Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" ❀. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2019

Od Silvera (do Ake) "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz. 7

  Oba osobniki wpatrywały się w siebie z najwyższym zdumieniem. Szczerze mówiąc, Silver zaczynał mieć poważne wątpliwości, czy kiedykolwiek odnajdzie swój skarb, a tym czasem on sam tu do niego przywędrował. No, przynajmniej częściowo.
  Podczas gdy tak na siebie patrzyli, basior zastanawiał się, czy nie zaatakować lisicy i odebrać jej świecznika siłą, ale zaraz porzucił ten pomysł. Przecież nie chodziło o jeden, a cały worek pozłacanych tworów, a być może ta o to członkini Cieni widziała resztę i będzie w stanie mu pomóc.
Bardzo śmieszne, lisy dbają tylko o siebie.
Kiedy tak bił się z myślami, w oczach nieznajomej zaczęło pojawiać się zniecierpliwienie. Wiedział, że musi w końcu zacząć rozmowę, jednak nadal nie wiedział, jak ma się do tego zabrać, aby pokojowo (w miarę możliwości) załatwić sprawę.
- Skąd masz ten świecznik? - wyrzucił z siebie. Będąc osobnikiem z natury bezpośrednim, Silver nie za bardzo znał się na dyplomacji. 
- Co mam? - zdziwiła się liszka, próbując zerknąć na przedmiot trzymany w pysku, co sprawiało, że wyglądała komicznie. Silver siłą powstrzymywał się, aby się nie zaśmiać. W końcu, wyśmianie dziwnej mimiki nieznajomej raczej nie sprawi, że będzie bardziej skora do pomocy.
- Świecznik. - powtórzył, a gdy samica nadal nie rozumiała, dodał: - To coś, co właśnie trzymasz. - zerknął jeszcze raz na drogocenny przedmiot i skręcił się w środku na widok swojego skarbu w tak fatalnym stanie.
  Tym razem to lisica nie wiedziała, co powiedzieć. Bystre oczy basiora wnet zauważyły niepewność wymalowaną na pysku, a intuicja wyczuła, że lisia wadera zastanawia się, czy powiedzieć mu prawdę.
- Znalazłam. - powiedziała wreszcie, a raczej wymamrotała, patrząc na fakt, że nadal nie wypuściła świecznika z uścisku swoich szczęk. Biały wilk chciał ją poprosić, aby położyła go na ziemię, bo ledwie ją rozumiał, ale uznał, że członkini Cieni może uznać to za podstęp.
- Okej... a nie widziałaś gdzieś może wypłowiałego worka z większą ilością tych rzeczy? - zapytał, a serce zaczęło mu bić mocniej. 
- Nie, a coś się stało? - odparła liszka, tym razem bez cienia wahania. Z Silvera na te słowa jakby uszło całe powietrze. Brał pod uwagę możliwość, że kłamała, ale nawet jeśli, nie ma jej za bardzo jak tego udowodnić, a na teren Cieni nie wejdzie. Na jego korzyść przemawiało tylko to, że wrzosowiska były jednym z niewielu terenów nieoddzielonych rzeką czy chociażby małych strumieniem od terytorium sąsiedniego klanu. W związku z tym, często kręciły się tu lisy i wilki, czasem też, naumyślnie lub nie, wchodząc na terytorium obcych. Parę lat temu, gdy Silver objął władzę, było to źródłem kłopotów i poirytowania zarówno dla niego, jak i Blade'a, ale w końcu obaj władcy, wydaje się, odpuścili sobie i nie wszczynali kłótni międzyklanowych o kilka zagubionych dusz na nieswoim fragmencie pola porośniętego wrzosami. Jedynie, gdy ktoś z Cieni zawędrował w pobliże obozu stacjonującego tuż przy spornym kawałku terenu, zostawał przeganiany. 
  W każdym razie, przeszukanie wrzosowisk nocą było jedyną szansą na sprawdzenie prawdomówności lisiej wojowniczki.
- Nic, po prostu ktoś z obozu ogłosił kradzież i postanowiłem dołączyć do grupy poszukiwawczej. Pewnie zaraz do mnie dołączą. - odpowiedział. Postanowił zataić swoją rangę i miejsce zamieszkania*, by nie wzbudzać podejrzeń. Nie był pewny, czy nieznajoma dała się nabrać, ale kiwnęła głową i zaczęła odchodzić. Pragnął za nią zawołać, by zostawiła biedny świecznik, ale nie mógł.
  Pozostawało tylko czekać na zmierzch.

Ake?

---
+267 PD
~Maggie

*Zwykli członkowie klanów, ze względu na brak wspólnych zgromadzeń i rozległość terytorium znają władców tylko z imienia, zatem w zdecydowanej większości nie znają liderów obcych klanów (a czasem nawet i własnych) z widzenia. Przez wzgląd na bezpieczeństwo przywódcy nie podaje się też, gdzie obecnie zamieszkuje, w związku z tym sąsiedzi nie mają pojęcia o tym i liderzy mogą swobodnie maskować swoją tożsamość.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Od Ake (do Silvera) "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz.6

   Wiadomość o tym, że lisy z wrzosowisk widziały na granicy wilki szybko rozniosła się wśród Cieni. Nie można było zignorować tej informacji, mimo że zanim trafiła do Blade'a przeszła przez setki, a może nawet tysiące osobników gotowych za każdym razem urozmaicić historię choćby jednym zdaniem. Natychmiast na granicę zostały wysłane patrole, aby przekonać się o prawdomówności lisiego społeczeństwa. Po drodze nie zauważyli niczego podejrzanego, miejscowe lisy również nie skarżyły się na wtargnięcie Łowców na ich terytorium, toteż wszczęty alarm, który wywołał niemały popłoch, okazał się fałszywy.
    Jeden z patroli dotarł do samiutkiej granicy, gdzie jego członkowie rozdzielili się i poszli samotnie wrzosowiskami, nie obawiając się wcale jakiegoś zagrożenia ze strony swoich sąsiadów.
    Wszechobecny fiolet sprawiał, że ruda lisica pomału dostawała oczopląsu. Wszystko mieszało się ze sobą i nie potrafiła już odróżnić fioletowego kwiatka od fioletowego motyla, który przycupnął na jednym z nich. Nie wiedziała, ile już tak idzie przed siebie, bo te fioletowe pola zdawały się nie mieć końca. Nic dziwnego, że tajemniczy worek zauważyła dopiero wtedy, kiedy przechodziła tuż obok niego. Był brudny, mokry i ogólnie prezentował się nieciekawie. Czasem widziała podobne rzeczy na granicy z Wojownikami, ale nigdy z wilkami. Kto mógł zostawić tutaj takie coś? Zaciekawiona tajemniczym znaleziskiem, ostrożnie wsunęła nos do środka, a kiedy poczuła, że jej pyszczek zetknął się z czymś zimnym i brudnym, szybko się cofnęła. Chwyciła zębami koniec worka i mocno potrząsnęła, aż wypadło z niego kilka... cosiów. Nie miała zielonego pojęcia, jak to się nazywa ani do czego służy. Po bliskim kontakcie z błotem i ciemną wodą ciężko było określić ich prawdziwy kolor.
   Ake chwyciła w pysk jeden z tych niełatwych do zidentyfikowania przedmiotów. Zamierzała pokazać go innym lisom i może dowiedzieć się trochę o jego pochodzeniu i przeznaczeniu. Zapewne nie był bezużyteczny i mógł się do czegoś przydać. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że może to należy do okolicznych lisów zamieszkujących wrzosowiska, ale... nie, tutaj ani nigdzie na terytorium Cieni nie używa się czegoś takiego. Wiedziałaby o tym.
   Worek z pozostałymi ukryła gdzieś wśród wrzosów. Jeszcze mogą się przydać, pomyślała i zaczęła iść z powrotem tam, gdzie miała spotkać się z resztą swojego patrolu. Zero wilków, zamiast tego dziwne przedmioty, które wyglądają, jakby leżały w tym worku już jakiś czas – takie patrolowanie terenu lubiła.
   Nagle usłyszała szelest wrzosów. Zastygła w bezruchu. Zbliżało się do niej coś dużego, większego niż każdy napotkany tu lis. Nie chwal dnia przed zachodem słońca, mówili. Wychyliła łebek znad kwiatków i dostrzegła biało-niebieskiego wilka, który widząc ją, zareagował takim samym zdumieniem. Jednak nie z jej powodu, a przez to, co właśnie trzymała w pysku. Jego oczy zdawały się patrzeć na tajemniczą rzecz wygłodniałym wzrokiem, natomiast Ake, niepewna tego, co w tej chwili powinna zrobić, stanęła wyprostowana, nie wypuszczając przedmiotu. Może takie zachowanie w stosunku do przywódcy Łowców nie było odpowiednie, może powinna odstawić znalezisko i wrócić tam, skąd przyszła? Tymczasem patrzyli na siebie i trudno stwierdzić, które z nich w tym momencie było bardziej zaskoczone.

Silver?
---
368 pd
~Mimma

poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Silvera (do Ake) "Profesjonalny Świecznikowy Skrytobójca" cz.5

 *fragment dotyczy jeszcze pory letniej*

 Przerażony basior prędko pognał w kierunku lasu, modląc się w duchu o znalezienie drogocennego skarbu. Chociaż najgorszym scenariuszem była kradzież świeczników, chciał też znaleźć worek w jednym kawałku. Wiedział doskonale, ile jego przyjaciel szukał podobnego narzędzia na terenach Wojowników, nieraz ryzykując życiem. 
  Po dłuższej chwili dotarł na miejsce (wyczuł to po unoszącym się jeszcze starym zapachu spalonych liści), lecz po świecznikach nie pozostał żaden ślad. 
-  Złodzieje, przeklęci złodzieje! - jęknął pod nosem Silver, starając się wywęszyć zapach intruza (lub intruzów), ale wszystko inne przyćmiewała spalenizna. W jego głowie narastała panika. Co zrobić, co zrobić? Wrócić się na terytorium Wojowników? Może ta kobiecina miała czelność wtargnąć na tereny Łowców i, niepocieszona odzyskaniem przez przywódcę jej łupu, ruszyła w poszukiwaniu nagrody pocieszenia? Albo to ta ludzka wadera? Niby była okaleczona, ale skoro udało jej się tak szybko dostać na miejsce zdarzenia, to i z dojściem tutaj nie miałaby problemu. A może to jeden z Łowców? Jeśli tak, to nie ujdzie mu to na sucho... Chociaż, chyba wolałby, aby to był jego pobratymiec aniżeli obcy. 
 Niestety, chociaż szukał i szukał, worka nie znalazł.

*time skip na jesień*

  Lato się skończyło, a Silvera nadal dręczyła rozpacz i wyrzuty sumienia.
  Gdy wrócił do obozu (co zajęło mu kilka dni) i powiedział Finnowi, że ktoś ukradł jego worek, czarny wilk posmutniał. Odrzekł jednak, że się nie gniewa, co tym bardziej zdołowało przywódcę - wolałby, aby przyjaciel się wściekł i na niego nawrzeszczał. Nie powiedział mu, co było w środku jego własności.
  Isabelle przez ten czas krążyła wokół niego niczym cień, trzymając dystans. Powoli go to zaczynało irytować, ale nie powiedział nic. W końcu była bardzo niekłopotliwym cieniem. Biedna.
  Najgorszy był jednak ten smutny widok jego kąta ze świecznikami. Był on pusty i zaniedbany. Silver nie miał siły, aby zatroszczyć się o polerowanie pozostałych świeczników.
  Po kilku dłużących się dniach podjął decyzję - musi znaleźć ten worek. Po prostu musi.
  Kiedy tylko postawił sobie cel, natychmiast zaczął dążyć do jego realizacji. O świcie wyruszył, z zamiarem przeszukania całego terytorium Łowców. Pomysł ten był głupi, nierozsądny i zmuszał do straty czasu. Ale Silver, jak to on, nie przejmował się takimi drobiazgami. Kiedy tylko wyruszył na południe, mógł zauważyć wilki, które niosły jedzenie na miejsca pochówku swoich zmarłych bliskich. Biały wilczur nie obchodził tego święta - nie miał tu martwej rodziny.

 Minęło kilka wschodów słońca od wyprawy, ale poszukiwania pozostawały bezowocne. Silvera zaczęła nawiedzać coraz większa rozpacz. Co, jeśli jego skarb przepadł bezpowrotnie? Jeśli jakiś lawolubny lis lub człowiek stopił jego świeczniki na bezkształtną masę? 
  Nawet nie zauważył, kiedy dotarł na wrzosowiska - jedyny fragment terytorium, którego nie dzieliła rzeka. Dalej, pomiędzy fioletowymi roślinami, mignęła mu zwinna, futrzasta sylwetka z długą kitą. Lis.

Ake? Sorki, że krótkie, ale łączę to z poprzednim opowiadaniem

---
+218PD
~Maggie

środa, 17 października 2018

Od Silvera (do Reyny) "Profesjonalny Świecznikowy Skrytobójca" cz. 4

  Z gardła basiora wyszedł głuchy jęk, gdy ludzka wadera upadła na jego potężne cielsko. Nie była ciężka, jak na człowieka oczywiście, ale Silver wyraźnie czuł pazury* wrzynające się w jego skórę. Że też takie nędzne odpryski, jakie mieli na palcach ludzie potrafiły zadać taki ból! Szybko zebrał w sobie całą siłę i wygramolił się spod nacisku ciała, a następnie spojrzał na nieszczęśnicę wzrokiem pełnym oburzenia. Ta odpowiedziała przepraszającą miną, ale on tego nie zauważył, bowiem natychmiast zaczął rozglądać się za biednym świecznikiem.
- Nie ma go! - wykrzyknął.
- Na pewno zaraz się znajdzie... - odrzekła Reyna, ale wtem oboje zauważyli, gdzie jest skarb wilczego dowódcy.
To ta starucha go zabrała!
Kobiecina oddalała się szybkim krokiem od miejsca zdarzenia, trzymając w pomarszczonych dłoniach drogocenny świecznik, który połyskiwał wesoło w promieniach popołudniowego słońca. Basiora wypełniła nieokiełznana furia, która wręcz darła się w jego głowie, żeby w tej chwili rzucił się w pogoń za złodziejką. Jak pomyślał, tak też zrobił - już napinał mięśnie do biegu, gdy dziewczyna złapała go mocno za nogę, tak, że omal się nie przewrócił.
- Co ty, na wszystkie liście na gałęziach, wyrabiasz?! - darł się wilczur, próbując oswobodzić uścisk.
- Nie możesz za nią iść! - Odpowiedziała ludzka wilczyca, jedną ręką trzymając tylną nogą Silvera, a drugą swoją bolącą kostkę. - To nie twoje tereny!
- A ty zapewne się zgubiłaś na naszych, czyż nie? - sarknął ironicznie. Reynę na te słowa chwilowo zatkało, bowiem nie widziała, co ma odpowiedzieć. Wilk jednak nie czekał na odpowiedź, tylko dodał: - Teraz ja mam zamiar zgubić się na waszych. Na pewno nikt nie zauważy.
  Dziewczyna błyskawicznie wymieniła rękę trzymającą umięśnioną nogę Silvera na drugą, mniej obolałą, gdy jednak wilczur, wykręcając się w dziwny sposób miał zamiar dosięgnąć jej ręki pyskiem i najpewniej jej ją odgryźć, szybko się wycofała. Spoglądała na niego błagalnym spojrzeniem.
- Nie, nie idź za nią! Jak chcesz to pójdę popytać we wsi o tę babę, ale zostań tutaj!
  Basior tylko prychnął na te słowa - był pewien, że młoda wadera nie dotrzyma słowa. W końcu, kłamliwe, dwunożne wilczyce nigdy nie wywiązują się ze swych obietnic...
Ale jednego nie rozumiał. Przecież nawet, jeśli ona by go nie powstrzymała, zrobiliby to strażnicy czy nawet wieśniacy, jeśli mają w sobie chociaż odrobinę odwagi. Dlaczego więc ona tak się upiera, żeby nie próbował? Bała się wydać przywódcy Łowców nawet takiego małego kawałeczka terenu?
- Proszę... - powtórzyła cicho. 
- Trzeba było cię od razu zabić. - Warknął tylko basior i wreszcie zdecydował się pognać wgłąb terytorium Wojowników, zostawiając we wgłębieniu przerażoną Reynę. Kątem oka jeszcze zauważył, jak próbuje się dźwignąć i iść za nim. W sumie, nawet jej się to udawało, niestety poruszała się zbyt wolno, aby dogonić białego wilka, który w końcu zniknął za krzakami.
  Mimo, iż minęło kilka dobrych minut od ucieczki starej kobiety, Silver dzięki znakomitemu węchowi szybko ją wytropił i teraz skradał się w jej kierunku. Po krótkiej chwili rzucił się na nią, chcąc wygryźć jej gardło i zabrać świecznik. W ostatniej chwili jednak się zreflektował: "Starych wilków się nie zabija, to haniebne" i dosłownie w ostatnim momencie zmienił kierunek skoku na tyle, aby móc wyminąć się ze złodziejką. Ta złapała się za serce z przerażenia, patrząc się wilkowi w oczy (drodzy Wojownicy, nigdy nie patrzcie się Łowcy w oczy, to dla nich oznaka prowokacji).
- Oddaj to, co nie jest twoje. - warknął wilczur. Staruszka jak na sygnał upuściła świecznik na trawę i zaczęła prędko uciekać - nawet nieco szybciej, niż na starą, schorowaną kobietę przystało.
  Gdy Silver podnosił z ziemi poharatany świecznik, pojawiła się Reyna, wspierając się o pobliskie drzewa i pnie. 
- Dlaczego nie zabiłeś tej staruchy? - zapytała, więc domyślił się, że zdołała pojawić się tu wcześniej. Na początku uznał, iż to z bolącą kostką niemożliwe, ale zastępczyni Wojowników, korzystając ze swoich atutów fizycznych, zdołała się tu dostać szybciej niż jakikolwiek inny człowiek. 
- Miałbym zachlapać krwią mój cenny świecznik? Jeszcze tego by brakowało! - odparł, po czym dodał płaczliwym tonem: - Zobacz, jak go ta baba zniszczyła - wszędzie są odciski jej łap. Będę musiał znów go polerować, a to zajmuje godziny! 
- Ach, no tak. - mruknęła Reyna. - To naprawdę straszna zbrodnia. A teraz może łaskawie opuścisz nasze tereny i wrócisz do lasu, bo...
- Tak, tak, już sobie idę i niech mnie Natura strzeże przed waszymi ostrymi dzidami! - powiedział Silver, gdy nagle coś do niego dotarło.
Zostawił cały worek ze świecznikami na pastwę losu! Na pewno ktoś już zdążył je ukraść i zachlapać błotem! Biedne świeczniki!

Reyna?

---
+359 PD
~Maggie
*Silver, nie znając ludzkich nazw dla wielu rzeczy przekręca je na podobieństwo wilcze.

sobota, 18 sierpnia 2018

[E] Od Reyny (do Silvera) - "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz.3

   Chyba nawdychałam się zbyt dużej ilości dymu, przemyka mi przez myśl. No bo jak to tak, pomagać wrogowi, ba - przywódcy wrogiego klanu? Mimo wszystko owy basior postanowił mnie oszczędzić, muszę więc mu się w jakichś sposób (choćby nawet był tak błahy jak wkładanie świecznikowej kolekcji do worka) odwdzięczyć.
   Silver, choć nieufnie zerkając w moją stronę, powoli odsuwa się od worka, nie spuszczając jednak ze mnie wzroku. Staram się ignorować rzucane mi czujne spojrzenia, powoli umieszczając te jakże cenne dla wilka świeczniki w materiale...
   A przynajmniej dopóki nie skacze na mnie jakaś czarna turbowiewiórka.
   Futrzak z gracją wskakuje na moje ramię, by przebiec wzdłuż całej długości mojej ręki i wyrwać mi z dłoni niewielkich rozmiarów świecznik. Po tym wszystkim czarna wiewiórka zeskakuje i gna przed siebie. Dopóki nie wyrywam się z krótkotrwałego szoku, zastanawiam się, czy ten mały skurczybyk nie należy przypadkiem do jakiegoś ukrytego Klanu Wiewiórki i czy nie jest ich Wojownikiem, chcącym wypowiedzieć wojnę nie tylko mojemu klanowi, ale także i Łowcom... W końcu Silver właśnie wygląda, jakby chciał rozszarpać wiewiórczego złodzieja tu i teraz. Mimo wszystko dalej staram się wierzyć, że przywódca wilczego klanu skrycie jest pacyfistą.
  - Rusz tyłek, ludzka wadero, a nie patrz się tak na mnie! Ta wiewiórka zaraz ukradnie mi skarb! - krzyczy przeraźliwie mój towarzysz, na co ja pod wpływem chwili podrywam się na równe nogi i staram się podążać tropem czarnej wiewiórki, która biegnie tak, jakby była po sporej dawce dopingu. W pewnym momencie zerkam przez ramię, jakby chcąc ujrzeć, czy Silver biegnie za mną - nie jestem w stanie jednak zobaczyć basiora w pobliżu mnie, ale moja cicha nadzieja podpowiada mi, że wilk za mną nie podąża. Złodziejska wiewiórka bowiem kieruje się prosto do granic klanu Wojowników, a ostatnie czego pragnę to to, aby wilczy przywódca mógł chodzić po naszych terenach.
   Przełykam ślinę, nie przerywając tego jakże bezsensownego biegu. Muszę liczyć na szczęście i modlić się do tego cholernego losu, aby wiewiórka kierowała się wzdłuż naszych terenów, a nie biegła wgłąb.  Jeśli Silver biegnie za mną, to byłoby jak podanie na tacy Łowcom naszej pozycji! 
   Na szczęście nie zapowiada się na to, aby futrzak zmieniał toru swojego biegu. Jestem pewna, że wkrótce się zmęczy, w końcu noszenie ze sobą nawet tak niewielkiego świecznika, może być dla równie małej co ukradziony przedmiot wiewiórki niemałym wyzwaniem. Na mój pech niestety widzę przed sobą paru strażników granicznych, którzy przytrzymują jakąś staruszkę, warczącą na wszystkich wokół jak jakichś zapchlony lis z wścieklizną. Staram się ukryć swoje zdziwienie, równocześnie starając się wyminąć członków mojego klanu, posyłając im proszący wzrok jednoznacznie oznaczający: "Błagam, nie zadawajcie pytań, nie warto".
   Niestety nawet krótkotrwałe szczęście nie jest mi dane. Pomimo niezłej zadyszki i utraty tempa, staram się nadążać za moim uciekinierem... I wtedy nagle potykam się o własne stopy i ląduję w rowie. Wiewiórka tymczasem wskazuje na dość niskie drzewo, a ja widzę w jej czarnych, paciorkowatych oczach czysty triumf i satysfakcję. Nie dam jej wygrać! 
   Próbuję wstać, jednak moją kostkę przeszywa ostry ból. Wiem, że nie dam rady się podnieć, muszę więc zawiadomić w jakichś sposób strażników idących nieopodal mnie, aby dali spokój tej biednej staruszce, która prawdopodobnie przewinęła im się za kradzież i gonili tą cholerną wiewiórkę. Jak jednak wytłumaczyć im pokrótce cel, który mają złapać, nie wyjaśniając, że ten czarny gryzoń porwał jeden z prestiżowych świeczników należący do przywódcy wrogiego klanu, któremu obecnie pomagam?
  - Krasnoludki ukradły mi skarb Leprechaunów! - krzyczę, chcąc zwrócić na siebie uwagę strażników.
   Pomimo chwili zmieszania, w końcu strażnicy wzrokiem wyłapują wiewiórkę na gałęzi i dzięki własnej współpracy, próbują się wspiąć na drzewo. Jeden ze strażników trzyma się nieco dalej od drzewa, a ja z odległości kilku metrów od nich jestem w stanie dosłyszeć, jak ten mamrocze cicho pod nosem:
  - Chłopaki, to naprawdę nie jest dobry pomysł...
   Jak na zawołanie, nawet w tej sytuacji nie mamy szczęścia. Gałąź łamie się i i upada u jego stóp.
   Ten czarny, działający mi na nerwy skurczybyk ląduje miękko w trawie, postanawiając przejść do etapu "taktyczny odwrót". Pomykając przez gęstą trawę, zostawia na pastwę losu biedny świecznik, który gubi się w tym gąszczu. Nieopodal kręci się stara, pomarszczona baba i klnie jak szewc, szukając czegoś w trawie. Prawdopodobnie szuka owego historycznego świecznika, który prawdopodobnie mógłby być dla niej dość cennym łupem, jeśli sprzeda go na rynku w klanie. 
   Z mojego gardła wydobywa się cichy jęk, kiedy zdaję sobie sprawę, że gorzej być nie może. Strażnicy mojego klanu próbują się podnieść spod gałęzi, która niefortunnie zawaliła się pod ich ciężarem, jakaś nieznajoma mi staruszka poszukuje cennego świecznika, chcąc posiąść go na własność, tajemniczy świecznikowy złodziej uciekł mi z pola widzenia, ja tkwię w jakimś rowie unieruchomiona przez skręconą kostkę, a w dodatku istnieje możliwość, że właśnie przywódca Łowców plądruje nasz klan, a gonienie przeze mnie wiewiórki na jego rozkaz miało być tylko podstępem, aby odwrócić moją uwagę od tego, co dzieje się u Wojowników.
   Zerkam w niebo, próbując podnieść się do siadu. Błękitne sklepienie nieba przeszył dziwny kształt w kształcie krowy w kapeluszu. A może to Silver?
   A jakże! Wilczy przywódca dzięki mocy swoich potężnych skrzydeł ląduje tuż przy mnie, przez chwilę węsząc coś w trawie... Aż w końcu podnosi dumnie łeb, a moim oczom ukazuje się wystający z jego pyska pozłacany świecznik. Przy okazji również ociekający śliną przez jakże niehigieniczny sposób trzymania go przez Silvera, ale lepiej o tym nie wspominać, bo mogę urazić majestat przywódcy. Nie wiem, czy to przez wdychanie dymu z pożaru, przez zmęczenie, czy przez dość silny ból w kostce, ale przez chwilę wydaje mi się, że na pysku basiora gości uśmiech. Szybko jednak odganiam od siebie tę myśl, zdając sobie sprawę, że bardziej prawdopodobne jest to, że mam zwidy. Wilk prezentujący się przede mną w końcu wydaje się dość poważną personą... Choć przez wpływ świeczników na jego zachowanie mogę mieć co do tego wątpliwości. Nie mogę jednak na starcie zbywać go machnięciem ręki - zdaję sobie sprawę, że pomimo jego chwilami infantylnego zachowania musi być dość uzdolniony w kierunku własnych umiejętności magicznych i pokonanie mnie (zwłaszcza zważając na dręczącą mnie niemagiczność) mogłoby zająć mu może pół minuty.
   Pod wpływem euforii za sprawą znalezienia zguby podrywam się gwałtownie, co oczywiście nie jest dobrym pomysłem - stając na obolałej kostce upadam, lądując z niemałą gracją na Silverze.

Silver? XDD

+872 PD
~Alex 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Od Silvera (do Reyny) "Profesjonalny świecznikowy skrytobójca" cz.2

  Silvera ogarnęła przeogromna wściekłość na widok ludzkiego intruza w jednym z obozów. Tak się złożyło, że był to jeden z opuszczonych obozów przygranicznych, którego część służyła przywódcy jako jeden z jego schowków na najcenniejsze skarby - w tym przypadku na drogocenne świeczniki. A przynajmniej ich część. Basior bowiem przyjął strategię rozkładania swoich kosztowności na kilka obozów, by w razie ewentualnego napadu i skradzenia tych rzeczy umarła tylko część klanu, to znaczy, yyy, by nie skradziono wszystkiego na raz. Ten "składzik" jednak miał zostać dziś przez samego dowódcę opróżniony, gdyż nie mógł narażać swoich skarbów na lepkie łapy jego poddanych, którzy mogliby się tu przybłąkać.
  Wyraźnie wyczuwał strach bijący od tej ludzkiej wadery, aczkolwiek miał wrażenie, że dziewczyna jest już pogodzona ze śmiercią. Albo to podstęp. 
  Szybko podniósł łeb i rozejrzał się po pomieszczeniu. Tuż obok nieznajomej leżał jeden ze świeczników, którego płomień zaczął podpalać pojedyncze źdźbła wysuszonej trawy, którą swego czasu nanosiły tu inne wilki - zanim przeniesiono wszystkich do innego obozu, miejsce to było jaskinią obozowych medyków, tak więc poza trawą walały się tam jeszcze suche liście i resztki starych, również suchych ziół. Choć w chłodnej jaskini wydawało się to niemożliwe, to prawdopodobnie wściekłość Silvera podtrzymywała nieświadomie ogień i sprawiała, że zaczął wydzielać się dym. Wilk zaczął pojmować, że zaraz będą tu mieli mały pożar, a to napełniło go niepokojem. 
  Musiał ugasić pożar. Zaczął żałować, że nie zabrał ze sobą Isabelle, której moc władania wodą mogłaby się tu bardzo przydać, ale bał się jej przyznać, z jaką miłością kolekcjonuje świeczniki. Ponieważ sam nie mógł ugasić pożaru, był zmuszony prosić o pomoc wroga.
- Jakieś dwieście metrów za obozem jest strumień. Przynieś tu wodę, i to prędko! Zaraz mi efekt pozłacania ze świeczników zejdzie! -  poganiał dziewczynę. Ta z pewnym wahaniem oddaliła się we wskazanym kierunku. - Byle tylko nie zwiała - mruknął do siebie. Starał się nieporadnie gasić płomienie, lecz to było na nic. Z każdą sekundą ogień zwiększał się i przywódca wiedział, że jeszcze trochę a będzie zmuszony uciekać. Najgorsze było jednak to, że wtedy już ie odzyska swoich świeczników, co było dla niego nie do pomyślenia. Cicho prosił Matkę Naturę o łaskawość i poskromienie ognia. 
  Wtem pojawiła się dziewczyna z mokrymi szmatami, które wytrzasnęła chyba z lisiego Cennetu, w każdym razie szybko wyciskała wodę które zaczęły gasić nierozwinięty jeszcze pożar. Wszystkie wyciśnięte kawałki materiału basior brał w pysk i biegł nad strumień, by przynieść dziewczynie nasiąknięte lodowatą wodą. Przemknęło mu przez myśl, że stał się pieskiem na usługi swej ""pani"", ale nie był głupi, więc nie przekładał życia swoich kochanych świeczników nad wilczą dumę i niezależność. 
  W końcu mały pożar ugaszono i oboje mogli odetchnąć. Z zatroskaną miną Silver wziął biedny świecznik w pysk i poszedł włożyć go do worka, który należał do Finna. Zapatrzony w lidera czarny basior z radością użyczył mu tego ciekawego wynalazku na czas "ważnej misji". Niestety, zadanie włożenia całej kolekcji do worka była pracą żmudną i wkurzającą, zwłaszcza gdy worek znowu się spłaszczył i trzeba było szukać otworu. Gdy włożył "sprawcę" pożaru do worka, zwrócił się burkliwym tonem do wadery z Wojowników:
- Tym razem daruję ci życie, dwunożna istoto. W podzięce za pomoc pozwalam ci wrócić skąd przybyłaś i nigdy nie wracać. I tak jestem zbyt łaskawy. 
  Lecz nieznajoma nadal stała i przyglądała się jak poirytowany basior męczy się z wkładaniem świeczników do worka.
- Um... może pomóc? - gdy ten na nią spojrzał, dodała szybko: - Bardzo lubię świeczniki.

Reyna? XDD

----
+342 PD
~Maggie

niedziela, 22 lipca 2018

Od Reyny (do Silvera) - "Profesjonalny, świecznikowy skrytobójca"

   Przeciskam się przez krzaki, których gałęzie boleśnie ocierają się o moją skórę. Muszę zachować ciszę, wiedząc, że właśnie wkraczam na tereny Łowców - rozszarpanie przez wilki to ostatni rodzaj śmierci, jaką pragnęłabym zginąć. Staram się nie wydawać żadnych dźwięków, choć przy obecnym terenie, przez jaki właśnie się przeciskam, jest to niemal niemożliwe; krzewy otaczają mnie zewsząd, szeleszcząc liśćmi przy każdym moim ruchu. Nieświadomie wstrzymuję na chwilę oddech, mrużąc oczy, żeby uspokoić nerwy. Nie mogę myśleć o tym, że jeden mój błąd i zostanę rozszarpana przez ostre jak brzytwa kły.
   Rozglądam się wokół, chcąc upewnić się, że wilczych pysków nie ma w pobliżu. Być może tylko wydaje mi się, że nie jestem obserwowana - te zwierzęta mają zdecydowanie o wiele bardziej wyczulone zmysły ode mnie. Czuję, że z moim marnym arsenałem, który ogranicza się do łuku i strzał, może być krucho z samoobroną przed krwiożerczymi paszczami.
   Przepycham się dalej, niechcący nazdepując na patyk pod moimi stopami. Ten pęka z trzaskiem, a ja w panice zaciskam oczy, odliczając w myślach do dziesięciu, byle przeczekać ten drobny błąd. Otwieram oczy. Nic się na mnie nie rzuca, na nasz świat nie czyha apokalipsa, więc oddycham głęboko, ponownie przepychając się przez tonę liści i gałęzi.
   W końcu wytyczona ścieżka krzewów się kończy, a ja wychodzę na odsłonięty teren - tu już nie mam się gdzie ukryć przed Łowcami. Czuję palące uczucie, że mam niewielką ilość czasu na wykonanie mojej misji, za którą prawdopodobnie oberwałabym od Carisy w łeb. Jeśli jednak chcę osiągnąć sukces, muszę działać sama. 
   Rozglądam się pośpiesznie wokół, by w końcu ruszyć szybkim tempem przez łąkę, która mnie zewsząd otacza. Jeden krok. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Widzę już mój cel - wilcze obozowisko. Muszę się wkraść do tego jednego, jedynego, upragnionego obozu, nieważne jakim kosztem. Klnę cicho pod nosem, zdając sobie sprawę, że głupim pomysłem było przyjście tutaj bez asekuracji. Jeśli ja zginę podczas tej misji, wszystko pójdzie na marne, włącznie z moim marnym żywotem. (Pomińmy to, że i tak nie ma kto tęsknić).
   Szósty krok. Jestem już przy celu. Rozglądam się ostatni raz, po czym wchodzę szybko do pomieszczenia, w duchu modląc się do bogów, żeby nikogo nie zastać. Mam wrażenie, że serce, ten marny organ służący jedynie do pompowania krwi, zaraz wypadnie mi z piersi. Słyszę głośny szum krwi w uszach, więc zagryzam wargę, starając się opanować ogromny stres, który właśnie przyciska mnie z pełnią swoich możliwości. 
   Ale to, co zastaję, przechodzi moje wszelkie oczekiwania.
   Spodziewam się arsenału wojennego, wszelkich przedmiotów do torturowania lisów i ludzi, może i zapasów żywności, jakiegoś legowiska... Ale wszędzie otaczają mnie cholerne świeczniki. Cała kolekcja świeczników, które zdają się mnie obserwować. A może wilki opanowały umiejętność zmiennokształtności i właśnie jestem przez nie otoczona?
   Wyciągam dłoń, żeby przejechać dłonią po najbliżej leżącym mnie świeczniku. Knot jest wypalony, zdaje się więc, że ktoś niedawno go zapalał. Zastanawiam się, czy na pewno dobrze trafiłam. Może to nie legowisko przywódcy, a jakiejś niezrównoważonej szamanki, która namawia wszystkich do medytacji ze świecznikami?
   Widzę zapalniczkę, więc niepewnie sięgam po nią. I tak nie ma tu nic ciekawego. Odpalam drobne urządzenie, przykładając do knota, który zaczyna się palić słabym, pomarańczowym płomieniem. Patrzenie w ogień mnie uspokaja na tyle, że zapominam na chwilę, w jakim miejscu się znajduję.
   Szkoda, że przez to tracę również ostrożność. Coś powala mnie na ziemię - czuję, jak ostre pazury boleśnie wbijają mi się w łopatki, czuję ciepły oddech na swoim karku i momentalnie zamieram w miejscu. Zwierzę - prawdopodobnie wilk, w końcu to na ich terenach się znajduję - przygniata mnie na tyle mocno, że nie mogę się poruszyć. Czekam więc na jego ruch, mając nadzieję, że najpierw wysłucha powodów, dla których się tutaj znajduję, wtedy możliwości ucieczki wzrosną.
   Przymykam oczy, oddając się w całości mojemu wrogowi.

Silver?


----
+372 PD = lvl 2
~Maggie