Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tytuł został ucieknięty" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Tytuł został ucieknięty" ❀. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2018

Od Althei'i (do Braka) "Tytuł został ucieknięty" cz.4

  Milczała. Była lisem, a on wilkiem, jej wrogiem, albo chociaż jej przeciwnikiem. Jeśli nie miała zamiaru go zabijać czy atakować, to tym bardziej nie powinna się do niego odzywać. Niestety sytuacja była poważna, jej brat potrzebował natychmiast pomocy medycznej. Był ślepy, brakowało tylko, by kulał lub nie mógł chodzić na jedną łapę. Czy jego moce byłyby wtedy zachwiane? Nie mógłby widzieć świata kończynami? Altheia nie chciała znać odpowiedzi, co nie należało do normalnych zachowa samicy; z natury ciekawska i żądająca odpowiedzi na wszystkie pytania, teraz wolała pozostać w niewiedzy. A teraz wrócę do wcześniejszego tematu: czy konfrontacja z innych gatunkiem była w porządku? Nie miała czasu się nad tym zastanowić, Einar krwawił i z wbitą w ramię strzałą.
  Pokręciła przecząco głową, nie odzywając się. 
- Pomożesz Brakowi? - pokręciła przecząco głową. Basior wyglądał na zdziwiony odpowiedzią, ale nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Altheia sama podeszła do brata i wzięła go na plecy tak, jak to zrobiła wcześniej. Opatuliła brata skrzydłami tak, by nie dotknąć rany i spojrzała wymownie na ratownika, czekając, aż wskażę jej drogę. Ten szybko zrozumiał przekaz i byli już w drodze do jaskini nieznajomego.
  Podcza drogi myślała mniej, niż zazwyczaj, a prawie w ogóle, co nie należało do rzeczy normalnych. Musiała być czujna, na wypadek, gdyby prowadziła siebie i kuzyna na rychłą śmierć, ale czy mogła narzekać? W końcu sama tu przyszła i w pewnym sensie przyprowadziła ze sobą rodzinę (nawet, jeśli on sam za nią poszedł, wiedziała, że to zrobi), więc wilki mogłyby uznać ich za szpiegów, którym los w tej chwili nie sprzyjał i chcieli się ich pozbyć na wypadek, gdyby się czegoś dowiedzieli (a jedyne, co tu znaleźli, to przepiękne kwiaty w lesie). Zastanawiała się, czy naprawdę prowadzi ją do jaskini; jeśli tak, to do jakiej. Do wspólnej, z innymi wilkami, do tajemniczej, w której przyjmował takich wędrowców, jak my, czy do swojej własnej, w której albo ktoś będzie, albo nie. Czuła strach, ale nie o siebie czy strach przed wilkami; bała się, ze przyprowadziła tu Einara na pożegnanie z życiem. Gdyby przeżyła i widziała, jak umiera, sama popełniłaby samobójstwo, albo już na zawsze została w świecie swego umysłu, będąc samotnym wariatem. 
  Oboje milczeli, tylko Einar czasem wydawał z siebie jęki, czyli oznakę życia. Szli szybko, chociaż Alia starała się iść płynnie, by nie sprawiać rannego żadnego bólu, ale nie należało to do najprostszych rzeczy. Czuła, jak woń w powietrzu się zmienia, była coraz bardziej uważniejsza, zwracała uwagę na każdy, najmniejszy dźwięk i przyglądała się drodze, jaką szli, by ewentualnie uciec nią prosto do stada, gdzie byli w pewnym sensie nietykalni przez wilki.
- Jesteśmy – spojrzała na niewielką jaskinię, nie zatrzymując się. Wkroczyła w ciemność, wyczuwając obecność jakiejś istoty.
- Brak? Już wróciłeś? - usłyszała cichy głos, należący do starszej samicy. Stanęła, gdy jej oczy zetknęły się z oczami wadery, leżącej przy ścianie. Ta podniosła łeb i uważnie przyglądała się towarzyszom. Altheia starając się, by przypadkiem jakiś jej ruch nie został odebrany jako atak lub obrazę, stała w miejscu i ze swoją naturalną miną, patrzyła na waderę, czekając.

Brak?
---
249 PD
~Mimma

piątek, 19 października 2018

Od Braka (do Althei) "Tytuł został ucieknięty" cz.3

  Mój upadek zakończył się sturlaniem z górki. Najadłem się przy tym ziemi i trawy. Jednak zamiast skupiać sie na sobie, skupiłem słuch na słowach pewnej samicy. Szybko więc podniosłem swoje cielsko z ziemi i spojrzałem na postać przedemną. Była to skrzydlata lisica.
- Brak nie chciał przeztraszyć, on się tylko potknął. Brak bardzo nie lubi przemocy, nie chce zabijać. - powiedziałem analizując słowa samicy. - Brak jest medykiem, chętnie pomoże. - dodałem widząc rannego lisa. Miał strzałe w boku, a z powstałej  w ten sposób rany sączyła się krew. Podszedłem powoli do rannego samca i lekkotrąciłem ciało obce. Na pysku lisa zaywarzyłem ból w tym momęcie. Utkwiła dojść głeboka, na szczęście lis bym przytomny. Dzięki temu miałem pewnosc, że nic powwżniejszego się nie stało. Lisica w ciszy obserwowała poczynania, kiedy ja badałem przypadek. Potrzebowałem czegokolwiek aby zatamiwać krwawienie. W skrócie potrzebowałem zamieść się w mojej jaskini.
- Panienka  się nie martwi. Brak jednak ma jedno pytanie. Cze będzie problem kiedy weźmie rannego lisa do swojej jaskini? Potrzebuje zatamiwać krwawienie, a niestety tutaj tego nie zrobię. - powiedziałem nie spuszczając wzroku z rannego. Trochę się natrafiłem czy lisica się zgodzi, no i jak zareaguje moja matka ba eventualnych gości. Spojrzałem na pytaną samice, wyglądała ba lekko zaniepokojoną, ale i zamyśloną.

 Altheia?
---
122 PD
~Mimma

wtorek, 16 października 2018

Od Althei (do Braka) "Tytuł został ucieknięty" cz.2

  Dzień zaczął się od wyciągnięcia śpiącego Einara z jaskini. Altheia nie mogła spać już od godziny, twierdziła, że ma zbyt dużo do zobaczenia, by spędzić dzień na spaniu, chociaż w rzeczywistości obejrzała już każdy skrawek lisiej ziemi i zna go na pamięć – to był powód dla którego lisica wybrała się nieco dalej. Weszła na tereny, które lisy zazwyczaj nie odwiedzają. Ignorowała swojego brata, który mówił jej, że to zły pomysł i nie powinni wybierać się dalej, w nieznane lasy, tym bardziej, że Einar czuł nie pokój. Może i widział świat swoim sposobem, ale lisia ziemia, ich dom był dla niego dobrze znany i nawet bez tej mocy odczuwania łapami, mógłby się w nim odnaleźć. A tutaj? W tym obcym lesie, do którego nie zachodzą? Nie tylko czuł się niepewnie, ale odczuwał dziwne wibracje, nie pochodzące z ziemi. Zagrożenie nie zbliżało się do nich po lądzie, ale po drzewach. Gdy osobnik skakał na kolejne gałęzie, wibracje docierały do Einara przez korzenie w ziemi, ale niestety z opóźnieniem. To go zmartwiło. 
- Ja wracam – powiedział do siostry, chociaż wiedział, że bez się nie cofnie. Chciał, by się zatrzymała i stwierdziła, że pójdzie razem z nim, ale tylko połowa życzenia się spełniła. Altheia stanęła i odwróciła się do niego, lekko przechylając głowę. Wibracje były coraz wyraźniejsze.
- No… - ledwo zdążyła wypowiedzieć słowo, a strzała, która wyleciała zza konarów drzewa, trafiła samca i wbiła mu się w bok. Alia przerażona tym widokiem, automatycznie użyła manipulacji grawitacją. Wszystko, co znajdowało się wokół niej, zaczęło się unosić do góry: kamienie, gałęzie, liście, tylko drzewa pozostały na swoich miejscach, oraz jej brat. Nie interesując się, kto zadał ten cios, podbiegła do niego i go złapała, nim upadł. Pierwsze, co jej przyszło na myśl, to jego śmierć. Wizja ta była tak bolesna, że nie kontrolując się, wytworzyła kulę sprężonej energii, którą posłała w kierunku drzewa, z której wyleciała strzała. Usłyszała ludzki krzyk, człowiek odleciał do tyłu na parę metrów, a kula wybuchając, rozwaliła wokół trzy drzewa, zostawiając z nich tylko pień. Gdy usłyszała jego jęk, poczuła ulgę: żył. Niestety to nie zmieniało faktu, że w jego boku tkwiła strzała, która mogła go za chwilę zabić. Czy nie trafiła w jakiś narząd? Czy nie spowodowała krwotoku wewnętrznego? Czy nie przecięła jakiegoś mięśnia, co spowoduje brakiem kontroli nad kończyną i dożywotne kalectwo? - Wytrzymaj, proszę – załkała i zwiększyła swą gęstość, co poskutkowało większą siłą. Wtargała Einara na plecy, okryła go swoimi skrzydłami, starając się nie dotykać broni i ruszyła biegiem w kierunku powrotnym.
  Daleko odeszli, to było pewne. Starała się wrócić do stada, ale nawet nie rozpoznała terenu. Możliwe było, że się zgubiła. Stała na polanie, próbując zdecydować, którędy powinna się udać i gdy miała już odłożyć samca na ziemię i wzlecieć w niebo, by wyznaczyć kierunek, jasna kulka futra potoczyła się po górce i wylądowała prawie przed jej łapami. Odsunęła się do tyłu parę metrów, póki osoba nie wstała. Spojrzała w oczy nieznanego wilka.
- Potem się pozabijamy, proszę, pomóż – powiedziała jak najszybciej, po czym zwinęła skrzydła i położyła na ziemi rannego lisa.

Brak?
---
250 PD = 2 poziom
~Mimma

niedziela, 14 października 2018

Od Braka "Tytuł został ucieknięty"

  Obudziło mnie ciche świergotanie ptaków, było wcześnie rano. Jednak nigdy nie miałem większego problemu ze wstawaniem o tak piekielnych godzinach. Mieszkałem w jaskini razem z moją matką, ktoś musi się nią opiekować. Nawet gdyby miała kogoś jeszcze, to bym się nią zajmował. Od zawsze lubiłem pomagać innym. Z tego samego powodu wybrałem ścieżka medyka, no i stanowisko medyka. Spojrzałem na wilczyce śpiącą u mojego boku i cicho ziewnąłem przy okazji rozprostowałem kości przeciągając się.
- No dobra. Brak pójdzie nazbierać ziół, a mama tu spokojnie pośpi. - powiedziałem wstając z lodowatej posadzki jaskini. Po chwili byłem już na dworze, a moje futro smagał delikatny letni wietrzyk. Pomimo wczesnej pory świat już dawno obudził się do życia. Nie podobało mi się, że jestem aktualnie sam, ale zioła w mieszkanku powoli się kończyły. Szybkim tempem ruszyłem więc w stronę lasu na poszukiwania. Już po paru minutach miałem w pysku masę ziół, które teraz będzie trzeba wysuszyć. Spojrzałem na leniwie wschodzące słońce i skocznym krokiem wróciłem do jaskini. Aleya już nie spała, więc jak wszedłem od razu usłyszałem jej ciche witanie.
- Brak też wita matkę. Jak się spało? - spytałem szykując zebrane rośliny do wysuszenia.
- Jak zawsze dobrze. - odpowiedziała. Zaczęła mi opowiadać swoje sny, kiedy ja zajmowałem się swoją robotą. Kiedy skończyłem i chciałem z nią posiedzieć pokręciła głową.
- Nie musisz kochanie cały czas ze mną siedzieć. Po radze sobie sama idź do reszty, pogadaj z nimi. - powiedziała wskazując pyskiem wyjście z jaskini. Lekko niepewnie jej posłuchałem i ruszyłem na jedną z leśnych polanek. Po drodze musiałem się oczywiście wyrżnąć, jak to ja. Niby medyk, a jednak ciapa.

Ktoś, ktokolwiek?
---
157 PD
~Mimma, która kocha Braka