Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zero Two (NPC). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zero Two (NPC). Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2019

Zero Two, Gabriel i Yumeko odchodzą!

  Dzisiaj opuszcza nas kolejna osoba i zabiera ze sobą wszystkie swoje postacie. Tandy, jest nam bardzo przykro z powodu twojego odejścia i będziemy wyczekiwać powrotu. Wszystkie postacie autorstwa Tandy zostają NPC. Powodem opuszczenia naszego bloga jest brak weny i pomysłów. 




~Administracja

piątek, 16 listopada 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie" cz. 14

Można było się tego po leniuchu, jak i bojaźliwości przywódczyni spodziewać. Nic nie trwa wiecznie, więc powinna się spodziewać, że zostanie zaatakowana, że ktoś spróbuje zabrać jej przywództwo. Przecież to łatwe, powalić ją i związać. To nic trudnego.
Zero Two po raz kolejny westchnęła, by na nowo ruszyć do domu. Potrzebowała się odświeżyć, a co do spania to jakoś nie miała ochoty. Ciężko było jej zasnąć i nie obudzić się z krzykiem czy też innym zachowaniem. Musiała pilnować, aby jej opaska z błahych powodów nie opuszczała rogów.
Oczywiście czasem zdarza się, iż ktoś "przypadkiem" ją strąci.
Westchnęła po raz kolejny. Gdy trafiła do domu, poszła coś przekąsić, a gdy minął jakiś czas, ruszyła wziąć kąpiel. Choć jak to ona woli nazywać: gorące źródła.
Przesiedziała w nich, gdzieś tak nieco dłużej niż zazwyczaj to robiła. Wnet w odpowiednim momencie z nich wyszła i się wytarła, aby następnie się ubrać i wziąć dwa kije oraz dwa drewniane miecze, po czym wzięła także stal. Wszystko owinęła materiałem i związała, aby mieć jak je nieść. Zrobiła sobie też coś do jedzenia, jak i picia. Gdyż głód będzie się powoli zwiększać, a zaatakować ciemnowłosej dziewki nie chce.
Gotowa wyszła z domu, ruszyła przed siebie, aby dotrzeć na miejsce. Wyjęła butelkę i nieco wypiła szkarłatnego napoju. Oparła o drzewo pakunek, po czym usiadła pod drzewem, jej plecy opierały się o pień drzewa. Patrzyła na horyzont, gdyż miała idealny widok. Widać było delikatnie wynurzające się słońce. Wstawało, aby obudzić wszystkich. Czekała, cierpliwie na Carisę. Jeśli się spóźni choć minutę, to jej trening potrwa, aż nie padnie ze zmęczenia.

Carisa?

----
131 PD
Owca

wtorek, 9 października 2018

Od Zero Two (do Sfory) "Oczywiście, że musimy umrzeć" cz. 4

Dziewczyna zeszła ma dół z apteczką i podeszła do swojego przyjaciela, o ile można go tak nazwać. Opatrzyła jego dłoń oraz tam, gdzie był ranny. Pomogła mu wstać i zaprowadziła do pokoju, aby ten odpoczął przez znaczą część dnia. Choć chciał pomoc, przerwać, zrobić posiłek... Ta jednak kategorycznie mu zabroniła ruchem dłoni, jak i pokazaniem swoich kłów. Mężczyzna kiwnął głową, a Zero Two mogła wyjść z pokoju. Zastanawiało ją to, czemu ten szczyl miał czelność tak się zachować. Wyszła z hukiem z domu. Po czym skierowała się w tę znaną stronę. Po drodze zobaczyła jak kilka dzieciaków, bije jednego z towarzyszów Sfory. Mogła przejść obojętnie, jednakże przecież pies nic tu nie zawinił.
Po pstryknięciu palca znalazła się tuż przy tych bachorach, dała im w pysk, po czym nieco się nimi pobawiła. Dokładniej to, pobiła tak samo, jak oni tego niewinnego zwierzaka, po czym, gdy ponownie ją zaatakowali, no cóż, opaska upadła, a jej chęć mordu wzrosła. Nie chciała, ale no cóż, wyszło inaczej. Pełno krwi, ciała rozszarpane, jeszcze ich krzyki, wnętrzności na wierzchu, próba ucieczki. Zero Two bawiła się niesamowicie, była w niebie, a może i nawet lepiej. Zręcznie unikała ciosów, jakby uprawiała niesamowity taniec. Taki piękny i aż niesamowity.
Dopiero skomlenie psa ją otrząsnęło. Wytarła dłonie, po czym na nowo założyła opaskę na rogi. Podeszła i niemal od razu kucnęła przy psiaku. Dotknęła go, a gdy ten zaczął ja po ręce lizać, drugą mogła pstryknąć palcami, aby się przenieść do domu i zaopiekować się małym psiakiem. Jeśli nie zrobi tego szybko, umrze.

***

Jej ruszy, pomoc oraz pomocne dłonie Aspen pomogły. Kiwnęła głowa, a wnet dziewczyna ruszyła opatrzyć staruszka. Zero Two musiała w końcu wziąć prysznic, odpocząć i coś przekąsić. Potem się zobaczy.
Prysznic zajął jej o kilka minut za długo, po czym wyszła, pies próbował jakoś chodzić, ale średnio mu szło.
- Kiori - zawołała do psa. Ten posłusznie się położył. Najwidoczniej posiada teraz towarzystwo. Ubrała na siebie jedną ze swoich luźnych sukienek. Po czym zabrała się za jedzenie. Opiekowała się psem, specjalnie na dole spała, aby ten czuł się dobrze.

***

Tydzień minął, a Zero Two i Kiori właśnie wybrali się na spacer. Kiori wyglądał jak zadbany i szlachetny pies, a nie te z ulicy. Właśnie wtedy Zero Two i Sfora spotkali się na środku drogi. Najwidoczniej przed kimś uciekał, gdyż był cały poobijany i zadyszany. Właśnie wtedy pogłaskała psa.
- Kiori czas do domu. - Jej słowa podziałały na zwierzę, po czym machał ogonem i zaczął iść, Sfora pobiegł i coś krzyczał.
- To mój przyjaciel! - jego głos był poważny na tyle, ile mógł.
- Porzuciłeś go, gdy jakieś szczyle go biły. Gdyby nie ja, już byłby martwy. Jeszcze jedno, to za mojego przyjaciela - warknęła, po czym dała mu porządnego i siarczystego liścia. Ten aż się przewrócił. Pies patrzył na niego, ale nie podszedł. Zero Two złapała go za kołnierzyk, po czym wgryzła się w jego szyję i wypiła nieco krwi, gdy ten się szarpał, biła go. Koniec końców rzuciła go na ziemię. - To twoja nauczka, jak będziesz umiał, przeprosić to wróć - dodała. Po czym spojrzała na psa i podeszła do niego, aby wrócić do dalszego życia.
Była ciekawa, jak długo mu się zejdzie. Czy akurat będzie można go nauczyć? Teraz może zrobić swoje. Ruszyła po schodach na górę do pokoju, przez co musiała zahaczyć o łazienkę, aby ponownie wziąć prysznic. Tuż po skorzystaniu z łazienki i po cudnym prysznicu. Wyszła oraz się ubrała, a następnie położyła na łóżku. Pies leżał, obok niej. Co jakiś czas go głaskała. Sprawą Sfory miała się zająć następnego dnia. Mogła dzięki temu oddać się swoim zajęciom. Mogła w końcu odpocząć z psim towarzyszem.

Sfora?
----

298 PD
Owca

poniedziałek, 10 września 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie" cz.12

- Twój trening rozpocznie się jutro w południe, u wrót lasu wojowników. - powiedziała Zero Two. Przywódczyni była dziwna, jakby próbowała z siebie coś wydusić, ale nie potrafiła, tego jakoś ubrać w słowa. Przyglądała jej się uważnie, po czym usiadła na schodach i dalej na nią patrzyła. Ta jednak wciąż próbowała, ale nic nie powiedziała. Co jakiś czas westchnęła, ale nic poza tym. Zero Two wywróciła oczami, aby na nowo zabrać głos. - Bądź tam, inaczej z taką marną przywódczynią daleko nie zajedzie nikt. Jeszcze kilka ataków i cię obala. Widać, iż chcesz zachować swoje stanowisko, więc musisz zacząć się bronić i walczyć, nawet jeśli nie chcesz. - powiedziała i się przeciągnęła. - Jeśli zajdzie taka potrzeba zabije cię i samą przejmę twoje stanowisko. - dodała Zero Two. Zauważyła w jej oczach strach i przerażenie. Chyba, nawet sparaliżował ją strach. Uśmiechnęła się i prychnęła jednocześnie, a tuż po chwili dodała. - Teraz spadaj do swojej kotki i zjaw się punktualnie. - prychnęła zirytowana już tym.
  Zero Two wstała ze schodów i ruszyła dalej, w głąb domu. Usłyszała, jedynie jak drzwi się zamykają, wzruszyła ramionami. Zajęła się przygotowaniem posiłku, musiała odpocząć przed jutrzejszym treningiem z przywódczynią. Czyżby teraz robiła za jej trenerkę? Wcześniej obrończynię, a może kogoś innego. Oh, przecież Zero Two nie będzie, wiecznie przy niej. Jeśli ktoś ją zaatakuje, musi się umieć bronić. No musi, inaczej to wszystko pójdzie na nic, a ona zostanie obalona... Czemu akurat Zero Two się tym, aż tak przejmuje. To takie bez sensu.
  Odgarnęła włosy i poprawiła opaskę, po czym zaczęła dalej przygotowywać jedzenie. Jej kiełki, nieco stały się ostrzejsze. Choć miała opaskę. Tak głód, tak to on. Zdecydowanie.
Różowo włosa dziewczyna nałożyła sobie na talerz pełnokrwisty stek oraz, napój z domieszką krwi, jak i coś na ochłodę. Wzięła sztućce, aby następnie zacząć jeść. Doskwierał jej głód, ale samotność już nie. Spokój i cisza, były rajem. Zawsze mogła być gotowa do ataku. Raczej nikt jej nie zaskoczy, nie ma opcji. Nawet jeśli, to rozerwie ich na strzępy.
  Dziewczyna oblizała wargi i wypiła nieco napoju. Posiłek skończyła, tak jak skończyła. Bez pośpiechu i spokojnie. Posprzątała po sobie, aby następnie udać się, wziąć odświeżająca kąpiel i sobie poleżeć i może coś porysować bądź popisać.
  Zero Two musiała mieć jakieś zajęcie, gdyż przecież co innego miałaby robić. Odłożyła wszystko na bok, aby wślizgnąć się pod kołdrę. Przekręciła się na bok i naciągnęła ja na siebie, że tylko głowa zza kołdry wystawała. Ziewnęła, po czym zamknęła oczy i udała się do krainy snów.
~*~
  Obudziła się wraz ze wschodem słońca. Poleżała sobie trochę, po czym wstała. Wykonała swoją rutynę, a gdy podeszła do szafy, aby się ubrać. Wzięła takie ubrania, aby jej ruchy były płynne i żeby byłoby jej na tyle, wygodnie. Związała włosy w kucyk i sprawdziła, czy opaska jest na miejscu. Była. Zero Two mogła odetchnąć z ulga.
  Do podręcznej torby, spakowała kilka butelek z wodą, dwa ręczniki, różne pałki do treningu oraz dwa kije wzięła. Wyszła i poszła na tyły swojego domu, aby przejść uliczka, potem skręcić i przejść przez płot na pole, a potem prosto droga do lasu. Szła dalej, aż dotarła do oazy. Odłożyła torbę, gdyż musiała się rozgrzać. Każdy mięsień, by potem nie narobić sobie problemów z nimi. Skakała z nogi na nogę, to rozciąganie. Skończyła rozgrzewkę, gdy poczuła suchość w przełyku. Podeszła do torby i wyjęła jedną butelkę, by się napić. Wzięła zaledwie dwa może trzy łyki. Gdy ponownie odłożyła już zakręconą butelkę do torby, sięgnęła po kij. Usłyszała za sobą kroki i wykonała szybki ruch, po czym kij był tuż kilka milimetrów przed twarzą Carisy. Podała jej drugi kijek i zaczęły trening. Choć go ruch Carisa za zła postawa czy też ruch dostawała to w ramię, udo, tyłek bądź głowę. Zero Two była delikatna, ale chciała, aby dziewczyna załapała i zaczęła się bronić. Nie mocą, tylko swoimi umiejętnościami.
- Carisa, czas zaczynać. Spróbuj ze mną wygrać.

Carisa? Lizu Lizu
--
323 PD
~Mimma

środa, 29 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Kuroshaji'ego) "Jeziorko przeznaczenia" cz. 2

  Zero Two miała zamiar zjeść. Coś pysznego i to zanim ktoś jej zabierze słodka i przepyszny posiłek. To jednak rzecz jasna nie było proste. Musiano jej przerwać. Zawsze tak jest. Czy to jest pech? Czy szczęście? W czym to szczęście. Żołądek domaga się posiłku. Jeszcze odmówi posłuszeństwa i co wtedy będzie? W sumie to cały czas ktoś coś chce bądź jest to przerwane. Spożywanie, spanie czy też cokolwiek by nie robiła. Za każdym, razem ma chęć wydłubać oczy. To niezbyt humanitarne. No nie jest, przecie, kanibalem. Choć? Pomyślmy, gdyby była głodna, to może. Nie fuj, nigdy w życiu tego nie zje. Prędzej woli się zagłodzić niż coś takiego, zjeść.
  Weź, tu normalnie funkcjonuj. Choć może tym razem jej brzuszek się naje, a dziewczynka sobie poleży i odpocznie. Tak w końcu znajdzie ciepłe miejsce, gdzie mogła poczuć coś. Coś, co nadchodzi, jednak o tym jeszcze nie wie.
  Jej nowy towarzysz był interesujący. Jest zaciekawiona nim. Jego zapach jest taki pyszny. Zapewne smak też jest dobry. Kusiło ją to. Kusił ją, pragnęła go posmakować. Oblizała wargi. Jednak jeszcze go nie polizała. Wciąż go tuliła, trzymała go kurczowo. Chciała się poprzytulać do niego, do kogoś żywego.
  Tak idealny kąsek, choć te bandaże.. Z chęcią by je z niego zdjęła i sprawdziła, co ma pod nimi. Gdyby miał blizny, przejechałaby po nich palcami. Co najważniejsze, polizała je wszystkie. Podobno blizny mówią, kim jesteś i jak cię ukształtowały. Zero Two ma tak z rogami. Uzupełniają się, pasują do siebie. Kuro i Zero Two, ich spotkanie było przeznaczeniem. Choć nie zdają, sobie z tego jeszcze sprawy.
  Mmm, idealny pomysł. Może uda jej się to jakoś skrycie spełnić. Tak niech się Kuroś strzeże, bo Zero Two nadchodzi. Ma smaka na Słodziaka.
  Puściła go, gdy ten chciał już się zbierać. Złapała go za rękę i się słodko uśmiechnęła. Zauważyła, jak się przygląda tym czerwonym rogom. Puściła dłoń, a tuż po chwili poczuła dłoń na głowie. Tuż przy rożkach. Poczuła jego dotyk na nich. Stali w tej pozycji jeszcze przez krótka chwilę, po czym chłopak ruszył do domu.
  Zero Two na niego spojrzała, po czym ruszyła za nim. Uśmiechała się, ale jej kroki są wystarczająco ciche. Mogła sobie patrzeć, szła cały czas za nim. Ten jednak ani razu się nie odwrócił. Nieco to było dziwne.
  Zaciekawiona ruszyła nieco szybciej. Stanęła, dopiero gdy chłopak otwierał drzwi. Czyżby on ją zapraszał? Podeszła bliżej, a gdy ten musiał, sięgać po coś wślizgnęła się cichaczem. Dostrzegła pieska. Przykucnęła, po czym wysunęła dłoń, aby mógł ją obwąchać. Czekała cierpliwie, aż piesek podejdzie.
- No choć piesku nie ugryzę. - powiedziała słodko. Ostatecznie powoli podrapał do różowo włosa panienki. Obwąchał jej dłoń, po czym klapnęła tyłkiem na ziemie. Bez gwałtownych ruchów położyła łapkę na główce piesia. Głaskała go i drapała za uszkiem. Podobało jej się to, bo sama nie miała zwierząt. Uśmiech sam się pojawiał i nie znikał. Już wiedziała, iż Kuro ma cudnego pieska. Ciekawe tylko jak się wabił. Zawsze też mogła go spytać, ale to dopiero gdy ja zauważy. Co rączej jest proste. W dalszym ciągu bawiła się z pieskiem. Choć dokładniej go miziała i grała. Złapała w dłonie delikatnie jego pyszczek, aby po chwili przyłożyć usteczka do jego główki. Właśnie wtedy rozległ się pisk, jeśli można to tak nazwać.
  Podniosła głowę i ujrzała wnet Kuro. Uśmiechnęła się i dalej głaskała pieska.
- Jak się wabi twój towarzysz? - spytała. Kuro, milczał. Przekrzywiła głowę, kątem oka pies też tak zrobił.
- Wabi się Meteor. - fuknął. - Co ty tu robisz? Jak się tu dostałaś? - dodał nieco zły.
- Metor to takie fajne imię. - powiedziała. Ponownie po miziała pieska. - Bawię się z pieskiem, jak widzisz. Przemknęłam się cichaczem. Skoro masz jedzonko, to też chcę. - mruknęła.
  W dalszym ciągu bawiła się z pieskiem, sięgnęła po jego zabawkę i się wesoło bawiła. Wstała i uciekła do drugiego rogu pokoju. Met pobiegł do niej.
- Zostańmy przyjaciółmi Meteor. Co ty na to? - spytała. Piesek pomachał ogonkiem, po czym polizał dziewczynę po policzku. Przeszły ją przyjemne dreszcze i ciepło. Była radosna, nie chciała już stąd wychodzić. Mogłaby nawet tu zamieszkać. Tak to świetny pomysł. Hihi.
  Teraz trzeba tylko uknuć plan jak wziąć kilka swoich rzeczy tutaj, tak żeby nie zauważył, że dziewczyna się tu znajduje. Miałaby fajnego psiego towarzysza.
Położyła się w pewnym momencie na podłogę i głaskała psa, a ten lizał ją po twarzy. Śmiała się, gdy to robił. Dawał jej buzi. - Met już, wiem, że dawanie buzi jest przyjemne. - starała się, brzmieć w miarę poważnie jednakże wyszło nieco inaczej.
Zza kuchni ujrzała Kuro. Patrzył się, na co dziewczyna się zarumieniła. Piesek przestał i spojrzał na Pana. Dziewczyna się podniosła z podłogi do siadu i zakryła rogi. Zawstydziła się, co się zdarzało rzadko. Wstała i ruszyła pozwiedzać dom Kuro. Skoro już wystarczająco się zażenowała to może znajdzie jakieś sekrety. Pies znalazł się tuż przy niej.
  Zwiedziła łazienkę oraz zajrzała do każdej szuflady, szafki czy też gdzie tylko się dało. Ruszyła dalej, gdy nie znalazła, nic ciekawego. Jednakże stanęła jak wryta, gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Zamurowało ją, patrzyła na siebie, chciała już podejść i w nie uderzyć.
  Poczuła, szarpniecie za ramię, została obrócona i przytulona mocno. Nawet pogłaskana.
- Chodź zjeść już prawie gotowe. - powiedział. Miał taki delikatny głos, wzdrygnęła się, gdy wciąż czuła, iż odbija się w lustrze. Nie nawiedziła, swojego odbicia.
  Nim się zorientowała, została podniesiona i przeniesiona do kuchni.
- Nie lubię lustr. - mruknęła cicho. Puściła go, aby mógł zająć się jedzeniem. Potrzebowała się przytulić, więc objęła go wokół pasa i się wtuliła. Poczuła nawet jego dłoń na swoich dłoniach. Delikatnie się uśmiechnęła i mruczała cicho. Spojrzała w pewnym momencie na ziemię i zobaczyła pieska. Puściła jednak dłoń, aby go pogłaskać.
  Ponownie go puściła i odeszła kawałek, aby nie przeszkadzać. Choć gdy potrzebował rąk, do pomocy to była i mogła pomoc.
- Idź, umyj rączki i chodź jeść. - powiedział. Kiwnęła głowa i poszła. Stanęła przy umywalce, aby umyć rączki, ale wtedy podniosła głowę. Nieświadomie uderzyła w lustro. Zniszczyła je. Przybiegł piesek i spojrzał na nią. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno, po czym zaczęła, wyciągać z dłoni kawałki szkła, po czym wyrzuciła je do kosza. Opłukała rączki, przygryzła wargę, gdy zaczęło ja to szczypać. Wytarła rączki. Po czym ruszyła z zawieszona głowa do chłopca. Była zawstydzona i zażenowana tym, co zrobiła. To jednak był odruch. Nie pomyślała.
- Głupia. - powiedziała do siebie. Pies zaczął lizać jej rękę, gdy usiadła. Nie chciała, nic mu mówić.
  Jadła jedna ręką, spojrzała na psa i na rękę. Krew przestała lecieć więc pogłaskała pieska i dała mu mięsko. Po czym wzięła drugą rączkę także, aby jeść i nie wzbudzić, podejrzeć chłopaka.
  Choć, każdy ruch ją bolał. Starała się nie krzywić i jeść dalej.
  Zostało przerwane spożywanie posiłku. Gdy, ktoś ją szarpnął, spojrzała, po czym odwróciła głowę.
- Co ci się stało? - spytał.
- Nic. - mruknęła.
- Zero Two. - nacisnął na moje imię.
Przygryzła wargę, po czym była zmuszona do spojrzenia na mężczyznę.
- Uderzyłam pięścią w lustro. Przepraszam, głupia jestem. Nie pomyślałam. - powiedziała. Spuściła głowę. Usłyszała, westchniecie. Przez chwilę była sama. No piesek jedynie położył głowę na jej kolanach. Pogłaskała go drugą dłonią.
- Dobry z ciebie przyjaciel. - powiedziała i próbowała się uśmiechać. Zauważyła jak macha ogonem. Podniosła głowę i pisnęła jak mała dziewczynka. Chłopak polewał czymś jej dłoń, po czym posmarował i zabandażował.
- Przepraszam. - wymamrotała.
- Nic się nie stało. - powiedział. Po czym ponownie poczuła dotyk na głowie. Po mruczała, gdyż inaczej się nie dało. Gdy chłopak miał zamiar, odejść. Złapała go, a pies pobiegł. Mogła go do siebie przysunąć i przytulić.

Kuroś? ^^
---
758 PD + 5 P = 4 poziom
~Mimma

Od Zero Two (do Sfory) "Oczywiście, że musimy umrzeć" cz 2.

Dali jej jakieś nieudolnie zadanie. No proszę was. Po co się babrać w tych ściekach? Smród i bród tutaj jest. Jakaś totalna katorga. Westchnęła, gdyż tylko tyle na razie mogła. Ten gościu, co z nią był, choć tyle, że użył jakichś zdolności, która umożliwiała im chodzenie po jakiejś drodze, którą on tworzył. Mimo to szykuje się kąpiel dla niej i to jaka.
Ominęła elegancika, po czym kucnęła przed psem i wyjęła z kieszeni pożywny smakołyk. Podała mu na wysuniętej dłoni, ten powąchał i zjadł. Pogłaskała go po głowie i podeszła do chłopaka, leżał ranny i nieprzytomny. Westchnięcie opuściło jej ciało, kolejny raz tego dnia.
- Piesku zawołaj swoją rodzinę - powiedziała do niego. Ten pobiegł i po kilku minutach wrócił ze zgrają psów. Spojrzała na bogacza, a ten kiwnął głową. No przecież nie będzie się sprzeciwiał. Ruchem dłoni pokazała, żeby zwierzęta się zbliżyły. Spojrzała na mężczyznę, a ten położył dłoń na jej głowie. Lubiła to tak bardzo. Podniosła jeszcze podbródek chłopaka, po czym przyjrzała mu się dokładnie.
- Tymi, którzy to ci zrobili, zajmę się później - mruknęła. Po czym pstryknęła palcami.
Teleportowali się do rezydencji elegancika. Dzięki jego dłoni na jej  głowie nie poczuła, żadnych efektów ubocznych.
- Przynieś mi moje czyste ubrania, opatrunki i połóż w moim pokoju. Zajmę się, tą zgrają, a tych, jak będą czyści, nakarm. - Mężczyzna kiwnął jedynie. Poszedł zrobić to, o co poprosiła. Podniosła się i próbowała ostrożnie podnieść chłopaka, psy jej pomogły przy tym. Ruszyli do lecznicy, która była połączona z olbrzymią łazienką.
Chłopaka ułożyła na stole i zdjęła z niego ubrania, aby go opatrzyć, oraz umyć. Wpierw najpierw musiała zapalić świece, aby nieco mogły go nagrzać. Odwróciła się do zwierząt i klasnęła w dłonie.
- To, który idzie pierwszy? - spytała. Zgłosił się taki najmniejszy, poszła z nim do łazienki, aby ten mógł wejść. Włączyła letnią wodę i powoli zaczęła go myć. Namydliła psinkę, po czym wylała na nią wodę. Jej barwa była stanowczo jaśniejsza i lepiej widoczna. Ostrożnie wszystko zrobiła, aby suczki nic nie zabolało. W podzięce została opryskana wodą i polizana w policzek. Zaśmiała się, aby po chwili wyłączyć wodę i sięgnąć po ręcznik. Wytarła nieco psa i pokazała, gdzie ma biec.
- Zapraszam kolejnego pieska. - Przybiegł kolejny i potem kolejny...
Było ich sporo, jednak ostatni po umyciu musiał wrócić do lecznicy. Pokazała, gdzie ma usiąść i ruszyła poszukać maści i bandaża. Gdy znalazła, podeszła do chłopaka i spojrzała na niego. Wyglądał lepiej, elegancik się musiał zjawić i pomóc. Uśmiechnęła się i odetchnęła nieco. Obeszła go i kucnęła przy psie. Delikatnie podniosła jego łapę i ją obejrzała, posmarowała specjalną maścią ranę i obandażowała ją.
- Teraz tylko ostrożnie, będzie odrobinę swędzieć. Jeśli będziesz chciał się podrapać, podejdź do mnie - powiedziała. Ponownie dała mu przysmak, trochę taki na wzmocnienie oraz przeciwbólowy. Elegancik ma swoje plusy i minusy. Jak to każdy człowiek, bądź też większa jego część.
Pies także jej podziękował poprzez polizanie, uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie. Gdy ten poszedł, teraz mogła zająć się w pełni chłopakiem. Ostrożnie go umyła z pierwszej warstwy brudu, potem kolejnej i kolejnej. W końcu wyglądał jak człowiek. Obejrzała go, aby nic jej nie uciekło. Powąchała go, gdyż jej nos był czulszy i mogła więcej nim dojrzeć i poczuć. Pachniał. Założyła mu bandaże. Elegancik wpadł i po raz kolejny kiwnął głową. Wziął go ostrożnie, a Zero Two mogła w końcu wziąć prysznic. Weszła do łazienki, zrzuciła z siebie wszystkie ubrania i weszła do wanny. Namydliła dokładnie ciało i spłukała. Musiała zrobić to kilka razy, aby poczuła przyjemny zapach, tak samo musiała zrobić z włosami. Lubiła ich miękki dotyk, dlatego musiała o nie nieco bardziej zadbać.

~*~

Z łazienki wyszła dopiero po jakichś dwóch pełnych godzinach. Gotowa i pachnąca, aż po otwarciu drzwi wyleciała para. Zachichotała jedynie i ruszyła do kuchni coś przekąsić. Miała ochotę zjeść coś dobrego. Elegancik, jakby czytał jej w myślach i przygotował duży obiad. Usiadł razem z nią i zaczęli jeść. Spojrzała na psy, które leżały w legowiskach. Nawet o nich pomyślał. Co za dobry człowiek.
- Niebawem się zjawią po informacje. Musisz z niego wszystko wyciągnąć - rzekł i jadł dalej. Kiwnęła głową i zastanawiała się nad czymś. Jadła, aby jej apetyt nieco został zaspokojony. Zwierzaki sobie spały. Wzięła dodatkowy talerz i nałożyła tam nieco jedzenia oraz w kubek jak dla dziecka picia. Wszystko położyła na tacy i ruszyła na górę. Jeden z psiaków szczeknął. Spojrzała na niego i się uśmiechnęła. Ten ruszył i poszedł z nią. Musieli iść na górę po schodach, aby następnie przejść korytarzem i wejść do pokoju. Na stole położyła tacę i spojrzała na chłopaka. Zmieniła mu opatrunki i usiadła sobie na fotelu, a nogi położyła na łóżku. 
Pies pilnował, miał ją w razie czego obudzić. Tak też się stało. Polizał jej dłoń i szczeknął. Dziewczyna przetarła oczy i pogłaskała psa. Podeszła do chłopaka. Był wystraszony i warczał. Gdy spojrzał na swojego przyjaciela, było widać łzy. Czy on płacze?
- Już, już, spokojnie. Opatrzyłam cię i umyłam. Zabrałam twoją rodzinę, umyłam i opatrzyłam nogi. - powiedziała. Psina położyła się na dywanie i zasnęła. Chłopak nieco się uspokoił. Dziewczyna wstała z łóżka, ale on natychmiast się wystraszył. Uśmiechnęła się i pogłaskała go po głowie. Sięgnęła po tacę z jedzeniem, po czym położyła na łóżku. On nie był pewny. Więc dziewczyna sięgnęła i zaczęła jeść. On najwyraźniej zaczął papugować. Dziwnie się spojrzał na kubek. Wzięła go do dłoni i zbliżyła go do ust chłopaka. - Napij się powoli, podnieś kubek - powiedziała. Chłopak niepewnie wykonał polecenie. Uśmiechnęła się jedynie.
Ponownie go pogłaskała. Sięgnęła po zeszyt i zaczęła wszystko w nim zapisywać. Zwykle tak robiła. Takie zapiski są dobre. Przynajmniej będzie wiedzieć, nad czym musi z nim popracować. Wyciągnąć informacje, to wiadome. Wpierw jednak musi nauczyć się mówić i czytać, a co za tym idzie, pisać. Dokładnie tak, przed nią jest nie lada wyzwanie. Warto je podjąć. Szykuje się niezła zabawa. Tak, jeszcze będzie się wkurzać na dodatek. Przygryzła wargę i spojrzała na chłopaka. Ten jednak opuścił głowę. Uniosła delikatnie brwi i spojrzała na niego, po czym na tacę. Była pusta. Zamknęła zeszyt, po czym wstała i wzięła tacę do rąk. Spojrzał na nią, a ona ruchem głowy pokazała ubrania. Ubrał się i ruchem jej dłoni za nią poszedł. Nie musiała na niego patrzeć, żeby wiedzieć, co robi. Patrzy na całe pomieszczenia, wącha, dotyka i zapewne gdyby nie ona, już by wylądował na ścianie. Wywróciła oczami i zeszła powoli po schodach, patrzyła na niego. Mimo to musiała bardzo uważać, aby się nie wywalić. Dokładniej to byłby zły przykład. Weszła do kuchni i położyła naczynia, po czym pokazała mu stół pełen jedzenia.
- Tylko powoli jedz. - powiedziała. Miała spytać o imię, ale zawsze może później spytać. Mogła nadać psom imiona, chyba że miały już. Dać obroże, że nie są bezpańskie. Przynajmniej będą bezpieczne.
Przez myśli zraniła się w palec szkłem ze szklanki. Westchnęła i wyrzuciła szkło do śmieci. Następnie opłukała palec wodą i przysunęła do warg. Wypiła ją, aż przestała lecieć. Odsunęła, sięgnęła po płyn odkażający, a następnie wzięła plasterek i przykleiła na ranę.

~*~

Elegancik pracował.
- Jak mam do ciebie mówić? - spytała.
- Sfora - mruknął jak pies. Kiwnęła głową.
- Zero Two. Teraz pokażesz mi osoby, które cię tak potraktowały - powiedziała. Chłopak nie był do końca przekonany. Mimo to ostatecznie włożył buty i poszli. Prowadził ją niezbyt przekonany i chętny. Objęła go ramieniem, przez co wzdrygnął się. Zero Two jedynie go pogłaskała po głowie. Gdy się zatrzymał, pokazał jej grupkę mężczyzn. Zaśmiała się z pogardą.
- Zostań tutaj. Wołaj, gdyby coś się stało - mruknęła i polizała go po policzku. Zarumienił się lekko. Zachichotała i ruszyła pewnie.
- E, patałachy! - krzyknęła. Wszyscy się na nią spojrzeli i tak, widziała ich uśmiechy.
- Co taka suczka tutaj robi?
- Przyszłaś się zabawić?
- Może zbłądziła.
- Patrzcie, przyniosła nam tego szczyla. - Każdy po kolei się wypowiedział. Kątem oka zobaczyła jak Sfora zaczyna się trząść. Uśmiechnęła się do niego.
Chciał ją ostrzec, ale złapała jednego za szyję. Spojrzała na niego z tą iskrą, przerażenie w oczach swoich ofiar to rozkosz dla niej. Widok jak ze snu. Uśmiechnęła się, wysuwając kły. Właśnie wtedy wbiła kły w szyję tego, co wyrwał się pierwszy do walki. Upiła nieco i naznaczyła.
- Teraz jesteś moją lalką, skurwysynu - warknęła. Jej głos był chłodny i ostry jak brzytwa. Facet jedynie jęknął coś. Puściła jego szyję, po czym oblizała wargi. Tym samym reszta się rzuciła. Drugą dłonią uruchomiła linki.
Taka kukiełka. Choć czuje i żyje to jest pod jej kontrolą ruchy, moc i walka. Bez szans. Choć poruszyła palcami, a on zaatakował towarzyszy. Walczyli zaciekle, ale przykro, oderwali to, dźgnięcie, czy też coś zostało ucięte. Jej kukiełka była nie do zdarcia.
Padli dopiero, gdy się znudziła nimi bawić.
- Przeżyjesz, przekaż innym, że mają zniknąć albo zjawię się tu i ich wytłukę oraz ich rodziny - warknęła. Puściłam linki i ruchem ręki mógł uciec. Tak zrobił, krzyczał jak dziewczynka. Zaśmiała się i odwróciła do chłopaka. Może to nieco za brutalne dla niego. Bał się, westchnęła.
Wzruszyła ramionami i ruszyła z powrotem do domu. Musiała nieco odpocząć. Zerkała kątem oka na bok, Sfora szedł tuż obok jej. Nic nie mówił, tylko szedł.
Po jakichś piętnastu, może dwudziestu minutach, weszli do domu. Sfora ruszył do swojej psiej rodziny. Machnęła ręką i ruszyła na górę. Musiała wziąć ponownie prysznic, przebrać się i położyć na łóżku. Jednak wszystko po kolei.
Wzięła ubrania z pokoju, dokładniej tunikę i bieliznę. Po czym pogłaskała psa i ruszyła do łazienki. Tym razem wybrała łazienkę, tak chciała się położyć i wymoczyć. Wygoda czyni cuda.
Gdy prawie zasnęła w wannie, musiała zdecydowanie wychodzić. Opłukała się i wyszła z niej. Sięgnęła po ręcznik i zaczęła się wycierać. Po wytarciu sięgnęła po ubrania i zaczęła ubierać. Przetarła oczy i wyszła z łazienki, ziewając. Pies tym razem leżał na łóżku. Uśmiechnęła się i także weszła na łóżku, po czym wsunęła pod nakrycie, ułożyła wygodnie. Ziewnęła ponownie i zamknęła oczy, aby przekręcić się, do psa przodem i go pogłaskać. Przysunęła do siebie i przytuliła lekko do siebie. Udała się do krainy snu, potrzebowała tego teraz.
Obudziła się jednak po pięciu... minutach, bo pies szczekał. Podniosła się leniwie i spojrzała w stronę drzwi. Stał tam elegancik. Uśmiechnął się i zamknął drzwi. Zero Two spojrzała na szafkę i zobaczyła deser. Uśmiechnęła się, aby następnie je zjeść i przeczytać liścik. Zmarszczyła brwi, ale odłożyła je do szuflady. Ponownie się położyła, pogłaskała psisko po głowie, aby następnie ułożyć wygodnie na łóżku i ponownie oddała się w objęcia słodkiego przyjemnego snu.

Sfora?

----
+1047 PD + 5 P
~Maggie

Od Zero Two "Rozterki Zero Two i może małe opowieści z jej snów" cz. 3

  Zero Two słodko spała. Gdy dosłownie znikąd dziewczyna spadła z hamaku z nie małym zaskoczeniem. Słyszała dudnienie. Nie, nie, to były raczej bębny. Jej twarz mówiła więcej niż tysiąc słów. Było zmieszanie, zdumienie, zaskoczenie, zaciekawienie i wkurw. Znudzić ją to, co już szykuje, wpierdol i to gruby. Wstała, po czym otrzepała z siebie niewidzialne pyłki brudu. Miała zamiar zignorować przeszkodę i ponownie się położyć, jednak tym razem bębny dochodziły z jej łazienki. Rzuciła koc na hamak i ruszyła, sprawdzić co się do cholery najlepszego tutaj wyprawia. Gdy różowo włosa ruszyła do łazienki, nadal słyszała bębny. Jakby na nich stała. Zrzuciła z siebie ubrania, aby następnie wejść i wziąć prysznic. Potrzebowałam tego bardzo akurat teraz. Choć tak naprawdę, z chęcią by się ponownie rzuciła na wygodne miejsce snu i zanurzyła w krainie snu.
Woda leciała po jej ciała, ale po zetknięciu z jej ciała, poczuła jakby była bębnem. Może jeszcze śni? Może to tylko jej wyobraźnia? Może jednak ktoś jej coś dosypał. Przecież kto? Była sama i jest. No to, co się tu dzieje. Była już tym znużona oraz coraz bardziej zaciekawiona. Jej ciekawość wzrastała, z każdym przechodzącym przez jej ciało dudnieniem bębna. To było coś naprawdę dziwne, ale też niesamowite. Mogła poczuć coś innego. Przestać myśleć i po prostu ruszyć i zacząć działać.
Po wyjściu i wytarciu się mogła iść po świeże ubrania. Choć jej kroki odbijały to inny dźwięk. Czyżby to jednak była prawda? Co się dzieje?
  Miała wiele pytań, jednak pozostaną bez odpowiedzi. Kto jej na nie odpowie? Chyba że sama znajdzie odpowiedź na nie. Inaczej to raczej się nie stanie. Ubrana wyszła z domu i zaczęła kierować się tam, gdzie słyszała coraz głośniejsze bębny. Grały doniosłej, to nawet nie było jakoś przeszkadzające. Bardziej przyjemne dla ciała, duszy, ucha i całej reszty. Czuła, iż żyła, pragnęła to poczuć jeszcze głębiej. Wewnątrz ciała, w każdym zakamarku. W kościach, mięśniach, żyłach albo i jeszcze bardziej. Cała, cząstka siebie. Nawet, aby jej krew, każda kropla to czuła.
  To był jak narkotyk, lepsze od sexu, od innych, lepsze od śmierci czy życia. To miało w sobie coś takiego nie do opisania. Unosiło ja to, dodawało skrzydeł. Unosiło ponad chmury, ponad przestrzeń. Ponadto, czego nie mogła, dostrzec gołym okiem. Dotknąć swoimi paluszkami. Posmakować tego wyjątkowego smaku. Poczuć tych niewidywanych zjawisk. Zaciągnąć się zapachem i nie udusić.
Teraz to dosłownie Zero Two czuła już odlatuje. Jednak mimo to w pozytywnym znaczeniu. Podobało jej się to tak bardzo. Pociągało, a nawet pragnęła jeszcze i jeszcze.
  Zero Two zaczęła niekontrolowanie, mruczeć oraz jęczeć. Nawet nie tylko, to... Było tego stanowczo więcej. Przenikało ja to i otulało, jakby wolało. Chciało, aby przyszła poczuła i odleciała. Tak daleko hen daleko. Czuła tak wiele i to naraz. Jednak to wciąż mało, ona chce głębiej się zanurzyć, chce, aby zabrakło jej tchu. Chciała czuć więcej i mniej. Czuć chłód i ciepło. Tyle tak wiele.
  Zapomniała, iż świat istnieje, że oddycha, że cokolwiek się liczy. Słyszała coraz głośniejsze bębny. Jakby układały się w jakąś dziwną wiadomość. Nie czuła nic, było wolna. Jej ciało, a bardziej skorupa żyła własnym życiem, a dusza swoim. Dotknęła ją, złączyła, swoje dłonie z nią przyłożyły rogi do jej. Uśmiechnęły się w tym samym czasie. Po czym ich wargi się połączyły. Dłoń wsunęła się we włosy tej drugiej. Jakby były swoim odbiciem. Gdy ponownie na nią spojrzała. Obie leżały na podłodze w jakimś dziwnym pokoju na miękkiej fioletowej poduszce, która z wyglądu przypominała dywan.

  Zero Two leżała jakby we śnie. Miała na sobie białą sukienkę. Na nogach miała białe wstążki. Tym samym jej ograniczająca opaska ponownie zniknęła. Widać, że lubi znikać. Przy dłoni znajdował się złoty motyl. Jakby to on wszystko stworzył. Tę iluzję? Wspomnienie? Może to było zupełnie coś innego. Któż to wie.
Uśmiechała się, jakby miała jakiś niezwykle przyjemny sen. Wyglądała tak cudownie. Słodka, niewinna i wolna. Po drugiej stronie był diabeł. Czerwona skóra dłuższe rogi. Miała jednak ten sam kolor włosów co Zero Two. Jej ubranie było inne. Takie ciemne jakby miała na sobie jakąś zużytą szmatę. Czyżby była tylko obiektem badań i kpin? Przytulała do siebie książkę, wydawała się tak znajoma, jakby to była jedna pamiątka i jej największy skarb zarazem. Druga dłoń miała tuż przy motylu. Także śniła, ale nie widać było uśmiechu. Wyglądała tak niewinnie, beztrosko, ale było też widać cierpienie, przez jakie musiała się przejść. Jakby dusiła je w sobie tak głęboko od środka, jakby ja to niszczyło.
  Paliła się jedna świeczka, jakby płomień mówił, kiedy się przebudza. Czyżby to było wspomnienie? Może to jest młoda Zero Two i starsza. Możliwe, nawet bardzo możliwe.
Walały się też cukierki, które tak lubiła i wciąż lubi. Nad ich głowami znajdowały się ptaki. One latały, wokoło. Czy to coś oznacza? Pluszowy królik siedział przy ścianie, opierał się o niego tuż przy potworze. Choć czemu potwór? Przecież to tylko drobna istotka, taka delikatna i przepełniona bólem. Gdyż świat zechciał mieć nad nią władze. Móc nią rządzić i władać. To nie jest wolność! Ona powinna pozostać wolna. Tak. To jej przeznaczenie. Wolność, żeby mogła poczuć ją, aby się uśmiechała i nigdy więcej, żeby nie musiała być od nikogo zależna. Chyba że tego zapragnie. Poczuje potrzebę, aby nie być już sama, aby się z kimś połączyć. Poczuć wsparcie i coś na kształt miłości. Szczęścia, radości i nie przechodzić już więcej sama przez piekło.
  Pytanie brzmi. Czy ktoś jak ją pozna? Ta prawdziwa Zero Two, to zechce ja już na zawsze. Może ucieknie i wyda. Będzie musiała uciekać, ukrywać się, walczyć i – co gorsza – zabijać. Robić to, przed czym tak pragnie uciekać, chować się i unikać. Czy jest to możliwe?
Kolejne pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Może kiedyś ktoś udzieli jej na to odpowiedzi, może poczuje się lepiej. Gdy zapomni o wcześniejszym życiu i ponownie narodzi się na nowo, tym razem jako prawdziwa ona, a nie Podgatunek.
  Motyl pozostał na swoim miejscu, choć wyglądał tak, jakby chciał wzlecieć. On jednak tylko zostawiał po sobie iskierki. Błyszczały jak gwiazdy. Tak pięknie i hipnotyzujące. Można było poczuć to ciepło, roznosiło się to tak... To może właśnie to, może te małe gwiazdki były narkotykiem. Tym kawałkiem nieba, gdzie mogły żyć i nie przejmować, się niczym szczególnym. Ich raj, bloga przyjemność.
  Ciekawe, o czym tak myślą. Co im się śni. Czemu się uśmiechają? Ponownie to uderzenie. Coś się stało, świeczka nagle zgasła. Pojawił się podmuch wiatru, a może coś zupełnie innego. Czyżby bębny, zapewne to one. Dogoniły je. Może muszą już się budzić, a może to zupełnie coś innego. Któż to wie.
  Zero Two otworzyła oczy, aby powoli się unieść. Przetarła oczy, po czym spojrzała na twarzyczkę małego potworka. Dziewczynka także tarła oczka. Nieco mocniej przytuliła książeczkę. Różowo włosa patrzyła na nią pustym spojrzeniem, po czym złączyła rożki z poprzednim wcieleniem.
Poczuła nagła fale ciepła, fale bólu oraz jeszcze czegoś. Przeszły ją dreszcze.
Wiedziała, iż ten stan nie potrwa, długo. Miała zamiar wstać, ale maleńka się do niej przytuliła. Szepnęła coś, ale nie zrozumiała co. Także ją objęła i wtuliła się w nią. Głaskała ją po głowie i mocniej do siebie ją przytuliła. Miło, czuć czyjąś obecność. Wtedy zdała sobie sprawę, iż cały czas była sama. Męczyła się z tym, tak bardzo potrzebowała kogoś blisko.
  Chciała ją pogłaskać, powiedzieć jej wszystko, ale ona zmieniła się w pył. Zniknęła.
  Zero Two poczuła, jak spadała w otchłań nie miała, za co się złapać, próbowała, starała się, nie spaść. To nie wyszło.
***
  Zerwała się jak poparzona i ponownie spadła na tyłek. Szybko wstała i zobaczyła, gdzie jest. Była przebrana, ale nie wiedziała, jak się tu znalazła. Usiadła na hamaku i wtedy dostrzegła tę książkę. Zdziwiła się, ale przytuliła książeczkę do klatki piersiowej. Poczuła to ciepło, to nieziemsko ciepło. Uniosła delikatnie kąciki ust do góry. Ułożyła się wygodnie, po czym przytuliła książeczkę do siebie jeszcze mocniej, nie chciała, aby jedyna pamiątka i jej skarb zniknął. Zamknęła oczka z uśmiechem na twarzy. Czuła obecność tej małej dziewczynki, z czego się bardzo cieszyła, choć tego nie było widać.

Ciąg dalszy nastąpi niebawem.
---
788 PD
~Mimma

niedziela, 26 sierpnia 2018

Od Zero Two "Rozterki Zero Two i może małe opowieści z jej snów" cz.2

  Zero Two dalej siedziała na tej ziemi. Nie czuła nic. Jakby wszystko z niej wyleciało. Cała jej dusza i została tylko skorupa. Tą skorupą jest jej piękne ciało. Nawet nie mogła poczuć uderzenia. Uderzenia, tego uderzenia. Ono całkowicie oderwało ja od wszystkiego, co żywe bądź martwe. Stała jakby na linie pomiędzy tym a tamtym. Słyszała wołanie. Swoje imię jakby ktoś ją nawoływał. Ona jednak nie zareagowała. Zero Two usłyszała coś, czego nigdy więcej nie chciała słyszeć. - Potwór, diabeł.
  Uderzyło w nią to dość brutalnie.
  Choć gdy wstała, zachowywała się, jakby nie była w pełni sobą. Kierowała się w nieznanym kierunku. Szła do domu, może jej ciało potrzebowało nowego ubrania, świeżego? Przed oczami miała mgle, nie wiedziała, co robi. Po wejściu do łazienki stanęła przed lustrem. Po podniesieniu swej drobnej główki ujrzała ciało potwora. Demona, którym zresztą jest i zawsze była i będzie. Po raz kolejny w nią to uderzyło tym razem z podwójną siłą. Jej blokującą opaska zniknęła nawet nie wiadomo kiedy.
  Dziewczyna przebrana dalej stała przed lustrem. Patrzyła pustym spojrzeniem na swoje odbicie. Widziała, jak się zmienia. Te śliczne oczka, teraz były całe czarne ze złota ramką. Te małe rożki były dłuższe i nieco przerażające. Skóra przybrała, odcień mocnej czerwieni jak na diabła i potwora przystało. Te słodkie ząbki, które były takie malutkie teraz były o wiele ostrzejsze i straszniejsze. Wokół swojej pustej powłoki widziała czerwono czarną poświatę. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia z domu. Stanęła nieco dalej od miejsca, w którym mieszkała. Zauważyła wnet, ich. Ci lekarze, kierowali się w jej stronę. Poczuła, szarpniecie za rękę. Gdy podniosła głowę i spojrzała któż to. Ujrzała jego. 
- Darling! - krzyknęła. Ten jedynie się uśmiechnął. Tuż po chwili wpadła w jego ramiona. Jego ramiona tam mocno ją otulały, chciała go odepchnąć. Uderzyć, ugryźć, zabić, pocałować. Nic, nie zrobiła. Stała jak słup soli i patrzyła gdzieś w dal.
  Ujrzała wnet swoich przyjaciół, a nawet rodzinę. Tych, o których nie chciała pamiętać. Nie chciała. Nie powinna, pamiętać. Gdy próbowała wydusić słowo, poczuła coś na karku. Szarpnięcia, jakieś słowa. Popchnięcia, szarpnięcia oraz coś niemiłosiernie zimnego. Szybko spojrzała na swoje ciało. Zobaczyła, że jej ręką jest rozcięta. Masę bandaży oraz jakichś kabli..
  Czemu to tak szybko skacze? Wszystko, co złe tak przelatuje. Ponownie czuje, każdy dotyk wszystko. Nie wytrzymała i ugryzła doktora. Poczuła, szarpniecie. Odtrąciła te dłonie i zaczęła mocniej i nieco brutalniej napierać na innych. Nim się obejrzałam, zabiła ich wszystkich, wytłukła. Uniosłam delikatnie głowę, gdy ponownie usłyszała swoje imię. Jej kochany Darling, ją uderzył. Pokazała swoje kiełki. Rzuciła się na niego. Biła go, okładała tak mocno, bez kontroli. Bronił się, potem dał za wygraną.
Tak bardzo się myliła. Jej ciało uderzyło o coś twardego. Poczuła przeżywający ból, jednak się tym zbyt nie przejęła. Poczuła przypływ energii, złości i ogarniającego poczucia, iż to jest koniec.
Zebrała wszystkie siły i ruszyła do walki. Na śmierć i życie, choć bardziej to przypominało bijatykę dwóch małych kotków.
  Zero Two wylądowała na dnie wody, nawet nie wiedziała jak. Nie chciała, nawet nie próbowała się, wydostać. Miała nieco powietrza, jednak mimo to chciała już się obudzić z tego koszmaru. Kolejny tego samego dnia, a może już kolejnego. Poczucie czasu też zgubiła. Całkowicie siebie też zgubiła. Potrzebowała porządnego rąbnięcia, aby mogła wrócić do rzeczywistości. Może poprzez utoniecie, to coś jej da. Nie dawała rady.
Zamknęła oczy i spróbowała wyciszyć się, tak mocno, jak tylko mogła.
  Nagle dziewczyna, obudziła się na brzegu. Była zaskoczona tym, jak się tu znalazła. Przeszła nie mały szok, gdyż właśnie wschodziło słońce. To było dziwne, bo to chyba właśnie kolejny dzień się zaczynał. Ona nawet nie zauważyła, kiedy się poprzedni skończył, a kolejny zaczął. Przez natłok wrażeń, emocji i przebycia świadomości tego, co właśnie się wydarzyło, bądź też właśnie działo.
  Różowo włosa krztusiła, jak nie dławiła, się woda, która zapychała jej płuca. Próbowała jakoś ja z siebie wyrzucić. Gdy wystarczająco z niej wyleciało. Zero Two mogła, a przynajmniej starała się złapać oddech. Próbowała, choć trochę nabrać powietrza do płuc. Odetchnąć tym tlenem, dzięki któremu wciąż żyje. Ponownie jej ciało wyglądało jak u człowieka, a ograniczająca opaska była na swoim miejscu. Teraz to totalnie dziewczyna się zgubiła. Nie wiedziała, a może nie była do końca świadoma tego, co się właśnie wydarzyło.. Powoli nabierała powietrza w płuca i wydychała, aby nabrać kolejny oddech.
  Gdy w miarę ustabilizowała oddech, spojrzała przed siebie, delikatnie się uśmiechając. Musiała uspokoić łomot serca, który słyszała. Jakby zaraz miało z niej wyskoczyć. Nie odczuwała, bólu. Czuła się świeżo i miała czysty umysł.
Wiedziała, jednak co się wydarzyło. Choć mimo Zero Two próbowała jakoś dać sobie z tym radę. Z tymi wewnętrznymi demonami.
  Zero Two wstała, lekko się kołysząc na boki. Ruszyła wolno do domu, poczuła na ciele pierwsze krople deszczu. Po wejściu do domu zamknęła drzwi i poszła zrobić sobie coś do jedzenia, bo usłyszała swój burczący brzuch, który domagał się pokarmu. Nie była pewna, na co ma dokładnie ochotę. Dlatego też zdała się na brzuszek. Tak właśnie to brzmi tak głupio. Zdać się na żołądek, co chce się zejść. No bardzo ciekawe, co mój brzuszek chce w sobie mieć.
  Zaśmiała się dziewczyna na takie myśli. Mimo to zjadła posiłek pełen zdrowych, jak i tych niezdrowych składników. Widać, iż potrzebowała tego. Nie spieszyła się, jadła powoli, a w oddali słyszała grzmoty i deszcz, który walił w bęben. Czyżby szykowali się na posiłek, a może jakieś ich gody czy coś podobnego. Cisza w tamtym momencie była zagłuszona przez potężna burze. Choć tyle, mogła jeść i posłuchać uderzeń w bęben czy też zagłębić się w otchłań swoich emocji związanych z tą pogodą.
  Po zjedzeniu zrobiła sobie picie. Po czym ruszyła do salonu. Usiadła sobie na hamaku, a tuż obok na stoliczku położyła kubek. Przykryła się nieco kocem i patrzyła, jak pada deszcz. Ciekawiło ją to tak bardzo. Sięgnęła po herbatkę i napiła się trochę jej. Gdy odstawiła kubek, na stolik ponownie się położyła. Przekręciła się na bok i dalej patrzyła na te deszczową pogodę. Przez nią poczuła się nieco senna. W następnej chwili jej oczka się zamknęły, a Zero Two zapadła w sen.

Ciąg dalszy nastąpi niebawem
---
602 PD
~Mimma

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie" cz. 10

- Pewnie czemu nie. Teraz się uważnie przyglądaj. Od jutra zaczynamy twoje nauki. - powiedziała do dziewczyny. Zero Two spojrzała na płotki, po czym poruszyła dłonią. Pojawiły się w niej ledwo zauważalne czerwone linki. Szarpnęła je, aby użyć kilku osób przeciwko sobie i tej czarnowłosej. Uśmiechała się do niej.
  Patrzyła, jak wzajemnie ze sobą walczą. Zero Two prychnęła jedynie i patrzyła na nich z uśmiechem. Bawiło, ja to nieco, ale cóż każdy ma swoje poczucie humoru.
  Poruszyła dłonią, po czym dodała druga dłoń. Z boku wyglądało, to tak trochę jakby grała w powietrzu. Pociągnęła za linki, po czym przerwała je paznokciami. Ofiary padły martwe, po czym rozsypały się na popiół. Zatrzymała szybko czas, aby podejść do niej i wepchnąć rękę w brzuch dziewczyny. Gdy ruszył czas, ciało opadło martwe. W dłoni Zero Two było serce. Polizała je i zgniotła je w dłoni. Weszła do środka, po czym wciągnęła tam ciało. Oblała miejsce benzyna, po czym wyszła i rzuciła tam płonącą zapałkę. Wytarła dłonie o szmatkę i ta także wróciła do ognia.
Widziała strach na twarzy dziewczyny. Uśmiechnęła się, a gdy znała się tuż obok wbiła kiełki w szyję Carisy. Zaczęła powoli sączyć jej krew.

Carisa? Lizu Lizu
116 PD
~Mimma

sobota, 25 sierpnia 2018

Od Zero Two "Rozterki Zero Two i może małe opowieści z jej snów"

  Zero Two po raz kolejny, kolejnego z kolei dnia, obudziła się w środku nocy. Z jej oczek lala się jakaś lekko słona ciecz, dopiero jak Zero Two przetarła je dłonią i dotknęła policzków językiem, okazało się, iż to łzy. Zaświeciła lampki, które ozdabiały jej pokój. Ponownie ten sam sen jak nie koszmar. Przeszłość, wciąż wraca i co dzień mocniej w nią uderza. Chciałaby uciec, ale Zero Two nie może. Dokąd? Przecież nie ma gdzie. Z kim? Przecież nie ma z kim.
  Wytarła dłońmi łzy, które dalej spływały po jej twarzy, po chwili wzięła chusteczkę, aby może ona je jakoś zatrzymały. To jednak nie pomogło.
  Zero Two odrzuciła kołdrę i położyła stopy na podłodze, aby następnie wstać. W domu są zaledwie dwa lustra, gdyż więcej by zapewne doszczętnie zniszczyła. Może nie wygląda, ale dobrze jej się powodzi. Ma dwa domy, mieszkanie nieco mniejsze i dom nieco większy.
  Zero Two wzięła wolny i długi prysznic, a tuż po tym założyła jeden ze stroi kąpielowych. Nie widziała, już zbytniego sensu w niczym. Zbyt bardzo ją przygniotło brzmienie jej wcześniejszego życia.
  Wyszła z domu i powędrowała na pobliskie nietypowe kamienie. Miała idealny widok na wszystko wokół niej. Jej długie włosy, były teraz związane w kucyk. Wiatr otulał ją, a jej różowe włosy szalały i bujały się w swoim własnym rytmie. Może nawet się bawiły z wiatrem. Zero Two podniosła głowę nieznacznie, aby móc spojrzeć na piękne niebo. Właśnie teraz z pełnego gwiazd nieba, spadały gwiazdy. Jedna po drugiej. Zero Two z lekkim uśmiechem na nie patrzyła. Mogła pomyśleć życzenia, które może by się spełniły niebawem, bądź też zastanawiać się nad tym, czemu spadają.
  Zero Two mogła tak siedzieć i wieczność, nie czuła chłodu, gdyż zapomniała całkowicie o tym. Były tylko widoczne gwiazdy i, te, które zaczęły spadać, a może i spływać.
  Zero Two wpadła w jakiś taki melancholijny nastrój, a jej myśli zaczęły krążyć wokół tego zjawiska.
  Może niebo to taka sztaluga, ktoś na niej rysuje co rusz coś nowego. Kiedyś brzydkie ciemne i łakome chmury, które wylewają swe żale na innych, a może płaczą. Może także mają dni, gdzie sobie nie radzą i muszą wyrzucić to z siebie. Przecież są też burze. Co one mogą znaczyć? Jest jakaś głupia definicja ich, ale przecież każdy myśli zupełnie co innego. Chmury, deszcz, błyskawice, słońce to wszystko jest czymś więcej niż tylko zjawiskiem. To niesie za sobą swoją tajemnicza historie oraz coś jeszcze. Coś, czego może nie rozumiemy, coś, co nas otacza, ale jednak jest na tyle niezrozumiałe, że nie wiedzą, iż jest to ważne.
  Zero Two śledziła uważnie wszystkie gwiazdy, które widziała oraz te, które spadały. Jakby chciały pokazać, iż są ostatni raz i już nie powrócą.
  Siedziała tam dłuższy czas, rozmyślając nad tym wszystkim. Było tego tak wiele, iż siedziała do rana. Jednakże, gdy pokazało się słoneczko, spojrzała na ziemię i zobaczyła wodę tuż obok. Więc, zamiast zejść z kamieni. Wstała i skoczyła do głębokiej wody. Lubi się tak zanurzyć i poczuć ciepły aromat morskiej bryzy. Wynurzyła się, aby napełnić płuca świeżym powietrzem. Potrzebowała go, aby na nowo się zanurzyć i po badać głębiny. Zero Two potrzebowała odskoczni od codzienności. Będąc tutaj, czuła się wolna.
  Nagle się wynurzyła i wyszła z wody. Ponownie poczuła to dziwne uczucie. W czuła ucisk w klatce piersiowej. Czuła się tak, koszmarnie. Myślała, że jednak to pomoże. Zero Two, uderzyła pięścią w ziemię, po czym kolejne łzy zaczęły spływać po jej twarzy. Choć tyle, że była sama ze swoimi myślami. Potrzebowała ciszy, spokoju oraz zajęcia, aby nieco popracować nad sobą.

Ciąg dalszy nastąpi niebawem.
---
349 PD = 2 poziom
~Mimma

piątek, 24 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie" cz.8

- Musimy załatwić tych, którzy chcą cię obalić. Musisz pokazać ta groźną stronę słodki lizaczku. - mruknęła Zero Two. - Gdy będziesz gotowa, przyjdź na dwór. - dodała, wychodząc z mieszkania. Wyciągnęła owocowego lizaczka i rozpakowała go, aby następnie umieścić między wargami i powoli wsunęła nieco głębiej. Czuła ten pyszny i słodki smak.
  Smak ludzi jest taki różny. Mają rozmaite smaki. To słodki, słony, kwaśny, gorzki, kwiecisty bądź też jakiś inny dziwny. Jednak mimo to ich smak jest taki dobry. Inny, ale dobry.
  Zero Two wyjęła lizaczka z ust i go lizała, czekając na przywódczynie. Choć miała dziwna potrzebne iście i wyciągnięcia jej za włosy. No, cóż, ale jeśli nie chce. No to nie, będzie się prosić. Wsunęła z powrotem lizaczka do ust, aby zacząć iść. Przecież teraz może być w o wiele ciekawszy miejscu.
- Zero Two poczekaj. - została zawołana. Dziewczyna się odwróciła na pięcie i spojrzała na nią. Pobiegła nieco troszkę zmachana, ale gdy pozbierała, swój oddech mogły ruszyć.
- Nie chce, stracić mojej pozycji. Nie chcę, też robić nikomu krzywdy. - powiedziała słodko. Miała taki trochę przesłodzony ten głos, ale i tak uroczy. Czyżby starała się być stanowcza?
- Będziesz musiała nieco po grozić oraz może troszkę kogoś skrzywdzić. Mają cię szanować i się bać. - dodała Zero Two. Patrzyła przed siebie. Kierowała się do pobliskiego opuszczonego budynku, w którym to mieli swoją bazę.
  Ciekawiło Zero Two co zrobi Carisa. Raczej nie była, groźna ani straszna. Raczej taka słodka i smaczna. Różowowlosa zatrzymała się nieopodal, chciała zobaczyć przywódczynie w akcji. Skoro ona jest tu władczynią to sobie Zero Two z boku popatrzy i w razie czego pomoże. Przecież to jej bitwa, a może i wolna o władzę. Choć w sumie mogła ich wszystkich wybić i Carisa słodycz, nie musiałaby walczyć.
  Jednakże rozrywka dobrze zrobi.

Carisa? Lizu Lizu
---
179 PD
~Mimma

sobota, 18 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie" cz. 6

- Ci z tatuażem często tu wpadają. Rekrutują nowych. Mają w planie pozbyć się przywódczyni i zająć jej miejsce. - powiedziała dziewczyna.
Carisa wydawała się dziwna.
- Jest Ci obojętne, że zostaniesz obalona? - spytała Zero Two. Obie spojrzały na Carise, czekały, aż ta coś powie. Jednak milczała, może powinna to Zero Two sama zrobić. Carisa myślała chyba o czymś, wydawała sir być dziwna.
  Zero Two westchnęła, a lola wyjęła kartki. Były na nich nazwiska, pseudonimy osób, które mają zamiar dołączyć i obalić przywódcę. Właśnie wtedy lola podeszła do Carisy i dała jej w twarz. Nawrzeszczała na nią, po czym dziewczyna się ogarnęła i ruszyła. Gdy były zajęte, wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do baru. Dziewczyny przy barze, bacznie obserwowały ich. Wiedziały, że zaraz rozpętała się piekło.
- Chcesz dodać coś do ich napoju? - spytała blondynka. Kiwnęła głowa i delikatnie nacięła swój palec Zero Two, aby dodać troszkę swojej krwi. Gdy to zrobiła, uśmiechnęła się i wręczyła im kilka banknotów. Patrzyła jak dziewczyna, niesie im drinki, po czym jak oni je piją. Już go tylko napój dotknął ich warg, poczuła moc, bądź energię ich życia. Mogła rozpętać piekło, a gdy sami siebie od środka się zniszczyli. Uśmiechnęła się i ruszyła do nich.
- Co tam maleńka. - powiedział jeden.
- Szef chce was wykorzystać do dorwania dwóch osób, a potem zabić i sam wszystko zgarnąć. - dodała Zero Two.
- Co ty możesz wie.. - przerwał mu jeden.
- Stary to jest Zero Two. - dodał szeptem do niego.
Ten jak poparzony zaczął się trząść, po czym szybko wybiegł. Jego kolega się uśmiechnął i kiwnął głowa.
- Twoja ruch. - powiedziała do niego. - podał mi listę i ruszył za kolega. W końcu wyszłam z burdelu, robiąc małe zamieszanie.
  Musiałam w końcu paść na łóżko. Odpocząć, przekąsić coś oraz napić się szkarłatnego soczku.

Carisa? Lizu Lizu

---
185 PD 
~Mimma

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie cz. 4"

- Masz zjawić się tam, gdzie na neonie jest ten tatuaż. Znajdziesz tam odpowiedzi na wszystkie pytania. - Zero Two wypiła wodę, po czym wstała. Polizała ponownie dziewczynę po policzku. - Kota lepiej został, zanim zostanie zjedzony - dodała, pokazując kotu swe kiełki. Uśmiechnęła się słodko do dziewczyny, po czym ruszyła do drzwi. Otworzyła je i wyszła. Musiała coś załatwić.
Tuż po wejściu do kasyna została zabrana do dobrze znanego jej miejsca. Był to stół do pokera. Zero Two usiadła, zamówiła drinka. Nawet dostała lizaczka do tego.
Gra zapowiadała się dobrze. Początek był niezły, fart się jej trzymał dziś.
- Załatwiłaś, mam rozumieć - powiedział Rocket.
- Mhm - mruknęła Zero Two, jedyna odpowiedź. On zawsze rozumiał. Tuż po niej zabrała swoje żetony oraz walizkę i ruszyła wymienić je na żetony. Gdy weszła na zaplecze, usłyszała jak rozpętuje się piekło. Kasa ładnie wylądowała w walizce. Wzięła wszystko, aby po chwili wbić kły w szyję młodej barmanki. Puściła ją dopiero, gdy zdecydowała, że już starczy. Słabo oddychała, gdy młoda laleczka padła na ziemię. Prychnęła i wyszła z pomieszczenia. Wtedy zobaczyła masę ciał, krwi, wnętrzności oraz skrawki mózgu bądź serca. Któż to wie. Rocket podał, Zero Two sygnet, ta kiwnęła głowa. Mężczyzna mógł zniknąć. Wyszła ot tak i od razu ruszyła do burdelu. Mogła tam zostawić rzeczy.
Carisy jeszcze nie było, to dobrze. Zapewne niebawem się zjawi. Uśmiechnęła się i poszła zanieść walizkę do sejfu. Jednakże wpierw musiałam wpisać kod. Był łatwy jak zawsze. Schowała walizkę, jednak uprzednio wzięła tak z dwa ruloniki banknotów i schowała. Wzięła też kilka dolców dla suczek.
Usiadła wygodnie na kanapie i czekała na przywódczynię.

Zjawiła się sama, to dobrze. Zero Two się słodko uśmiechnęła, aby ta podeszła. Dwie półnagie foczki przyszły i przyniosły drinki. Słodka czarnowłosa dziewczyna przysiadła się obok.
Położyłam dłoń na jej ramieniu i się nieco przysunęłam.
- Tam przy barze są ci dwaj z tymi tatuażami. Możemy, pogadać z tą brunetką, co truchta. Zapewne będzie wiedzieć coś więcej. Poza tym smacznie smakujesz - mruknęła zmysłowo do jej ucha, tym samym także musiała ją ponownie polizać.

Carisa? Lizu Lizu. Wybacz kijowe.

----
239 PD
Owca

czwartek, 16 sierpnia 2018

Od Zero Two (do Carisy) "Niespodziewane spotkanie cz. 2"

Zero Two zmierzyła wzrokiem dziewczynę od stóp po sam szczyt głowy. Kot, który zeskoczył, trochę niezbyt ją interesował. Akurat na dziś miała zupełnie inne plany. Chciała sobie odpocząć i nic nie robić, a tu klops. Dostała zadanie i kasę. Musi je wypełnić.
Wyjęła z kieszeni paczkę i list, po czym podała je Carisie.
- Zero Two - powiedziała swe imię. Po czym czekała, aż powie, co jest w środku.
- Co to? - spytała dziewczyna o czarnych jak smoła włosach.
- Paczka i list dla ciebie, na mojej kartce były tylko dwa słowa. Mianowicie przywódczyni Carisa - rzekła.
Zero Two dokładnie przyglądała się dziewczynie, każdy jej ruch. Ruchem ręki wskazała, aby poszły usiąść gdzieś niedaleko w cieniu drzew na ławce. Carisa otworzyła paczkę i zaczęła patrzeć, co jest w środku. Po czym wyjęła sygnet i zaczęła mu się przyglądać.
Zero Two sięgnęła po pudełko i zobaczyła, co tam było, krew, ucieka ręką i tatuaż kolibra, który leciał przez płonącą obręcz.
- Caspian Castio. Lat 28, zamieszkały blisko granicy. Pracuje dla ciebie. Porządny obywatel. Brak bliskich. Idealny cel - powiedziałam od niechcenia. Ponownie zasłoniłam pudełko i podsunęłam jej.
Gdy skończyłam wymieniać, ona spojrzała na mnie z ciekawością.
- Skąd tyle wiesz? - spytała.
- Kto chce cię zabić? - dodała Zero Two. Myślała nad tym chwilę, która przerodziła się w dłuższą chwilę.
- Może czas do domu, twój kot się usmaży. Zapewne nie chcesz jeść upieczonego kota. - dołożyła swoje trzy grosze Zero Two ponownie. Wisiało jej to, co się stanie z tą nędzną istotą. Po prostu chciała się ochłodzić. Potrzebowała czegoś chłodnego. Choć lubi ciepło, to czasem chce też jeszcze czegoś więcej.

Koniec końców, udało im się udać do domu Carisy. Dziewczyna niemal natychmiast ruszyła, aby znaleźć w lodówce jakiś napój. Wyjęła sobie wodę i od razu się jej napiła. Wzięła sobie, coś do jedzenia, zrobiła, po czym usiadła do stołu, aby wysłuchać, co przywódczyni ma dopowiedzenia. Ta jednak milczała, jakby pogrążona w myślach.
Zero Two polizała Carisę po policzku, a ta niemal natychmiast się obudziła.

Carisa? :3
----
235 PD
~ Owca

środa, 15 sierpnia 2018

Jestem potworem, a potworów powinno się unikać.

Zero Two
Znana też jako Diabeł, potwór - tak ją przezywają.
Kobieta | 21,5 roku | Człowiek | Heteroseksualna | Wojownicy | Szpieg
Ścieżka wojownika
Poziom 4 1252/2000 PD (5750 PD) | 30 punktów
Postać NPC
(Howrse) Zenddi; (Discord) Tandy#1990
Art by Studio Trigger, A-1 Pictures