czwartek, 29 listopada 2018

W chwili, w której cię poznałem, poszedłbym już w drugą stronę.


Adrianna Linde
Znana też jako Cynthia Sorena
Kobieta | 20 lat | Człowiek | Biseksualna | Wojownicy | Krawiec
Ścieżka Wojownika
Poziom 2 232/1500 PD (1232 PD) [Boost +20%] | 10 punktów
Postać NPC
Kontakt: pieciogroszowka [Howrse], Sara#0480 [Discord]
Art by Anna Helme


sobota, 24 listopada 2018

Od Gabriela (do Sorii) "Krwawa rzeka pełna wspomnień utraconych" cz.3

  Gabriel od wczoraj spał jedynie dwie godziny tak normalnie. Nie mógł zasnąć to po pierwsze, po drugie myślał o niej, a po trzecie ganiał go brak senności. Jego myśli wchodziły na niebezpieczny tor. Nie chciał, nie powinien o tym myśleć, ale nie mógł przestać. Był tak ześwirowany, że przez to wszystko przypadkowo trafił pyskiem w drzewo. Uderzył tak mocno, że aż kilka łez mu poleciało. Zawył boleśnie i złapał się za pysk. Bolało.
  Choć to trochę odwróciło uwagę od ciągłych myśli o niej. Bał się jedynie, że zrobił sobie jakąś krzywdę, ale tuż po chwili miał to głęboko. Użył powietrza jak schodów i skrzydeł oraz trampoliny, by móc przenieść się gdzieś indziej, w bardziej przestronne miejsce i jakby to ująć bezpieczniejsze.  Może tym razem nic sobie nie zrobi.
  Bawił się tak do samego rana.
  Później przyszła pora na polowanie, spotkał ja tam. Obserwował ja, ale zajął się swoim zajęciem. Po skończonej robocie ruszył za nią. Akurat też miał iść w tamtym kierunku.
  - Też idę w tym samym kierunku - odpowiedział. Wyminął ją i położył się na polanie. Ziewnął, ale pysk nadal go bolał. Położył ogon bliżej swojego ciała i ogrzewał się na słońcu, mógł zamknąć powieki i chwilę odpocząć.
  - Połóż się, jak chcesz - mruknął.

Soria? Sorki, że tak długo.
---
102 PD
~Mimma

piątek, 23 listopada 2018

Od Ake (do Yumeko) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.8

   Zdrowie Yumeko pogarszało się z minuty na minutę. Zamknęła oczy tak, jakby znowu zapadła w sen – długi i niespokojny, z którego nie tak łatwo się wzbudzić. Trawiła ją gorączka. Mimo starań Robin o ochłodzenie powietrza w lecznicy, Yume pociła się obficie. Wierzgała łapami, czasem bełkotała coś do nosem, jednak nie mogłam zrozumieć ani słowa.
   – Zapewne śni jej się koszmar – mruknęła Robin, nie spuszczając wzroku z miotającej się lisicy. – Przygotuję coś na zbicie gorączki.
   To powiedziawszy, zostawiła mnie sama z pacjentką, która uspokoiła się już nieco. Nie poruszała się tak energicznie, jedynie wciąż mamrotała różne słowa, z których udało mi się rozpoznać jedynie moje imię. Podobno koszmary są nieodłącznym elementem tak silnej gorączki.
  Yume podniosła się niespodziewanie. Pobiegłam do niej, wypytując o samopoczucie i jej zły sen, ta jednak nie była zbyt rozmowa. Odwróciła się i przymknęła oczy. Poczułam się trochę urażona, jednak postanowiłam to zignorować. Trzeba jej wybaczyć, to na pewno nie jest jeden z najprzyjemniejszych momentów w jej życiu.
   Robin wróciła z dziwną substancją, zmuszając Yumeko do picia. Po spożyciu mniej więcej połowy i regularnym krzywieniu pyszczka lisica zaparła się i mimo próśb Robin, nie wypiła ani kropelki więcej. Była cholernie uparta i chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ciężki stan jeszcze tak niedawno przejawiała. Miałam wrażenie, że te wszystkie objawy złagodziły się tak szybko jak nasiliły. To zdecydowanie był bardzo dziwny przypadek choroby. Doskonale wiedziałam, że Yumeko potrafi sama poprawić swój stan zdrowia, ale to chyba niemożliwe, aby zrobić to tak szybko. 
   – W takim razie, może ktoś opowie mi, co dokładnie się wydarzyło? – zapytała, siadając na łóżku, na co Robin zareagowała szybkim ,,Połóż się!". – Wiem tylko tyle, że spadłam z jakimś wodospadem.
  – Byłyśmy razem w jaskini – powiedziałam. Yume obserwowała mnie uważnie. – W pewnym momencie odłączyłaś się i poszłaś do jednej z odnóg, która zakończona była dużą salą. Tam znalazłaś wyjście, jednak było tak silnie i strome, że zsunęłaś się i wpadłaś prosto do wody. Znalazłam cię, wyrzuconą na brzeg.
   – Co ci się śniło? – zapytała ciekawska Robin. – Moja mama zawsze mówiła mi, że niektóre sny podczas gorączki są prorocze.

Yumeko?
---
256 PD
~Mimma

Od Venus (do Karo) "Patrząc w gwiazdy" cz. 2

- Chwila, trawię... - Przyjrzałam się niosącemu mnie mężczyźnie. Czarne, przemoczone włosy, z których co jakiś czas skapywały kropelki, opadając na podłogę lub ramiona chłopaka. Oryginalne, czerwone oczy patrzyły na mnie znudzone. - Może zacznijmy od tego co się stało? - mówiłam lekko skołowania tym, że jakiś nieznajomy facet w ogóle mnie dotyka. A co dopiero niesie.
- Wywaliłaś się i rozcięłaś łeb - odparł niewzruszenie. Dotknęłam lekko pulsującego bólem miejsca. Wzdrygnęłam się i impulsywnie odsunęłam palce od szczypiącego miejsca. Gdy spojrzałam na palce, widniała na nich mała, ale jednak plamka krwi. - Oj nieźle przyjebałam. - Zaśmiałam się i odgarnęłam mokre, czyli znienawidzone przeze mnie włosy z oczu. Z uśmiechem spojrzałam na czerwonookiego. - Możesz mnie już postawić?
- Jasne. - Postawił mnie na ziemi i obdarzył ciekawskim spojrzeniem.
- Jak się nazywa... - Chwile się zastanowiłam czy to powiedzieć, ale co mi tam. - Mój wybawiciel? - wymówiłam z głupawym uśmieszkiem na twarzy.
- Ty czasem nie uderzyłaś się za mocną w tę głowę?
- Nie nic mi nie jest, nie musisz się martwić. - Wyszczerzyłam się i dotknęłam po raz kolejny rany. Tym razem nie oderwałam palców. Rana powoli zaczęła się goić. A kilka minut później został tylko strupek. - Więc jak się nazywasz?
- Karo Yakuza - przedstawił się z dumnie podniesioną głową.
- Miło mi poznać. Venus Crow. - oznajmiłam, wyciągając dłoń w geście przywitania. Towarzyszył mi przy tym uroczy uśmiech.

Karo?

----
128 PD
Owca

czwartek, 22 listopada 2018

Od Karo (do Venus) "Patrząc w gwiazdy"

Godzina dwudziesta druga. Kolejna krwawa noc. Kopnąłem jakiś kamień, który przetoczył się na drugą stronę ulicy. Było ciemno (co za zaskoczenie), a już wtedy otwierały się pierwsze bary. Zasiadłem więc w takowym i poprosiłem wodę. W sumie to i tak jej nie dostałem. Barman miał chyba jakiś zły dzień. Wyszedłem więc i zasiadłem na jakiejś ławce. Zaczęło kropić, a później już lać. Miałem minę w stylu "kurwa mać". Nagle jakaś osoba, których było mało, wywaliła się tuż przed moimi nogami. Chyba nie żyła. Szturchnąłem ją, próbując przywrócić ową kobietę (?) do życia. W sumie to nie odpowiadała. Podniosłem ją i położyłem na mokrej ławce. Okazało się, że w kałuży leżał kamień. Tak, ten co go kopnąłem. Przecięła się w łeb. Super. Poszedłem do lekarza z dziewczyną. W sumie to nawet fajny dzień. W końcu dziewczyna po drodze się obudziła. Tylko, że ona sama chyba nie wiedziała, że się obudziła. Nie uwierzyłem, że o tej godzinie, a była dwudziesta trzecia, ktoś będzie siedział w przychodni. Chyba trzyosobowa kolejka przede mną. Wtedy dziewczyna naprawdę się obudziła. I o tym wiedziała!
- Ależ mnie łeb boli... A tak w ogóle kim jesteś i gdzie jesteśmy? - zapytała się.
- Eeeeeeeeeeeee... Gdzieś na północy wioski, a dokładnie u jakiegoś medyka, bo sobie łeb rozcięłaś - odpowiedziałem.

Venus?

----
104 PD
Owca

Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz i tego się trzymaj.

Venus Crow
Nie posiada pseudonimów
Kobieta | 19 lat | Człowiek | Heteroseksualna | Wojownicy | Bezrobotna
Ścieżka Medyka
Poziom 1 973/1000 PD (973 PD) [Boost +20%] | 25 punktów
Kontakt: Demoneczek [Howrse], Demonek#0496 [Discord], monna6@onet.pl [Email]
Art by Vardan


środa, 21 listopada 2018

Od Aniego (do Stephana) "Niecodzienne spotkanie" cz. 3

- Porozmawiać? - Usłyszał zza pleców. - Masz na myśli niezobowiązującą pogawędkę o pogodzie czy przesłuchanie? - Postanowił nie odpowiadać, po chwili usłyszał westchnienie, oraz…
- Dziękuję za pomoc. - Wymamrotał, część napięcia też go raczej opuściła, więc będzie można lekko porozmawiać.
Odwrócił się twarzą do niego z lekkim uśmiechem i wskazał na miejsce przy ognisku, co zdezorientowało nowego znajomego.
Czemu zrobił taką zaskoczoną minę? Pomijając już nawet dobre wychowanie, pacjent nie powinien się przemęczać, czy stać w zimnie.
Mimo dziwnego zaskoczenia, nieznajomy usiadł przy ogniu, a następnie rozgrzał zmarznięte dłonie. Zginał każdy palec, jakby się upewniał, że wszystko działa, jak należy.
W końcu zadał pytanie.
- Czego chcesz w zamian? I co muszę zrobić, by liczyć na twoją dyskrecję? - Popatrzył na niego zaskoczony, przechylając głowę w bok.
Czego chciał w zamian? I dyskrecja? On naprawdę przyjmuje w życiu za dużo stresu.
Chłopak od razu chciał rozwiać jego wątpliwości, ale widząc jego poważny wyraz twarzy, coś przyszło mu do głowy. Zrobił poważną minę oraz podparł brodę na dłoni, wyglądało to, jakby był naprawdę zamyślony. Po jakiś trzech minutach powoli otworzył oczy i z powagą spojrzał na nieznajomego.
- Chcę… - Zrobił dramatyczną pauzę, a jego słuchacz, uważał, by nie przegapić żadnego słowa. - Słonia na łańcuchu! - wypalił nagle chłopak.
Jego słuchacz zrobił minę, która wskazywała na mieszankę szoku, zdziwienia i pytanie w stylu “coooo?”. Żartowniś próbował się powstrzymać, ale niewiele to pomogło.
- Hahaha, przepraszam - Zachichotał. - Ale miałeś tak poważną minę, że nie mogłem się powstrzymać, haha! - Odwrócił głowę od nieznajomego, chcąc powstrzymać falę śmiechu. Mina, jaką zrobił jego pacjent, była bezcenna, tak bardzo różna od tej poważnej, ciężkiej twarzy, jaką miał przed sekundą, że chłopak nie mógł się powstrzymać.
Po krótkiej chwili obcy wybudził się z szoku i chciał coś powiedzieć, ale chłopak, machnął lekko ręką.
- Wiem, że to dla ciebie ważne, ale nie ma pośpiechu, najpierw coś zjedzmy dobrze? - zapytał z lekkim uśmiechem, a następnie sięgnął po garnek, który był nad ogniskiem. Po założeniu rękawic i zdjęciu garnka znad żywego ognia wstał i przyniósł miski, oraz sztućce, dla siebie i nowego znajomego.
Nałożył porcję dla siebie, a następnie podał jedną kompanowi.
- Choć robiłem, co mogłem, by smakowało znośnie, niektóre zioła lecznicze mają jednak za mocny smak, więc będziesz to musiał jakoś znieść, na pocieszenie powiem, że pomoże ci to wyzdrowieć, więc zjedz wszystko - powiedział, przekazując posiłek.
Zupa z warzywami, ziołami i mięsem, była dobrze działającym posiłkiem na rozgrzanie ciała, twarz obcego odzyskała trochę kolorów.
- Cieszę się, że ci się poprawia, miałeś dość poważne rany, więc martwiłem się trochę, ale patrząc na ciebie, widzę, że niepotrzebnie. - Powiedział, podając następną porcję zupy. Kiedy obcy chciał coś powiedzieć, chłopak ponownie mu przerwał.
- Po posiłku, jedz i zrelaksuj się, no, chyba że moje uciszanie da ci się we znaki. - mówił cały czas z lekkim uśmiechem, na co nieznajomy nie wiedział zbytnio, jak zareagować. Uznał chyba, że nie będzie się sprzeczał, bo zaczął w szybkim tempie pochłaniać zupę. Posiłek w końcu dobiegł końca, a chłopak odłożył miski i sztućce w jedno miejsce, by móc je później wymyć, spojrzał na towarzysza, który obstawiał w duchy, czy znowu go uciszy, czy nie.
- Zadałeś mi wcześniej dość ważne pytania, więc pozwól, że odpowiem. - Nieznajomy spoważniał trochę. - Niczego nie chcę w zamian oraz nie wiem, o jakiej dyskrecji mówisz, spotkanie w dziczy podróżnika, który został zaatakowany przez zwierzęta, nie jest niczym dziwnym prawda? - zapytał chłopak ze swoim zwyczajowym lekkim uśmiechem.

Stephan?

----
331 PD
Owca