Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" ❀. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2018

Od Ake (do Yumeko) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.8

   Zdrowie Yumeko pogarszało się z minuty na minutę. Zamknęła oczy tak, jakby znowu zapadła w sen – długi i niespokojny, z którego nie tak łatwo się wzbudzić. Trawiła ją gorączka. Mimo starań Robin o ochłodzenie powietrza w lecznicy, Yume pociła się obficie. Wierzgała łapami, czasem bełkotała coś do nosem, jednak nie mogłam zrozumieć ani słowa.
   – Zapewne śni jej się koszmar – mruknęła Robin, nie spuszczając wzroku z miotającej się lisicy. – Przygotuję coś na zbicie gorączki.
   To powiedziawszy, zostawiła mnie sama z pacjentką, która uspokoiła się już nieco. Nie poruszała się tak energicznie, jedynie wciąż mamrotała różne słowa, z których udało mi się rozpoznać jedynie moje imię. Podobno koszmary są nieodłącznym elementem tak silnej gorączki.
  Yume podniosła się niespodziewanie. Pobiegłam do niej, wypytując o samopoczucie i jej zły sen, ta jednak nie była zbyt rozmowa. Odwróciła się i przymknęła oczy. Poczułam się trochę urażona, jednak postanowiłam to zignorować. Trzeba jej wybaczyć, to na pewno nie jest jeden z najprzyjemniejszych momentów w jej życiu.
   Robin wróciła z dziwną substancją, zmuszając Yumeko do picia. Po spożyciu mniej więcej połowy i regularnym krzywieniu pyszczka lisica zaparła się i mimo próśb Robin, nie wypiła ani kropelki więcej. Była cholernie uparta i chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ciężki stan jeszcze tak niedawno przejawiała. Miałam wrażenie, że te wszystkie objawy złagodziły się tak szybko jak nasiliły. To zdecydowanie był bardzo dziwny przypadek choroby. Doskonale wiedziałam, że Yumeko potrafi sama poprawić swój stan zdrowia, ale to chyba niemożliwe, aby zrobić to tak szybko. 
   – W takim razie, może ktoś opowie mi, co dokładnie się wydarzyło? – zapytała, siadając na łóżku, na co Robin zareagowała szybkim ,,Połóż się!". – Wiem tylko tyle, że spadłam z jakimś wodospadem.
  – Byłyśmy razem w jaskini – powiedziałam. Yume obserwowała mnie uważnie. – W pewnym momencie odłączyłaś się i poszłaś do jednej z odnóg, która zakończona była dużą salą. Tam znalazłaś wyjście, jednak było tak silnie i strome, że zsunęłaś się i wpadłaś prosto do wody. Znalazłam cię, wyrzuconą na brzeg.
   – Co ci się śniło? – zapytała ciekawska Robin. – Moja mama zawsze mówiła mi, że niektóre sny podczas gorączki są prorocze.

Yumeko?
---
256 PD
~Mimma

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Od Yumeko (do Ake) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz. 7

Spróbowałam się skoncentrować, aby nieco użyć magi leczniczej. Nie chciałam, zawalać miejsca w lecznicy i to u Robin na dodatek. Jako tako nic do niej nie mam. Jednak niezbyt za sobą przepadamy. Super ze mnie medyk, po kija pcham się tam, gdzie nie powinnam, przecież nie nadaje się na wojownika. Ja i walka? No błagam. Prosicie się o błazenadę. Tak to jest najlepsze słowo, a może określenie mnie.
Ależ naturalnie dobrze walczę, ale stanowczo lepiej wychodzi mi bycie medykiem. Nawet z małej rośliny, krwi zwierząt oraz nasion mogę zrobić maść, która utrzyma ranę w nienaruszonym stanie, a dodatkowo da nie małe, wzmocnienie. Gdy się tak zastanowić to tylko moja siostra była zdolna wojowniczka. Można nawet rzec, że mnie szkoliła. Choć chciałam, pójść w jej ślady to, wyszło inaczej. Pomyśleć, że z całej rodziny zostałam tylko ja jedna. Spłonęli na moich ślepiach. To jakoś nie boli, gdy o tym się wspomina. Wręcz przeciwnie czuje się niesamowite ciepło. Tak wielkie, jakby oni cały czas przy mnie byli poprzez płomienie. Nie raz, chciałam wskoczyć w płomienie. Tak dokładnie próbowałam wiele razy, ale te za nic mnie nie zraniły. Jedynie czułam otulające ciepło. Takie nieziemskie ciepło. Także, za każdym razem, gdy próbowałam, sobie coś zrobić, wychodziło zupełnie tak, jakby płomienie (czyt. moja rodzina) mnie ratowała.
  Przez to stałam się odludkiem, jedynie obserwowałam inne zwierzęta, jak się jakieś zgubiło, pomagałam odnaleźć tej istotce drogę powrotną. To nieco niepoprawne. Lis, który pomaga innym żyjątkom, a następnie inni na nie polują. Raz wtrąciłam się w polowanie wilków, co dla mnie niezwykle odważne. Użyłam płomieni, aby ich wkurzyć. Chciałam tym samym zwrócić ich uwagę na siebie, żeby żyjątka, które zresztą uratowałam, mogły się ukryć. Przecież następnym razem mogą zostać zabite, co jest przykre. No cóż, ale taka kolej rzeczy, silni polują na słabe osobniki. Co jest moim zdaniem niezwykle przykre.
  Westchnęłam jedynie.
  Ponownie zaczęłam wspominać.
Hmm, mówiłam o wilkach i zabraniu im ich zdobyczy. Cóż, no nie byli sami. Zza drzew wyłonił się chyba nawet ich przywódca, ten jednak nie atakował. Jedynie obserwował wszystko. Dwa wilki zaczęły atakować, na co rzuciłam w nich kulami ognia. Tak, aby tylko ich wystraszyć i nic poza tym. Próbowałam się wycofywać na nasze tereny, ale wtedy nawet przywódca zaczął atakować. Skoczyłam to tu, to tam. Było jeszcze tyle do zrobienia. Patrzyłam czy zwierzęta się pochowały, a gdy to zrobiły ponownie, strzeliła kulami ognia tuż przed nimi. Pojawiła się para, która po chwili opadła. Wilki, nieco się zakręciły i zamiast na mnie rzuciły się na przywódcę. Właśnie wtedy włączyła mi się czerwona lampka. Sygnalizowała, iż ktoś jest w niebezpieczeństwie. Siostra zawsze mówiła, że powinno się chronić innych. Alfa, najwidoczniej był nieco rozproszony. Samica skocznie skoczyła, a tuż po chwilę oba wilki padły żywe, ale nie przytomne.
- Nie zabijaj, ich. Przeszkodziłam im w polowaniu, wybacz mi. - dokładnie takie słowa padły. Jak na lisa, to jestem dość dziwaczna. Nawet nieco się ukłoniłam. To było naprawdę głupie, ciekawe co sobie pomyślał. Zapewne "czy to na pewno jest lis?". Zaśmiałam się w duchu.
Co było dalej, a już wiem. Stanęłam w płomieniach i zniknęłam. To było dziwne, nawet nie wiedziałam, że tak potrafię. Coś niesamowitego. Może znowu będę mogła tak zrobić. Przygoda życia, tylko potem musiałam sobie znaleźć miejsce i odpocząć. Leń ze mnie. Walki to wysiłek, to sporo jak dla mnie. Zbyt delikatna jestem, no ale przecież nie aż tak. Potrafię się obronić i stać się ognistym złem.
Kolejny śmiech. Jak się o tym pomyśli, wydaje się to tak bardzo zabawne i niebywale.
Nagły krzyk, który usłyszałam. Przez niego się od razu zerwałam na równe lapy. Spojrzałam, kto się tak darł. Była to Ake, uniosłam pyszczek i na nią spojrzałam.
- Mówiłam do ciebie.. - oburzyła się i napuszyła. Zaśmiałam się, aby następnie się odezwać. - Sorki, musiałam się skoncentrować, regeneracja trochę trwa. Poza tym pogrążyłam się we wspomnieniach. - mruknęła. Po czym traciła ja pyszczkiem i ruszyła do wyjścia z lecznicy, potrzebowała się przebić. Musiała, zobaczyć co jeszcze ją boli.
Powoli zaczęłam truchtać, a tuż obok mnie pojawiła się Ake. Zatrzymałyśmy się, gdy na granicy wilczej, jak i naszej, był martwy lis i wilk. Zjawił się przywódca wilków. Przez co nieco się wycofałam. Poczułam trochę znajomy zapach. Podobny co wtedy w jaskini. Zmarszczyłam nos i szepnęłam do samicy.
- Pamiętasz, jaskinie. Ten zapach tych ofiar jest taki sam jak w jaskini. Chyba mamy jakiegoś dzikusa. Zabija, dla zabawy. - mruknęłam. Wtedy alfa zwrócił na mnie uwagę. Tuż za nim zobaczyłam coś, wyczulam ponownie ten zapach. Wyciszyłam się, aby wokoło nas utworzyć Wysoka ścianę ognia. Obeszłam tuż przy ogniu, zaledwie dotykałam go ogonem. Próbowałam, wyczuć zapach dzikusa, ale zniknął. Wtedy ogień także. 
- Dziki. - mruknęłam. Nie wiem, czemu, ale się napuszyłam. Mój ogon jarzył się tak samo, jak futro, obchodzą tę dwójkę, zjawiły się inne wilki, jak i lisy. Próbowałam wyczuć inne zapachy. Nie było, innych. Tylko ten jeden. Ponownie zmarszczyłam nos.
Powoli podeszłam do ciał, aby je spalić. Zagrodziłam innym drogę ogniem. 
- Zatruci są, nie zbliżajcie się, bo także padniecie. - warknęłam. To nie było zbyt rozsądne jak na mnie. Gdy ich ciała zostały spopielone. Proch został rozniesiony przez wiatr.
- Dziki, chce wszcząć wojnę. Pozwólcie mi i Ake, się nim zająć. - powiedziałam. Zwróciłam się do Alfy, jak i lisów. Słyszałam, szepty, ale w ostateczności. Dali nam tymczasowe pozwolenie. Jednakże dzikim oba klany, będą mogły się zająć. Co było w sumie w pełni zrozumiałe. Oba klany ucierpiały i straciły towarzyszów.
Spojrzałam na Ake, po czym Alfa wilków nakazał dwóm innym wilkom iść z nami.
***
Po biegu, musiałam stanąć, gdyż poczułam bol. Musiałam się zregenerować. Ake poszła wraz z jednym wilkiem na zwiady, a ja zostałam z drugim. Musiałam się na nim oprzeć, gdyż był nieco wygodniejszy niż jakąś tam ziemia.
- To pewnie, dla was jest dziwne. Musieć współpracować z lisami. - powiedziałam. - Kiedyś na waszym terenie zginął mój brat. Stare lata, ale jakoś nigdy się was nie bałam. - dodałam. Nie wiem, czemu czułam się w samca towarzystwie nieco swobodniej i bezpieczniej. Potrwa to nieco, zamian się wyleczę.
- Ciekawe co z Ake, jak sobie ona radzi. - pomyślałam.

Ake?
---
607 PD = 3 poziom
~Mimma

Od Ake (do Yumeko) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.6

  Korytarz był coraz węższy, utrudniając poruszanie się. Mimo że zdecydowanie nie mogłam zaliczyć wejścia tutaj do moich najlepszych pomysłów, byłam ciekawa, co znajduje się na końcu. Minęłyśmy niewielką, oświetloną jamę. Sprawiała wrażenie, jakby ktoś tam był, ale wolałam tego nie sprawdzać i iść ciągle przed siebie, aby się nie zgubić.
  – Dajesz radę? – zapytałam Yume, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Zatrzymałam się i odwróciłam, co było nie lada wyzwaniem w ciasnym i wąskim korytarzu. Ani śladu lisicy. – Cholera – syknęłam, zdając sobie sprawę z tego, że zapewne skręciła do tamtej jamy. Przecież szłam przed nią, dlaczego się odłączyła i nic mi o tym nie powiedziała?
  Zawróciłam z wielką nadzieją, że siedzi w tej jamie i czeka na mnie, a przynajmniej nie poszła gdzieś albo nie stało jej się coś złego. W tym momencie czułam się za nią odpowiedzialna, bo to ja podsunęłam pomysł, aby tutaj wejść. Do cholery, czy tak trudno jest się mnie pilnować? Przemieszczałam się najszybciej, jak tylko mogłam, pełna najgorszych obaw, które nękały mnie, mimo że zapewniałam się w duchu, że Yume siedzi tam i jest bezpieczna. Powtarzałam to niczym mantrę, ale jak na złość, coraz trudniej było mi w to uwierzyć.
  Weszłam do jamy. Promienie słońca wpadające przez dziurę w sklepieniu nadawały jej niemal przytulny wygląd. Rozejrzałam się po oświetlonej części sali. Ani śladu Yumeko. Zaklęłam pod nosem i podeszłam do ściany. Może jest stąd jakieś inne wyjście? Przemieszczałam się wzdłuż boku jamy, aż nagle moja łapa natrafiła na coś śliskiego. Droga. Czy to możliwe, że Yumeko wyszła właśnie nią? Postanowiłam zaryzykować. Powierzchnia była na tyle śliska, że bez problemu mogłabym zjechać na sam dół, ale uznałam, że bezpieczniej będzie znaleźć inne zejście. W końcu nie miałam pojęcia, co mogło czekać mnie na dole.
  Poszukiwania innego zejścia zakończyły się bezowocnie, toteż delikatnie weszłam na śliską drogę, uczepiając się pazurami, aby nie zjechać. Ku mojemu przerażeniu, nie zdołałam się utrzymać i zaczęłam zjeżdżać. Zamknęłam oczy i modliłam się, żeby Yume była na dole. Nagle poczułam silne zderzenie z wodą. Momentalnie otworzyłam oczy i zaczęłam desperacko ruszać łapami, aby utrzymać się na powierzchni. Zaraz utonę, utonę i taki będzie skutek mojej ciekawości. Kątem oka namierzyłam brzeg. Płyń, płyń, płyń. Moje ruchy szybko odzyskały równowagę, a umysł przestał panicznie wołać o pomoc i kreować najgorsze scenariusze. Bez problemu wyszłam na brzeg i rozejrzałam się w poszukiwaniu Yume. Bezskutecznie. Niepotrzebnie wychodziłam z jaskini, przemknęło mi przez myśl. Yume pewnie nadal jest gdzieś w środku i szuka mnie tak jak ja jej. 
  Moją uwagę przykuł niewielki wodospad. Skoro samica wpadła do wody, może nie udało jej się wydostać na brzeg i popłynęła z nurtem? Wcześniej nie brałam tej opcji pod uwagę, nawet o niej nie pomyślałam, ale jako że już wyszłam z jaskini, powinnam to sprawdzić. Szłam brzegiem, a później znalazłam mniej strome miejsce i zbiegłam tam, gdzie kończył się wodospad. Yume leżała w bezruchu, wyrzucona na brzeg. Przerażona, podbiegłam do niej. Oddychała, ale była nieprzytomna. Przez chwilę zastanawiałam się, jak mam ją przetransportować do medyka. Bo to, że wymagała pomocy lekarskiej, było oczywiste. Ważyła więcej ode mnie, toteż nie brałam pod uwagi możliwości zwyczajnego przeniesienia samicy. Ostatecznie posłużyłam się mocą, prowadząc ciało Yume między kamieniami siłą umysłu.
  Kiedy dotarłyśmy do Robin – medyczki, byłam już skrajnie wycieńczona, a Yume poobijana, bo mimo moich chęci nie udało mi się ominąć wszystkich ostrych i twardych elementów. Pokrótce opowiedziałam Robin całą sytuację, a później, nawet nie wiedziałam kiedy, usnęłam ze zmęczenia.
  Obudziłam się już następnego dnia. Myślałam, że z Yume będzie już wszystko w porządku, ale ona nadal się nie ocknęła. Podeszłam do Robin, która siedziała nad legowiskiem, gdzie leżała samica.
  – Co z nią? – zapytałam.
  – Musimy czekać – westchnęła. – A ty, jak się czujesz? Byłaś wykończona.
  – Już lepiej, dzięki.
  Powieka Yume drgnęła.
  – Yumeko – szepnęła Robin. – W końcu.
  Ta jednak sprawiała wrażenie, jakby jej nie usłyszała. Miarowy oddech wskazywał na jedno – usnęła. Robin była już lekko poddenerwowana. Delikatnie szturchnęła samicę, a kiedy to nic nie dało, powtórzyła to jeszcze kilka razy, o wiele mocniej. Po kolejnej próbie, kiedy już zaczęłam się poważnie martwić, Yumeko otworzyła oczy i popatrzyła nas tępym wzrokiem.
  – No proszę, śpiąca królewna w końcu wstała – prychnęła Robin.
  – Dlaczego tutaj jestem? – zapytała zdziwiona i próbowała się podnieść, ale opadła z powrotem na legowisko.
  – Spadłaś razem z wodospadem i zemdlałaś – pospieszyłam z wyjaśnieniami.
  – Nic nie pamiętam... – mruknęła i zamknęła oczy, jakby próbowała coś sobie przypomnieć. – Nic a nic.

Yume?
---
558 PD = 4 poziom
~Mimma

sobota, 18 sierpnia 2018

Od Yumeko (do Ake) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska” cz. 5

  Ruszyła za nią, chciała użyć świetlików, ale same me kroki. Dawały światło, szłam dalej, nieco musiała się zbliżyć do ziemi.
Ciasny korytarz w jaskini dawał swoje. Choć wydawało się to nieco dziwne, jej płomienie chciały, pomoc. Wyjść i oświetlić lisicy drogę. Każde zetknięcia łap z ziemią, dawały nieco oświetlenia. Choć gdy korytarz nieco się skończył, trzeba było delikatnie dotknąć brzuchem o chłodny kamień jaskini.
Tuż po kilku chwilach ukazała się jakaś oświetlona jama. Wydawać by się mogło, iż ktoś tam jest. Była ciekawa, więc ruszyła w zupełnie innym kierunku niż jej towarzyszka Ake. Nawet nie zauważyła, kiedy się rozdzieliły. Chciała, może powinna ją odnaleźć.. Właśnie wtedy wpadła na jakąś śliską drogę i zaczęła zjeżdżać w dół. Na samym końcu zjeżdżalni wpadła do wody. Spróbowała się wynurzyć i wnet pojawiły się świetliki (czytaj jej płomienie). Zaczęła szukać jakieś drogi. Nic nie znalazła. Zdecydowała się wziąć głębszy wdech, aby zanurkować i znaleźć jakąś drogę wyjścia. Gdy myślała, że taka znalazła. Właśnie wtedy pojawił się ostry prąd wody. Rzucił nią o jakiś kawał skały, po czym popchnął gdzieś dalej.
  Może Ake miała lepszą drogę.
  Nurt był ostry i rzucał ciałem lisicy, jakby to była lalka, a nie żyjące stworzenie. Wydawało się, iż nie ma to końca. Gdy samica już powoli zaczęła zamykać swe ślepia z braku tlenu. Właśnie wtedy poczuła przez nozdrza świeże powietrze. Otworzyła ślepia i zaczęła spadać. Próbowała wylądować jakoś, łagodnie, ale padła na ziemię, jakby ktoś ją skopał. Aż pisnęła z bólu. Nie miała, siły się podnieść. Musiała, potrzebowała odpoczynku. Zamknęła na chwilę oczy i oddała się w stronę odpoczynku.
  Gdy ponownie się obudziła, leżała w lecznicy, słyszała jak Ake z kimś rozmawia. Próbowała się poruszyć, ale była zbyt obolała. Uniosła się nieco, aby spojrzeć, co jej dolega. Próbowała użyć witakinezy, aby nieco się podleczyć. Podeszła do niej para lisów, które coś mówiły, ta jednak ledwo ich słyszała.
Zdała sobie sprawę z tego, że powinna się przespać. Bo to zapewne tylko sen i zaraz się z niego obudzi.
- Yumeko.. - słyszała swoje imię. Chęć spania była silniejsza.

Ake?

---
203 PD
~Mimma.

Od Ake (do Yumeko) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.4

Zostałam obudzona przez grzmot, który uderzył z nieba, jakby przodkowie z Cennetu wołali o pomstę. Yume siedziała niedaleko, wpatrując się w spadające krople. Pogoda była beznadziejna. Deszcz bez ładu i składu bębnił w klif i taflę wody. Miałam zamiar ponownie zamknąć oczy i kontynuować przerwany sen, ale szybko zorientowałam się, że Yume nie umknęło moje przebudzenie. Chcąc nie chcąc, przeciągnęłam się, dając samiczce wyraźny znak, że wstałam i wszystko jest w porządku.
– Beznadziejna pogoda, nie? – mruknęłam, a mój głos poniósł się echem po jaskini. 
Skinęła łebkiem, potwierdzając moje słowa. 
Kolejny grzmot, kolejny błysk. Wychyliłam łeb, a mój pysk został zbombardowany przez krople. Pojedyncze drzewa kłaniały się ciemnym chmurom, a wcześniej niewzruszona i spokojna woda zamieniła się w morderczy żywioł. Cały piękny krajobraz przeistoczył się w coś przerażającego, gotowego rzucić na każdego z pazurami i wydrapać mu oczy. Patrząc na to wszystko, miałam wrażenie, jakbyśmy znalazły się w bezpiecznym azylu, miejscu, do którego nie dosięgają ani morderczy żywioł, ani ostre pazury. Jasne było, że tutaj musimy przeczekać burzę. 
– Podejrzewam, że szybko stąd nie wyjdziemy – powiedziałam w przestrzeń, dopiero później odwróciłam się i usiadłam obok Yume. 
Czas spędzony tutaj zapowiadał się na jeden z najnudniejszych w moim życiu. Nie miałam zielonego pojęcia, o czym mogłabym rozmawiać z Yumeko. Nawet sama lisica wyglądała na taką, która niechętnie się odzywa. 
Ze sklepienia jaskini zaczęła kapać woda, ale żadnej z tych kropel nie udało się dotrzeć do końca swojej drogi. Każda z nich gdzieś na wysokości moich oczu zamieniała się w czarny cień, który płynął w moją stronę. Cofnęłam się. Yume spojrzała na mnie zaniepokojona. Nie widziała tego? To znowu moje chore przywidzenia? Na Cennet, co się ze mną dzieje? Woda przestała kapać, ale słyszałam jej dźwięk, jakby zaczęła uderzać o kamienie – rytmiczne bębnienie kropli za kroplą, które nie istniały.   
– Co się dzieje? – Usłyszałam pytanie i poczułam dotyk, które sprawiły, że wszystko zniknęło. Yume patrzyła na mnie pytająco.
– Nic. Już nic – odpowiedziałam, uśmiechając się lekko. 
– Czasem widzę i słyszę dziwne rzeczy. Ale to nic takiego – dodałam szybko, żeby nie wyjść na wariatkę.
– Co widziałaś? – zapytała zaciekawiona.
– Teraz? – prychnęłam. – Krople. Zamieniały się w cień, który chciał mnie dopaść. A później już ich nie było, ale słyszałam dźwięk, jakby nadal spadały.
Nie chciałam wyjść na wariatkę, ale ja chyba po prostu nią jestem.
Nie wiedziałam, jakiej reakcji mam się spodziewać, ale Yume zwyczajnie usiadła obok mnie. Zwykły gest, ale sprawił, że poczułam się lepiej niż po usłyszeniu  jakichkolwiek pustych słów.
Kolejny grzmot nie zabrzmiał już tak strasznie, a błysk oświetlił wnętrze jaskini, ukazując coś, czego nie zauważyłyśmy wcześniej. Korytarz. Niski, ciemny i prawdopodobnie jeden z tych, gdzie już sama myśl o wejściu to grzech. Podniosłam się z miejsca i podeszłam do niego. Zajrzałam do środka, ale nie zobaczyłam nic oprócz wszechobecnej ciemności. Mimo wszystko było w nim coś, co przyciągało niczym magnes moją wrodzoną ciekawość. Korytarz musi do czegoś prowadzić. Dzięki takim sytuacjom mogłam śmiało utwierdzić się w przekonaniu, że jestem lekkomyślna. Uśmiechnęłam się do Yume zachęcająco, a później zniknęłam w przejściu. Nie potrafiłam jednoznacznie stwierdzić, dlaczego to zrobiłam. Kierowała mną zwykła (albo już ponadprzeciętna) ciekawość, czy może coś innego? Zastygłam w bezruchu, nasłuchując, czy samiczka idzie za mną. 

Yume?

----
376 PD
Owca

niedziela, 29 lipca 2018

Od Yumeko (do Ake) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.3

- Pójdę z tobą. Nieopodal znajduje się jaskinia. - powiedziałam. Ziewnęłam jedynie i ruszyłam truchtem. Ake, wojownik, który choć wierzy, iż da radę, rzeczywistość jest, jednak inna. Moja siostra też tak pochodziła do tego, a skończyła tak, jak skończyła. Martwa w ogniu. Pamiętam śmierć, każdej bliskiej mi osoby. Płonęli pięknie w tym cudownym czerwono-pomarańczowo-żółtym światłem. Jednakże czasem to światło jest w niebieskim bądź zielonym kolorze. Zdarzyć się może, iż będzie jeszcze inne. Zdarzyło się to w dwóch przypadkach, to jednak pozostanie na później... Teraz ważniejsze, gdzie jest ta jaskinia. Moje biedne futerko już zaraz przemoknie. Chwila, zaraz je znajdę. Tak jest, nareszcie.
  Wbiegłam do jaskini, użyłam ogników, aby oświetlić drogę, po czym użyć do wysuszenia siebie i jej. Jeśli by nie chciała, coś by powiedziała bądź fuknęła. Ta jednak milczała. Znalazłam przyjemny kat i się w nim położyłam. Wyciągnęłam nieco łapy przed siebie, po czym położyłam na nich pyszczek. Tańczące ogniki wciąż były wokół nas, lubię ich ciepło oraz to, iż dają mi wspomnienia. Bez nich, bym stała się pusta. Z nimi mam nadzieję, że kiedyś spotkam swoich utraconych bliskich. Nikt nie wie, dokładnie jak to się stało, że ich straciłam. Wiedza, jedynie, że są martwi. Może nawet ja do końca tego nie wiem. Tak było tak dawno. Byłam wtedy zaledwie małym buchającym życiem ognikiem. Z biegiem czasu stawałam się inna, a oni odchodzili. Teraz zupełnie sama, czuję, iż mogę coś zmienić. Moja natura przypomina mi, że pora na sen.
  Po raz kolejny przerwałam swoje rozmyślenia, aby ziewnąć i zamknąć ślepia. Potrzebowałam snu, bardziej tego, co za tym się kryło. Dokładniej wspomnienia. Sen to coś, co robię od niemal tamtego czasu, wspomnienia mogą wrócić i przeżywam od nowa z różnymi nowymi sytuacjami me życie..
***
  Usłyszałam grzmot, który wybudził mnie ze snu. Podniosłam się nieco i zaczęłam szukać towarzyszki. Ake, spała nieopodal mnie. Może mi się wydawało, jednakże, gdy ostrożnie i po cichu podeszłam, mogłam się przekonać, iż śpi. Zostawiłam za sobą parę ogników i ruszyłam ostrożnie do wyjścia gotowa do walki. Tu nic nie nastąpiło, to tylko burza. Tańczyła na niebie, tak jakby to właśnie było jej miejsce. Delikatny uśmiech się pojawił, tym właśnie sposobem położyłam się ponownie mały kawałek od wyjścia. Patrzyłam, jak pada, coraz mocniej oraz to, jak błyskawice tańczą po szaroburym niebie.
  Krople padały na ziemię, słychać jedynie było grzmoty i uderzanie w bębny. Tym bębnem była ziemia, a pałkami krople deszczu. Przeciągnęłam się, aby patrzeć na drzewa. Wiatr wiał, z chwili na chwilę stawał się silniejszy. Ake naprawdę wyglądała pięknie, choć też nieco strasznie. Przypominała mi czasem siostrę. Westchnęłam i czekałam, aż się rozpogodzi, gdyż jakby nie patrzeć, miałam chęć coś dobrego wszamać. Przez tą smętną pogodę, się nawet noska nie chce, wynurzać zza ciepłe schronienie.

Ake?



----
+271 PD = lvl 2
~Maggie

sobota, 28 lipca 2018

Od Ake (do Yumeko) "W świetle księżyca zatoka rozbłyska" cz.2

  Szukając samotności, moje łapy same kierowały się w stronę zatoki. W tym miejscu nigdy nie było żywej duszy. Może to przed lisią obojętność, która przyćmiła piękno zatoki? A może przez wodę, żywioł tak daleki od żywiołu Cieni? Cokolwiek było przyczyną, nie zmieniało faktu, że te tereny nie należały do najczęściej odwiedzanych.
  Dzisiaj było dniem, kiedy potrzebowałam samotności. Rzadkie zjawisko, ale jednak występowało. Nie wyobrażam sobie życia bez innych lisów, ale czasem mam wrażenie, że denerwują mnie bardziej niż pszczoły (a jeśli coś denerwuje bardziej niż pszczoły, to prawdopodobnie jest na szczycie piramidy irytujących rzeczy). W takie dni cieszyłam się, że lisy to samotnicy, zazwyczaj jednak, jako towarzyskie stworzenie, nie byłam z tego faktu szczególnie zadowolona.
  Pogodę można było określić jako tą typu nie zapuszczaj się daleko, a na pewno nie nad zatokę. Ciemne chmury złowieszczo wisiały nad ziemią, zapowiadając rychłe nadejście deszczu. Mimo wszystko nie zrezygnowałam z dłuższego spaceru nad zatokę. Powietrze trochę się ochłodziło – miła odmiana od duchoty i gorąca, które zdecydowanie dominowały podczas tej wiosny.
  Droga do mojego małego azylu dłużyła się w nieskończoność, a jakby tego było mało, na miejscu czekała na mnie nieprzyjemna niespodzianka. Tym razem w zatoce nie byłam sama. Lisiczka, a tak przynajmniej mi się wydawało, która wcześniej bawiła się płomieniami, skryła się pod wodą. Cóż, najwidoczniej nie chciała tutaj mojej obecności, tak samo jak ja jej. Postanowiłam obejść stosunkowo niewielką zatokę i przycupnąć gdzieś po drugiej stronie, z dala od lisicy. Nie miałam szans, by rozpoznać, kim była. Znajdowała się za daleko, poza tym, gdy tylko mnie zobaczyła, wskoczyła do wody. Może to któraś z moich sióstr? Nie dziwiłabym się wtedy, że nie chciała mnie spotkać.
  Okrążyłam zatokę, niemal stuprocentowo pewna tego, że tutaj w końcu będę mogła pobyć sama. Ku mojemu zdziwieniu, tuż przede mną stała tamta lisica. Mimo że nie widziałam jej pyska, mogłam śmiało stwierdzić, że nie przypominała żadnej z moich sióstr, na szczęście. Wycofać się, nie wycofać? Podczas gdy ja zastanawiałam się, co robić, nieznajoma odwróciła się i w tym momencie przestała być nieznajomą. Yumeko, na pewno tak brzmiało jej imię. Medyczka, na sto procent. Reakcja lisicy nie pozwoliła mi na wymienianie w myślach innych faktów, których o niej wiedziałam. Stała jakby sparaliżowana, rozpaczliwie szukając jakiejś drogi ucieczki. Popatrzyłam za nią trochę z politowaniem, trochę ze współczuciem i podeszłam bliżej.
  – Spokojnie – zaśmiałam się. – Jestem Ake. Nie wiem, jak ty to robisz, że mnie nie kojarzysz, chociaż jesteś tutaj już jakiś czas, pomyślałam. Miałam wrażenie, że Yumeko nie rozluźniła się ani trochę. Nadal była strasznie spięta i wystraszona. 
  W jednej sekundzie z chmur lunął obfity deszcz. Spojrzałam w niebo krytycznym wzrokiem, następnie przenosząc spojrzenie na Yume.
  – Chcesz tu zostać, czy idziesz ze mną gdzieś się schować?


Yume?

----
+271 PD
~Maggie

wtorek, 24 lipca 2018

Od Yumeko "W świetle księżyca, zatoka rozbłyska"

  Lisica tym razem znalazła cudowną zatokę. Fale, które obijają się o kamienie "pomostu" wydają z siebie cichy pomruk. Tak jakby chciały go przebić i zaznaczyć swój mokry teren. Leżała na niej i patrzyła na odległy punkt, nie było to nic konkretnego. Choć wydawało się, iż w tej błękitnej wodzie coś się ukrywa. Jakby czekało na odpowiedni moment do wynurzenia. Łapy, które zawiesiła z tegoż miejsca, delikatnie dotykały tej też cudownej tafli wody. Było w nim coś wyjątkowego. Nie robiła, żadnych zbędnych ruchów, aby nie zakłócić falującego jej cyklu. Lubiła patrzeć na nią, gdyż widziała wten swoje odbicie. Choć czasem zdawało się, że widzi swoją starszą siostrę.. Ta, jednak nie jest już wśród cieni. Nie była, zmęczona. Nie była, też znudzona. Ciekawiła ją ta woda i miejsce. Słyszała szum wody, jak i drzew, to działo tak, jakby się komunikowali. Ciekawe jedynie, o czym tak zaciekle dyskutują. Ich szum zdawał się taki spokojny, a jednak też nieco ostry. Jakby walczyli między sobą. Coś dziwnego i niezwykłego. Księżyc był widoczny na niebie, co zapowiadało, iż powoli zapadnie zmrok. Bądź co bądź ona trwała w tej pozie. Ogon położyła nieco bliżej swojego ciała i rozłożyła wokół siebie nieco ogników. Nie bała się, jedynie pragnęła nieco światła. Cóż, czasem może pod tym kątem coś dostrzeże, a może zobaczy nawet kogoś. Wilki i ludzie to różne gatunki, jednakże, choć się nie za bardzo lubią, to ona chce ich obserwować, śledzić i sprawdzać. Taka jej natura, której już nie zmieni.
  W odbiciu lustrzanym w tafli wody widać już było wnoszony księżyc. Wyglądał przepięknie. Po podniesieniu łepka ujrzała spadające gwiazdy. Jej oczy zalśniły, gdyż dawno nie widziała takiego nieba. Była zauroczona, bo wspomnienia wracały. Zatęskniła za tymi, których utraciła. Brakowało jej ich, czuła się niepotrzebna.. Nie mogła, znaleźć sobie miejsca. W końcu udało jej się znaleźć powołanie do spania. Nie musi się pożywiać ani nic innego. Po prostu śpi jakby, to było czymś, dzięki czemu może śnić o utraconych.
  Yume nie chciała, jeszcze zasypiać, uważała, iż może wydarzyć się coś niespodziewanego. Czekała i czekała na to.. Tylko że nic się nie działo. Wszystko było takie samo. Zasmucona lisica uderzyła łapa w wodę. Ta się poruszyła i wydała z siebie dźwięk, który zdawał się, iż po chwili odpowiedzią.     Zaskoczona tym, uderzyła ponownie łapa, po chwili usłyszała kolejna odpowiedź. Z chwilę na chwilę, postawiła uderzyć obiema łapami, wtedy właśnie ujrzała dwa ślepia. Zgasiła szybko swoje płomyki, aby wpatrywać się w osobnika. Widziała te ślepia bardzo uważnie, zdawało się, iż kroczy w jej kierunku. Nie poruszyłam się, ciekawość wzięła górę, po czym powoli wślizgnęła się do wody.       Wyglądało to, jakby jakiś mały zwierzak, wślizgnął się do jamy, a tą jamą jest woda. Wysunęła ostrożnie łepek, aby spojrzeć na osobnika, ujrzała go ponownie. Bardzo cicho próbowała się zbliżyć, fale, które się obijały, zaczęły ogłaszać jej zbliżenie. Wyszła z wody, tuż nie o podał. Wysuszyła się szybko, po czym ostrożnie spoglądała na osobnika, czekała..
  Czekała tak długo, aż osobnik nie znikł. Rzuciła do wody mała ognista kula, aby po chwili zjawa zjawiła się tuż naprzeciw niej. Sparaliżowana stała w bezruchu, próbując znaleźć jakąś drogę ucieczki...

Ktoś?


----
+307 PD
~Maggie