Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silver. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2019

Od Silvera (do Ake) "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz. 7

  Oba osobniki wpatrywały się w siebie z najwyższym zdumieniem. Szczerze mówiąc, Silver zaczynał mieć poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek odnajdzie swój skarb, a tym czasem on sam tu do niego przywędrował. No, przynajmniej częściowo.
  Podczas gdy tak na siebie patrzyli, basior zastanawiał się, czy nie zaatakować lisicy i odebrać jej świecznika siłą, ale zaraz porzucił ten pomysł. Przecież nie chodziło o jeden, a cały worek pozłacanych tworów, a być może ta o to członkini Cieni widziała resztę i będzie w stanie mu pomóc.
Bardzo śmieszne, lisy dbają tylko o siebie.
Kiedy tak bił się z myślami, w oczach nieznajomej zaczęło pojawiać się zniecierpliwienie. Wiedział, że musi w końcu zacząć rozmowę, jednak nadal nie wiedział, jak ma się do tego zabrać, aby pokojowo (w miarę możliwości) załatwić sprawę.
- Skąd masz ten świecznik? - wyrzucił z siebie. Będąc osobnikiem z natury bezpośrednim, Silver nie za bardzo znał się na dyplomacji. 
- Co mam? - zdziwiła się liszka, próbując zerknąć na przedmiot trzymany w pysku, co sprawiało, że wyglądała komicznie. Silver siłą powstrzymywał się, aby się nie zaśmiać. W końcu, wyśmianie dziwnej mimiki nieznajomej raczej nie sprawi, że będzie bardziej skora do pomocy.
- Świecznik. - powtórzył, a gdy samica nadal nie rozumiała, dodał: - To coś, co właśnie trzymasz. - zerknął jeszcze raz na drogocenny przedmiot i skręcił się w środku na widok swojego skarbu w tak fatalnym stanie.
  Tym razem to lisica nie wiedziała, co powiedzieć. Bystre oczy basiora wnet zauważyły niepewność wymalowaną na pysku, a intuicja wyczuła, że lisia wadera zastanawia się, czy powiedzieć mu prawdę.
- Znalazłam. - powiedziała wreszcie, a raczej wymamrotała, patrząc na fakt, że nadal nie wypuściła świecznika z uścisku swoich szczęk. Biały wilk chciał ją poprosić, aby położyła go na ziemię, bo ledwie ją rozumiał, ale uznał, że członkini Cieni może uznać to za podstęp.
- Okej... a nie widziałaś gdzieś może wypłowiałego worka z większą ilością tych rzeczy? - zapytał, a serce zaczęło mu bić mocniej. 
- Nie, a coś się stało? - odparła liszka, tym razem bez cienia wahania. Z Silvera na te słowa jakby uszło całe powietrze. Brał pod uwagę możliwość, że kłamała, ale nawet jeśli, nie ma jej za bardzo jak tego udowodnić, a na teren Cieni nie wejdzie. Na jego korzyść przemawiało tylko to, że wrzosowiska były jednym z niewielu terenów nieoddzielonych rzeką czy chociażby małych strumieniem od terytorium sąsiedniego klanu. W związku z tym, często kręciły się tu lisy i wilki, czasem też, naumyślnie lub nie, wchodząc na terytorium obcych. Parę lat temu, gdy Silver objął władzę, było to źródłem kłopotów i poirytowania zarówno dla niego, jak i Blade'a, ale w końcu obaj władcy, wydaje się, odpuścili sobie i nie wszczynali kłótni międzyklanowych o kilka zagubionych dusz na nieswoim fragmencie pola porośniętego wrzosami. Jedynie, gdy ktoś z Cieni zawędrował w pobliże obozu stacjonującego tuż przy spornym kawałku terenu, zostawał przeganiany. 
  W każdym razie, przeszukanie wrzosowisk nocą było jedyną szansą na sprawdzenie prawdomówności lisiej wojowniczki.
- Nic, po prostu ktoś z obozu ogłosił kradzież i postanowiłem dołączyć do grupy poszukiwawczej. Pewnie zaraz do mnie dołączą. - odpowiedział. Postanowił zataić swoją rangę i miejsce zamieszkania*, by nie wzbudzać podejrzeń. Nie był pewny, czy nieznajoma dała się nabrać, ale kiwnęła głową i zaczęła odchodzić. Pragnął za nią zawołać, by zostawiła biedny świecznik, ale nie mógł.
  Pozostawało tylko czekać na zmierzch.

Ake?

---
+267 PD
~Maggie

*Zwykli członkowie klanów, ze względu na brak wspólnych zgromadzeń i rozległość terytorium znają władców tylko z imienia, zatem w zdecydowanej większości nie znają liderów obcych klanów (a czasem nawet i własnych) z widzenia. Przez wzgląd na bezpieczeństwo przywódcy nie podaje się też, gdzie obecnie zamieszkuje, w związku z tym sąsiedzi nie mają pojęcia o tym i liderzy mogą swobodnie maskować swoją tożsamość.

sobota, 15 grudnia 2018

Od Silvera (do Finna) "Miłość do krzaków" cz. 8

  Biały basior prędko zasnął w swym legowisku i spał aż do południa, przez co członkowie jego obozu narobili niezłego rabanu. Zaczynając od zaległych patroli na bójce między młodymi uczniami kończąc Silver już po godzinie czuł się, jakby był na nogach cały dzień. Ponadto nie minęła mu złość na Finna. Co on sobie myślał, oddalając się tak daleko od obozu? 
  Mimo wszystko jednak w głębi duszy cieszył się, że na złamaniu czy tam skręceniu nogi się skończyło. Wredny wilczur odczuwał nawet w pewnym sensie satysfakcję, że czarny basior dostał nauczkę i najpewniej przez najbliższy czas nie będzie mógł się ruszać z obozu. 
  Gdy sprawy obozowe zostały mniej więcej ogarnięte, przywódca ruszył do jamy Isabelle, gdzie tej nocy spał Finn. Już przy wejściu odurzył go mocny zapach ziół przechowywanych przez waderę i pewien znany mu słodki akcent przebijający aromat leżącej w pobliżu szałwii. Przez krótką chwilę zastanawiał się, czemu tak miło mu się kojarzy, skoro z natury nie znosi leczniczej zielonki, gdy nagle poczuł delikatne otarcie chudego ciała i jego umięśniony tułów. Stała mieszkanka jaskini właśnie wróciła z polowania, niosąc w pysku dwa nieco wychudzone króliki. Przeszła bezszelestnie obok władcy Łowców i podeszła do śpiącego Finna, przed którym położyła obie zdobycze.
- A ty nic nie jesz? - zapytał Silver, ignorując to, że wadera od czasu wejścia traktowała go tak, jakby był jedynie podmuchem jesiennego wiatru.
- To on musi dużo jeść, bo noga mu się nie zrośnie. - odrzekła tylko, jakby to było coś oczywistego.
- Ty też musisz się pożywić, od wczoraj nie miałaś niczego w pysku.  - na te równie spokojne i o dziwo ciche stwierdzenie wilczyca nie odpowiadała przez dłuższą chwilę.
- Pójdę coś upolować wieczorem. 
- Zgoda.
 Po tej wymianie zdań zapadła krępująca cisza, przerywana spokojnym oddechem Finna. Po chwili Silver wkurzył się na to, że jego przyjaciółka nie kontynuowała konwersacji, więc podszedł i trącił czarnego wilka łapą.
- Wstawaj, śpisz dłużej niż niedźwiedź w czasie zimy! - burknął na pobudkę.
- Siemka Silverze królu, idziemy oglądać krza... to znaczy polować? - zapytał Finn radosnym i beztroskim tonem, jednak gdy prawie wymówił słowo "krzak", mina mu ścierpła.
- Nie możemy Finn, z twoją nogą nie jest za dobrze.
- Całe szczęście, że mój ogon nie ucierpiał, wtedy to byłoby po mnie. - odrzekł.
- Z całą pewnością. - rzekł, po czym zwrócił się do Isabelle: - Długo będzie w takim stanie?
- Przynajmniej do zimy, poza tym teraz jest ślisko i znów mógłby sobie nadwyrężyć łapę. - odparła cicho, a z gardła Finna wydobył się żałosny szloch.
- I jak ja mam znaleźć wilczych przyjaciół jak nie mogę stąd wyjść?

Kotóź?

----
+206 PD
~Maggie

poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Silvera (do Ake) "Profesjonalny Świecznikowy Skrytobójca" cz.5

 *fragment dotyczy jeszcze pory letniej*

 Przerażony basior prędko pognał w kierunku lasu, modląc się w duchu o znalezienie drogocennego skarbu. Chociaż najgorszym scenariuszem była kradzież świeczników, chciał też znaleźć worek w jednym kawałku. Wiedział doskonale, ile jego przyjaciel szukał podobnego narzędzia na terenach Wojowników, nieraz ryzykując życiem. 
  Po dłuższej chwili dotarł na miejsce (wyczuł to po unoszącym się jeszcze starym zapachu spalonych liści), lecz po świecznikach nie pozostał żaden ślad. 
-  Złodzieje, przeklęci złodzieje! - jęknął pod nosem Silver, starając się wywęszyć zapach intruza (lub intruzów), ale wszystko inne przyćmiewała spalenizna. W jego głowie narastała panika. Co zrobić, co zrobić? Wrócić się na terytorium Wojowników? Może ta kobiecina miała czelność wtargnąć na tereny Łowców i, niepocieszona odzyskaniem przez przywódcę jej łupu, ruszyła w poszukiwaniu nagrody pocieszenia? Albo to ta ludzka wadera? Niby była okaleczona, ale skoro udało jej się tak szybko dostać na miejsce zdarzenia, to i z dojściem tutaj nie miałaby problemu. A może to jeden z Łowców? Jeśli tak, to nie ujdzie mu to na sucho... Chociaż, chyba wolałby, aby to był jego pobratymiec aniżeli obcy. 
 Niestety, chociaż szukał i szukał, worka nie znalazł.

*time skip na jesień*

  Lato się skończyło, a Silvera nadal dręczyła rozpacz i wyrzuty sumienia.
  Gdy wrócił do obozu (co zajęło mu kilka dni) i powiedział Finnowi, że ktoś ukradł jego worek, czarny wilk posmutniał. Odrzekł jednak, że się nie gniewa, co tym bardziej zdołowało przywódcę - wolałby, aby przyjaciel się wściekł i na niego nawrzeszczał. Nie powiedział mu, co było w środku jego własności.
  Isabelle przez ten czas krążyła wokół niego niczym cień, trzymając dystans. Powoli go to zaczynało irytować, ale nie powiedział nic. W końcu była bardzo niekłopotliwym cieniem. Biedna.
  Najgorszy był jednak ten smutny widok jego kąta ze świecznikami. Był on pusty i zaniedbany. Silver nie miał siły, aby zatroszczyć się o polerowanie pozostałych świeczników.
  Po kilku dłużących się dniach podjął decyzję - musi znaleźć ten worek. Po prostu musi.
  Kiedy tylko postawił sobie cel, natychmiast zaczął dążyć do jego realizacji. O świcie wyruszył, z zamiarem przeszukania całego terytorium Łowców. Pomysł ten był głupi, nierozsądny i zmuszał do straty czasu. Ale Silver, jak to on, nie przejmował się takimi drobiazgami. Kiedy tylko wyruszył na południe, mógł zauważyć wilki, które niosły jedzenie na miejsca pochówku swoich zmarłych bliskich. Biały wilczur nie obchodził tego święta - nie miał tu martwej rodziny.

 Minęło kilka wschodów słońca od wyprawy, ale poszukiwania pozostawały bezowocne. Silvera zaczęła nawiedzać coraz większa rozpacz. Co, jeśli jego skarb przepadł bezpowrotnie? Jeśli jakiś lawolubny lis lub człowiek stopił jego świeczniki na bezkształtną masę? 
  Nawet nie zauważył, kiedy dotarł na wrzosowiska - jedyny fragment terytorium, którego nie dzieliła rzeka. Dalej, pomiędzy fioletowymi roślinami, mignęła mu zwinna, futrzasta sylwetka z długą kitą. Lis.

Ake? Sorki, że krótkie, ale łączę to z poprzednim opowiadaniem

---
+218PD
~Maggie

środa, 17 października 2018

Od Silvera (do Reyny) "Profesjonalny Świecznikowy Skrytobójca" cz. 4

  Z gardła basiora wyszedł głuchy jęk, gdy ludzka wadera upadła na jego potężne cielsko. Nie była ciężka, jak na człowieka oczywiście, ale Silver wyraźnie czuł pazury* wrzynające się w jego skórę. Że też takie nędzne odpryski, jakie mieli na palcach ludzie potrafiły zadać taki ból! Szybko zebrał w sobie całą siłę i wygramolił się spod nacisku ciała, a następnie spojrzał na nieszczęśnicę wzrokiem pełnym oburzenia. Ta odpowiedziała przepraszającą miną, ale on tego nie zauważył, bowiem natychmiast zaczął rozglądać się za biednym świecznikiem.
- Nie ma go! - wykrzyknął.
- Na pewno zaraz się znajdzie... - odrzekła Reyna, ale wtem oboje zauważyli, gdzie jest skarb wilczego dowódcy.
To ta starucha go zabrała!
Kobiecina oddalała się szybkim krokiem od miejsca zdarzenia, trzymając w pomarszczonych dłoniach drogocenny świecznik, który połyskiwał wesoło w promieniach popołudniowego słońca. Basiora wypełniła nieokiełznana furia, która wręcz darła się w jego głowie, żeby w tej chwili rzucił się w pogoń za złodziejką. Jak pomyślał, tak też zrobił - już napinał mięśnie do biegu, gdy dziewczyna złapała go mocno za nogę, tak, że omal się nie przewrócił.
- Co ty, na wszystkie liście na gałęziach, wyrabiasz?! - darł się wilczur, próbując oswobodzić uścisk.
- Nie możesz za nią iść! - Odpowiedziała ludzka wilczyca, jedną ręką trzymając tylną nogą Silvera, a drugą swoją bolącą kostkę. - To nie twoje tereny!
- A ty zapewne się zgubiłaś na naszych, czyż nie? - sarknął ironicznie. Reynę na te słowa chwilowo zatkało, bowiem nie widziała, co ma odpowiedzieć. Wilk jednak nie czekał na odpowiedź, tylko dodał: - Teraz ja mam zamiar zgubić się na waszych. Na pewno nikt nie zauważy.
  Dziewczyna błyskawicznie wymieniła rękę trzymającą umięśnioną nogę Silvera na drugą, mniej obolałą, gdy jednak wilczur, wykręcając się w dziwny sposób miał zamiar dosięgnąć jej ręki pyskiem i najpewniej jej ją odgryźć, szybko się wycofała. Spoglądała na niego błagalnym spojrzeniem.
- Nie, nie idź za nią! Jak chcesz to pójdę popytać we wsi o tę babę, ale zostań tutaj!
  Basior tylko prychnął na te słowa - był pewien, że młoda wadera nie dotrzyma słowa. W końcu, kłamliwe, dwunożne wilczyce nigdy nie wywiązują się ze swych obietnic...
Ale jednego nie rozumiał. Przecież nawet, jeśli ona by go nie powstrzymała, zrobiliby to strażnicy czy nawet wieśniacy, jeśli mają w sobie chociaż odrobinę odwagi. Dlaczego więc ona tak się upiera, żeby nie próbował? Bała się wydać przywódcy Łowców nawet takiego małego kawałeczka terenu?
- Proszę... - powtórzyła cicho. 
- Trzeba było cię od razu zabić. - Warknął tylko basior i wreszcie zdecydował się pognać wgłąb terytorium Wojowników, zostawiając we wgłębieniu przerażoną Reynę. Kątem oka jeszcze zauważył, jak próbuje się dźwignąć i iść za nim. W sumie, nawet jej się to udawało, niestety poruszała się zbyt wolno, aby dogonić białego wilka, który w końcu zniknął za krzakami.
  Mimo, iż minęło kilka dobrych minut od ucieczki starej kobiety, Silver dzięki znakomitemu węchowi szybko ją wytropił i teraz skradał się w jej kierunku. Po krótkiej chwili rzucił się na nią, chcąc wygryźć jej gardło i zabrać świecznik. W ostatniej chwili jednak się zreflektował: "Starych wilków się nie zabija, to haniebne" i dosłownie w ostatnim momencie zmienił kierunek skoku na tyle, aby móc wyminąć się ze złodziejką. Ta złapała się za serce z przerażenia, patrząc się wilkowi w oczy (drodzy Wojownicy, nigdy nie patrzcie się Łowcy w oczy, to dla nich oznaka prowokacji).
- Oddaj to, co nie jest twoje. - warknął wilczur. Staruszka jak na sygnał upuściła świecznik na trawę i zaczęła prędko uciekać - nawet nieco szybciej, niż na starą, schorowaną kobietę przystało.
  Gdy Silver podnosił z ziemi poharatany świecznik, pojawiła się Reyna, wspierając się o pobliskie drzewa i pnie. 
- Dlaczego nie zabiłeś tej staruchy? - zapytała, więc domyślił się, że zdołała pojawić się tu wcześniej. Na początku uznał, iż to z bolącą kostką niemożliwe, ale zastępczyni Wojowników, korzystając ze swoich atutów fizycznych, zdołała się tu dostać szybciej niż jakikolwiek inny człowiek. 
- Miałbym zachlapać krwią mój cenny świecznik? Jeszcze tego by brakowało! - odparł, po czym dodał płaczliwym tonem: - Zobacz, jak go ta baba zniszczyła - wszędzie są odciski jej łap. Będę musiał znów go polerować, a to zajmuje godziny! 
- Ach, no tak. - mruknęła Reyna. - To naprawdę straszna zbrodnia. A teraz może łaskawie opuścisz nasze tereny i wrócisz do lasu, bo...
- Tak, tak, już sobie idę i niech mnie Natura strzeże przed waszymi ostrymi dzidami! - powiedział Silver, gdy nagle coś do niego dotarło.
Zostawił cały worek ze świecznikami na pastwę losu! Na pewno ktoś już zdążył je ukraść i zachlapać błotem! Biedne świeczniki!

Reyna?

---
+359 PD
~Maggie
*Silver, nie znając ludzkich nazw dla wielu rzeczy przekręca je na podobieństwo wilcze.

poniedziałek, 24 września 2018

Od Silvera (do Finna) "Miłość do krzaków" cz. 6

  Biały basior siedział obok Isabelle w jego legowisku. Chociaż żadne z nich się nie odzywało, oboje wiedzieli, co myśli ich towarzysz. 
  Czekali na Finna.
  Słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając ostatnie promienie na udeptaną przez wilki ziemię. Wiele z nich korzystało z tej chwili i grzało swoje futra w blasku olbrzymiej gwiazdy, zanim ta schowa się za horyzontem. Liście otaczających obóz drzew delikatnie kołysały się wraz z gałęziami na wietrze, przynoszącym zbawienny chłód mieszkańcom głównej siedziby Łowców.
  Słońce już zniknęło za horyzontem, a na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. Silver i Isabelle popatrzyli po sobie z niepokojem. Nieważne jak bardzo niesamowite przygody przeżywał ich przyjaciel, zawsze wracał po zmierzchu. Łapy zaczęły świerzbić lidera wilków, aby pobiec po Finna, który najpewniej stracił poczucie czasu wśród krzaków i dać mu pysk - jak on może mieć czelność zasiewać w sercu swojego "króla" ziarno niepokoju o niego! Poczuł na sobie świdrujące spojrzenie Isabelle i rzucił okiem w jej kierunku. Chuda wadera o długim pysku nie zaprzestała wlepiania swoich oczu w basiora, jednak gdy ich spojrzenia się spotkały, speszona spuściła głowę.
- Myślisz o tym samym co ja? - Zapytał, lecz nawet gdyby nie wyrzekł tego pytania to i tak by wiedział, że odpowiedź będzie twierdząca.
- Tak - odparła, lekko kiwając głową. - Idziemy go poszukać?
- Co za zniewaga, by władca musiał szukać członka swojego klanu, bo ten nie umie powstrzymać się od obwąchiwania krzaków! - Wycedził, jednocześnie wstając i idąc obok swojej towarzyszki niedoli. - Jeszcze mnie popamięta! Ja mu dam, rozmowy z krzakami! Jak go znajdę to słowo daję, że raz na zawsze odechce mu się przebywać w ich towarzystwie... Z czego tak rechoczesz? - Zwrócił się do szarej wilczycy oburzonym tonem.
- Ty też zaczynasz traktować krzaki jakby były wilkami - zachichotała, lecz uśmiech jej zamarł, gdy spojrzała we wściekłe oczy Silvera. Nie odezwała się już ani słowem.
  Z czasem basiora zaczęło to milczenie niezmiernie irytować, poza tym zaczął się naprawdę niepokoić o czarnego wilka. Mimo iż miał dobry wzrok, w ciemności było bardziej prawdopodobne, iż przegapią basiora, więc zaczął nawoływać:
- FIIIINN!
  Silver z każdą minutą darł się coraz rozpaczliwiej, modląc się o cud. Odpowiedzi nie otrzymał jednak żadnej. Isabelle zniknęła mu z pola widzenia, ale się tym nie przejął, bowiem wiedział, ze wadera nie jest tak skłonna do bycia rozkojarzoną.
- Silver, znalazłam go! - Usłyszał wołanie i popędził w jego kierunku tak szybko, jak tylko mógł. Rozpędził się tak, że ledwo udało mu się wyhamować przed czarnym ciałem.
- Czy on...? - Wyszeptał drżącym głosem.
- Nie, no coś ty... po prostu zasnął.
  W tym momencie nieświadomy niczego Finn powinien dziękować Naturze, że złamał nogę i Silver się na niego nie rzucił.

Finniusz?

----
+215 PD
~Maggie

czwartek, 30 sierpnia 2018

[E] Od Silvera (do Cytherei) "Ups!" cz. 4

  Basior zmrużył podejrzliwie oczy. Domyślił się, że wadera się z niego nabija, wyczuł w jej głosie czystą kpinę. Sam Finn był natomiast niezwykle zdziwiony powstała sytuacją - jego niebieskie oczy przechodziły to na jednego wilka, to na drugiego, jakby nie wiedział na kim dłużej skupić wzrok.
- Oczekuję tego, abyśmy wreszcie donieśli zdobycz do obozu. - wycedził przez zaciśnięte zęby. Zignorował wypowiedź Finna, ten jednak zbytnio się tym nie przejął. Obóz był niedaleko, tak więc po dłuższej chwili wtaszczyli do niego truchło zwierzęcia.
- Myślałam, że będziesz chciał ją zabrać do siebie. - rzekła Cyth, patrząc na sarnę.
- Za dużo zachodu - odparł po prostu Silver - Zbytnio oddaliłem się z Finnem, szukając stada. A mogłem zabrać Isabelle ze sobą, ta to ma nosa. - westchnął. Cytherei widocznie coś zaświtało w głowie, bo na jej pysku pojawił się ironiczny uśmiech.
- A więc jest ich więcej, tak? - zapytała zjadliwie.
- Kogo jest więcej?
- Wader, z którymi się spotykasz. - powiedziała wilczyca, szczerząc zębiska. Silvera ogarnęła wściekłość.
- A więc o to ci chodziło, tak? - warknął - Wyobraź sobie, że nie, nigdy bym jej czegoś takiego nie zrobił. Powiedziałem jej, że jej nie zdradzę. I dotrzymam słowa. - po tych słowach odwrócił się i poszedł do zwierzchniczki obozu, zostawiając nic nierozumiejącą Cyth z czarnym basiorem. Ten przyjrzał się i powiedział współczującym tonem:
- Nie mów przy nim o niej. Król robi się wtedy bardzo nieprzyjemny i ogólnie zachowuje się jak krzak.
- O kim mam niby nie mówić? O tej całej Isabelle?
- Nie, nie, ona żyje. - powiedział tylko. Siedzieli przez chwilę w milczeniu, bowiem Cyth widocznie zrezygnowała z drążenia tematu, wiedząc że Finn prędzej zacznie gadać o krzakach aniżeli podzieli się z nią jakąś sensowną informacją. - Ala ma kota. - rzekł po chwili.
- Co?
- No sama zobacz. -wskazał głową na Anję, która przytrzymywała małego kota i Silvera, który przypatrywał się mu z żądzą mordu w oczach. Po krótkiej chwili jednak szczęki starszej wadery zacisnęły się na gardle zwierzaka i ten po kilku atakach drgawek przestał się ruszać.
- Ona nie nazywa się Ala. - rzekła znudzona wilczyca i podeszła do miejsca zbrodni.

***
- Coś trzeba zrobić z tym diabłem. - rzekła Anja, marszcząc nos. - Jeszcze zdąży się wskrzesić i będzie nam szczeniaki straszył.
- Jesteśmy za daleko od granic. Musimy go zakopać. - odparł Silver. Wtem poczuł że obok niego staje czarny wilk, a za nim cętkowana wadera. - Zostań tu i pomóż w obozie, Finn. - rzekł do swojego rozmarzonego przyjaciela. Przeniósł spojrzenie na Cythereę, lecz w jej przypadku nie odezwał się ani słowem, tylko posłał jej urażone spojrzenie i wyszedł z martwym kotem z obozu. - Że też to cholerstwo uciekło tak daleko od ludzi. - mruknął, gdy szedł niosąc w pysku ciało. Ledwo trzymał tego kota, bowiem sama świadomość, że musi nieść truchło demona była odrażająca.
  Tymczasem w obozie zapadał zmrok. Wilki, które nie czuwały udawały się powoli do swoich legowisk. Finn i Cyth nadal siedzieli w obozie, odpoczywając po dniu ciężkiej pracy i czekając na Silvera. Właściwie tylko Finn na niego czekał, ale wadera dostała od zwierzchniczki polecenie, by pilnować gościa. Finn był znany w całym klanie z tego, że wpadały mu do głowy dziwne pomysły, często skandaliczne w skutkach. Cyth tylko burknęła na te słowa, ale bądź co bądź musiała niańczyć dorosłego basiora, co przychodziło jej z trudem.
- Opowiedzieć ci historię? - zagadnął w pewnym momencie.
- Yhm. - mruknęła. Nudziła się strasznie, tak więc nawet słuchanie głupot było jakimś oderwaniem od nużącego czekania.
- Super! - ucieszył się Finniusz i zamachał ogonem niczym podekscytowany psiak. Zaraz jednak się opanował i zaczął opowieść. - To był piękny słoneczny dzień. Siedziałem przy wejściu do jaskini króla Silvera, susząc swoje futro. Pewnie zastanawiasz się, czemu byłem cały mokry. Otóż...
- Zgaduję, że byłeś w pobliżu rzeki i zobaczyłeś cudownego krzaka po drugiej stronie i MUSIAŁEŚ go zbadać, bo wyglądał na smutnego, lecz poślizgnąłeś się i wpadłeś do rzeki. - przerwała mu Cyth.
- Wow, dokładnie tak było! - ucieszył się Finn, że znalazł koleżankę nadającą na tych samych falach. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że nawet po kilkugodzinnej znajomości było to dla wszystkich oczywiste. - W każdym razie grzałem się na słońcu, aż tu nagle niewychowana jaszczurka wlazła do jego jaskini, nawet nie wycierając swoich łap przy wejściu! Byłem wręcz oburzony tą nieserdeczną postawą, więc zacząłem ją gonić. Goniłem ją po całym obozie, aż udało mi się ja przycisnąć na chwilę łapą, ale ta mi się wyrwała i uciekła. Na swojej łapie zobaczyłem czerwoną ciecz, a więc na pewno ta jaszczurka wcześniej kogoś zabiła, uznałem. Wznowiłem pogoń i nawet próbowałem teleportacji, wiesz? Lecz jaszczurka-morderca nie dawała za wygraną. Wybiegłem za nią z obozu i biegłem, i biegłem aż walnąłem w jakiegoś wilka, który zgniótł ją i zaczął się śmiać. Tak dziwnie i nieprzyjemnie się śmiał, ale śmiałem się razem z nim, miałem nadzieję że pokażę mu jak powinien śmiać się fajny pan wilk. Potem wróciłem do obozu i pokazałem Isabelle łapę, ale ona powiedziała, że to tylko sok z malin. Ciekawe, czemu się nie zmył przy chodzeniu...Silver! - zawołał Finn, podrywając się i biegnąc do przywódcy, który nerwowo oblizywał pysk.
- Demon zakopany. - oznajmił radośnie. - Ale nadal czuje w pysku smak kociej krwi...
- Silver, wiesz coś o jakiejś akcji z jaszczurką w waszym obozie? - wyrzuciła z siebie wadera z jelenimi rogami.
- Nie, a powinienem?
- Pewnie ta cała historia Finna to były bujdy - mruknęła, a czarny wilk spojrzał na nią z oburzeniem.
- Ewidentnie te grzybki, w które rano wpadł, musiały być nie do końca normalne. - powiedział bardziej do siebie niż do niej. - Pewnie historia była w jakimś sensie prawdziwa, ale wiele faktów wyolbrzymił, jak to on...
- Chodź, pokażę ci rzeczy Cyth! - przerwał mu basior, któremu nie podobało się to, że podważają jego niesamowitą opowieść. Po tych słowach ruszył w kierunku jej skrytki, na którą natknął się w trakcie dnia przy sprzątaniu obozu. Silver zaintrygowany pobiegł za nim. Wilczyca się dołączyła, chcąc ich powstrzymać, lecz oba wilki już zdążyły zacząć przyglądać się jej kolekcji.
- Cóż za bezczelność! - ofuknęła ich obu, odsuwając ich od jej drogocennych przedmiotów. - Wynoście się obaj!
- Masz piękny świecznik w swojej kolekcji - zauważył biały wilk. - Mogę go wziąć?
- Chyba na łeb upadłeś, panie przywódco. - warknęła i zmusiła ich do opuszczenia miejsca ukrycia szpargałów. Kolejny chytrus, który niczym członek Cieni z wścieklizną broni swoich rzeczy. Ona była dokładnie taka sama jak te wszystkie chytre lisy - pomyślał z przekąsem Silver, zanim wpadł mu do głowy pomysł. Po prostu musiał mieć ten świecznik u siebie, tak więc rzucił, niby od niechcenia:
- A może wymienimy się? Ty mi dasz świecznik, a ja tobie coś innego?

Cyth?
----
+815 PD + 5P
~Maggie

piątek, 10 sierpnia 2018

Od Silvera (do Finna) "Miłość do krzaków" cz.4

  "Król" wilków spojrzał ze zdziwieniem na Finna, którego zachowanie obserwował już od dłuższych kilku chwil. Ze smutkiem stwierdził też, że jego przyjaciel nadal nie potrafi odnaleźć się w klanie i ma problem z nawiązywaniem znajomości (choć sam czarny wilk sądził zapewne inaczej). Przesunął na chwilę wzrok na grupkę wilków, którą wcześniej zaczepił Finn. Zwykli, nic nie wyróżniający się członkowie. Nie mógł ich zmusić do polubienia basiora, który swoją drogą był tak specyficzny jak to tylko możliwe, ale wiedział, że jego serce jest po właściwej stronie i tym bardziej było mu żal przyjaciela. Odpowiadając na krzyk, przybrał jednak obojętny ton głosu:
- Co ci mam wybaczyć?
- Zachowałem się jak kapryśny krzak, pod który za często chodzą wilki - odpowiedział ze skruchą Finn - Znaczy, kapryśne zachowanie krzaków gdy są za często zajmowane jest całkowicie zrozumiałe, przecież to wpływa na ich prawidłowy rozwój...
- O czym ty znowu pierdolisz, Finn? - przerwał mu przywódca, lecz basior ciągnął dalej opowieść o kruchej psychice i budowie krzaków.
-...ich biedne liście żółkną i zaczynają wyglądać mizernie, bo w glebie jest za dużo niefajnych substancji, które zostawiają po sobie te nieserdeczne wilki, a z czasem nawet OBUMIERAJĄ! - wykrzyknął ostatnie słowo - Rozumiesz, królu Silverze, one mogą OBUMRZEĆ! W tym przypadku nawet moja fachowa wiedza nie pomoże! - westchnął załamany, a Silver poczuł się zażenowany tymi wszystkimi spojrzeniami rzucanymi na niego i jego rozmówcę, który nawet nie dbał o to, że słychać go w całym obozie. Mimo to starał się zachowywać rozsądnie.
- Posłuchaj, każdy krzak z czasem obumrze, czy to przez wilki czy inny czynnik. Łowcy też się rodzą i umierają, tak jak krzaki. - wyjaśnił biały wilczur. Finn spojrzał na niego nic nierozumiejącym wzrokiem.
- Wilki to nie krzaki. - stwierdził to tak, jakby był wykładowcą wyjaśniającym najbardziej oczywistą rzecz świata niekumatemu studentowi. I co z tego, że w rzeczywistości było na odwrót.
- No nie. - przyznał Silver.
- To czemu mówisz, że wilkom żółkną liście?
- Co? - Silver w tamtej chwili był gotowy pożegnać się ze wszystkimi usprawiedliwieniami dla dziwnego zachowania basiora. Zniecierpliwienie w nim wrzało. Co za niewydarzony krzak!
- Co? - powtórzył Finn.
- Eh, już weź idź do tych swoich krzaków, mam cię na dzisiaj dość. - burknął Silver. Myślał, że Finn szybko popędzi do swoich najlepszych przyjaciół, ale ten nie ruszył się z miejsca. - No idź! - pogonił go, ale nic to nie dało.
- D-dlaczego już mnie nie lubisz? - wyrzucił z siebie drżącym głosem wilk. - N-nie chcę c-cię stracić! Ty i i Is-isabelle jesteście moimi jedynymi przyjaciółmi! 
- Myślałem, że są nimi krzaki. - odparł niskim głosem.
- Kocham krzaki, a-ale was bardziej! Nie zostawiajcie mnie, proszę! - dodał błagalnie. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać.
  Basior poczuł, jak ścisnęło go serce, a łzy niemalże zapiekły pod powiekami.
- Nie odrzucam cię, Finn. Problem jest w tym, że nie zawsze cię rozumiem.

Finn? Jakby coś, to Silver ostatecznie się nie rozpłacze, aczkolwiek ta sytuacja bardzo go zasmuciła i wzruszyła :C


----
+288 PD = lvl 3
~Maggie

czwartek, 2 sierpnia 2018

Od Silvera (do Reyny) "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz.2

  Silvera ogarnęła przeogromna wściekłość na widok ludzkiego intruza w jednym z obozów. Tak się złożyło, że był to jeden z opuszczonych obozów przygranicznych, którego część służyła przywódcy jako jeden z jego schowków na najcenniejsze skarby - w tym przypadku na drogocenne świeczniki. A przynajmniej ich część. Basior bowiem przyjął strategię rozkładania swoich kosztowności na kilka obozów, by w razie ewentualnego napadu i skradzenia tych rzeczy umarła tylko część klanu, to znaczy, yyy, by nie skradziono wszystkiego na raz. Ten "składzik" jednak miał zostać dziś przez samego dowódcę opróżniony, gdyż nie mógł narażać swoich skarbów na lepkie łapy jego poddanych, którzy mogliby się tu przybłąkać.
  Wyraźnie wyczuwał strach bijący od tej ludzkiej wadery, aczkolwiek miał wrażenie, że dziewczyna jest już pogodzona ze śmiercią. Albo to podstęp. 
  Szybko podniósł łeb i rozejrzał się po pomieszczeniu. Tuż obok nieznajomej leżał jeden ze świeczników, którego płomień zaczął podpalać pojedyncze źdźbła wysuszonej trawy, którą swego czasu nanosiły tu inne wilki - zanim przeniesiono wszystkich do innego obozu, miejsce to było jaskinią obozowych medyków, tak więc poza trawą walały się tam jeszcze suche liście i resztki starych, również suchych ziół. Choć w chłodnej jaskini wydawało się to niemożliwe, to prawdopodobnie wściekłość Silvera podtrzymywała nieświadomie ogień i sprawiała, że zaczął wydzielać się dym. Wilk zaczął pojmować, że zaraz będą tu mieli mały pożar, a to napełniło go niepokojem. 
  Musiał ugasić pożar. Zaczął żałować, że nie zabrał ze sobą Isabelle, której moc władania wodą mogłaby się tu bardzo przydać, ale bał się jej przyznać, z jaką miłością kolekcjonuje świeczniki. Ponieważ sam nie mógł ugasić pożaru, był zmuszony prosić o pomoc wroga.
- Jakieś dwieście metrów za obozem jest strumień. Przynieś tu wodę, i to prędko! Zaraz mi efekt pozłacania ze świeczników zejdzie! -  poganiał dziewczynę. Ta z pewnym wahaniem oddaliła się we wskazanym kierunku. - Byle tylko nie zwiała - mruknął do siebie. Starał się nieporadnie gasić płomienie, lecz to było na nic. Z każdą sekundą ogień zwiększał się i przywódca wiedział, że jeszcze trochę a będzie zmuszony uciekać. Najgorsze było jednak to, że wtedy już ie odzyska swoich świeczników, co było dla niego nie do pomyślenia. Cicho prosił Matkę Naturę o łaskawość i poskromienie ognia. 
  Wtem pojawiła się dziewczyna z mokrymi szmatami, które wytrzasnęła chyba z lisiego Cennetu, w każdym razie szybko wyciskała wodę które zaczęły gasić nierozwinięty jeszcze pożar. Wszystkie wyciśnięte kawałki materiału basior brał w pysk i biegł nad strumień, by przynieść dziewczynie nasiąknięte lodowatą wodą. Przemknęło mu przez myśl, że stał się pieskiem na usługi swej ""pani"", ale nie był głupi, więc nie przekładał życia swoich kochanych świeczników nad wilczą dumę i niezależność. 
  W końcu mały pożar ugaszono i oboje mogli odetchnąć. Z zatroskaną miną Silver wziął biedny świecznik w pysk i poszedł włożyć go do worka, który należał do Finna. Zapatrzony w lidera czarny basior z radością użyczył mu tego ciekawego wynalazku na czas "ważnej misji". Niestety, zadanie włożenia całej kolekcji do worka była pracą żmudną i wkurzającą, zwłaszcza gdy worek znowu się spłaszczył i trzeba było szukać otworu. Gdy włożył "sprawcę" pożaru do worka, zwrócił się burkliwym tonem do wadery z Wojowników:
- Tym razem daruję ci życie, dwunożna istoto. W podzięce za pomoc pozwalam ci wrócić skąd przybyłaś i nigdy nie wracać. I tak jestem zbyt łaskawy. 
  Lecz nieznajoma nadal stała i przyglądała się jak poirytowany basior męczy się z wkładaniem świeczników do worka.
- Um... może pomóc? - gdy ten na nią spojrzał, dodała szybko: - Bardzo lubię świeczniki.

Reyna? XDD

----
+342 PD
~Maggie

poniedziałek, 23 lipca 2018

Od Silvera (Do Finna) "Miłość do krzaków" cz.2

  Silver potrząsnął głową z rezygnacją. Nie mógł pozwolić na to, by jeden z jego wojownik odpływał podczas polowania, nawet jeśli był to Finn, który po prostu taki był i nic się z tym zrobić nie dało. Zaczął się zastanawiać, czy to, że czarny wilk jest tak infantylny i dziwaczny jest skutkiem jakiegoś urazu w dzieciństwie. Przywódca zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie wie o przeszłości Finna, to znaczy zanim dołączył do jego klanu jeszcze za czasów Terry Nihil, stosunkowo małej wyspy, na której trzy rozumne rasy musiały się tłoczyć. Choć biały basior oddałby na tę chwilę wszystko, aby móc wrócić tam i zobaczyć twarze dawnych przyjaciół, służących, wojowników, Dessin i ich wspólnych szczeniąt, wiedział że Avfallen jest o wiele większe i bardziej przystosowane do życia niż ta malutka wysepka. Wracając, lider łamał sobie głowę, wymyślając najbardziej absurdalne scenariusze sprowadzające się do okropnego wypadku, po którym Finn stał się taki, jaki jest teraz.
- Silverze, wszystko okej? - szepnęła cicho Isabelle. Silver właśnie w głowie widział miniaturową wersję Finna, która ganiała po lesie, gdy nagle grunt pod nogami się skończył i szczeniak spadł z klifu, uderzając się w głowę. Leżał tak przez kilka godzin, dopóki Isabelle nie zlitowała się nad biednym szczeniakiem i nie zabrała go do medyka... czekaj, przecież Isabelle była niewiele starsza od Finna, jakim cudem może wyglądać tak staro? - Umm, Silverze... - teraz dopiero dziwny obraz zniknął, a przed sobą miał zmartwioną twarz szarej wilczycy, której długie uszy standardowo były położone na głowie, a wydłużony pysk niemalże dotykał jego własnego. Biały wilk zauważył kątem oka, że od jakiegoś czasu stoją, a Finn wykorzystuje ten czas i obwąchuje pobliskie krzaki.
- Nic mi nie jest, Isabelle. Zamyśliłem się po prostu. - odpowiedział, odsuwając się lekko, na co wadera spłonęła rumieńcem (tak wiem, wilki się nie rumienią bla bla bla). Wyraz zatroskania jednak nie zniknął z jej pyska. Silver szybko przywołał Finna do porządku i ruszyli dalej, czujnie węsząc. Ostatnio widział dość pokaźne stado na wschód od jego obozu, tak więc tam też się udali. 
  Wyszli na wielką polanę, gdzie pasło się spokojnie stado jeleni. Silver zaczął okrążać teren, starając się już wcześniej wypatrzyć najsłabszego osobnika. Czekał też na Finna i Isabelle, którzy mieli wyskoczyć z nienacka i zacząć pogoń. Odliczał powoli do piędziesięciu. 
  Dwa wilki, ciemnoszary i czarny, gnały obok siebie, wznosząc tumany kurzu pod swoimi łapami. Widok dwóch drapieżników skutecznie wystraszył stado, które zaczęło uciekać. Silver po chwili dołączył do swoich przyjaciół i w biegu wyszukiwali najsłabszej samicy.
  Po chwili ją znaleźli - najmniejsza, słaba, nie była w stanie dogonić stada. Finn, który biegał najszybciej, skierował się na nią i złapał ją za nogę, miażdząc potężną szczęką. Sarna zaczęła rozpaczliwie wyrywać się z uścisku, próbując wznowić ucieczkę na trzech nogach. Mimowolnie zaczęła zwalniać, a wtedy dołączyli się Silver i Isabelle, która zrównała się z ofiarą i wgryzła jej się w gardło. Sarna upadła, ciągnąc za sobą czarnego basiora, który jeszcze nie puścił nogi. Starała się walczyć o życie, próbując wstać i dalej uciekać, ale zbyt szybko traciła krew, która ciekła z nogi i z gardła. Silver postanowił ją dobić, aby oszczędzić jej cierpienia. 
- Dobra robota. - powiedział, gdy było już pewne, że ofiara jest bez życia. - Aczkolwiek to stado tak prędko tu nie wróci. Muszę wysłać gońca do obozów położonych dalej na wschodzie, że niedługo do nich dotrze stado. Dość duże. Dzięki temu tamtejsi zwierzchnicy na pewno zarządzą grupowe polowanie, przynajmniej ja bym tak zrobił. - mruczał do siebie samego lider. - Isabelle? Biegnij do obozu przekazać te informacje naszemu gońcowi. Ja i Finn zaniesiemy zdobycz.
- Do wschodnich obozów, duże stado przybywa przepędzone z Wielkiej Polany. Przyda się grupowe polowanie. Zrozumiane, spotkamy się w obozie, panie.... To znaczy przywódco. - poprawiła się szybko wilczyca widząc groźne spojrzenie swojego władcy. Już tyle razy mówił jej, żeby przestała nazywać go "panem".
"Ty nie masz pana, Isabelle." - mówił jej Silver - "Jesteś panią samej siebie."
- Tak, Isabelle. Do zobaczenia. - wadera pobiegła pędem w stronę obozu. Wtedy basior odwrócił się do swojego towarzysza i zawołał:
- Finn, pomóż mi z tą sarną! - spostrzegł wtem, że wilk znów go nie słucha tylko przygląda się gąsienicy jedzącej liść krzaka z nienawistym spojrzeniem. - Nosz na naszych dzikich przodków, Finn, co ty znowu wyrabiasz?! 
- Królu Silverze... - podjął Finn, ale biały basior mu przerwał:
- Nie gadaj tylko rusz ten tyłek i łap za tę sarnę! - rzucił poirytowany, lecz drugi wilk nie ruszył się z miejsca.
- Królu Silverze, krzaki...
- Co krzaki, co z nimi znowu?! - rzucił serio wkurzony lider.
- ...czuję, że krzaki to jest coś, czemu chciałbym się poświęcić. Tak bez reszty, jak staw szczupakowi.
- Co ty do cholery teraz wygadujesz?!

Finn?

----
+440 PD
~Maggie

piątek, 20 lipca 2018

Od Silvera (do Cytherei) "Ups!" cz.2

  Co za mała, przemądrzała sadzonka!
  Silver bynajmniej nie był zadowolony, że młoda wadera go pokonała taką łatwą sztuczką. Musiał jednak rzec, że jest pod wrażeniem - w końcu nie zawsze w prawdziwej walce przewaga będzie u silniejszego osobnika. Oczywiście nie zamierzał dzielić się swoimi refleksjami z ową Cyth, która ni z gruszki ni z pietruszki się mu przedstawiła. Basior znał wiele wilków ze swojego klanu, ale nie mógł jednak pamiętać wszystkich z każdego obozu, a ta wilczyca go zaintrygowała. Nadal jednak trzymał waderę przygwożdżoną do ziemi, a jego oddech był dla niej wyraźnie wyczuwalny.
- Ja jestem Silver. - burknął, puszczając ją.
- Przecież wiem. - zaśmiała się pobłażliwie Cyth - każdy cię zna.
  Silver zdał sobie sprawę, że palnął głupotę. Jesteś liderem, idioto, każdy zna twoje imię. Tak, to było idiotyczne.
- Hmpf. - mruknął pod nosem. - Co tu robisz o takiej porze? - dodał wyraźniej, przenosząc wzrok na otaczający ich krajobraz. Las, las i jeszcze raz las - plątanina dzikich gąszczów była z całą pewnością zasługą wielkiej czci, jaką otaczali matkę naturę. Nie było nikogo, kto szanowałby ją bardziej niż Łowcy, dla których ziemia była świętością. Każdego dnia dziękowali za te piękne busze i puszcze, którymi ich obdarzono.
- Hmm... powiedzmy, że spacerowałam, a potem usłyszałam ryk i zobaczyłam jak rzucasz się na sarnę. Dalszy ciąg historii już znasz. - odparła szara cętkowana wadera, potrząsając w tym samym czasie głową, aby pozbyć się wody, która z liści drzew skapnęła jej na nos. - Swoją drogą, będziesz to jadł? - wskazała głową na martwą sarnę, niemalże zwalając Silvera z nóg swoimi wielkimi jelenimi rogami. Basior musiał uskoczyć, aby uchronić się od nabicia głowy na pseudo-rożen.
- Miałem zamiar przytaszczyć to do mojego obozu. - odparł biały wilk.
- Daj spokój, przecież ta sarna waży o wiele więcej niż zając! Jeden wilk nigdy nie da sobie rady! - i znowu ten pełny politowania uśmiech. Chciał jej odparować, że jest od niej znacznie silniejszy i to, że może ona by nie dała rady, to nie znaczy, że on by nie dał, ale wtem przypomniał sobie, że przecież nie przyszedł tutaj sam.
- Tak się składa, że mam towarzysza.
  Dziko pląsając, między dwoma wilkami pojawił się duży, czarny basior o długiej sierści. W jego niebieskich oczach widać było iskierki podekscytowania.
- Wooo, gościu, tobie nie jest latem gorąco w takim futrze? - zapytała zaskoczona Cytherea.
- Ładny krzak. - rzekł Finn, patrząc na kaktusa.
  Na pysku wadery pojawił się dziwny wyraz, wyglądający jakby była jednocześnie urażona, rozbawiona i zdziwiona.
- Zaiste, bardzo ładny krzak. - poparł go Silver, posyłając Cyth spojrzenie mówiące "nie pytaj dlaczego to robię". Czarny jak noc wojownik z zaciekawieniem obwąchiwał kaktusa, cofając się nagle, gdy ten go ukłuł.
- Jaki ten krzak jest nieserdeczny! - wykrzyknął rozeźlony. Wadera teraz była szczerze zszokowana zachowaniem towarzysza Silvera. - Wiesz coś na ten temat? - zapytał wilczycę.
- Dość tego, Finn, pomóż mi to przytargać do obozu. - przerwał mu Silver, pokazując świeżą padlinę. Na dźwięk swojego imienia długie uszy samca drgnęły.
- Jasne, królu Silverze. - wzrok przywódcy skierował się na Cyth, która gapiła się na przyjaciela białego wilka z niemalże otwartym pyskiem. Chyba siłą się powstrzymywała, by po prostu go nie otworzyć.
- Możesz iść z nami, jak chcesz. - rzekł. Ta kiwnięciem głowy podążyła za nimi, najwyraźniej zadowolona, że nie był to rozkaz.
  Szli przez jakiś czas w milczeniu (głównie dlatego że w szczękach mieli truchło sarny), gdy stłumionym burknięciem nakazał krótką przerwę. Wilczyca spojrzała na niego z pewną satysfakcją, choć nie mógł rozgryźć, z jakiego powodu się ona w jej oczach pojawiła. Jednak teraz, korzystając z okazji, cętkowana zaczepiła Finna.
- Eee, Finn...? - wilk, zainteresowany resztkami śniegu pod swoimi łapami, podniósł głowę. - Dlaczego nie odpowiedziałeś na moje pytanie?
- A dlaczego ty nie odpowiedziałaś na moje? - wadera biła się widocznie z myślami, zanim zdecydowała się odpowiedzieć:
- Ponieważ to samicom powinno się wpierw okazywać szacunek. - odparła dumnie.
- Tak, bardzo ładna z ciebie wilka. - powiedział Finniusz.

Cythuś? Hehehe ;)

----
+400 PD
~ Maggie

czwartek, 19 lipca 2018

Kto się w drugą osobę nie wcielił, ten jej bólu nigdy nie poznał.

Silver Spirit Fire
Znany też jako Silver bądź Silv
Basior | 10 lat | Wilk | Łowcy | Przywódca | Zwierzchnik głównego obozu
Ścieżka wojownika
Poziom 5 1099/3000 PD (4099 PD) | 110 punktów
Kontakt: cmagda93 [Howrse], @Maggie#3321 [Discord]
Art by Tiffashy