Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Oczywiście że musimy umrzeć" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Oczywiście że musimy umrzeć" ❀. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2018

Od Zero Two (do Sfory) "Oczywiście, że musimy umrzeć" cz. 4

Dziewczyna zeszła ma dół z apteczką i podeszła do swojego przyjaciela, o ile można go tak nazwać. Opatrzyła jego dłoń oraz tam, gdzie był ranny. Pomogła mu wstać i zaprowadziła do pokoju, aby ten odpoczął przez znaczą część dnia. Choć chciał pomoc, przerwać, zrobić posiłek... Ta jednak kategorycznie mu zabroniła ruchem dłoni, jak i pokazaniem swoich kłów. Mężczyzna kiwnął głową, a Zero Two mogła wyjść z pokoju. Zastanawiało ją to, czemu ten szczyl miał czelność tak się zachować. Wyszła z hukiem z domu. Po czym skierowała się w tę znaną stronę. Po drodze zobaczyła jak kilka dzieciaków, bije jednego z towarzyszów Sfory. Mogła przejść obojętnie, jednakże przecież pies nic tu nie zawinił.
Po pstryknięciu palca znalazła się tuż przy tych bachorach, dała im w pysk, po czym nieco się nimi pobawiła. Dokładniej to, pobiła tak samo, jak oni tego niewinnego zwierzaka, po czym, gdy ponownie ją zaatakowali, no cóż, opaska upadła, a jej chęć mordu wzrosła. Nie chciała, ale no cóż, wyszło inaczej. Pełno krwi, ciała rozszarpane, jeszcze ich krzyki, wnętrzności na wierzchu, próba ucieczki. Zero Two bawiła się niesamowicie, była w niebie, a może i nawet lepiej. Zręcznie unikała ciosów, jakby uprawiała niesamowity taniec. Taki piękny i aż niesamowity.
Dopiero skomlenie psa ją otrząsnęło. Wytarła dłonie, po czym na nowo założyła opaskę na rogi. Podeszła i niemal od razu kucnęła przy psiaku. Dotknęła go, a gdy ten zaczął ja po ręce lizać, drugą mogła pstryknąć palcami, aby się przenieść do domu i zaopiekować się małym psiakiem. Jeśli nie zrobi tego szybko, umrze.

***

Jej ruszy, pomoc oraz pomocne dłonie Aspen pomogły. Kiwnęła głowa, a wnet dziewczyna ruszyła opatrzyć staruszka. Zero Two musiała w końcu wziąć prysznic, odpocząć i coś przekąsić. Potem się zobaczy.
Prysznic zajął jej o kilka minut za długo, po czym wyszła, pies próbował jakoś chodzić, ale średnio mu szło.
- Kiori - zawołała do psa. Ten posłusznie się położył. Najwidoczniej posiada teraz towarzystwo. Ubrała na siebie jedną ze swoich luźnych sukienek. Po czym zabrała się za jedzenie. Opiekowała się psem, specjalnie na dole spała, aby ten czuł się dobrze.

***

Tydzień minął, a Zero Two i Kiori właśnie wybrali się na spacer. Kiori wyglądał jak zadbany i szlachetny pies, a nie te z ulicy. Właśnie wtedy Zero Two i Sfora spotkali się na środku drogi. Najwidoczniej przed kimś uciekał, gdyż był cały poobijany i zadyszany. Właśnie wtedy pogłaskała psa.
- Kiori czas do domu. - Jej słowa podziałały na zwierzę, po czym machał ogonem i zaczął iść, Sfora pobiegł i coś krzyczał.
- To mój przyjaciel! - jego głos był poważny na tyle, ile mógł.
- Porzuciłeś go, gdy jakieś szczyle go biły. Gdyby nie ja, już byłby martwy. Jeszcze jedno, to za mojego przyjaciela - warknęła, po czym dała mu porządnego i siarczystego liścia. Ten aż się przewrócił. Pies patrzył na niego, ale nie podszedł. Zero Two złapała go za kołnierzyk, po czym wgryzła się w jego szyję i wypiła nieco krwi, gdy ten się szarpał, biła go. Koniec końców rzuciła go na ziemię. - To twoja nauczka, jak będziesz umiał, przeprosić to wróć - dodała. Po czym spojrzała na psa i podeszła do niego, aby wrócić do dalszego życia.
Była ciekawa, jak długo mu się zejdzie. Czy akurat będzie można go nauczyć? Teraz może zrobić swoje. Ruszyła po schodach na górę do pokoju, przez co musiała zahaczyć o łazienkę, aby ponownie wziąć prysznic. Tuż po skorzystaniu z łazienki i po cudnym prysznicu. Wyszła oraz się ubrała, a następnie położyła na łóżku. Pies leżał, obok niej. Co jakiś czas go głaskała. Sprawą Sfory miała się zająć następnego dnia. Mogła dzięki temu oddać się swoim zajęciom. Mogła w końcu odpocząć z psim towarzyszem.

Sfora?
----

298 PD
Owca

niedziela, 7 października 2018

Od Sfory (do Zero Two) "Oczywiście, że musimy umrzeć" cz. 3

Od wejścia zaczął się nerwowo rozglądać za swoją psią rodziną, a kiedy usłyszał ciche pomrukiwania dobiegające z pomieszczenia obok, jak poparzony poderwał się z miejsca i ruszył biegiem w tamtą stronę. Zanim całkiem zniknął za rogiem, spojrzał jeszcze raz na kobietę, która ocaliła mu życie, a ta jedynie machnęła ręką, wspinając się po schodach na wyższe piętro.
Za nic nie potrafił zrozumieć jej motywów. Była ustawiona do końca życia, jak wnioskował po całym tym bogactwie i ogromnej rezydencji, do której go przytargała. W dodatku los obdarzył ją niebywałą zdolnością do okręcania sobie ludzi dookoła palca – elegancki możnowładca, którego widział razem z nią w kanałach, nie stanowił wyjątku. Biegał za nią jak maminsynek za spódnicą mateczki, aż dziw, że jeszcze go tolerowała. Wyglądała też na dobrze wytrenowaną w walce i magii, więc nikt nie mógł stanowić dla niej zagrożenia. W takim przypadku pozbycie się Sfory trwałoby zaledwie kilka sekund, a to, co podsłuchał, już nigdy nie wyszłoby na światło dziennego.
Skąd więc pomysł na to, aby ocalić pierwszego lepszego smarkacza z ulicy, co trochę się poobijał? Mało tego, podzielić się z nim jeszcze domem, obiadem i wodą! Nikt, kogo błagał o pomoc, mu jej nie udzielił, a Zero Two nawet nie potrzebował prosić. Jaka korzyść mogła płynąć z ocalenia życia zwykłemu, ulicznemu przybłędzie? Sierota, bachor i kundel w jednym, nie było szans, żeby się przydał. Niósł jedynie kłopoty. Gorszy urwipołeć od czarnego kocura, ledwo drogę przemknie, a pech zapewniony na cały boży dzionek.
Wszedł do ogromnego salonu z podłogą wyłożoną ciemnym, pachnącym drewnem i ścianami obłożonymi jasną tapetą o wzorzystym motywie liści akantu. W całość wkomponowywały się kremowe szafki oraz komody ze szklanymi drzwiczkami, za którymi mieniły się ślicznie kryształowe kieliszki, srebrne sztućce i misternie wykonane zastawy do herbaty. Sforze prawie oczy wyszły na wierzch, gdy jego wzrok prześlizgnął się po złotych gałkach z wygrawerowanymi wzorami roślin. Jeszcze trochę i zacząłby się ślinić jak niekarmiony od dwóch dni buldog francuski na widok kawału mięsiwa, lecz jego uwagę przykuły wyglądające na zabytkowe obrazy w pozłacanych ramach. Większość przedstawiała sielskie podwieczorki na łonie natury, ale było też kilka portretów. Głównie ze ślicznymi, uśmiechniętymi od ucha do ucha kobietkami. Pośrodku pokoju dziennego stała duża, kremowa sofa, na której idealnie równo ułożono kusząco miękkie poduchy w trochę ciemniejszym odcieniu. Obok niej widniał fotel w tym samym kolorze, naprzeciwko jeszcze dwa kolejne, a pomiędzy nimi prostokątny stół z ciemnego drewna.
Wokoło niego zgromadziła się największa część psów, a przynajmniej ta, która nie okupowała miękkich foteli. Były zajęte właśnie targaniem beżowych poduszek i rozszarpywaniem ciemnoczerwonego dywanu z pozłacanymi nićmi na rogach, jednak gdy zauważyły Sforę, natychmiast przewały zajęcia. Poderwały się jak poparzone i jedną wielką grupą skoczyły prosto w jego stronę, powalając go na ziemię. Z radości wylizały każdy skrawek jego twarzy.
Wszystkie psy były dokładnie umyte i opatrzone w zranionych miejscach, a pełne jedzenia miski ustawione pod ścianą świadczyły, że ktoś nawet zadbał o ich wyżywienie, gdy Sfora był nieprzytomny. Jego pierwsza myśl znów powędrowała w stronę Zero Two, która zadziwiała go coraz bardziej swoimi decyzjami. Nie sądził, żeby kiedykolwiek ktoś mógł tak bardzo przejąć się losem nie tylko biednej sieroty, ale także sfory bezdomnych psów. To wydało się chłopcu szczególnie podejrzane.
Co, jeśli planowała wydać ich w ręce stosownej władzy? Ale po co w takim razie umyła i wykarmiła całą tę hordę? Poza tym nikt nie przejmuje się losem zwykłych, bezpańskich kundli. A może była handlarką niewolników i Sforę sprzeda, natomiast psy przerobi na pasztet? To by tłumaczyło, skąd się wzięła ta rezydencja oraz znajomości z eleganckim możnowładcą. Z drugiej strony jednak to również nie pasowało. We wszystkich teoriach zgrzytała obecność co najmniej tuzina upierdliwych zwierzaków i zemsta w imieniu Sfory na mężczyznach, którzy rankiem go porządnie pokiereszowali.
Motywy Zero Two wydawały się bardzo niejasne i według rozsądku powinien czym prędzej wydostać się z tej pięknej klatki w formie domu. Z drugiej strony jednak tu było przyjemnie i ciepło… Wilczarz irlandzki musnął nosem policzek zmęczonego chłopca. Był tak śpiący, że częściowo pokładał się już na dywanie, ale zdołał doczołgać się do miękkiej kanapy i wdrapać na szczyt poduszek. Wilczarz jednym susem znalazł się tuż obok i złożył łeb na piersi Sfory, a ten czując się bezpiecznie przy swojej rodzinie, zasnął w najlepsze.
Spał jednak tak niespokojnie i płytko, że co kilkanaście minut wracał do przytomności, a potem znów zapadał w lekki sen. Tak aż do rana, dopiero wtedy udało mu się na chwilę odpocząć trochę intensywniej, choć nie na długo. Obudziło go ciche brzęczenie misek dla psów, a potem lekki podmuch i uczucie czegoś miękkiego na skórze. Natychmiast otworzył oczy, spotykając się z zaskoczonym, trochę przestraszonym wzrokiem eleganckiego możnowładcy, który najwidoczniej przyniósł mu koc, żeby nie zmarzł. Sfora jednak nie znał pojęcia troski, nie ufał nikomu, kto o niego dbał. Instynktownie zatem napiął wszystkie mięśnie i wydał z siebie krótkie, ostrzegawcze szczeknięcie, zanim zacisnął szczęki na dłoni mężczyzny. Człowiek wrzasnął wtedy głośno oraz boleśnie, próbując się wyrwać. Szarpał całą ręką na prawo i lewo, lecz był w stanie się cofnąć, dopiero gdy Sfora sam go puścił. A wgryzł się tak mocno, że zębami przebił skórę do krwi.
Mężczyzna skulił się, wykrzykując pod nosem straszne przekleństwa, mleko mogłoby od nich skwaśnieć. W tym czasie chłopiec zeskoczył z kanapy, a psy, wyczuwając jego intencje, poderwały się na nogi. Całą grupą staranowali biednego człowieka, który użyczył im gościnności i z niewyobrażalnym hałasem wypadli przez drzwi na ulicę, rzucając się pędem w stronę tak dobrze znanych dzielnic.
Wcale nie wydawały się bezpieczniejsze od domu Zero Two, ale swoją życzliwością zbudziła w Sforze znaczne podejrzenia, więc nie mógł w taki sposób ryzykować bezpieczeństwem swoim i rodziny. Te zapchlone kundle znaczyły dla niego więcej, niż cały skarbiec złota i za nic by ich nie zamienił, nawet za życie w takim cudownym miejscu.
Psy w końcu rozproszyły się po kątach, każdy obierając inną drogę, jednak Sfora ufał, że wszystkie bezpiecznie dotrą do starej kamienicy, gdzie byli zmuszeni mieszkać. Żałował odrobinę, że przed ucieczką nie udało mu się ukraść trochę pieniędzy albo te piękne, lśniące sygnety na palcach eleganckiego możnowładcy. Gdyby tylko zabrał choć jeden, nie musiałby się martwić o wyżywienie psiej sfory. Czmychnął przez szparę w płocie, gubiąc po drodze poszarpany, ciemnoszary szalik, połatany od siedmiu boleści i całkowicie pozbawiony wygryzionych frędzli. Nie zwrócił na to uwagi i pomknął dalej przed siebie.

Ciociu Zero Two?

----
520 PD + 5 P
Owca

środa, 29 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Sfory) "Oczywiście, że musimy umrzeć" cz 2.

Dali jej jakieś nieudolnie zadanie. No proszę was. Po co się babrać w tych ściekach? Smród i bród tutaj jest. Jakaś totalna katorga. Westchnęła, gdyż tylko tyle na razie mogła. Ten gościu, co z nią był, choć tyle, że użył jakichś zdolności, która umożliwiała im chodzenie po jakiejś drodze, którą on tworzył. Mimo to szykuje się kąpiel dla niej i to jaka.
Ominęła elegancika, po czym kucnęła przed psem i wyjęła z kieszeni pożywny smakołyk. Podała mu na wysuniętej dłoni, ten powąchał i zjadł. Pogłaskała go po głowie i podeszła do chłopaka, leżał ranny i nieprzytomny. Westchnięcie opuściło jej ciało, kolejny raz tego dnia.
- Piesku zawołaj swoją rodzinę - powiedziała do niego. Ten pobiegł i po kilku minutach wrócił ze zgrają psów. Spojrzała na bogacza, a ten kiwnął głową. No przecież nie będzie się sprzeciwiał. Ruchem dłoni pokazała, żeby zwierzęta się zbliżyły. Spojrzała na mężczyznę, a ten położył dłoń na jej głowie. Lubiła to tak bardzo. Podniosła jeszcze podbródek chłopaka, po czym przyjrzała mu się dokładnie.
- Tymi, którzy to ci zrobili, zajmę się później - mruknęła. Po czym pstryknęła palcami.
Teleportowali się do rezydencji elegancika. Dzięki jego dłoni na jej  głowie nie poczuła, żadnych efektów ubocznych.
- Przynieś mi moje czyste ubrania, opatrunki i połóż w moim pokoju. Zajmę się, tą zgrają, a tych, jak będą czyści, nakarm. - Mężczyzna kiwnął jedynie. Poszedł zrobić to, o co poprosiła. Podniosła się i próbowała ostrożnie podnieść chłopaka, psy jej pomogły przy tym. Ruszyli do lecznicy, która była połączona z olbrzymią łazienką.
Chłopaka ułożyła na stole i zdjęła z niego ubrania, aby go opatrzyć, oraz umyć. Wpierw najpierw musiała zapalić świece, aby nieco mogły go nagrzać. Odwróciła się do zwierząt i klasnęła w dłonie.
- To, który idzie pierwszy? - spytała. Zgłosił się taki najmniejszy, poszła z nim do łazienki, aby ten mógł wejść. Włączyła letnią wodę i powoli zaczęła go myć. Namydliła psinkę, po czym wylała na nią wodę. Jej barwa była stanowczo jaśniejsza i lepiej widoczna. Ostrożnie wszystko zrobiła, aby suczki nic nie zabolało. W podzięce została opryskana wodą i polizana w policzek. Zaśmiała się, aby po chwili wyłączyć wodę i sięgnąć po ręcznik. Wytarła nieco psa i pokazała, gdzie ma biec.
- Zapraszam kolejnego pieska. - Przybiegł kolejny i potem kolejny...
Było ich sporo, jednak ostatni po umyciu musiał wrócić do lecznicy. Pokazała, gdzie ma usiąść i ruszyła poszukać maści i bandaża. Gdy znalazła, podeszła do chłopaka i spojrzała na niego. Wyglądał lepiej, elegancik się musiał zjawić i pomóc. Uśmiechnęła się i odetchnęła nieco. Obeszła go i kucnęła przy psie. Delikatnie podniosła jego łapę i ją obejrzała, posmarowała specjalną maścią ranę i obandażowała ją.
- Teraz tylko ostrożnie, będzie odrobinę swędzieć. Jeśli będziesz chciał się podrapać, podejdź do mnie - powiedziała. Ponownie dała mu przysmak, trochę taki na wzmocnienie oraz przeciwbólowy. Elegancik ma swoje plusy i minusy. Jak to każdy człowiek, bądź też większa jego część.
Pies także jej podziękował poprzez polizanie, uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie. Gdy ten poszedł, teraz mogła zająć się w pełni chłopakiem. Ostrożnie go umyła z pierwszej warstwy brudu, potem kolejnej i kolejnej. W końcu wyglądał jak człowiek. Obejrzała go, aby nic jej nie uciekło. Powąchała go, gdyż jej nos był czulszy i mogła więcej nim dojrzeć i poczuć. Pachniał. Założyła mu bandaże. Elegancik wpadł i po raz kolejny kiwnął głową. Wziął go ostrożnie, a Zero Two mogła w końcu wziąć prysznic. Weszła do łazienki, zrzuciła z siebie wszystkie ubrania i weszła do wanny. Namydliła dokładnie ciało i spłukała. Musiała zrobić to kilka razy, aby poczuła przyjemny zapach, tak samo musiała zrobić z włosami. Lubiła ich miękki dotyk, dlatego musiała o nie nieco bardziej zadbać.

~*~

Z łazienki wyszła dopiero po jakichś dwóch pełnych godzinach. Gotowa i pachnąca, aż po otwarciu drzwi wyleciała para. Zachichotała jedynie i ruszyła do kuchni coś przekąsić. Miała ochotę zjeść coś dobrego. Elegancik, jakby czytał jej w myślach i przygotował duży obiad. Usiadł razem z nią i zaczęli jeść. Spojrzała na psy, które leżały w legowiskach. Nawet o nich pomyślał. Co za dobry człowiek.
- Niebawem się zjawią po informacje. Musisz z niego wszystko wyciągnąć - rzekł i jadł dalej. Kiwnęła głową i zastanawiała się nad czymś. Jadła, aby jej apetyt nieco został zaspokojony. Zwierzaki sobie spały. Wzięła dodatkowy talerz i nałożyła tam nieco jedzenia oraz w kubek jak dla dziecka picia. Wszystko położyła na tacy i ruszyła na górę. Jeden z psiaków szczeknął. Spojrzała na niego i się uśmiechnęła. Ten ruszył i poszedł z nią. Musieli iść na górę po schodach, aby następnie przejść korytarzem i wejść do pokoju. Na stole położyła tacę i spojrzała na chłopaka. Zmieniła mu opatrunki i usiadła sobie na fotelu, a nogi położyła na łóżku. 
Pies pilnował, miał ją w razie czego obudzić. Tak też się stało. Polizał jej dłoń i szczeknął. Dziewczyna przetarła oczy i pogłaskała psa. Podeszła do chłopaka. Był wystraszony i warczał. Gdy spojrzał na swojego przyjaciela, było widać łzy. Czy on płacze?
- Już, już, spokojnie. Opatrzyłam cię i umyłam. Zabrałam twoją rodzinę, umyłam i opatrzyłam nogi. - powiedziała. Psina położyła się na dywanie i zasnęła. Chłopak nieco się uspokoił. Dziewczyna wstała z łóżka, ale on natychmiast się wystraszył. Uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie. Sięgnęła po tacę z jedzeniem, po czym położyła na łóżku. On nie był pewny. Więc dziewczyna sięgnęła i zaczęła jeść. On najwyraźniej zaczął papugować. Dziwnie się spojrzał na kubek. Wzięła go do dłoni i zbliżyła go do ust chłopaka. - Napij się powoli, podnieś kubek - powiedziała. Chłopak niepewnie wykonał polecenie. Uśmiechnęła się jedynie.
Ponownie go pogłaskała. Sięgnęła po zeszyt i zaczęła wszystko w nim zapisywać. Zwykle tak robiła. Takie zapiski są dobre. Przynajmniej będzie wiedzieć, nad czym musi z nim popracować. Wyciągnąć informacje, to wiadome. Wpierw jednak musi nauczyć się mówić i czytać, a co za tym idzie, pisać. Dokładnie tak, przed nią jest nie lada wyzwanie. Warto je podjąć. Szykuje się niezła zabawa. Tak, jeszcze będzie się wkurzać na dodatek. Przygryzła wargę i spojrzała na chłopaka. Ten jednak opuścił głowę. Uniosła delikatnie brwi i spojrzała na niego, po czym na tacę. Była pusta. Zamknęła zeszyt, po czym wstała i wzięła tacę do rąk. Spojrzał na nią, a ona ruchem głowy pokazała ubrania. Ubrał się i ruchem jej dłoni za nią poszedł. Nie musiała na niego patrzeć, żeby wiedzieć, co robi. Patrzy na całe pomieszczenia, wącha, dotyka i zapewne gdyby nie ona, już by wylądował na ścianie. Wywróciła oczami i zeszła powoli po schodach, patrzyła na niego. Mimo to musiała bardzo uważać, aby się nie wywalić. Dokładniej to byłby zły przykład. Weszła do kuchni i położyła naczynia, po czym pokazała mu stół pełen jedzenia.
- Tylko powoli jedz. - powiedziała. Miała spytać o imię, ale zawsze może później spytać. Mogła nadać psom imiona, chyba że miały już. Dać obroże, że nie są bezpańskie. Przynajmniej będą bezpieczne.
Przez myśli zraniła się w palec szkłem ze szklanki. Westchnęła i wyrzuciła szkło do śmieci. Następnie opłukała palec wodą i przysunęła do warg. Wypiła ją, aż przestała lecieć. Odsunęła, sięgnęła po płyn odkażający, a następnie wzięła plasterek i przykleiła na ranę.

~*~

Elegancik pracował.
- Jak mam do ciebie mówić? - spytała.
- Sfora - mruknął jak pies. Kiwnęła głową.
- Zero Two. Teraz pokażesz mi osoby, które cię tak potraktowały - powiedziała. Chłopak nie był do końca przekonany. Mimo to ostatecznie włożył buty i poszli. Prowadził ją niezbyt przekonany i chętny. Objęła go ramieniem, przez co wzdrygnął się. Zero Two jedynie go pogłaskała po głowie. Gdy się zatrzymał, pokazał jej grupkę mężczyzn. Zaśmiała się z pogardą.
- Zostań tutaj. Wołaj, gdyby coś się stało - mruknęła i polizała go po policzku. Zarumienił się lekko. Zachichotała i ruszyła pewnie.
- E, patałachy! - krzyknęła. Wszyscy się na nią spojrzeli i tak, widziała ich uśmiechy.
- Co taka suczka tutaj robi?
- Przyszłaś się zabawić?
- Może zbłądziła.
- Patrzcie, przyniosła nam tego szczyla. - Każdy po kolei się wypowiedział. Kątem oka zobaczyła jak Sfora zaczyna się trząść. Uśmiechnęła się do niego.
Chciał ją ostrzec, ale złapała jednego za szyję. Spojrzała na niego z tą iskrą, przerażenie w oczach swoich ofiar to rozkosz dla niej. Widok jak ze snu. Uśmiechnęła się, wysuwając kły. Właśnie wtedy wbiła kły w szyję tego, co wyrwał się pierwszy do walki. Upiła nieco i naznaczyła.
- Teraz jesteś moją lalką, skurwysynu - warknęła. Jej głos był chłodny i ostry jak brzytwa. Facet jedynie jęknął coś. Puściła jego szyję, po czym oblizała wargi. Tym samym reszta się rzuciła. Drugą dłonią uruchomiła linki.
Taka kukiełka. Choć czuje i żyje to jest pod jej kontrolą ruchy, moc i walka. Bez szans. Choć poruszyła palcami, a on zaatakował towarzyszy. Walczyli zaciekle, ale przykro, oderwali to, dźgnięcie, czy też coś zostało ucięte. Jej kukiełka była nie do zdarcia.
Padli dopiero, gdy się znudziła nimi bawić.
- Przeżyjesz, przekaż innym, że mają zniknąć albo zjawię się tu i ich wytłukę oraz ich rodziny - warknęła. Puściłam linki i ruchem ręki mógł uciec. Tak zrobił, krzyczał jak dziewczynka. Zaśmiała się i odwróciła do chłopaka. Może to nieco za brutalne dla niego. Bał się, westchnęła.
Wzruszyła ramionami i ruszyła z powrotem do domu. Musiała nieco odpocząć. Zerkała kątem oka na bok, Sfora szedł tuż obok jej. Nic nie mówił, tylko szedł.
Po jakichś piętnastu, może dwudziestu minutach, weszli do domu. Sfora ruszył do swojej psiej rodziny. Machnęła ręką i ruszyła na górę. Musiała wziąć ponownie prysznic, przebrać się i położyć na łóżku. Jednak wszystko po kolei.
Wzięła ubrania z pokoju, dokładniej tunikę i bieliznę. Po czym pogłaskała psa i ruszyła do łazienki. Tym razem wybrała łazienkę, tak chciała się położyć i wymoczyć. Wygoda czyni cuda.
Gdy prawie zasnęła w wannie, musiała zdecydowanie wychodzić. Opłukała się i wyszła z niej. Sięgnęła po ręcznik i zaczęła się wycierać. Po wytarciu sięgnęła po ubrania i zaczęła ubierać. Przetarła oczy i wyszła z łazienki, ziewając. Pies tym razem leżał na łóżku. Uśmiechnęła się i także weszła na łóżku, po czym wsunęła pod nakrycie, ułożyła wygodnie. Ziewnęła ponownie i zamknęła oczy, aby przekręcić się, do psa przodem i go pogłaskać. Przysunęła do siebie i przytuliła lekko do siebie. Udała się do krainy snu, potrzebowała tego teraz.
Obudziła się jednak po pięciu... minutach, bo pies szczekał. Podniosła się leniwie i spojrzała w stronę drzwi. Stał tam elegancik. Uśmiechnął się i zamknął drzwi. Zero Two spojrzała na szafkę i zobaczyła deser. Uśmiechnęła się, aby następnie je zjeść i przeczytać liścik. Zmarszczyła brwi, ale odłożyła je do szuflady. Ponownie się położyła, pogłaskała psisko po głowie, aby następnie ułożyć wygodnie na łóżku i ponownie oddała się w objęcia słodkiego przyjemnego snu.

Sfora?

----
+1047 PD + 5 P
~Maggie

wtorek, 28 sierpnia 2018

Od Sfory (do Zero Two) "Oczywiście, że musimy umrzeć"

Z głuchym hukiem uderzył plecami o murowaną ścianę obskurnego budynku strażnicy miejskiej. Bezwładnie opadł całym ciałem na piach i zakrztusił się napływającą do gardła krwią, zwijając wpół z bólu. Skomlał i charczał przez zaciśnięte zęby. Wbijał drobne palce w ramiona, jakby za wszelką cenę próbował wyrwać ze swojego ciała całe cierpienie.
— Znowu podskakujesz, łachudro? — powiedział wysoki na dwa metry, ale nieproporcjonalnie chudy mężczyzna. Trącił chłopca czubkiem starego gumiaka i skrzywił się w obrzydzeniu. — Takie ścierwa jak ty powinny sczeznąć w śmieciach — wymamrotał, po czym zamachnął się nogą i kopnął chłopca prosto w brzuch. Sfora zaskomlał głośniej, uderzając głową o ścianę. Zakręciło mu się przed oczami, a gdy spróbował podnieść się na czworaka, znów padł na ziemię pozbawiony sił. Mężczyzna oparł na jego grzbiecie stopę, wciskając Sforę mocniej w piach. — Jesteś taki żałosny. Obrzydzasz mnie — mówił dalej. Kopał chłopca coraz mocniej, a on tylko jęczał przez zaciśnięte zęby i modlił się do bóstw, których znać nie mógł.
Poruszył ustami w bezgłośnej prośbie o pomoc. Szarpnął się krótko na ziemi, próbując wstać, lecz znów poczuł nacisk na łopatki. Padł wzburzając tumany suchego piachu. Miał go w ustach, oczach i nosie. Małe drobinki żwiru piekły oraz drapały niemiłosiernie, ale poza skomleniem i charczeniem, Sfora nie wydał z siebie żadnego szlochu ani nie pozwolił popłynąć łzom.
Nagle z drugiego końca uliczki dobiegło do niego głośne ujadanie psa. Z trudem uniósł głowę i jak przez mgłę dostrzegł wielkiego psa, gnającego w jego stronę. Był to jego wierny przyjaciel, wilczarz irlandzki, wielki na dziewięćdziesiąt centymetrów i niezwykle piękny, dopóki nie posklejała mu się sierść od brudu, błota i piachu. Cudowny, kremowy kolor stał się prawie czarny, a on zaczął przypominać zwykłego, ulicznego włóczęgę.
Doskoczył do mężczyzny, który znęcał się nad Sforą i kłapnął szczęką tuż obok jego uda dla ostrzeżenia. Jak poparzony odskoczył do tyłu, a pies dalej szczekał i warczał, obnażając gniewnie kły. Człowiek przeklął jeszcze parę razy pod nosem, aż w końcu machnął ręką na odchodne, po czym zniknął za zakrętem w swoim sklepie. Sfora spojrzał z wdzięcznością na psa, który rozluźnił się, widząc jak agresor ucieka. Znowu uratował mu życie. Gdyby nie on i cała grupa pozostałych miastowych wyrzutków, nie przeżyłby nawet swojej pierwszej zimy na ulicy, a w ten sposób miał nie tylko ochronę, a także rodzinę.
Pies pacnął nosem chłopca w policzek, aby dodać mu otuchy, a potem łbem pomógł mu podnieść się na nogi. Pozwolił nawet Sforze oprzeć się na grzbiecie i razem ruszyli wgłąb zakamarka. Z trudem dokuśtykał do najbliższej metalowej klapy w ulicy. Nie był teraz bezpieczny na powierzchni. W każdej chwili ktoś znów mógł się do niego dobrać i spuścić mu takie lanie, że umarłby na miejscu.
Razem z psem zszedł do kanału. Cuchnęło tam obrzydliwie. Wszędobylska pleśń i stęchlizna wzbudzały odruchy wymiotne, a mnogo zalęgnięte stada szczurów albo karaluchów wcale nie poprawiały poziomu tutejszego życia. Przez chwilę wpatrywał się w ciemnozieloną wodę zgęstniałą od ohydztwa, jakiego pozbywali się tutaj ludzie, dopóki nie poczuł jak kromka chleba, którą zjadł godzinę temu, próbowała wydostać się z żołądka. Raptownie odwrócił głowę i podpierając się o ścianę, pokuśtykał wzdłuż korytarza.
Nie odszedł za daleko. Ból nasilił się zaledwie parę kroków dalej, tuż przy zakręcie, i przed upadkiem ochronił go tylko pies, który prędko doskoczył do chłopca. Podtrzymał go swoim cielskiem i trwał tak, dopóki Sfora nie wrócił do pionu. Uśmiechnął się w podzięce psiemu towarzyszowi, ale nie powędrował dalej, tylko z cichym jękiem osunął się po ścianie i usiadł na kamiennej podłodze. Nie miał siły się ruszyć. Był zbyt sponiewierany, głodny, spragniony oraz zmęczony. Czuł jak wszystkie jego mięśnie odmawiają posłuszeństwa, choć nawoływał je do pracy. Nawet oddech powoli uciekał mu z płuc. Coraz gorzej widział na oczy, otoczenie rozmazywało się i kręciło we wszystkie strony świata. Potrzebował odrobiny odpoczynku, tylko troszkę.
Zamknął piekące od piachu oczy. Jedynie krótka chwilka snu.
Pies nie pozwolił mu odetchnąć. Natychmiast przywrócił go do przytomności swoim warczeniem. Zastrzygł nerwowo uszami i warował, mocno napinając mięśnie łap oraz grzbietu. Sfora delikatnie dotknął jego karku, po czym wychylił się zza rogu zakrętu.
Ciemność rozstępowała pod wpływem złocistego płomienia w lampie naftowej, którą niósł niski, tęgi mężczyzna. Nie wyglądał na jednego ze szmuglerów albo ulicznych krętaczy, wszak był zbyt bogato ubrany. Miał na sobie dobrze skrojony, ciemny frak, który z daleka wyglądał na uszyty z wysokiej jakości materiału. Koszula o nietkniętej, śnieżnej bieli wydawała się rzucać własny blask i rozjaśniać kanały bardziej od ognia w lampce. Pod kołnierzem wdzięcznie falował elegancki żabot, a czarne, wypolerowane buty aż szkoda było marnować w takim paskudnym miejscu.
Sfora przylgnął mocniej plecami do ściany, gdy z mroku wyłoniła się jeszcze jedna postać. Odgadł po zarysie cienia, że to wysoka dziewczyna o szczupłej, zgrabnej sylwetce. Nie była ubrana jak większość mieszczańskich kobiet. Jej strój składał się z czarnych, skórzanych spodni oraz przylegającej do ciała tuniki w tym samym kolorze. Części garderoby przepasane były grubymi, ciemnymi pasami, a do każdego przypięto mniejsze lub większe kieszonki, w których zapewne skrywała drobną broń. Przemieszczała się szybkimi, zamaszystymi krokami ledwie pół metra za przysadzistym mężczyzną. Czarny płaszcz z kapturem narzuconym na głowę, falował przy każdym jej ruchu.
Przystanęli niedaleko zakrętu, za którym ukrywał się Sfora. Kobieta ściągnęła płaszcz z głowy, a oczom Sfory ukazała się zaokrąglona twarz o kształcie serca z ostro zarysowanym podbródkiem. Na jej czoło opadała prosto ścięta grzywka w kolorze jasnego różu. Nigdy nie widział człowieka z podobnym odcieniem włosów, ale nie to było największą zagadką, ale para czerwonych rogów, wystających spomiędzy kosmyków.
Mężczyzna zaczął pierwszy rozmowę, mówiąc coś o działającym w podziemiach ruchu oporu oraz planowanym zamachu na życie wysoko postawionego bankiera. Sfora zmarszczył brwi. Te informacje musiały być niezwykle cenne, zwłaszcza, że specjalnie dla tej dyskusji udali się w tak obrzydliwe miejsce. Uśmiechnął się pod nosem. Wystarczyłoby znaleźć jedynie odpowiedniego człowieka, który mógłby zapłacić dobrą sumkę za poufne wiadomości. Wreszcie miał okazję zdobyć coś do jedzenia dla siebie oraz swojej psiej rodziny.
Spojrzał na psa z iskierkami w oczach. Gdyby tylko potrafił się jeszcze ruszyć z tego miejsca, bo w obecnym stanie nie mógł odejść za daleko. Ponownie wychylił głowę zza rogu.
Wtedy niespodziewanie przebiegł obok niego szczur z głośnym piskiem, a potem wyskoczył pod nogi dwójki rozmówców, przykuwając ich uwagę. Lecz po chwili obydwoje jak na zawołanie spojrzeli w stronę, z której szczur przybył i dostrzegli chłopca, zanim ten zdążył się schować za ścianą. Z cichym skomleniem podniósł się na nogi i rzucił do biegu, słysząc jak szybko wymieniają się zdaniami, a potem ktoś rusza za nim. Pies pomagał mu jak tylko mógł, ciągnąc za potargane ubrania albo popychając głową, ale Sfora nie odszedł daleko. Dokuśtykał się ledwo do następnego zakrętu, a potem padł na kamienną podłogę. Zauważył jeszcze tylko zarys sylwetki w ciemności oraz psa, który osłaniał go własnym ciałem, potem stracił przytomność.

Zero Two?

----
668 PD
Owca