Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Mały diabełek" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Mały diabełek" ❀. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Veru (do Hae) "Mały diabełek" cz. 8

  Spoglądała w złote tęczówki młodego lisa. Napięła mięśnie. Niepokoiło ją ranne młode z innego klanu. Przecież sam by tak daleko nie zawędrował, prawda? Jej rozmyślenia przerwało coś na kształt rozkazu…
-O-odejdź!- Nie wiedziała, czy ten mysi pisk miał ją przestraszyć, czy tylko rozbawić. Jednak dalsza część- J-jestem groźnym lisem! Jak się zbliżysz to cię zabiję moją magią!-utwierdziła ją w przekonaniu, że młode chce by się udusiła przez śmiech. Uśmiechnęła się do liska.
  Dotarło do niej, że przez spór klanów najbardziej cierpią młode. Skoro ona codziennie walczyła ze śmiercią to, czemu by nie pomóc w tym małemu szczeniakowi. Zbliżyła swój pysk do niego. Obserwowała krew spływającą po jego poliku. Nieznany jej jeszcze z imienia groźny lis obnażył kły. Czyżby spodziewał się bitwy? Skopiowała ruch dzieciaka, po czym chlapnęła paszczą tuż przed jego nosem. Ofiara cofnęła swą głowę, ale nim zdążyła się oddalić jej krwawiący policzek spotkał się z językiem napastnika. Veru uśmiechała się zadowolona, gdy mały wpadł w furię. Zaczął ją przysypywać dziecięcymi odzywkami i skakać w każdą stronę, próbując ją okrążyć.
-Dobra mały. Nie mam całego dnia. Odprowadzę Cię do granicy, tak by nikt nas nie widział, a ty zapomnisz, że mnie kiedyś widziałeś. Układ?- przekrzywiła głowę patrząc wyczekująco na zwierzę innej rasy. Na polanie panowała cisza przerywana wiatrem, który poruszał źdźbłami traw. Nie otrzymując w najbliższych minutach odpowiedzi, odwróciła się i zmierzając w stronę lasu zaczęła odliczanie. W jej głowie powoli spadały cyfry od pięciu w dół. Gdy doszła do zero poczuła kły zaciskające się na jej krótkim ogonie. Zmyliła krok i wpadła wprost z lisem w krzaki jagód. To będzie długa podróż....

Tego gówna nie pisałam ja. To Karp, serio

- - -
+158 PD
Pani Płot

czwartek, 2 sierpnia 2018

Od Haego (do Veru) "Mały diabełek" cz. 7

 Wszystkie płomienie zgasły tak szybko i nagle jak wcześniej zapłonęły. Yumeko wstała i ruszyła do martwego królika, nie zwracając większej uwagi na skulonego małego liska. Hae nie rozumiał zbytnio co się właśnie stało. Jednak nawet on wiedział, że lasy nie stają nagle ot tak, bez żądnego powodu całe w ogniu. Wiedział za to, że Yumeko potrafi kontrolować płomienie. Czy to ona to zrobiła? Ale dlaczego?
 Szybkim truchtem zjawił się obok niej i zadarł łepek, by spojrzeć jej w oczy. Były wpatrzone w królika, jednak jej spojrzenie było jakieś dziwne. Takie... puste, niewidzące, tym samym wydawały się małemu liskowi przerażające i nielisie, jakby widziały coś, czego on nie widział i nie mógł dostrzec. Sam wyraz jej pyska też był dziwny - malec nie umiał jednak jasno określić jakie uczucia przez niego przechodzą. Czy to gniew? Smutek? Żal? A może to tylko zwykłe zamyślenie, pozbawione emocji? Jednego tylko był pewien - nie podobało mu się to. Wręcz budziło w nim lęk i niepokój.
 - Ciociu Yum?... - zapytał niepewnie, lecz lisica zdawała się nawet go nie słyszeć. - Ciociu Yum!
 Chcąc obudzić ją z tego dziwnego transu bez chwili namysłu ugryzł ją w ogon. Ta zareagowała, choć nie tak jak Hae by tego chciał. Odwróciła się i warcząc wściekle uderzyła go pazurami po pysku, tak, że ten zapiszczał i przewrócił się. Szybko schował niemiłosiernie piekący policzek między łapy. Po chwili spojrzał na kończynę, którą przykładał do pyszczka i ku wielkiemu przerażeniu zobaczył na niej krew. Skoczył do tyłu, jakby chcąc uciec od rany, wtedy jednak kolejna kropla krwi kapnęła na świeżą trawę. 
 Teraz Hae był naprawdę przerażony. Bardziej niż wtedy, kiedy las zapłonął, niż gdy patrzył w puste oczy Yumeko, bardziej nawet niż podczas ataku tego wielkiego, szarego wilka. W końcu nigdy jeszcze nie był ranny! Miewał co najwyżej małe zadrapania, których często nie było nawet widać przez futro. Nigdy jednak nie widział własnej krwi! Ani nie czuł takiego bólu jak teraz!
 Cofnął się parę kroków od lisicy, patrząc jej w oczy wzrokiem pełnym wyrzutów, wściekłości i strachu, po czym odwrócił się i pognał w las, chcąc znaleźć się jak najdalej od niej. Jak w ogóle mogła go tak uderzyć?! On chciał jej przecież tylko pomóc!
 Biegł długo, nie zatrzymując się, kilka razy jednak zmęczenie kazało mu stanąć, by chwilę odpocząć, zatrzymywał się wtedy, ale kiedy już odzyskiwał energię, ruszał dalej. Postanowił sobie, że już nigdy nie wróci do cioci Yum. Ona jest zła! Jeśli by przy niej został i nie zabiłyby go rozwścieczone wilki, to na pewno ona by to zrobiła! Myślał o tym biegnąc, zupełnie zapominając, że jeszcze paręnaście godzin temu sam doszedł do wniosku, że takie małe liski jak on nie powinny żyć same w lesie.
 W końcu znowu się zatrzymał. Było już niemal kompletnie ciemno, a Hae ze zmęczenia ledwo trzymał się na łapach. Położył się, by chwilę odpocząć. Sapał tak głośno, że zapewne spłoszył każdą zwierzynę w okolicy. Na nieszczęście dla tych, którzy akurat polowali w pobliżu.
 A był ktoś taki.
 I tego kogoś właśnie usłyszał Hae, który momentalnie wstrzymał oddech i wskoczył w najbliższe krzaki. Ale mimo wszystko było już za późno. Malec słyszał tylko kroki wielkich łap zbliżające się do jego kryjówki. Serce biło mu tak głośno, że bał się, że obcy, kimkolwiek jest, usłyszy je i go znajdzie. Tak naprawdę to jednak nie było konieczne - nieznajomy znalazł go i bez wysłuchiwania jego serca, wkładając swój ogromny pysk w zarośla w których siedział Hae. Malec chciał pisnąć, przypomniał sobie jednak słowa Yumeko - ,,Nie piszcz, tylko warcz", wystawił więc swoje małe kiełki i zawarczał ostrzegawczo, po czym wyskoczył spod krzewu i zaczął uciekać. Był jednak tak zmęczony, że aż potknął się o własne łapy i przewrócił, szybko się jednak podniósł i odwrócił. Wielki obcy stał tuż za nim. Hae wiedział już, że nie był to lis. To był wilk. I choć nie wyglądał na tak strasznego jak ten, który wcześniej zaatakował malca, i tak spodziewał się, że zaraz skoczy na niego i go rozszarpie. Jednak teraz ciocia Yum już go nie uratuje. Lisek zaczął żałować z całego serca, że od niej uciekł.
 - O-odejdź! - warknął, chcąc, by brzmiało to jak pewny siebie rozkaz, wydany tonem nie znającym sprzeciwu. Jak się jednak można spodziewać, brzmiał on raczej jak pisk szczenięcia, którym to Hae faktycznie był. - J-jestem groźnym lisem! Jak się zbliżysz to cię zabiję moją magią!

Veru?


---
+ 434 PD = 2 lvl

środa, 1 sierpnia 2018

Od Yumeko (do Hae) "Mały diabełek" cz. 6

- Długa nauka przed tobą. Może alfa ci może a może inny lis. - powiedziałam.
  Położyłam się ponownie i patrzyłam w jakiś daleki punkt. Światło z ogników rozświetlało, te późną i nieco chłodniejszą porę. Choć wciąż było ciepło, to zamknęłam ślepia. - Mały idź zapolować. - powiedziałam. Zerknęłam na niego, z pół otwartych ślepiach. Ten siedział, jednak w miejscu.
- Mówiłam coś już! - warknęłam, ukazując mu swoje ostre kły. Ten się wystraszył i poleciał jak opatrzony do lasu. Ponownie się położyłam i zasnęłam od razu.
***
  Obudziłam się nagle. Podniosłam się, a wokoło wszystko płonęło. Nie zdarzyło, się to od bardzo dawna. Odetchnęłam i spróbowałam powstrzymać płomienie. Udało mi się to opanować. Dopiero wtedy ujrzałam małego lisa, nieco przerażonego. Wstałam jakoś i po prostu ruszyłam nieco dalej. Patrzyłam się na płomień, który zabił królika. Ten płomień tlił się na taki cudowny kolor, tak hipnotyzował. Wpatrywałam się w nieco i nie słyszałam, jak ktoś mnie woła. W nich zobaczyłam brata, rodzinę, przyjaciół. Wszystkich, tak jakby całe życie przeleciało przed moimi oczami. Zbliżyłam się nieco do ognia.
  Poczułam ból na ogonie, gdy się odwróciłam, maluch go ugryzł. Zamachnęłam się łapa i go podrapałam, warcząc zła jak diabli. Zabrałam ogon i go wzięłam bliżej siebie.

Hae?

----
+122 PD
~Maggie

wtorek, 31 lipca 2018

Od Haego (do Yumeko) "Mały diabełek" cz. 5

 Hae zacisnął powieki jeszcze mocniej, próbując wyłapać nawet najcichsze dźwięki.
 - Szum wody, szum wiatru, szum liści... - powiedział.
 - I jaki on jest?
 Lisek przez chwilę milczał.
 - Jest taki... no... szumiący - mruknął, po czym otworzył oczy i spojrzał na lisicę. - To nudne!
 Powiedz, twoja moc to tworzenie płomieni, tak?
 Yumeko mruknęła twierdząco, a małe iskierki zajaśniały w oczach liska.
 - Ale super! Naucz mnie tego! - rzekł i podskoczył na równe łapy z entuzjazmem, na co ta zaśmiała się. Hae zmarszczył nosek. Czy powiedział coś śmiesznego?
 - To jest moja moc. Ty masz inną - wyjaśniła spoglądając na niego. - Jak będziesz większy to nauczysz się z niej korzystać.
 Malec wydął policzki niezadowolony.
 - Nie lubię czekać! To takie nudne! - poskarżył się, tupiąc lekko łapką w ziemię. Lisica nic nie odpowiedziała, ochlapując się zimną wodą. Po chwili ciszy malec znów wlepił w lisicę swoje złote oczka. - Ciociu Yum, masz jeszcze jakieś moce prócz ognia?
 - Ciociu...? - zapytała patrząc na niego zdziwiona. - Mm, tak, każdy ma po kilka mocy, ja również.
 Hae uśmiechnął się szeroko i zaczął skakać wokół niej.
 - Pokaż, pokaż!
 Yumeko najpierw tylko mruczała coś pod nosem, w końcu jednak usiadła i spojrzała na parę większych patyków leżących przy drzewie, a te uniosły się w powietrzu i zaczęły latać wokół Haego. Lisek westchnął z zachwytu, a po chwili patrzenia skoczył na jeden z patyków, ściągnął go na ziemię i trzymał mocno łapkami i ząbkami. Ten jednak nawet się nie wyrywał, więc już po chwili znudził się, puścił go i podbiegł bliżej do lisicy, zadzierając wysoko łepek, by spojrzeć jej w oczy.
 - Ale ty jesteś potężna! - powiedział zachwycony. - Pewnie chodzisz po lesie i zabijasz takie złe wilki jak ten wcześniej, prawda?
 Wyraz pyska Yumeko trochę sposępniał. Odwróciła wzrok i spojrzała w dal, na drugi brzeg jeziora.
 - Nie. Nie lubię zabijać - powiedziała dziwnym tonem. Malec zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
 - Jak to? Dlaczego?
 Znów spojrzała na niego.
 - Jestem medykiem, nie wojownikiem - odparła.
 Hae zamrugał kilka razy oczami.
 - Eee... czyli?
 Lisica parsknęła śmiechem.
 - Medyk to ktoś kto leczy innych, głupi maluchu.
 - Nie nazywaj mnie "głupim maluchem"! - oburzył się. - Jestem Hae!
 - Wiem, mały.
 Fuknął i zmarszczył pyszczek jeszcze bardziej. Yumeko nie odzywała się przez chwilę, lisek również milczał. W końcu też usiadł i podążył za wzrokiem lisicy, utkwionym na lekko falującej od wiatru wodzie. Tam jednak nie było nic ciekawego, znów więc na nią spojrzał.
 - Bycie medykiem musi być nudne - odezwał się. - Wiesz, ja jak dorosnę to będę wielkim wojownikiem! Będę baardzo groźny! Znaczy, no, jeszcze groźniejszy niż teraz!

Yum?

221 PD ~Teczka

Od Yumeko (do Hae) "Mały diabełek" cz. 4

- Musisz się nauczyć. Polegaj na sobie, lisy to samotnicy. Nie polegają, na nikim. - powiedziałam. Ruszyłam do doliny, do miejsca, gdzie miałam zamiar się napić i wykąpać. Może nawet popływać, akurat dzisiejszy dzień jest dość upalny.
  Droga nie była, jakoś długa. Gdy po raz, któryś maluch zaczął łamać gałęzie. Stanęłam.
- Unikaj gałęzi. Stąpaj po niej jak po chmurach. Bądź cichy i ledwo dostrzegalny. Nie piszcz, tylko warcz. Jeśli masz tu żyć. Musisz dorosnąć już teraz. Nie zawsze, będę przy tobie. - dodałam. Po czym ruszyłam dalej. Szłam wolno, jednak wiatr nieco chłodził me futro. Po zobaczeniu pięknej kwiecistej oraz pełnej różnorodnych zwierząt. Przebiegłam wśród kwiatów, które po chwili zaczęły unosić się ku niebu. Nie zatrzymałam się, gdyż wyskoczyłam do wody. Zanurzyłam się, mogłam dostrzec rybki.
  Złapałam jedna w pyszczek, po czym wynurzyłam się i rzuciłam na brzeg. Zrobiłam tak jeszcze kilka razy. Po czym wypłynęłam i wyszłam na brzeg. Otrzepałam się z wody, na co maluch pisał.
- No to mały jedz. - rzekłam.
- Nie mów, do mnie mały. Jestem Hae. - warknął.
- Jasne mały. - zaśmiałam się, na co maluch fuknął. Co jeszcze bardziej mnie rozbawiło. Nim się spostrzegł, wylądował w wodzie. Ma co jedynie się śmiałam jak po krzaczkach Finna.
  Gdy się już jako tako uspokoiłam, zabrałam się za jedzenie. Rozszarpałam nieco ciało ryby, aby zacząć je powoli jeść. Mały lis próbował jeść, co mu niezbyt wychodziło. To też było zabawne.
  Po jedzeniu napiłam się nieco wody i położyłam tuż przy wodzie. Przednia i tylna łapa mi się moczyłam tak samo ogon, którym czasem ochlapywałam swoje ciało. Chłód był dobry.
- Jakie ty masz imię? - spytał nieco zajakany.
- Yume. Tak możesz do mnie mówić. - powiedziałam. Zamknęłam ślepia i zaczęłam wsłuchiwać się w szum.
- Co robisz? - spytał.
- Połóż się obok. Zamknij oczy i wysłuchaj się w otaczające dźwięki. - powiedziałam. - Po czym powiedz, co słyszysz i czujesz. - dodałam.
- Słyszę szum. - rzekł.
- Czego szum? - spytałam.

Hae?

166 PD ~Teczka

Od Haego (do Yumeko) "Mały diabełek" cz. 3

 Hae rozglądał się wokół, lecz dziwnej lisicy nigdzie nie było. Nie poddawał się jednak i szukał za każdym drzewem i pod każdym krzakiem, coraz bardziej marszcząc nosek ze zniecierpliwienia. 
 - Gdzie jesteś?! - zapytał głośno, ale tak jak podejrzewał nikt mu nie odpowiedział.
 Zatrzymał się więc, zamknął oczy i zaczął nasłuchiwać. Z początku słyszał tylko szum młodych liści i śpiew ptaków, zaraz jednak doszedł do tego cichy, lecz coraz szybciej głośniejszy szelest. Bardzo szybko. Odwrócił się w stronę hałasu. Czy to ta lisica biegnie w jego stronę? Nie... Lisy nie są takie głośne. 
 I wtem coś wielkości Haego wyskoczyło z krzaków i zupełnie ignorując malca pobiegło dalej. Zając?
 Lisek nie miał jednak czasu zastanawiać się nad tym dłużej, gdyż zaraz za nim wyskoczył ciemny lis, wielki, trzy, a może nawet cztery razy większy od lisicy spotkanej wcześniej. Jednak on nie minął malucha jak zając sprzed chwili, lecz gdy tylko go zauważył, bez chwili wahania, ani namysłu rzucił się na niego. Przerażony Hae automatycznie uskoczył w bok, ledwo unikając wielkich pazurów. Zaczął biec przed siebie, lecz gdy tylko obejrzał się, wielkie kły były tuż za nim. Zrobił skok w bok, tym samym wpadając na pień drzewa. Odwrócił się, tylko po to, by ujrzeć straszne, szare ślepia i zbliżające się ogromne kły. Nie miał żadnych szans, by przed nimi umknąć. Skulił się ze strachu i zaczął głucho piszczeć.
 Wtedy nagle ciemny lis stanął w płomieniach. W szaleńczych skokach i wiciu się, rozpaczliwie próbując ugasić ogień, cofnął się od Haego. Wył tak przeraźliwie i głośno, że wszystkie ptaki w pobliżu zerwały się do lotu i uciekały. Cały las zdawałby się ucichł, słychać było tylko wrzaski płonącego, trzaskanie ognia, a w powietrzu dominował odór spalonego mięsa. W końcu wielki lis ucichł, przestał skakać, po czym zupełnie znieruchomiał i padł na ziemię. Nie przypominał już zwierzęcia którym był przed chwilą, w ogóle nie przypominał nic żywego. Została z niego tylko dymiąca, czarna kupa.
 Hae zupełnie znieruchomiał. Wstrzymał oddech, choć sam nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Może to z szoku? A może przez duszący zapach? Nie odwracał wzroku od trupa, nawet gdy lisica która wcześniej ukrywała się przed nim stanęła obok. Spojrzała na małego liska, lecz gdy ten w żaden sposób nie zareagował, podeszła do zwęglonych zwłok i patrzyła na nie przez chwilę. Gdy odwróciła się od niech i znów skierowała wzrok na Haego, ten, trochę się trzęsąc zapytał piskliwym, zdecydowanie zbyt piskliwym, chciał bowiem brzmieć odważnie, głosem:
 - Cz-czy l-lisy mogą urosnąć takie wielkie? 
 Lisica parsknęła. 
 - To nie lis, głupi maluchu - powiedziała, choć w jej głosie nie było złości, po czym szybko dodała, zaniżając trochę ton. - To był wilk.
 Hae spojrzał znów na czarną masę. Jeszcze nigdy nie spotkał wilka. Teraz już jednak wiedział dlaczego takie malce jak on nie powinny żyć same - skoro coś takiego grasuje w lesie i poluje na takie małe liski jak Hae.
 Lisica podeszła do niego i stanęła obok, z góry lustrując malucha wzrokiem. Przez chwilę tak stali w zupełnym milczeniu, w końcu jednak Hae odezwał się słabym, cichym głosem:
 - Znalazłem cię.


Yum?
Pssst, ten wilk był taki agresywny bo przedawkował krzaki od Finna.

255 PD ~Teczka

poniedziałek, 30 lipca 2018

Od Yumeko (do Haego) "Mały diabełek” cz. 2

  Wybrałam się na dłuższy spacer niż zwykle. Miałam w sobie wiele energii, a tutaj nieopodal jest śnieg. Może on mi nieco umili czas. Akurat miałam rzucić kula ognia do wody, ale spostrzegłam małego zagubionego liska. Zabawnie się zachował. Te groźby w moją strona to już było naprawdę śmiechu warte. Gdy ja mu pokaże swoje kiełki, to spierdzieli w podskokach. Wywróciłam jedynie ślepiami i podeszłam do wody. Po czym dotknęłam łapa zamarzniętej tafli wody, na co natychmiast pojawiła się lekka mgła i dym.
  Kątem oka spojrzałam na małego liska i wróciłam do zajęcia, aby się napić. Po wypiciu zamoczyłam łapę, aby chlapnąć na tego maluchu. Ten jak opatrzony podskoczył. Zabawne zwierzątko.
- Mały, gdzie twoi rodzice. Czyżby cię porzucili? Może sam uciekłeś? - zdawałam pytania. On milczał. - Nie to nie. - dodałam. Zaczęłam, wracać skąd przyszłam. Moje kroki były tak ciche, iż nikt by ich nie usłyszał. Natomiast malec szedł za głośno, stanowczo ktoś go musi uczyć, tym ktosiem nie będę, ja. Wpadłam na chytry plan. Zatrzymałam się i, spojrzałam za siebie, maluch niby się ukrywał. Udałam, że go nie widzę. Wypuściłam ogniki, aby odwrócić jego uwagę. Naiwne dziecko. Udało się, tak jak myślałam.
  Szybko zniknęłam mu z oczu, schowałam się na drzewie. Po czym ogniki zniknęły. Patrzyłam jak, malec mnie szuka, może to nie było fer. Choć to była jakaś rozrywka.
Biegał tam i z powrotem. Musi się uczyć, żyć samotnie. Listy takie są.

Hae?


118 PD ~Teczka

Od Haego (do Yumeko) "Mały diabełek"

  Jak to w ogóle się stało, że taki mały lisek jak Hae błąka się sam po lesie?
Jego życie zapowiadało się zwyczajnie - urodził się w norze w środku lasu, miał oboje rodziców, dwie starsze siostry i brata. Jego matka nierozważnie znów zaszła w ciążę niedługo po tym jak urodziła jego starsze rodzeństwo, przez co z miotu przeżył tylko Hae, choć z początku i tak był mały i słaby. Rósł jednak dobrze i szybko.
  Pewnego razu, gdy jego matka wyszła z nory, zniknęła. Ojciec, pytany przez Hae gdzie ona jest, mówił tylko ze smutkiem w głosie: ,,Mamusia już nie wróci", a na pytanie ,,dlaczego?" nie chciał już odpowiedzieć. Od tego więc czasu sam zajmował się nim i rodzeństwem małego liska.
  Hae bardzo lubił bawić się ze swoim bratem, sióstr jednak nie lubił, sądził że są wredne i chamskie. Właśnie przez nie do dziś uważa że ,,samice są głupie", zwłaszcza, że jasne wspomnienia jego matki szybko zniknęły z jego pamięci.
  Gdy jego ojciec uznał, że Hae jest już wystarczająco duży, on i rodzeństwo opuścili norę i zaczęli się uczyć tropienia zwierzyny, zapachów, polowania i innych niezbędnych do życia rzeczy. Jego starsze rodzeństwo jakiś czas później zaczynało chodzić z ojcem na prawdziwe polowania, z czasem również i Hae próbował swoich sił, choć raczej nie łapał nic większego niż mysz, czy mały ptak. Na jednym z takich polowań jego starszy brat zabłąkał się za daleko i natrafił na agresywnego niedźwiedzia. Nie przeżył tego spotkania i rodzina znalazła dopiero jego rozszarpane zwłoki.
  Po tym wydarzeniu Hae był wyraźnie przybity i zdawałoby się, że jest obrażony na cały świat. Nie pomagały w tym jego siostry, które w końcu zdenerwowane jego dąsami wybuchły i nakrzyczały na niego, by przestał się tak zachowywać i zapomniał o ich bracie. To już kompletnie wywróciło z równowagi młodego liska, który w gniewie rzucił się wgłąb lasu i biegł przed siebie, chcąc znaleźć się jak najdalej od nich. Te jednak po jakimś czasie zaczęły go gonić - w końcu Hae wciąż był zbyt mały by przeżyć sam w lesie, a mimo wszystko nie chciały ani jego śmierci, ani gniewu ojca, który to akurat był na polowaniu. Lisek jednak zapędził się do niewielkiej doliny otoczonej niemal pionowymi skałkami, gdzie tuż po tym jak przebiegł spadła lawina wpół roztopionego śniegu. Jednak jego siostry, biegnące niedaleko za nim, nie miały tyle szczęścia co on i nie zdążyły uciec przed żywiołem. Lecz Hae nie mógł o tym wiedzieć - nie zatrzymał się nawet na chwilę, sądząc, że te wciąż go gonią i biegł dalej. Pościg go jednak nie dopadł.
  Z początku takie życie samemu podobało się Hae, czuł się jak dorosły lis. Trwało to jednak ledwo jeden dzień i malec zaczął zauważać, że wszędzie czuje jakieś obce zapachy i słyszy podejrzanie trzaskające gałęzie w oddali, co rusz wydawało mu się też, że coś - lub ktoś - obserwuje go zza zarośli, lub że słyszy czyjeś kroki. Przypomniał sobie wtedy zmasakrowane ciało swojego brata i postanowił, że mimo wszystko jednak lepiej będzie wrócić do sióstr i ojca.
  Wrócił do niewielkiej doliny którą przechodził, jednak przez zalegający tam śnieg nie był w stanie przez nią przejść - zbyt się zapadał, gdy próbował po niej przejść, a obejść się jej nie dało. Poszedł więc wgłąb lasu, czujny jak nigdy dotąd, próbując znaleźć inną drogę. Tam natrafił na niewielkie jezioro, przy którym zatrzymał się, by się napić. Pochylił się nad spokojną taflą wody, przy brzegu przykrytą lekką warstwą lodu, którą bez problemu usunął łapą i już miał się napić, gdy tuż za sobą usłyszał jakiś dźwięk. Jednym skokiem odwrócił się.
  I ujrzał lisa.
  Niemal podskoczył i cofnął się. Kiedy on się tu pojawił?! Nawet nie słyszał kroków! Obcy był dużym, wręcz ogromnym (przynajmniej dla małego Hae) lisem, patrzącym na niego z góry przeszywającym spojrzeniem rudych oczu. Nim jednak nieznajomy zdążył powiedzieć choć słowo, Hae cofnął się wzdłuż brzegu o parę kroków i pisnął cienkim głosikiem:
- K-ktoś ty?! - przybrał postawę jak do ataku, a przynajmniej tak mu się wydawało, i wyszczerzył niewielkie kiełki. - N-nie zbliżaj się! Jestem bardzo groźny! Mogę... mogę... zabić spojrzeniem!
Mimo wszystko gdzieś w głębi Hae czuł, że nieznajomy nie da się nabrać na takie kłamstwo. Tak naprawdę bowiem malec nie odkrył jeszcze ani jednej swojej mocy.


Yumeko?


----
+422 PD
~Maggie