Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Krzaki śledztwa i brak normalności" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Krzaki śledztwa i brak normalności" ❀. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2018

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.10

  Czarny wilk przemierzał jaskinię, gdy zauważył dużą postać. Nie miał pojęcia kim ona mogła być, ale na pewno nie była to Margo, ona też była w słabej formie, ale wyglądem nie przypominała niedźwiedzia, co można było zobaczyć u tej postaci. Stwór powoli zbliżał się do przestraszonego basiora, a po chwili Finn dostrzegł też drugi cień, trochę mniejszy. Usiadł na ziemi i czekał, aż będzie mógł zobaczyć coś więcej niż ciemność. Każdy normalny wilk uciekałby z jaskini jak najszybciej, bo to miejsce nie było najprzyjemniejszym, ale... czy Finn należy do tej grupy?
  Jaskinia była ciemna i ponura, a do tego wyjątkowo duża, wilkowi wydawało się, że nie ma końca. Jego miejsce zamieszkania wyglądało zupełnie inaczej, znajdowały się tam nawet ozdoby w postaci przyniesionych przez Finna gałęzi krzaków!
  Po krótkiej chwili oczom basiora ukazały się dwa wilki, w tym Margo. Chyba to były wadery, co do tej większej miał wątpliwości. 
  - Finn… - mruknęła znajoma. Wilk rozejrzał się, odwrócił tyłem do wader i pobiegł przed siebie. Usłyszał wołanie, ale nie miał zamiaru się zatrzymać, niech trochę go pogonią, na dobre im to wyjdzie.
  Po długim biegu czarny wilk się zatrzymał. Sam nie wiedział gdzie jest, a ta jaskinia była wyjątkowo duża. A co jeśli nie znajdzie wyjścia? W tym momencie Finn myślał o czymś więcej niż o braku krzaków. Zawrócił i próbował znaleźć drogę powrotną, co, jak możecie się domyślić, nie było proste dla kogoś takiego jak Finniusz. 
  - Gdzie jesteście? - pytał coraz głośniej - Margo, stara wilko? - nikt nie odpowiadał, co za pech. Może teraz one chcą dać Frytkowi nauczkę? Niee, nie są aż takimi niewydarzonymi krzakami, by to robić.
  Zmęczony wędrówką wilk usiadł na ziemi i zaczął mruczeć pod nosem coś, co na pewno nie wyrażało zadowolenia. Usłyszał swoje imię, na początku cicho. Z czasem wołanie stało się głośniejsze. Czarny basior wstał i zaczął się rozglądać.
  - Krzaki! - krzyknął, by dać waderom znać, że on tu jest. Przez chwilę bał się, że to będzie ktoś inny, ale gdy ujrzał znajome twarze, uspokoił się. 
  - Finn, następnym razem nie będziemy cię gonić - powiedziała Margo, wyglądała na złą, co można było wywnioskować też przez ton głosu, jakim mówiła. Basior kiwnął głową.
  - Cześć, jestem Finn - spojrzał na drugą waderę. Najwyraźniej nie miała zamiaru odpowiadać, więc Margo sama udzieliła mu odpowiedzi, wyjawiając imię medyczki.
  Finn trochę bał się Grety, była specyficzna, stara i dziwna, a do tego taka tajemnicza. Margo też nie należała do najnormalniejszych, ale z nią dało się pooglądać krzaki, a ze starszą waderą - jak domyślał się Finn, nie. Wilki w podeszłym wieku nie lubią krzaków, nie rozumieją ich i nie chcą zrozumieć.

Margo?
---
213 PD
~Mimma

wtorek, 20 listopada 2018

Od Margo (do Finna) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.9

  Kazałam mu skupić się na swoich łapach. Zapewniłam go, że wyglądają jak krzaki, dzięki czemu chętnie przystał na propozycję i miałam go z głowy przez całą drogę. Był cicho, szedł ze spuszczoną głową, nie śpiewał ani nie podchodził do każdego krzaka, tak jak miał w zwyczaju. Czasami miałam wrażenie, że do Grety idę samotnie. Z takim Finnem mogłam podróżować. 
   Wilk przeistoczył się w ,,starego Finna" tuż przy jaskini Grety, która oznaczała koniec naszej wędrówki. 
   – Jesteśmy – oznajmiłam. 
  – Gdzie jesteśmy? – Finn rozglądał się zdumiony po okolicy. Wszędzie tylko drzewa, trawa, kwiatki i paprocie. Czegoś tu brakuje, tylko czego... – Tutaj nie ma krzaków – powiedział rozczarowany, przymrużył oczy i wzrokiem pełnym nadziei próbował dostrzec czy przypadkiem gdzieś dalej nie ukrył się chociaż jeden mały krzaczek. – Po co mnie tu prowadziłaś, skoro nie ma najważniejszej rzeczy? Aha, już wiem! – wykrzyknął radośnie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. – Chcesz, żebyśmy je razem tutaj zasadzili? Zgadłem?
   – Nie – odpowiedziałam, a cień nadziei w jego oczach bezpowrotnie zgasł. Niewiarygodne, ile te rośliny musiały dla niego znaczyć. – Chodź. Pokażę ci coś lepszego niż krzaki.
   – Nie ma nic lepszego od krzaków – zaprotestował, ale posłusznie poszedł za mną.
 Stanęłam w wejściu do jaskini, przypominając sobie poprzednią wizytę w tym miejscu. Bardzo nie chciałam tam wracać, jednak jakaś część mnie rwała się do tego, by przekroczyć próg i w końcu dowiedzieć się wszystkiego o Finnie.
   – Tutaj też nie ma krzaków – jęknął wilk i zanim się obejrzałam, zerwał się do biegu, rzucając mi na odchodne: – Ja ich poszukam!
   Zaskoczona i lekko przerażona, rzuciłam się za nim w pogoń. Nie chciałam, aby znalazła go Greta. Jako podobno nieprzewidywalna staruszka mogła zrobić mu krzywdę, a przecież nie o to chodziło, przynajmniej nie przed wykonaniem badań. Finn był jednak o wiele szybszy ode mnie i zniknął w jednym z korytarzy. Zatrzymałam się, szybko łapiąc oddech. To by było na tyle z tej szaleńczej pogoni. Teraz pozostało mi tylko czekać na to, aż Greta znajdzie go pierwsza. Usiadłam na jakiejś skalnej półce z wywieszonym jęzorem. O mamo, to nie miało tak wyglądać. Przez chwilę czekałam w ogłuszającej ciszy. Ze stresu zrobiło mi się zimno. Finn, wracaj tutaj jak najszybciej. Gdzieś ty polazł, niedojdo? 
   Niestety, a może i stety, zamiast Finna zobaczyłam inną postać. Wadera łypnęła na mnie, nie odzywając się ani słowem. Zapewne oczekiwała wyjaśnień, dlaczego znalazłam się w jej jaskini bez pytania.
   – To tak... – odchrząknęłam, zeskakując ze skalnej półki. – Przyprowadziłam do ciebie tego, którego możliwe, że zbadasz. Tylko, że jest mały problem – urwałam na chwilę. Twarz Grety nie zdradzała żadnych emocji. – Ten wilk jest gdzieś w tej jaskini. Chyba, że posiada ona jakieś inne wyjścia, w takim razie może być już na zewnątrz. Uciekł mi zanim zdążyłam powiedzieć, żeby się mnie pilnował.
     Greta nie poruszyła się, ale przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że na jej pysku pojawił się delikatny uśmiech.
   – Znalazłam go już – oznajmiła ze stoickim spokojem. – Chodź.
 Poczułam ukłucie w żołądku, ale opanowanie wadery sprawiło, że po chwili już przestałam się stresować. Nie miałam pojęcia, ile będą trwały te badania. Ciekawe, czy w tym czasie Silver będzie szukał swojej przyjaciela. Zupełnie tego nie przemyślałam. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że to wszystko nie będzie trwało długo.

Finn?
---
259 PD
~Mimma

poniedziałek, 5 listopada 2018

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.8

*przed opowiadaniem do Silvera*
  Finn był zaciekawiony całą sytuacją. Co jeśli Margo chce zobaczyć krzaki, które dla czarnego basiora były czymś niezwykłym? Nie znał wilków, które uznałyby jego zainteresowania za coś naprawdę ciekawego. Dziwne. 
- Gdzie idziemy? - zapytał Frytek, skacząc i śpiewając swoje znane piosenki, które sam wymyślił. Wadera wyglądała jakby zaraz miała uderzyć wilka, a jego ciało schować pod ukochanym krzakiem. To bardzo niegrzeczne. 
- Dowiesz się, jak będziemy na miejscu - syknęła medyczka. Finn przez chwilę milczał, nie chciał denerwować wadery swoimi pytaniami, bo powoli zauważał, że ona nie lubi go tak bardzo, jak on ją. A może tylko udaje? Przecież każdy lubi Finna! Pewnie po prostu taka jest, albo nie ma wystarczającego kontaktu z krzakami, przez co jest jakaś dziwna.
- Długo jeszcze? - zapytał cicho basior i odwrócił głowę, gdyż bał się odpowiedzi, ale nie mógł dłużej czekać. Nie lubił czekać, to takie nudne, lepiej robić coś ciekawego. 
- Tak, długo. Idź spokojnie i skup się na swoich łapach, wyglądają jak krzaki, nie sądzisz? Jak będziesz dużo chodził, to chociaż schudniesz, przyda ci się to - odpowiedziała Margo. Finn zrobił tak jak kazała: odetchnął, przywołał moc krzaków i się uspokoił, po czym spojrzał na swoje łapy. Rzeczywiście przypominały znane mu krzaki, tylko były czarne i puchate, a do tego miały inny kształt. Może chodziło o to, że do tego trzeba użyć wyobraźni? Wilk zamknął oczy. Po chwili je otworzył, a jego łapy były prawdziwymi krzakami. Spojrzał na siebie (pozdrawiam Finna z starego twof) i też wyglądał jak krzak! 
- Jesteśmy - powiedziała Margo, a wtedy Finn wybudził się ze swojego snu. Zaczął się rozglądać. Znajdował się teraz w miejscu, w którym nie było krzaków, co było niepokojące, bo krzaki są wszędzie.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał wilk.

Margo? Moje też nie jest długie
---
140 PD
~Mimma

wtorek, 9 października 2018

Od Margo (do Finna) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.7

   Szłam za Finnem przez niewielki odcinek drogi, ale później stwierdziłam, że szkoda moich nerwów. Każda jego cecha zaczynała mnie coraz bardziej irytować, jego sposób bycia, zamiłowanie do krzaków, a nawet styl mówienia czy poruszania się. Cały Finn był dla mnie jednym wielkim wkurwieniem. Myśląc o tym, co go czeka u Grety, stwierdziłam, że może w końcu przestanę tłumaczyć się jakimś głosem. Po prostu jestem pojebana. Nic dodać, nic ująć. Chyba.
   
  Następny dzień tego całego gówna. Swoją drogą, interesującego gówna. Bardzo interesującego gówna, co jednak nie zmienia faktu, że to gówno. 
   Udałam się do Finna z samego rana, żeby jak najszybciej załatwić sprawę z Gretą. Może, jako przegenialni medycy, dokonamy przełomowego odkrycia nowej choroby? Może dokonamy cokolwiek? Może się go kurwa po prostu pozbędziemy, bo zdechnie sobie od tego wszystkiego, co Greta będzie mu robiła?
   Niechętnie do niego podeszłam. Będę musiała wytrzymać z nim przez tyle czasu. Uzbrój się w cierpliwość, wdech, wydech. Jeden, dwa, trzy, cztery, no, już, nie, przesadzajmy. 
   – Finn – mruknęłam, zdobywając się na jeden z tych najbardziej nieszczerych uśmiechów na świecie. Chyba się nie zorientował, bo popatrzył na mnie radośnie. – Mamy sprawę do załatwienia.
   – Mamy? My? Razem?
   – Nie będę ci dwa razy powtarzać – syknęłam. – Rusz się, idziemy.
   Nie protestował ani nie pytał, co było mi bardzo na rękę. Z tym swoim głupawym wyrazem pyska, bez słowa, posłusznie szedł za mną, a ja miałam nadzieję, że utrzymamy to przez cały czas. Pewnie myślał, że będziemy oglądać krzaki albo jakiejś inne pierdoły, który cholernie mnie nie interesowały, w przeciwieństwie do mojego kompana.

Finn?
Wiem, długość nie powala.
I wszystko inne też.
Oj tam.
---
126 PD
~Mimma

środa, 29 sierpnia 2018

[E] Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.6

  Co za niewydarzony krzak! Najpierw ucieka ze spotkania z Krzaczysławą, a później myśli, że Finn pójdzie razem z nią? Przecież tak się nie robi! Na początku Finn nie zamierzał się zgadzać, ale gdy patrzył na Margo, taką smutną, taką samotną... Finniusz nie jest aż taki zły, żeby zostawiać ją samą, a skoro tu jest, to na pewno uważa się za jego przyjaciółkę.
- Chcesz pokazać mi krzaki? - zapytał Frytek wciąż patrząc na krzaki, z którymi wcześniej rozmawiał. Miał nadzieję, że to właśnie o to chodzi, bo co innego ona mogła chcieć zrobić?
- Tak - odpowiedziała Margo. W tej chwili musiała skłamać, bo bez krzaków Finn na pewno nie ruszyłby się z tego miejsca.
- Zastanowię się - odpowiedział i znowu zajął się krzakiem, który najwyraźniej potrzebował dużo jego uwagi, bo Finn nie chciał go zostawić. - No chyba, że pójdziesz gdzieś ze mną, to... zastanowię się krócej.
  Wadera westchnęła. Zaczęło robić się ciemno, a do tego było bardzo gorąco, a Finn chciał jeszcze gdzieś chodzić. Może po prostu stwierdził, że Margo potrzebuje więcej ruchu i chciał jej w tym pomóc.
  Ona w odpowiedzi kiwnęła głową, a basior wyglądał na szczęśliwego. Od razu ruszył, a ona poszła za nim. Finn wiedział gdzie iść, to był teren, który często odwiedzał, ale nigdy nie był tam z kimś.
  W końcu dotarli do tego miejsca. Było tu dużo krzaków, ale Finn nie wyglądał na zainteresowanego nimi, co było niepodobne do niego. Margo wpatrywała się w niego i zastanawiała się o czym ten dziwny wilk może myśleć. Finn patrzył na drzewo, które nawet nie przypominało krzaka. Czemu ten wilk interesuje się czymś, co nie jest krzakiem?
- Patrz, duży krzak! - zawołał i podszedł do drzewa. Wadera patrzyła na Frytka, który nie mógł już wymyślić nic dziwniejszego, chyba. Z nim nigdy nie wiadomo, teraz nazywa drzewo krzakiem, nikt nie wie co później wymyśli.
- Krzak? - zapytała Margo, a Finn przyjął zaskoczoną minę, jakby mówił "przecież mówię, że to krzak, czego nie zrozumiałaś?". - Ale to jest drzewo.
  Frytek westchnął i podszedł jeszcze bliżej "drzewa", po czym sobie usiadł. Po tak długiej drodze musiał odpocząć, najlepiej pod dużym krzakiem. Czekał aż Margo przyjdzie obok niego, ale ona nie była przekonana co do tego, wolała wrócić i zostawić tego wilka, a następnego dnia zabrać go do Grety.
- Chodź, duży krzak cię wzywa, nie wolno go ignorować. - powiedział Finn i wstał, żeby podejść do wadery. Ona niechętnie ruszyła, a gdy usiadł, zrobiła to samo.
  Basior położył się pod drzewem i  próbował zasnąć. Margo tylko czekała, by to zrobił, a ona mogła wrócić do domu.
  Gdy już wszyscy leżeli, nagle z drzewa spadła żaba. Finn natychmiast wstał i spojrzał na żabę, która była mała, ale on bardzo się bał. Żaby były najgorszymi stworzeniami jakie mógł spotkać, jak ona mogła zakłócać spokój dużego krzaka? Szybko zrobił kilka kroków w tył, by być jak najdalej od niej. Dziwne było to, że Margo nawet nie zwróciła na to uwagi, chyba nie zdawała sobie sprawy z powagi tej sytuacji. Widocznie nie wiedziała o tym, że żaby są niezwykle niebezpieczne dla wilków i krzaków, a przynajmniej tak wydawało się Finnowi.
- Idź, demonie! - krzyknął patrząc na żabę, a później skierował wzrok na Margo, która wyglądała na zmęczoną całą sytuacją. - Margo, uciekaj, dalej.
  Ona pokiwała głową, nie była tak przejęta jak Finn. Przecież ta żaba była obok niej, zaraz mogła ją zaatakować, a to na pewno nie skończyłoby się dobrze.
- Ja idę, podziękuj dużemu krzakowi za mnie, dobrze? - zapytał Finn, uśmiechnął się do niej i zaczął kierować się w stronę obozu Łowców. Wadera, którą Finn po prostu zostawił, patrzyła na drzewo, które według niego było dużym krzakiem, a do tego nie wiadomo dlaczego było tak ważne. Wadera nie czekała tam długo, również wracała do domu, ale mimo tego, że szła za czarnym wilkiem, on jej nie zauważył.

Margo, krzaczku? miałam pomysł, ale uciekł i wyszło słabo :C
---
357 PD
~Mimma

niedziela, 26 sierpnia 2018

[E] Od Margo (do Finna) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.5

Krzaczysława... Z nim na pewno było coś nie tak. Z chorych umysłowo nie powinno się wyśmiewać, to nieuprzejme, mimo to rozbawienie mieszało się z zażenowaniem, a w głowie zaczął kiełkować nowy plan. Finn pierdolił coś o Krzaczysławie (na przodków, jak można tak skrzywdzić kogokolwiek imieniem), a ja postanowiłam, że szybko i niezauważalnie się wycofam. Był tak zajęty swoją przyjaciółką, że w ogóle nie zwrócił uwagi na mój cichy odwrót. To dobrze, bardzo dobrze. Miałam chwilę dla siebie i na przemyślenie mojego planu. W zasadzie trudno nazwać to planem, raczej samotną myślą krążącą gdzieś w odmętach umysłu.
Moją uwagę przykuła czarna wiewiórka, wykonująca na gałęzi przedziwne ruchy, jakby swój własny, wiewiórczy taniec. Kruche drewno zaczęło wydawać niepokojący dźwięk, a ja zdążyłam odsunąć  się w ostatnim momencie. Gałąź złamała się i upadła u moich łap. Wzdrygnęłam się, świadoma tego, że gdybym nie zrobiła kroku w tył, prawdopodobnie spadłaby mi na łeb. Po tym wszystkim czarna wiewiórka zeskoczyła i pognała przed siebie. Skubana, zdążyła w porę wbić pazurki w pień drzewa i uchronić się przed upadkiem razem z gałęzią.
Wróciłam myślami do mojego pomysłu. Miał małe szanse na powodzenie, poza tym był zupełnie nie w moim stylu, jako wadery, którą nie interesowało życie innych. Mimo wszystko powstał w tym cholernym łbie i był tak nieosiągalny, że aż kuszący. Nieświadomie skręciłam w stronę jaskini ulokowanej na terenach, gdzie kręciło się niewiele wilków. Byłam niemal pewna, że to się nie uda, że ona odeśle mnie z kwitkiem, że wszyscy mnie wyśmieją. Ci, których mijałam, patrzyli na mnie z politowaniem. W ostatnim czasie obracam się tylko w towarzystwie dziwaków. A w głowie mam chaos.
– Halo? – zawołałam, stając w wejściu do jaskini. Nie, to nie była dobra decyzja. Nie nie nie, pomocy. Już za późno, żeby się wycofać. – Jest tu ktoś?
Rozejrzałam się. Nawet nie wiedziałam, jak ona wygląda. Podobno krąży o niej wiele plotek, ale jako że w życiu publicznym się nie udzielam i z nikim nie rozmawiam, żadnej z nich nie słyszałam. Może to dobrze. Sama wykreuję sobie jej obraz, a podstawą nie będzie zdanie kogoś innego.
Stanęła przede mną. Duża, gruba i niezbyt urodziwa. Zatoczyła się, a później niezgrabnie usiadła, patrząc prosto na mnie. Greta. Głośno przełknęłam ślinę. Miałam cichą nadzieję, że zostanę wyproszona albo tak skrytykowana, że sama zdecyduję się na wyjście z jaskini, ale nic takiego nie nastąpiło.
– Wejdź – powiedziała niskim głosem. Wytrzeszczyłam oczy, ale posłusznie zrobiłam jeszcze jeden krok. Wadera bez słowa ruszyła przed siebie, co odczytałam jako sygnał, że mam pójść za nią.
Cholera cholera cholera. To najgorsze miejsce na całym świecie - ciemne, zimne i pełne robactwa. Dobrowolnie się w to wpakowałam, nie powinnam narzekać, ale do kurwy nędzy, ja chcę stąd wyjść! A ona ciągle idzie. Ta jaskinia z zewnątrz wyglądała na mniejszą. Mam wrażenie, jakbyśmy właśnie przeszły przez takie trzy, a ona wciąż się nie zatrzymała. Albo to po prostu tutaj czas leci jakby... wolniej?
W końcu przystanęłyśmy w jakiejś niewielkiej odnodze. Rozejrzałam się, ale Grety nigdzie nie było. Do cholery, przecież stała przede mną. Porusza się tak wolno i niezgrabnie, że nie mogłam tak po prostu nie zauważyć, że sobie gdzieś poszła. Usiadłam, lekko zdezorientowana i postanowiłam, że będę czekać. To stara dziwaczka, czego ja się po niej spodziewałam?
No, przyszła. Usiadła naprzeciwko, ale nic się nie odezwała. Dobra, dość tej zabawy.
– Więc – zaczęłam. Greta sprawiała wrażenie, jakby w ogóle nie była zainteresowana tym, co mam jej do powiedzenia, co postanowiłam zignorować – podobno swego czasu działałaś jako medyk – dokończyłam, ostrożnie dobierając słowa.
Obserwowałam jej reakcję, ale ona zdawała się mieć to wszystko głęboko w dupie. Wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Ta rozmowa nie ma sensu. Wyjść, czy nie wyjść i poczekać na łaskawe zwrócenie na mnie uwagi?
– Tak.
– Mogłabyś zbadać pewien bardzo osobliwy przypadek?
– Może.
– ...jeśli sama ci go przyprowadzę?
– Może. 
Później już nic się nie odezwała, co odebrałam jako znak, że mam sobie pójść i zrobiłam to z wielką ulgą. Jestem nienormalna. Poszłam do Grety po to, żeby dowiedzieć się, na co choruje Finn. Dlaczego to mnie tak bardzo interesuje?
On jest skazą dla tego klanu. Nie powinno go tu być. Słabi osobnicy są eliminowani przez silniejszych albo zabiera ich selekcja naturalna, a Finn nadal żyje. Moim zadaniem jest wyleczenie go albo zabicie. Silver jeszcze tego nie zrobił, więc uczynię to ja. Wyeliminować...
  Otrząsnęłam się. Znowu ten cholerny głos. Czy to właśnie był powód, dla którego chcę przyprowadzić Finna do Grety? Jeśli zaprzeczę, będę próbowała oszukać samą siebie? Doskonale wiedziałam, że ten głos, te myśli zamieniają mnie w psychopatkę. To nie ja. Ja nie chcę nikogo zabić, to on chce. Ten głos, czymkolwiek jest. 
Niebo płonęło żywym ogniem. Pomarańczowe słońce szykowało się do zniknięcia za horyzontem w towarzystwie czerwonych i fioletowych chmur. Wszystkie małe zwierzątka zaczęły budzić się do życia. Noc była ich żywiołem. Gdzieś z oddali pohukiwała sowa, którą zachodzące słońce wybudziło ze snu. Powietrze ochłodziło się – przyjemna odmiana od gorąca i duchoty, która panowała za dnia. 
  Na Finna natknęłam się całkiem przypadkowo, kiedy z wielką dokładnością obwąchiwał krzak. Słysząc kroki, podniósł głowę. Wiedziałam, że mnie zauważył, ale zachowywał się tak, jakbym nie istniała. Powrócił do swojego przerwanego zajęcia. Podeszłam jeszcze bliżej i zakaszlałam teatralnie. Żadnej reakcji. Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko. Znowu bezskutecznie. Był zły, bardzo zły. Gdyby nie Greta, zupełnie by mnie to nie obchodziło. 
– Finn – powiedziałam głośno i powoli, aby zwrócić na siebie uwagę samca. Jego ucho drgnęło – Przepraszam za to, że sobie poszłam. – Ledwo przeszło mi to przez gardło. Ja iprzepraszam, ja i bycie miłą. 
Nadal mnie ignorował. Skończył obwąchiwać krzak i już miał odejść, ale zagrodziłam mu drogę. 
– Chciałabym, w ramach zadośćuczynienia, jutro gdzieś cię zabrać. 
Zgódź się. Co ja zrobię, jeśli się nie zgodzi? Wtedy będę unikać Grety do końca życia i udawać, że nigdy u niej nie byłam i nie zaproponowałam jej nic równie absurdalnego, jak zbadanie Finna. Spojrzałam na niego błagalnie. W takich momentach jak ten zaczynałam żałować, że nie jestem piękna i przekonująca. Albo chociaż przekonująca. Pieprzyć to, pieprzyć mój wygląd i charakter, po prostu się zgódź. 

Finn?
1016 słów
---
608 PD = 2 poziom
~Mimma

środa, 1 sierpnia 2018

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.4

  Margo była jakaś dziwna, nie mogła zobaczyć, że to jest krzak. Uważała się za medyka, a nie znała się nawet na krzakach. Temu klanowi brakuje wiedzy na ich temat. Finnowi wydawało się, że żyje z jakimiś ciapciakami, a on jest geniuszem. Jedynie on znał się na tak wielu rzeczach, pozostałe wilki tylko siedziały razem i nic nie robiły, a Frytek próbował jakoś to naprawić, ale z niewiadomego dla niego powodu, wilki nie chciały z nim rozmawiać. Podejrzane...
- Nie widzisz, że to krzak? - zapytał zdziwiony Finn. - A wiesz w ogóle do czego służą krzaki? Ja mogę Cię nauczyć!
  To mogło zabrzmieć niepokojąco, kto wie, co może stać się pod takim krzakiem? A do tego z nieznanym wilkiem? Według wojowników z klanu, czarny wilk był bardzo dziwny, chociaż on sam uważał się za normalnego, co nie do końca było prawdą.
- Podziękuję. - odparła grzecznie wadera.
  Jak ona tak mogła. Finn zaczął się rozglądać w poszukiwaniu innych krzaków. Może po prostu ten krzak nie odpowiadał waderze? Na terenie Łowców było wiele krzaków, a Finn rozmawiał z każdym z nich, a później wpisywał na swoja magiczną listę "krzaki zaliczone". 
- Ty ciapciaku - po tych słowach wadera popatrzyła na niego jeszcze dziwniej. Finn natomiast nie zdawał sobie z tego sprawy, wydawało mu się, że są przyjaciółmi. Po chwili dodał: - Jak się nazywasz?
  Finn zadał jej już wcześniej to pytanie, ale z niewiadomego powodu nie odpowiedziała. Wadera z jasną sierścią dobrze wiedziała o imieniu wilka, w końcu każdy go tutaj znał. Nie dość, że był bliskim przyjacielem przywódcy, to jeszcze klanowym psychopatą wielbiącym krzaki, a także kaktusy. Widząc brak zainteresowania wadery, Finn zapytał ponownie, tym razem uzyskał krótką odpowiedź. "Margo", to właśnie było jej imię. 
- Ładnie - powiedział. - Ja jestem Finniusz Serdeczny, ale możesz mówić po prostu Finn, lub Frytek.
  Najwyraźniej zapomniał o tym, że już wcześniej przedstawił się. Czarny wilk zastanawiał się nad tym, co ma zrobić. Margo wyglądała na znudzoną, a do tego nie była zbyt zadowolona obecnością Finna. 
  Wilk ruszył przed siebie, nie patrząc nawet czy wadera idzie za nim. Zauważył piękny krzak róży, którego wcześniej nie widział, więc musiał się nim zająć. Usiadł obok niego, na początku trochę zawstydzony, zaczął rozmowę. Margo przyglądała się całej tej sprawie, wyglądała tak, jakby właśnie chciała uciec z tego miejsca, ale obserwowanie wilka było ciekawe, dopóki on nie podszedł i nie zaczął rozmowy. 
- Jak tam? - zapytał wpatrując się w krzak, po czym przeniósł wzrok na Margo. - Przedstawię ci kogoś.
  Po tych słowach ruszył w stronę medyczki, która nie była do końca zadowolona z tego, co się działo. Będąc obok niej mruknął coś, by poszła za nim, jednak ona nie była przekonana co do tego. Ostatecznie poszła z nim, ale tylko po to, by obserwować czarnego wojownika. Możliwe, że miał wilczom depresję, czy coś takiego, a skoro wadera była medykiem, miała możliwość sprawdzenia tego. 
- Krzaczku, przedstawiam Ci Margo - zaczął i uśmiechnął się do wadery. - Jest medyczką klanu Łowców.
  Ona tylko nerwowo się uśmiechnęła, podczas gdy Finn mówił dalej:
- Margo, to moja nowa przyjaciółka... - pomyślał chwilę. - Krzaczysława dzięki Lodzik, Carm.
  Finn miał zamiar wprowadzić waderę w magiczny świat krzaczków, mimo tego, że ona nie wykazywała chęci. Według basiora była do tego odpowiednią osobą. Uważał, że jest równie inteligentna, co on i nadaje się do tego. Brakowało jej tylko wiedzy, ale przecież wszystkiego można się nauczyć, a Frytek jest świetnym nauczycielem. 

Margo? Krzakowo wyszło :C

285 PD ~Teczka

niedziela, 29 lipca 2018

Od Margo (do Finna) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.3

  – Krzaki – powiedział tak oczywistym tonem, jakby naprawdę to było oczywiste. – Nigdy ich nie widziałaś? Mogę ci pokazać.
  Chyba powinnam podziękować za okazaną mi litość i wyrozumiałość. Krzaki? Pewnie, że je widziałam, zwłaszcza że ukrywałam się w nich, kiedy cię obserwowałam. 
  Biłam się z myślami. Iść, nie iść. Prawdopodobnie wybrałabym tę drugą opcję, gdyby nie cichutki głos w mojej głowie, podpowiadający mi: w krzakach łatwo ukryć ciało... łatwo ukryć ciało... Był jak echo, które odbijało się od ścian umysłu i wracało, zagłuszając inne, bardziej rozsądne myśli. Nie dawał mi wyboru.
  – Pokaż – mruknęłam, starając się zabrzmieć jak najbardziej normalnie. Nie wiem, czy mi się udało, jednak Finn bez słowa ruszył przed siebie. Nie miał szans na zobaczenie moich pytających spojrzeń, ponieważ posłusznie szłam za nim. Przykuwaliśmy spojrzenia ciekawskich wilków i nic w tym dziwnego. Razem tworzyliśmy niecodzienny duet – dziwak z dziwaczką. Jeden mówi w swoim własnym języku, druga rzadko opuszcza swoje miejsce zamieszkania. 
  Mijaliśmy coraz więcej krzaków i zaczynałam zastanawiać się, dokąd Finn mnie prowadzi. Niewykluczone, że on też jest psychopatą i właśnie zostałam jego ofiarą. Dałam się nabrać jak szczeniak. Najgorsze, co mogłam teraz zrobić, to okazywanie strachu i niepewności. O nie, Finn, tak łatwo ci się nie dam. Nie tylko świadomość ewentualnego morderstwa była tutaj najgorsza. Upał kilku ostatnich dni bardzo dawał się we znaki, przez co spacer stał się mało przyjemny. Nawet ptaki i inne niewielkie stworzonka schowały się do cienia, natomiast my brnęliśmy przed siebie w pełnym słońcu. W coś ty mnie wpakował, cholerny głosie? 
  Dalszą drogę przebyliśmy przy akompaniamencie piosenek Finna, które na początku cichutko nucił pod nosem, z każdym krokiem zwiększając tonację.
 Celem naszego spaceru okazały się resztki sarny obrośnięte ze wszystkich stron kaktusem. Finn podbiegł do niego zadowolony, delikatnie trącając łapą wyrastające kolce. Podeszłam bliżej. Cóż, widok raczej niecodzienny, mimo wszystko nie miałam pojęcia, dlaczego Finn mnie tutaj przywlókł. Bądź co bądź miałam zobaczyć krzaki, a nie kaktusa.
  – Podoba ci się krzak? – zapytał z nadzieją. 
  – Krzak? – prychnęłam. – Mówisz o kaktusie?
  Spojrzał na mnie z politowaniem, jakby chciał powiedzieć: nie znasz się. Przyglądał się roślince z jawnym zaciekawieniem. 
  – To nowy gatunek – rzekł tonem prawdziwego naukowca, który właśnie dokonał przełomowego odkrycia.
  Co jak co, ale takiej głupoty nie mogłam znieść. Jako medyk, mimo że nie zajmowałam się leczeniem za pomocą ziół, znałam się na roślinach i doskonale wiedziałam, że to nie żaden krzak, ale najzwyklejszy w świecie kaktus. Jedyną zagadką było, skąd on się tam wziął.
  – Czy tobie to w jakikolwiek sposób przypomina krzak? – zapytałam, teatralnie przewracając oczami.
  Na odpowiedź musiałam trochę poczekać. Finn zamknął oczy, co wyglądało, jakby bardzo intensywnie myślał, a ja znowu zaczęłam zastanawiać się, jaką chorobą spowodowane jest jego zachowanie.
  – Też jest zielony – powiedział tak, jakby wygłaszał właśnie jakiś niepodważalny argument.
  Na przodków, to się nie dzieje naprawdę... Zaczęłam poważnie żałować, że zgodziłam się gdziekolwiek z nim pójść. I podobno to przyjaciel lidera. Finn denerwuje mnie już po chwili znajomości, co dopiero musi czuć biedny Silver?
  Samiec wyglądał na zdenerwowanego tym, że nie uznałam jego argumentu, ja natomiast byłam zdenerwowana jego obecnością. To nie mogło skończyć się dobrze.

Finn?
nawiązanie do opowiadania Cyth


----
+313 PD
~Maggie

wtorek, 24 lipca 2018

Od Finna (do Margo) "Krzaki, śledztwa i brak normalności" cz.2

  Finn popatrzył na waderę, która nie była do niego tak pozytywnie nastawiona, jak on do niej. Do tego nie rozumiała języka krzaków, trzeba ją wszystkiego nauczyć, bo nie jest wyedukowana na takim poziomie, jak Finn.
- Co ty wróblujesz? - zapytał zaskoczony basior.
  Wadera z jasną sierścią spojrzała na wilka pytająco. Była zirytowana i nie wiedziała o co może mu chodzić. No cóż, Finn miał swój własny język i lubił się nim posługiwać. Dla niektórych mógł się wydawać specyficzny lub dziwny, ale on był po prostu wyjątkowy, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- O co Ci chodzi? - zapytała wadera.
  Finn również nie wiedział, co on od niej chce. Postanowił zadać jej pytanie, które wcale nie było jednak odpowiedzą na jej pytanie.
- Jak masz na imię? - tak właśnie brzmiało. - Jesteś wilką, tak? - dodał po chwili.
  To było dziwne pytanie. Finn był mistrzem, jeśli chodzi o niezwiązane z rozmową stwierdzenia lub pytania. Wydawało się, że on sam nie wiedział, co mówi. Gdy nowo poznana wadera - o czym jeszcze Finn nie wiedział - zastanawiała się i patrzyła na niego dziwnym wzrokiem, on nie pamiętał już o swoim wcześniejszym pytaniu.
- Co ty do mnie mówisz? - zapytała wadera, której chyba nie podobało się dziwne zachowanie Finniusza.
  On westchnął. Wydawało mu się, że to ona niczego nie rozumie i ma jakiś problem z mózgiem, o którym nie wie. Finn myślał tak o wielu wilkach. Według niego to on jako jedyny był normalny, a inni to po prostu jakieś wilki spod krzaka, a to było złe określenie.
- Jestem Finniusz Serdeczny - przedstawił się, chociaż wszyscy w klanie Łowców go znali z jego dziwnych czynów.
  On natomiast nie znał wadery, bo nie bardzo interesował się innymi wilkami i ich życiem. Finn chciał poznać nowe wilki, ale z nieznanego mu powodu, one nie były tak chętne, jak on. "Dziwne te wilki" - pomyślał Frytek.
- Jesteś wilką, tak? - zapytał ponownie. - Chodźmy pod krzak - dodał po chwili, na co wadera aż podskoczyła i odsunęła się od basiora, który był raczej obojętny.
  Finn zaczął iść w stronę krzaka, a wadera, której imienia nadal nie poznał, wyglądała na zirytowaną, można powiedzieć nawet, że przerażoną. Ale kto nie bałby się takiego wilka, jakim jest Finn? Używa dziwnych słów, namawia na wspólne chodzenie pod krzaki, gdzie nikt nie wie, co może się stać. Równie dobrze Finn może być wilczym złoczyńcą i zrobić coś... ekhem, złego nowo poznanej waderze. Lepiej nie ufać nikomu.
- Co? - zapytała wadera przyglądając się Finnowi.
  Jej wypowiedź oraz wyraz twarzy były chłodne, co jednak nie zniechęciło Finniusza. Był pewny, że ona tylko udaje i tak naprawdę ma ochotę na wspólny spacer razem z nim, tylko nie chce się przyznać. Tak nie do końca było, a wadera nie była zadowolona jego obecnością. Wolała go obserwować z daleka, a nie rozmawiać z nim i musieć znosić jego głupie pytania. Finn natomiast był szczęśliwy, że może poznać nowego wilka, mimo tego, że wadera nie wykazywała chęci na dalsze rozmowy. 
- Krzaki - odpowiedział Finn. - Nigdy ich nie widziałaś? Może ci pokazać?  : )
  Ona spojrzała na niego jeszcze dziwniejszym wzrokiem. To trochę dziwne, że jeszcze tu stoi, zazwyczaj "ofiar" Finna po takim tekście już nie było.

Margo?

----
+323 PD
~Maggie

poniedziałek, 23 lipca 2018

Od Margo (do Finna) "Krzaki, śledztwa i brak normalności"

  Widząc niektórych, zastanawiam się czy to z nimi jest problem, czy ze mną. Może nadpobudliwość i dziwne, niemal obłąkańcze zachowanie jest na porządku dziennym i to mój charakter odbiega od normy. Nie, to raczej nie działa w tę stronę. Cóż, doskonale wiedziałam o tym, że do normalności mi daleko, ale porównując się do pewnego osobnika mogłam śmiało stwierdzić, że jestem zupełnie zwyczajna.
  Od jakiegoś czasu obserwowałam Finna. Byłam niczym cichy ninja, który wybrał swoją ofiarę i nie odstępował jej na krok. Wszystko zapoczątkowała rozmowa dwóch wader, której byłam świadkiem. Podśmiewały się z niego i jednogłośnie stwierdziły, że dziwniejszego osobnika nigdy nie widziały. Nie ma co ukrywać, zainteresowało mnie to i postanowiłam, że sama przekonam się o rzekomej dziwaczności Finna. Pewnie dlatego, że sama uchodziłam w pewnym stopniu za dziwną, a kto mógłby być aż tak nienormalny, aby stać się gorącym tematem dla innych?
  Już na samym początku mojego małego śledztwa przekonałam się, że mówiły prawdę. Finn bardzo wyróżniał się spośród Łowców. Prowadził dialogi z roślinami, prawdopodobnie miał ADHD, a jego błędny wzrok był niemal przerażający.
  Nie byłby przerażąjacy, gdyby go nie było. Finn bez oczu prezentował się całkiem zabawnie. Z ciemnych, pustych, zalanych krwią oczodołów wyzierał strach.
  Jako medyk z umysłem przesiąkniętym wszelakimi chorobami i sposobami leczenia, zastanawiałam się, czy jego zachowanie nie jest właśnie skutkiem jakiegoś szczególnie osobliwego schorzenia, o którym medycyna nie miała zielonego pojęcia. Może to właśnie przełomowy moment w historii leczenia?
  Zastanawiałam się, co podkusiło mnie do tego, aby całkowicie przypadkowo wciąż być w tych samych miejscach, co moja ofiara, obserwować ją i analizować jej zachowania. To zupełnie do mnie nie pasowało, toteż stwierdziłam, że śledztwo trzeba zakończyć. I tak już dostałam to, co chciałam. Spokojnie wrócę do mojej jamy i przestanę mieszać się w życie innych, tak jak było dotychczas. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to dopiero początek ingerowania w życie kogoś innego.
  Jak zachowują się profesjonalni stalkerzy? Nie przyciągają uwagi, poruszają się cicho i niepostrzeżenie. A jak zachowuję się ja, bardzo nieprofesjonalny obserwator? Zupełne przeciwieństwo, dlatego też przykułam uwagę Finna, kiedy próbowałam wydostać się z krzaków, w których siedziałam, i pozostać niezauważona. Uśmiechnął się do mnie i zaczął iść w moją stronę. Nawet lodowate spojrzenie go nie zatrzymało. Czułam się całkiem zbita z tropu. Zazwyczaj moja postawa odstraszała potencjalnych kompanów do rozmowy.
  Zabijałabym go powoli, ciekawe, czy wtedy też byłby taki uśmiechnięty. Albo nie, nie zabiłabym go. Może zjadła żywcem? Jeszcze nigdy nie jadłam mięsa wilka. A później...
  – Cześć.
 Podskoczyłam, całkowicie wytrącona z moich myśli. Czarny wilk stał przede mną i lustrował mnie wzrokiem. Może udam, że go nie usłyszałam? Odwróciłam się i zaczęłam iść w swoją stronę. Przez chwilę już myślałam, że zagrożenie minęło. Do momentu, kiedy poczułam mocne pacnięcie w łapę.
  – Cześć – powtórzył.
  Przewróciłam oczami, znowu przyjmując chłodny wyraz pyska. Byłam już mocno zirytowana tym wszystkim i miałam nadzieję, że szybko uda mi się zrazić go do siebie. Nie odpowiedziałam mu. Wyobraźnia całkiem zaczęła mieszać mi w głowie, bo zamiast oczu Finna, widziałam te ciemne, zakrwawione dziury.
    – Ty niewydarzony krzaku – powiedział takim tonem, jakby poczuł się urażony moją obojętnością.
  – Co? – mruknęłam, słysząc niecodzienne określenie.
  Nie, to niemożliwe, żeby on był normalny.



Finn?

----
+318 PD
~Maggie