spojrzał na krzaki, które niczym się nie przejęły. Wilka pomogła Finnowi wstać, ale za każdym razem, gdy próbował iść sam, upadał i znowu miał spotkanie z trawą. Silver westchnął i podszedł do członków klanu Łowców. Isabelle spojrzała na łapę Finna i mruknęła coś pod nosem. - Zabierzmy go do obozu - dodała po chwili.
  Przywódca kiwnął głową i pomógł czarnemu wojownikowi, który chciał teraz tylko zasnąć i miał nadzieję, że to tylko zły sen, a z jego łapą wszystko dobrze. Czarny wilk był leniwy, ale nie wyobrażał sobie leżenia w jaskini cały dzień, on potrzebuje przygód, a w swoim legowisku na pewno ich nie znajdzie.
***
Po długiej, a przynajmniej tak wydawało się Finnowi, podróży do obozu, wilki były na miejscu. Było późno, więc musieli zrobić to cicho, by nie obudzić reszty, która już spokojnie spała. Isabelle spojrzała na zmęczonego, czarnego basiora i powiedziała mu, by nic nie mówił. Chyba każdy domyśla się jak było. Finn zaczął zadawać dużo pytań, tak samo jak w drodze do obozu. Na początku dostawał odpowiedzi na te męczące pytania i przemyślenia, ale później mówił do siebie, a Silver i Isabelle byli nieobecni.
- Chodź, Finn - szepnęła medyczka i zaczęła kierować się w stronę swojego stanowiska. Finn szybko zostawił Silvera samego, wyglądało na to, że zapomniał o swojej łapie, która nie była w najlepszym stanie. Wilk znów upadł na ziemię, a przy tym wydał głośny, dziwny dźwięk, który obudził niektórych członków klanu. Jak można się domyślić, nie byli zadowoleni.
  Dojść do wadery pomógł mu Silver, a później tanecznym krokiem pobiegł do swojej jaskini i zasnął. Czarny basior był zmartwiony, chciał żeby z jego nogą wszystko było w porządku. Isabelle przyglądała mu się, a on ciągle coś mówił, ale nie o krzakach, co było dziwne.
- Finn, a może ty się uderzyłeś w głowę? Pamiętasz coś takiego? - zapytała wilka. 

Silver?
---
297 PD
~Mimma