Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytherea (NPC). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cytherea (NPC). Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2018

Wielka aktualizacja

Podczas Wielkiej Aktualizacji z pokornie uchylonymi głowami i łzami w oczach żegnamy sześć wspaniałych postaci, które silnie przyczyniły się do rozwoju The World of Fiction. Dzielimy z nimi cudowne wspomnienia, których nie sposób zapomnień, aż żal nam serca ściska. Nie ma jednak tego złego, wszyscy bohaterowie stają się NPC, więc żywimy ostatnią nadzieję, że autorzy jeszcze zdecydują się do nich powrócić.

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Cytherei (do Gabriela) - "(Nie)przyjemne zderzenie" cz.1

   - Co mi tak świeci po oczach, agh... - Parsknęła Cyth okręcając się na drugi bok, jednakże ciepłe promyki słońca wdzierały się coraz głębiej do jej legowiska. Dopiero co wstało słońce, a już duszne powietrze sprawiało, że wadera miała dość całego dnia. Dość psikusów, dość biegania i dość polowania, a jedynym sensownym rozwiązaniem spędzenia aktywnie tego dnia było pójście nad jakiś staw i ochłodzenie się w wodzie. Robienie fal, pływanie i rozpryskiwanie.
   Zdając sobie sprawę, że faktycznie zaraz zrobi się skwar, dlatego powinna wstać teraz, żeby dojść w jednym kawałku nad wodę. Normalnie nie byłby to taki wyczyn, bo w końcu nie dzieliło jej sporo od najbliższego zbiornika wodnego, ale była pewna, że zrobi się za niedługo wielki skwar. Właściwie to nie zdziwiłaby się, jakby musiała skakać przez całą drogę z powrotem, żeby jak najmniej dotykać ziemi. Będzie niczym pustynna jaszczurka. Chociaż... kto przeszkodzi jej w siedzeniu cały dzień i całą noc w wodzie?
   No właśnie... ktoś jej zabroni.
   Zamrugała kilkokrotnie, przyzwyczajając swoje oczy do jasnego światła poranka. Dopiero po chwili podniosła się i przeciągnęła. Czuła jak po całej, dobrze przespanej nocy naciągają jej się mięśnie. Kolejny dzień udręki, jaką jest lato. Cytherea o wiele bardziej lubiła zimę, podczas której mogła znienacka obrzucać wszystkich śniegiem. Jednakże wiosna też była fajna. Zakwitały kwiaty, bzyczały pszczoły, ale nadal nie było tak gorąco, za to jesienią spadały kolorowe liście. Po prostu lato było... taką cieplejszą wiosną, podczas której schło gardło i robiło się gorąco, a szczególnie wilkom z taką sierścią jaką ma rogata. Długą, puchatą i idealną na zimę.
Czując się już lepiej, po krótkich porannych przemyśleniach ruszyła pewnym krokiem przez obóz. Łowcy budzili się do życia. Jedni szli w cień, żeby porozmawiać, a inni zbierali się w grupki, żeby pójść razem opowiadanie. W jej obozie większość była już starsza, ale mieszkało tu też kilku uczniów. Siedzieli w kółku, wpatrując się z zaciekawieniem w jednego z wojowników, który opowiadał o wielkim kocie, który go kiedyś zaatakował. Na jego karku było kilka głębokich blizn, które wyglądały jak ślady jakiś wielkich pazurów. Miał też kilka innych ran,  najpewniej starych, ale nadal widocznych. Opowiadał akcentując wszystkie momenty:
   - Poszedłem na polowanie, byłem wtedy jeszcze bardzo młody, dopiero co mianowali mnie na pełnoprawnego członka klanu. Byłem praktycznie dzieciakiem i szukałem przygód, dlatego wybrałem się w góry. Chciałem zaimponować mojemu starszemu bratu. Była tam wąska ścieżka, która coraz bardziej się zwężała. Stwierdziłem, że muszę wspiąć się mniej równą drogą, pełną kamieni. Byłem już prawie w miejscu, gdzie wydawała się być dróżka, aż nagle kamienie zaczęły spadać. Bam, bam! Jeden uderzył mnie w głowę, a ja zemdlałem i zacząłem się staczać.
   - Ale przecież tu jesteś! - Wykrzyknęła jedna z uczennic, wpatrując się ze strachem w starszego.
   - Tak, tak. Na szczęście jakoś przetrwałem, jedynie rozdarło mi się ucho - Wskazał na bliznę na swoim lewym uchu, uśmiechając się. - Jednak nie wiedziałem, gdzie jestem. Zacząłem iść przed siebie pewien, że zmierzam w stronę klanu, kiedy nagle skoczył na mnie kot. Wielki kot. Pamiętajcie, ten stwór charakteryzuje się szarym futrem. Jest wielki, puchaty, a jego warknięcia sprawiają, że po waszym grzbiecie przechodzą dreszcze...
   Cyth przemknęła za nimi w cieniu, przez co młodziaki widzieli jedynie zarys jej puchatej, cętkowanej sierści. W końcu jednak zatrzymała się, warknęła głośno i skoczyła wprost na młodszych. Ci zaczęli wrzeszczeć na cały obóz, uciekając za starszego samca, który z wyrzutem i rozbawieniem powiedział:
   - To nie był kot z opowieści, tylko Cytherea, głuptasy! Co znowu?
   - Stwierdziłam, że trzeba nieco upiększyć tą historię.
   - No już się nie tłumacz! Z resztą dobrze cię widzieć, Anja powiedziała, że masz iść zapolować. - Odparł przewracając oczami.
Rogata pokiwała głową powoli, najwyraźniej nie do końca zdając sobie jeszcze sprawę z tego co powiedział do niej basior. Po prostu z radosnym błyskiem w oku pożegnała się z gromadą, posyłając uśmiech młodziakom i zaraz ruszyła ponownie w stronę wyjścia z obozu. Kiwnęła grupce pilnującej obozu i zaraz ruszyła przez las, jednakże nadal spomiędzy liści padały na nią plamy światła. Przeskakiwała nad korzeniami drzew, które wbijały się w ziemię niczym sowie szpony. W końcu doszła do dosyć sporego, ale mało głębokiego strumyczka, do którego weszła. Mogła w nim ledwo brodzić, ale nadal zimniejsza niż temperatura powietrza woda, doskonale ochładzała jej łapy. Zadowolona Cyth zaczęła podskakiwać, opryskując się cała wodą. Rozmyślała nad tym porankiem w spokoju, aż nagle dopadła ją prawda jak grom z jasnego nie ma. - Zapolować. Chwila, zapolować?! - Dosłownie poczuła, jak przygniata ją fakt, że nie będzie już zabawy w wodzie. Będzie skradanie się, najpewniej czekanie na dobrą okazję tyle czasu, aż się nie usmaży, a na koniec zabicie ofiary, która najpewniej będzie marna i chuda. Jak tu żyć?
   Z pyszczka rogatej wydobył się przeciągnięty, niechętny jęk. Miała ochotę olać kompletnie Anję, ale czuła, że starsza nie będzie zadowolona. Najpewniej skończyłoby się to ciągłym narzekaniem i pouczaniem ze strony wadery, połączonym z chodzeniem wszędzie za Cyth. Najbardziej nie lubiła, kiedy ktoś się jej czepił, jak rzep psiego ogona. W końcu jednak stwierdziła, że może upolować coś, odnieść to do obozu i iść się popaplać w wodzie.
   Dobrze, to jest plan!
   Nieco pewniejsza siebie Cytherea przylgnęła do ziemi i zaczęła się przedzierać przez chaszcze. Jednocześnie wymijała miejsca, gdzie byłoby trudno iśi cicho, ale praktycznie wszystkie krzewy były suche, a co za tym idzie kruche i szeleszczące. Jednakże musiała szybko znaleźć jakąś ofiarę, bo zaraz się pochowają. Miała szczęście, że poluje o poranku i ma jakiekolwiek szanse...
   Chwila!
   Nagle usłyszała trzask gałązki w oddali, dlatego nastawiła uszy. Jeszcze bardziej przycisnęła się do ziemi i zaczęła sunąć po leśnym poszyciu. Dopiero po chwili Cyth wciągnęła powietrze swoim nakrapianym nosem i od razu kichnęła czując pyłki wlatujące do jej układu oddechowego. Jednakże nie poddała się i poniuchała jeszcze raz, sprawdzając co czuła w oddali. Sarna.
   Podniosła łeb i wygląd jęła, żeby zobaczyć stworzenie. Jadło suchą trawę w miejscu, gdzie nie rosło tyle drzew iglastych. Nie było szczególnie imponujące. Była to najpewniej młoda samica, niedoświadczona i szukająca pożywnego jedzenia. Niestety nie będzie miała okazji nauczyć jak przeżyć i znaleźć partnera, bo najpewniej już za chwilę zostanie zabita.
   Cyth przybrała pozycję i wybiła się. Przez kilka sekund czuła jak powietrze ją unosi, kiedy spada powoli na sarnę. Jednak ta chwila nie trwała długo, gdyż nagle poczuła uderzenie, ofiarą spłoszona uciekła, a Cyth wylądowała na jakimś samcu. Jednakże nie mogła rozpoznać jego pyszczka, gdyż zaczęli staczać się powoli w dół napędzani siłą uderzenia, które wydawało się nigdy nie mieć miejsca. Po prostu miała już schwytać ofiarę, kiedy magicznie znalazła się zbyt blisko jakiegoś faceta, z którym turlała się w dół. W sumie to nie trwało długo, gdyż w końcu zatrzymali się na jakiejś mniejszej polanie.
   - Odbiło ci?! Obiad zwiał mi sprzed nosa, wielkie dzięki! - Warknęła Cyth do samca nie zwracając kompletnie uwagi na to, że ten na niej leży. Była zajęta zdawaniem sobie sprawy co stało się kilka chwil temu.
   - Oh, spokojnie!
   - Wiesz co, pocałuj się w dupę z tym spokojnie, nie będę marnować całego dnia na łażenie za jakimiś tam sarnami! - Wymamrotała jako jedyną odpowiedź, ale zaraz zmarszczyła brwi wpatrując się w samca i mrużąc lekko oczy. Po chwili dodała nieco spokojniej, ale nadal z nutą wyrzutu w głosie - Leżysz na mnie.

Gabriel?

- - -

+ 716PD
Pani Płot

wtorek, 14 sierpnia 2018

Od Cyth (do Veru) - "Nie dzisiaj" cz.2

  Zastanawiacie się co robiła w tak idealnym momencie w okolicy, prawda? Właściwie to nic szczególnego.
  Przechadzała się wśród wysokiej trawy, podśmiechując się pod nosem na myśl o niektórych wilkach. Dzisiaj z samego rana została zabrana przez niejaką Anję na przejście się wzdłóż granicy i sprawdzenie czy nikt przypadkiem nie wchodzi na ich tereny.
  Anja była jedną z wojowniczek, które miały powszechny szacunek wśród grupy Łowców. Była już w podeszłym wieku, a więc to nic dziwnego, że miała na koncie kilka wygranych walk i dużo sukcesów, ale i tak te z pewnością dodawały jej... chwały. Była ostra w walce, mówiła wszystko prosto z mostu i często narzekała, ale nadal należał się jej szacunek. Mimo to jednak po całym poranku, podczas którego Cyth była pod ostrym wzrokiem - można by powiedzieć pod ostrzałem pouczeń - starszej wadery, musiała odpocząć.
  Dlatego usiadła w cieniu brzóz, spoglądając na leniwie przesuwające się chmury po niebie. Wiał delikatny wietrzyk, który powiewał liśćmi zwisającymi z gałązek drzewa. Z oddali słychać było ćwierkające go radośnie ptaka, który po dłuższym czasie ciszy ze strony Cytherei przyleciał do niej bliżej, żeby się jej przyjżeć, ale szybko wzbił się z powrotem w powietrze, cały czas powtarzając swoje wesołe trele. Z racji tego, że cętkowana długa wsłuchiwała się w jego śpiew z zamkniętymi oczami, zapominając o poranku, Anji, a nawet można powiedzieć, że o całym świecie, to długo minęło zanim nie dostrzegła, że nieopodal niej biegnie jakaś wadera. Właściwie to najpewniej by jej nie dostrzegła, jeżeli byłaby trochę cichsza.
  Cytherea zmarszczyła brwi zastanawiając się czy ma ochotę za nią podążyć, żeby zrobić jej żart. W końcu stwierdziła, że i tak nie ma ochoty już tu siedzieć, dlatego przylgnęła do siebie i zaczęła powoli sunąć wśród trawy. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że obydwie są o wiele za blisko przepaści niż powinniśmy być, właśnie w tym momencie nieznajoma przechyliła się w stronę klifu, a Cyth bez wahania skoczyła w jej stronę, chwytając ją.
- Co robisz? - Spytała Cyth że zdziwienie. i zaraz pociągnęła szarą samicę do siebie co spowodowało momentalne przeważenie, czego skutkiem był upadek obydwóch. - Chcesz wlecieć w szpony śmierci? Jeżeli tak, to prawie ci się udało, więc lepiej nie próbuj tego powtórzyć, bo zostanę sama
wśród wariatów! Jestem Cyth, tak w ogóle.
  Obca wadera potrząsnęła głową i wlepiła spojrzenie w przepaść, jakby ignorując fakt wskazujący na to, że Cyth próbuje zagaić ją do rozmowy i to, że właśnie na niej leży. Była cała brudna od kurzu, bo zdążyła otrzeć się o kamienie, ale zdawała się tym nie przejmować. Wskazywał na to delikatny uśmiech i iskierki adrenaliny w jej oczach, których spojrzenie było wlepione w widok z oddali. Mimo to, nie wyglądało to, jakby się przyglądała okolicy. Cytherea miała nawet wrażenie, że nieznajoma widzi coś, czego ona nie może dostrzec. Tak jakby mówiła swoim wyjątkowym spojrzeniem do przyrody, a może i czegoś ponad nią.
  Zaraz jednak skierowała spojrzenie znowu na rogatą i widząc, że na niej leży szybko wycofała się do tyłu, znajdując się znowu na krańcu przepaści. Najwyraźniej była w pewnego rodzaju transie pewną chwilę co sprawiło, że nie do końca zrozumiała co się przed chwilą stało.
- Halo, pobudka, prawie umarłaś! Nie wiem co tu robiłaś, ale to nie było szczególnie mądre, mogłaś spaść z tego klifu, a wtedy już nic by cię nie uratowało, ty... No, ty... - Powtórzyła Cyth unosząc brew, przez co wyglądała, jakby w duszy śmiała się z głupoty wadery.
- Veru. Nie pierwszy raz... ale to też nie dzisiaj.
  Veru mówiąc to zmarszczyła brwi wpatrując się w mokrą ziemię i szurając po niej łapą. Cyth gdyby faktycznie byłaby cal od śmierci to chciałaby nawiązać jakąś rozmowę z "wybawcą", ale widać ta samica nie miała tego w planach. Od razu widać, że nie jest szczególnie rozmowna. Wyglądało to właściwie tak, jakby sama chciała się zabić, a Cyth w tym jej przeszkodziła. Albo bawiła się w grę "Kto wygra: śmierć czy ona?" tak jakby życie było tylko zabawą. Wadera z rogami również uwielbiała się bawić w zabawy, podczas których czasem narażała swoje życie, ale nie specjalnie.
- No dobrze, skoro tak twierdzisz. Widać masz szczęście, ale trochę zabrakło ci zdrowego rozsądku... sama nie wierzę, że to właśnie ja to mówię. Chociaż nie jest najgorzej.
- Nie jest najgorzej?
- Spotkałaś kiedyś Finna? Taki puchaty, czarny wilk.
- Nie.
  Cyth wywróciła oczami i wskazała od razu łbem na małą brzozę w oddali, z bujną koroną pełną świeżych liści. Cały czas wpatrują się w nią, mówiła jednocześnie do tamtej samicy:
- No to powiem ci tak, że nawet taką brzozę pomyliłby z krzakiem, a to wymaga naprawdę małego mózgu. - Zaśmiała się rogata przyglądając się małemu, niewinnemu drzewku. Właściwie to z niewiadomych przyczyn darzyła czarnego basiora i samego lidera znikomą sympatią, ale za każdym razem odganiała te myśli. Przecież byli o wiele gorsi, wadery były o wiele lepszym towarzystwem, w którym trzeba było się kręcić.
  Tak naprawdę gdyby nie to trudne dzieciństwo szarej, to z pewnością nie widziałaby różnicy, czasem nieco naciąganej pomiędzy waderą, a basiorem. Jednakże za każdym razem, kiedy myślała o wadach przypominał jej się ojciec i tamten nieznajomy, który po prostu spalił jej opiekunkę. W jego oczach była żądza władzy przez samych magicznych. Na co on właściwie liczył? Przecież każdy wie, że niemagiczni to zwykły przypadek, a więc tak czy siak w końcu urodzą się kolejni. Z resztą karma zawsze wraca, co sprawdziło się i w tym przypadku. Math, czyli tamten morderca zmarł według plotek niedługo później.
  Czy to również nie jest złe, kiedy ktoś cieszy się z czyjejś śmierci? To chyba nieważne. Ważne, że umarł i już nikogo nie zabije. Z drugiej strony Cyth nadal była wściekła, że sama go nie zabiła. Rozszarpała by mu gardło, wypatroszyła brzuch i wrzuciła do wody, żeby nikt go nie pochował. Wszyscy twierdzili, że każdy wilk, obojętnie jaki był nam pomaga. W czym? W zabijaniu niewinnych wader? Kelly była dla niej wszystkim. Opiekuńcza niczym matka, przyjaciółka niczym brat lub siostra, w oczach małej Cyth bohaterka. Zostawiła ją jednak samą na tym świecie.
   Całkowicie samą.
  Cyth miała zawsze uśmiech na pyszczku, radością wypełniała każdy dzień. To nie była jednak prawdziwa radość. Nie była szczera, w środku niej zawsze pozostał ból. Chciała zrobić wszystko, żeby tylko zapomnieć.
  Chciała po prostu nie czuć, uciec, trwać.

Veru?

- - -
+622PD
Pani Płot

czwartek, 26 lipca 2018

Od Cyth (do Silvera) - "Ups!" cz.3

- Co? Jaka wilka? - Spytała Cyth marszcząc brwi. Ten samiec od początku wydawał jej się dziwny, ale wszystkie jej przekonania pieczętowało rozmarzone spojrzenie, głupkowaty uśmiech i jeszcze te dziwne słowa, które nie miały sensu i brzmiały jakby były na poczekaniu. Mogłaby założyć się o własną łapę, że był na tyle głupi, że zapewne nie zrozumiałby o co jej chodzi, jeżeli powiedziałaby mu żart. No dobra, może skapnąłby się na drugi dzień. Najbardziej zastanawiało Cyth jednak to jak Silver może z nim wytrzymywać i w dodatku potwierdzać mu niektóre rzeczy, takie jak to, że najnormalniejszy kaktus jest jakimś krzakiem. Ta zniewaga głupoty wymaga!
 - A co, jesteś wilkiem? - Odpowiedział Finn pytaniem. Przekręcił głowę na bok, co sprawiło, że wyglądał o wiele niewinniej i zabawniej niż normalnie. Kiedy pierwszy raz go zauważyła wydawał jej się wielkim, potężnym wilkiem. Z puchatym futrem, pod którym z pewnością skrywały się mięśnie i ostrymi, błyszczącymi w słońcu kłami. Jakże było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że był czym w rodzaju pluszowego misia, który oprócz pluszu nie posiadał nic, w tym mózgu? Przyjęła jednak ten fakt z godnością, nie komentując tego wcale, a wcale.
 - Pf, nie!
 - W takim razie nie jesteś pewna... czy tam pewny? Mam sprawdzić?
 - FU, NIE! BIERZ TE ŁAPY! - Wrzasnęła wadera odsuwając się o pokaźną odległość i nawet nie marnując czasu na wstanie tylko sunąc na tyłku, na co Silver parsknął, chcąc pohamować śmiech. Przystępował z łapy na łapę wydając dźwięki, jakby zaczynał się dusić. W końcu jednak nie wytrzymał i uśmiechnął się szeroko, obdarzając Finna zrozumiałym, aczkolwiek rozbawionym spojrzeniem. Nie miał nici współczucia do biednej Cyth, która właśnie miała mieć przejrzaną część intymną. Sprawiał wrażenie, jakby to było na porządku dziennym.
- A ty co, Silver? Pewnie na co dzień robisz to co Finn?
- W sensie co? - Odpowiedział na pytanie pytaniem Silver, delikatnie unosząc brew. Teraz wlepiał spojrzenie tylko i wyłącznie w waderę, ignorując Finna, który powoli oddalał się od nich, aby przyglądnąć się sporemu, gęstemu krzewowi. Obwąchiwał go dokładnie, a później zaczął wychowywać podejrzane ruchy. Rogata jednak nie przyglądała się mu, tylko całkowicie skupiła się na swoim towarzyszu rozmowy.
- Jesteś liderem i bardzo wspaniałym... - Cyth przerwała chrząkając i unosząc brwi, co wskazywało na to, że mówiła sarkazmem w tym momencie i teraz wracała do normalnego tonu - ...oczywiście tylko według ciebie basiorem, dlatego nocami nadużywasz swojej władzy.
- Być może.
- No cóż, czyli nie zaprzeczasz?
- Przestań się do mnie odzywać jak do przyjaciela, bo jesteś denerwująca. - Przerwał tą dyskusję Silver dając znać, że nie będzie dłużej mówić o tym temacie i nigdy nie doczeka się odpowiedzi. To, że nie powiedział "nie" było bardzo zastanawiające, dlatego Cyhterea stwierdziła, że głębiej to zbada. Wolała wiedzieć z kim się zadaje, ale była pewna, że Silver i tak bzyka potajemnie jakieś wadery.
- Samce są z lekka przygłupi w porównaniu do samic, dlatego nie byłoby nic dziwnego, gdyby Silver wymykał się nocami do Grety. W końcu była cicha i zamknięta w sobie, dlatego nie było szans, że coś wygada i zepsuje mu reputację. Była brzydka, ale nadal... no, nadawała się. W sumie to brzmi tak realistycznie, że to aż przerażające!- przemknęło przez myśl szarej. Każdy wiedział, że już dawno porzuciła feminizm i przeszła do części planu "być lepszym". Uśmiechnęła się rozbawiona i z lekka zaciekawiona tą kwestią, mimo to nie powiedziała co jej krążyło po mózgu. Wolała zachować to dla siebie. Mimo to, zastanawiało ją, czy Silver faktycznie mógł mieć fetysz na takie brzydkie wadery. Ale co ona mogła wiedzieć o takim tajemniczym wilkiem, który najbardziej zaskakiwał ją przywiązaniem do tego dziwoląga jakim jest Finn?
Potrząsnęła głową chcąc odgonić te wszystkie myśli i jedynie uśmiechnęła się szeroko, unosząc wargi. Podeszła bliżej Silvera i zaraz pochyliła głowę z udawanym szacunkiem, mówiąc pod nosem:
- Tak starczy, czy jeszcze niżej o Wielki Władco?
Nagle obok niej pojawił się Finn patrząc raz na nią, a raz na Silvera. Był szczerze zdziwiony, co zauważyła Cytherea kątem oka.
- Dlaczego nazywasz go Wielkim Władcą? Przecież to Silver. - Spytał Finn marszcząc brwi.
- Sama nie wiem, on tego oczekuje.

Silver?

----
+409 PD =  lvl 2
~Maggie

piątek, 20 lipca 2018

Od Cytherei (do Silvera) - "Ups!"

  Cyth przekręciła się na drugi bok, zgrzytając zębami. Oprócz powolnego oddychania w obozie nic nie było słychać. Świat pogrążył się w nocnej ciszy, która tak naprawdę nie była ciszą - zewsząd słychać było szelest trawy, popiskiwania myszy, hukania sowy i pojedynczego chrapnięcia, które wyrywało się z pyska jakiegoś wilka. Spała w obozie, który był stosunkowo blisko miejsca, gdzie spał lider. Obozy były podzielone na: lidera razem z bliższymi wilkami lub rodziną, wadery, które wybrały drogę wojowniczek, a także basiorów, którzy wybrali drogę wojowników. Zazwyczaj było jednak tak, że kiedy wilk znalazł rodzinę przenosił się do innego obozu, żeby mieszkać razem z nią. Były jednak wyjątki, to oczywiste. Był jeszcze obóz, gdzie byli wszyscy medycy, a także wiele innych, ale tak naprawdę Cyth nie była w nich wszystkich - oczywiście, była pewna, że kiedyś to nadrobi. Było jeszcze kilka mniejszych, pustych, rozstawionych po całych rozległych terenach Łowców, w razie gdyby trzeba się było ewakuować albo ktoś musiałby spać przy granicach.
Podniosła się w końcu ze swojego posłania i weszła do głównej komory jej jaskini, rozglądając się po ciemności, jednakże jej wzrok dostrzegł zarysy jaskini i kilku świeczek ustawionych na wyrzeźbionej półce. Jej jama była mała, ale wystarczająca, żeby żyć. W dodatku miała dwa rozgałęzienia - jedno, praktycznie nie rozgałęzienie tylko wgłębienie, gdzie miała posłanie i tam spała, a drugie, schowek, gdzie miała swoją kolekcję. Kolekcjonowaniem różnych rzeczy zajmowała się od lat, praktycznie od wtedy kiedy pamięta zbierała pióra, które znalazła po drodze. Teraz jej kolekcja powiększyła się znacznie. Były kamienie, ostre i gładkie, stare metalowe przedmioty porzucone przez Wojowników i inne ciekawe rzeczy. Najbardziej dumna była z soku, które wypuściło drzewo i w którym utknął motyl. Było to niezwykle satysfakcjonujące, gdy postawiła to na pieńku na jakiejś polance w okolicach obozu, gdzie promienie słońce przebijały się przez to i lekko klejący się sok błyszczał.
  Wspominając promienie słońca mlasnęła głośno zdając sobie sprawę, że jeżeli nie zaśnie to z pewnością, jeszcze trochę potrwa, zanim nastanie świt. Mimo to jednak, skoro nie była zmęczona to bez sensu było siedzieć tu i kompletnie nic nie robić. Jeżeli teraz wstanie to będzie miała o wiele dłuższy dzień do następnej nocy, a wtedy padnie jak zabita pod wieczór ze zmęczenia.
  Przełożyła przez grzbiet sakwę, w której było kilka nasion - bez nich byłaby kompletnie bezbronna, nie licząc oczywiście swojej siły i kłów. Wyszła ze swojej jamy, następnie kierując się do wyjścia z obozu. Wokół były drzewa, krzewy i... drzewa. Właściwie to tereny Łowców nie wyróżniały się zbytnio, składając się w większości z lasów, a przynajmniej to w tej części krzątała się Cytherea, która doskonale wiedziała, że ich tereny były rozległe. Jeżeli faktycznie by chciała to mogłaby przejść z jednego krańca na drugie, ale szczerze mówiąc niezbyt jej się chciało. Jeżeli miałaby ku temu konkretny powód, na przykład zrobić żart jakiemuś równie konkretnemu wilkowi to oczywiście, mogłaby zrobić sobie przechadzkę.
  Zamyśliła się zastanawiając się co teraz uczyni. Miała do wyboru wiele możliwości, bo raczej nikt oprócz niej nie spacerował w tym regionie o tej godzinie. Przygryzła wargę wpatrując się w ciemny mroczny las. Była do takiego otoczenia tak bardzo przyzwyczajona, że nie bała się myszy przemykającej w mroku, która dla małego szczeniaczka mogłaby być wielkim, włochatym pająkiem, ani sowy przelatującej nad jej głową, która mogłaby być też latającym potworem spaghetti. Po prostu skupiała się na swoim zadaniu wojowniczki, a zadaniem wojowniczki było polowanie, walczenie i chronienie. Po tym zadaniu faktycznie mogłaby się pobawić w co może być strasznego w lesie?, ale wolała śmiać się razem z przyjaciółmi... stop. Ona nie miała przyjaciół. Nie miała z kim się śmiać. Mogła tylko ostrzyć język na potyczki i nabijać się z innych przy okazji, żeby później się uśmiechnąć. Nie miała wyboru.
  Wtem nagle usłyszała ryczenie jakiegoś zwierzęcia, najpewniej jakiegoś kopytnego. Jej uszy podniosły się czujnie, a ryczenie nie ustępowało. Cyth zaciekawiona przylgnęła do ziemi i zaczęła sunąć powoli, aż w końcu ukucnęła wśród krzewów. Nieopodal niej, właściwie to dosyć blisko jakiś wilk właśnie wskoczył na grzbiet sarny, która zaczęła się wyrywać. Nikt z jej stada jednak nie przybiegał, a wręcz przeciwnie - reszta sarn rozproszyła się albo uciekła. Nie to jednak interesowało teraz samicę, która w głowie już knuła chytry plan. Podeszła nieco bliżej i zaraz otwarła sakwę, z której wyciągnęła kulkę posklejanych ze sobą nasion. Nazywała to kulą żartu, co z resztą było bardzo trafne. Rzuciła tą niewinną kulkę pod kopyta sarny i zaraz mocno skupiła się na tym, żeby te nasiona jak najszybciej wyrosły. Przymrużyła oczy, a nasiona powoli zaczęły się rozrastać kiełkować, a następnie zaczęły rosnąć, szybciej i szybciej. Pojawiły się kwiaty, które zaraz zwiędły, za chwilę jednak pojawiły się kolejne. Kolce stawały się coraz większe i większe, roślina, a dokładniej kaktus nabierał żywego, zielonego koloru. W końcu Cyth przestała się na tym skupiać i powoli otwarła szerzej oczy. Sarna była cała pokłuta kaktusem, za to wilk który wcześniej próbował ją zabić ześliznął się z niej i spadł na ziemię.
- To ty zrobiłaś? - Spytał niepewnie, acz nieco zdenerwowany wilk, który podszedł do Cyth. Szara dopiero po chwili dostrzegła, że to lider, na co zmarszczyła brwi. Nadal nie rozumiała, dlaczego nie wybrali kogokolwiek innego, tylko jego. W końcu był to samiec, a było tutaj również sporo samic godnych tego tytułu.
- Tak.
- Możesz teraz łaskawie usunąć tego kaktusa?
- Mój drogi, takie kaktusy żyją nawet sto lat, chcesz, żebym wykorzystała jakiś limit mocy czy co?
- W takim razie po co to robiłaś? - Silver zmarszczył brwi najwyraźniej lekko zdenerwowany raz patrząc na nią, a raz na swoją prawie zdobycz.
- Nie znasz się na żartach z zaskoczenia?
- Znam, ale to nie był żart.
- W takim razie jestem taka śmieszna, że tego nie ogarniasz.
- Pfff, jestem lepszy od ciebie.
- W czym? - Cyth podobała się ta gra, uwielbiała gry słowne. Skoro nadal się nie poddawał, to był godnym przeciwnikiem zabaw.
- Na przykład silniejszy, myślisz, że dlaczego wybrali mnie na lidera.
- Chcesz się przekonać czy aby na pewno?
  Uśmiechnęła się pod nosem patrząc w oczy wilkowi, który zmarszczył swoje brwi na tyle, że prawie nie było widać mu oczu. Wypuścił powoli powietrze przez nosi i pokiwał głową, co oznaczało potwierdzenie wyzwania. Cyth oddaliła się od niego i powoli zaczęli się okrążać. Pierwsza zaatakowała Cyth, Silver jednak odskoczył i przycisnął ją do ziemi. Jest silny - przemknęło przez myśl samicy, która stwierdziła od razu, że musi zmienić taktykę. Skoro jego atutem była siła, to musiała wspomóc się mocami. Kopnęła go w brzuch, ale ten nie odleciał w tył jak się spodziewała, za to jednak poluzował na chwilę uchwyt co wystarczyło, aby oddalić się w tył. Okrążali się powoli nadal i zdawało się, że Silver znowu chciał ją zaatakować i najpewniej trafnie, gdyby nie fakt, że Cytherea wyciągnęła zębami jakąś kulkę z sakwy, która po ostatniej akcji była otwarta i rzuciła ją pod łapy Silvera. Za sprawą jej mocy zaczęła się rozrastać i okazało się, że to... ligustr, który uwięził wielkiego krula Silwera w środku.
- Raz!, dwa! i... trzy! Haha! - Zaśmiała się teatralnie, a jej śmiech wypełniony był szyderstwem. Nie takim typowo niemiłym tylko bardziej rozbawionym. Szczerze mówiąc nie spodziewała się tego, że się na to nabierze, ale w końcu wiadomym było, że wadery są szczebel wyżej.
- Musisz cały czas rzucać tymi nasionkami?
- Może tak, może nie.
- Bez tej sakwy byłabyś już pokonana - W tym momencie nie czekając na odpowiedź skoczył na nią i przydusił do ziemi. Szarpała się, ale bezskutecznie. - Zwyczajnie jestem silniejszy.
- To nie zmienia faktu, że wygrałam. Z resztą jestem Cyth.

Silver?
----
+750 PD
~Maggie

czwartek, 19 lipca 2018

Warto celować w księżyc, bo nawet jeżeli go nie dotkniesz, to i tak będziesz pośród gwiazd

Cytherea
Znana też jako Cyth
Wadera | 6 lat | Wilk | Łowcy | Patrolujący
Ścieżka Wojownika
Poziom 3 297/2000 PD (2 797 PD) | 115 punktów
Postać NPC
Stuhi1122 [Howrse]
Art by TheRaaveu