Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carisa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Od Carisy (do Karo) "Klan Rzab" cz.6

  Co tu się właśnie stało? Ciemnowłosa była odprowadzana do domu przez wojownika z jej klanu, co w końcu było bardzo miłe, ale dziewczyna nie czuła się z tym zbyt dobrze. Jako przywódczyni Wojowników mogłaby sama przejść kilkanaście metrów, bo wcale nie miała tak daleko do mieszkania.
  Gdy byli już pod domem, Carisa podziękowała nowemu znajomemu i weszła do domu, zostawiając go przed drzwiami. Od razu podreptała do swojego pokoju i wycieńczona padła na łóżko. Jak zwykle, niewiele później znalazła się tam też czarna kotka, która najwyraźniej czymś się martwiła. Carisa już miała zasnąć, gdy Pani Meow zaczęła wydawać z siebie głośne pomruki, jednak nie były to odgłosy zadowolenia. Dziewczyna niechętnie wstała i zaczęła kierować się w stronę kuchni, kotka pobiegła za nią, nie przestając miauczeć. Ciemnowłosa spojrzała w miskę kotki. Pełna. Więc co tu było problemem? Schyliła się, by pogłaskać czarną kotkę. Podniosła ją i poszła do sypialni, spojrzała na zegarek i położyła kotkę w specjalnym koszyku, w którym zazwyczaj spała. Wzięła swój koc i ją nim okryła, mając nadzieję, że ten mały diabeł w końcu zaśnie. Pogłaskała kotkę i sama się położyła. Jak można się domyślić, Pani Meow nie chciała dać Carisie spokoju, wyskoczyła z koszyka i zaczęła miauczeć jeszcze głośniej, niż za pierwszym razem. Na początku dziewczyna starała się to ignorować, ale ciężko spać, gdy kot biega po całym domu, bawi się czym popadnie i jest przy tym bardzo głośny. Jakby tego nie było za mało, jeszcze ktoś postanowił przeszkodzić Carisie. Można było usłyszeć z daleka krzyki i wiwaty ludzi, a dziewczyna nie miała pojęcia co się dzieje. Nie wiedziała o żadnej uroczystości, spotkaniu, czy czymś podobnym, więc o co chodzi? 
  - Co to ma być i kto to robi? - zapytała samą siebie. Popatrzyła na Panią Meow, bawiącą się niedaleko łóżka i wyjrzała przez okno. Pogoda była okropna, wszędzie ten śnieg, który nadal padał, a w dodatku było bardzo zimno. Kto w ogóle wymyślił taką porę roku? 
  Spanie przy czymś takim było wręcz niemożliwe. Carisa w końcu nie wytrzymała, zarzuciła na siebie płaszcz, ubrała ciepłe buty i już chciała wyjść, gdy przypomniała sobie o tym, że na dworze jest bardzo ciemno. Znów sparaliżował ją strach, który uniemożliwiał jej wyjście z domu nawet na chwilę. Dziewczyna westchnęła z myślą "dlaczego ja?".
  Carisa nie wiedziała co się w zasadzie dzieje i dlaczego to spotyka akurat ją. Czy Pani Meow nie mogła wybrać sobie innej godziny na takie zabawy? 

Kaaaro? Niby miałam pomysł, ale zniknął.
---
298 PD
~Mimma

niedziela, 18 listopada 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.15

  Carisa musiała być idealnie na czas, inaczej Zero Two mogłaby się zdenerwować, co nie byłoby przyjemną sytuacją. Przywódczyni chciała zrobić wszystko tak, by przyjść tak jak chciała wojowniczka, wszystko musiało być zaplanowane, a ona musiała wypaść jak najlepiej na treningu. Miała nadzieję, że przebywanie z Zero Two przyniesie jakieś efekty, bo stracenie stanowiska było ostatnim czego chciała.
  Dziewczyna szybko wyszła z domu i zaczęła biec do miejsca, w którym zapewne czekała na nią Zero Two. Co chwilę zerkała na swój zegarek i sprawdzała ile ma czasu. Miała go niewiele. Musiała się spieszyć, by nie zawieść nowej znajomej. Już myślała, że jej się nie uda i że się spóźni, została jej minuta, a bieganie nie było jej ulubionym zajęciem. Zdyszana przybiegła na miejsce, w którym stała już Zero Two.
- Aż tak się zmęczyłaś? - zapytała wywracając oczami. Dla różowowłosej wojowniczki to nie było nic trudnego, a dla Carisy stanowiło duże wyzwanie. Dziewczyna nie lubiła biegać, rzadko to robiła, a jedyną jej aktywnością były spacery po terenach klanu, co nie było zbyt męczące nawet dla ciemnowłosej. 
  Carisa nie umiała wydusić z siebie ani słowa. Chciała odpocząć, a najchętniej wróciłaby do ciepłego domu, a przecież jeszcze czeka ją ten trudny i długi trening z Zero Two. Wiedziała, że to dopiero początek, ale chciała żeby było już po wszystkim. Po chwili dziewczyna zaczęła dochodzić do siebie i wreszcie mogła coś powiedzieć. Jej jedynymi słowami było ciche "możemy zaczynać". Carisa była ciekawa tego, co się stanie i jak będzie wyglądał trening, ale wciąż zastanawiała się czy to dobry pomysł. Zero Two lekko się uśmiechnęła.
***
  Dzisiejszy trening nie był łatwy, ale był znacznie prostszy od wczorajszego. Przywódczyni miała nadzieję, że tym razem Zero Two nie będzie chciała z nią walczyć, wciąż uważała, że to za wcześnie, nie była jeszcze gotowa. 

Zero Two? krótkie i 2/10, ale nie mam pomysłu
---
220 PD
~Mimma

poniedziałek, 12 listopada 2018

Od Carisy (do Karo) "Klan Rzab" cz.4

  Zła Pani Meow, jak ona tak mogła? Była wyjątkowo niewychowanym kotem. Carisa wciąż przepraszała ciemnowłosego chłopaka, który tylko poważnie na nią spoglądał, ale nie wyglądał na złego. Gdy po raz dziesiąty wypowiedziała te słowa, on powiedział tylko "wystarczy", na co dziewczyna umilkła. Ton jego głosu był taki poważny, taki surowy, przez co jego nowa znajoma zrezygnowała z dalszych wypowiedzi.
  Po chwili mogli usłyszeć jakiś dziwny dźwięk, jakby coś uderzyło w okno. Carisa wstała i wyszła z domu, by zobaczyć co się stało, a zaraz za nią wyszedł Karo. Byli zdziwieni tym widokiem, bo nigdy wcześniej nie zobaczyli czegoś podobnego. Pod oknem Carisy leżała żaba, mała żaba, którą trudno było zobaczyć. Skoro była taka mała, to jakim cudem ten dźwięk był taki głośny? Może nie aż tak, bez przesady, ale jednak było można usłyszeć to uderzenie. Biedna żaba, widać, że źle to przeżyła. Miała spłaszczony pyszczek (?) i ani Karo, ani Carisa nie byli pewni, czy ona w ogóle żyje. Wojownik podniósł zwierzę i zaniósł je do domu ciemnowłosej. Ostrożnie położył żabę na stole, wyglądał na przestraszonego, a Carisa z każdą chwilą była coraz bardziej pewna tego, że chłopak nie jest taki groźny na jakiego wygląda i w rzeczywistości uwielbia żaby. Lekko się uśmiechnęła, a później zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Karo oglądał żabę i był widocznie zdenerwowany. Dziewczyna również się jej przyglądała, ale po chwili przestała i westchnęła.
- Karo... - zaczęła. Chciała to powiedzieć bardzo delikatnie, tak, żeby chłopak się tym zbytnio nie przejął. On spojrzał na nią wzrokiem co ty robisz, nie widzisz tej żaby?. - Ona chyba nie żyje - mruknęła dziewczyna. Karo udawał, że się tym nie przejmuje, że wcale nie zależało mu na tym stworzeniu. Odetchnął i popatrzył na Carisę swoim słynnym "groźnym wzrokiem", który dziewczyna podczas ich krótkiego spotkania mogła podziwiać już kilka razy, więc go zapamiętała.
  Karo bez słowa wyszedł z domu ciemnowłosej i zostawił ją samą przy martwiej żabie. Ona podbiegła do okna i wyjrzała przez nie, by zobaczyć gdzie biegnie chłopak (i zobaczyć gdzie mieszka, by później włamać się do jego domu). Mruknęła coś pod nosem i wróciła do stołu, na którym znajdował się Rzab. Karo był załamany, a Carisa wcale mu się nie dziwiła (no może trochę...), bo to przecież był jego przyjaciel, którego poznał zaledwie kilka godzin temu. Dziewczyna nie wiedziała co ma teraz robić i pewnie siedziałaby przy stole wpatrując się z zwierzę, gdyby nie pewna mała kotka, która wciąż czekała zamknięta w innym pomieszczeniu. Najwyraźniej miała już dość tego i chciała wrócić do swojej ukochanej właścicielki, która właśnie kierowała się w stronę drzwi do pokoju, w którym przebywała Pani Meow. Otworzyła je, a z nich wybiegł wściekły kot. Ten widok nie był obcy Carisie, jej zwierzątko często było zdenerwowane, między innym przez gości w ich domu, którzy często tu przebywali. Przywódczyni lubiła zapraszać swoich poddanych na herbatkę i rozmawiać z nimi o sytuacji w klanie lub o pogodzie, która ostatnio nie była zbyt piękna, ciągle ten deszcz, zimno i jeszcze nie można wyjść z domu bez ciepłego ubrania, a tego Carisa nie znosiła.
  Spojrzała na swoją kotkę, która prychała na nią i patrzyła tak, jakby zaraz miała się na nią rzucić z pazurami. Nigdy wcześniej nie była zamykana w innym pokoju, ale ta sytuacja była na tyle poważna, że ciemnowłosa była zmuszona to zrobić. 
- Wybacz mi, Pani Meow - powiedziała Carisa i zniżyła się, by pogłaskać kotkę. Ona dalej była obrażona i nie miała ochoty na coś takiego, więc pobiegła do "swojego" pokoju i położyła się na łóżku, po czym zasnęła. 
  Dziewczyna westchnęła i postanowiła wyjść z domu, chociaż zaczynało robić się ciemno. Zarzuciła na siebie coś ciepłego i szybko pożegnała czarną kotkę wybiegając z miejsca, w którym ostatnio prawie wcale nie przebywała. A gdzie chciała iść? Do Karo, który był tak załamany całą tą sprawą. Carisie zrobiło się smutno widząc jego reakcję, więc chciała zobaczyć co u niego. Jak dobrze, że zapamiętała gdzie szedł, a jego dom był niedaleko jej. Szybkim krokiem przemieszczała się, a z każdą chwilą było coraz ciemniej, ta pora roku już chyba taka jest: zimna i brzydka, a do tego taka nudna, przez co nic nie chciało się robić.
  Po kilku minutach była już pod domem nowego znajomego. Zapukała do jego drzwi i usłyszała kroki. Drzwi się otworzyły, a ona ujrzała tego samego chłopaka, wysokiego i ciemnowłosego, a do tego smutnego. Patrzył na nią pytającym wzrokiem, jakby oczekiwał czegoś i właśnie tak powinno być. Carisa jednak zrobiła inaczej, bez zastanowienia weszła do jego domu, co nie było do końca miłe i grzeczne. 
- Hej! Co ty robisz? - zawołał Karo. Dziewczyna się odwróciła, ale jej jedyną odpowiedzią był cichy śmiech. Teraz tym, co chciała zrobić było zwiedzenie jego domu, a dopiero po tym wyjawienie o co naprawdę chodzi. Nie ukrywajmy, to nie było grzeczne.
  Przywódczyni zaczęła przyglądać się wszystkiemu w domu wojownika, a on tylko patrzył na to ze zdziwieniem. Chyba nikt wcześniej nie wszedł mu od tak do domu i zaczął go podziwiać. Carisa miała bardzo dziwne pomysły, dlatego powinno się ich unikać.
- A może zrobiłbyś herbatę zamiast tak stać, co? - zapytała i się zaśmiała, jednak zabrzmiało to dość poważnie, a Karo mruknął coś pod nosem i poszedł do kuchni, by zrobić herbatkę, którą Carisa kochała. Nie był zadowolony z tej sytuacji, a dziewczyna zaczynała go irytować. Nie dość, że weszła mu do domu, to jeszcze kazała zrobić sobie herbatę! Piła ją już dzisiaj, ale najwidoczniej herbaty nigdy za mało.
  Po dokładnym obejrzeniu mieszkania i zwiedzeniu go, nowa znajoma chłopaka usiadła na fotelu, które znajdowało się w jednym z pomieszczeń. Karo zawołał ją na herbatę, a ona szybko się podniosła i wbiegła do kuchni, usiadła przy stole i zaczęła oglądać herbatę. Dziwne zachowanie, co nie? Carisa uważała, że jej herbata jest najlepsza, a warto zobaczyć, czy ten podejrzany gość nie wsypał jej czegoś do napoju. Co jeśli pragnął jej stanowiska i zrobiłby wszystko, by je zdobyć? Nieee, nic tam nie ma, można pić.
- To... Po co tu przyszłaś? - zapytał Karo, a ona lekko się uśmiechnęła, pijąc herbatkę zrobioną przez miłośnika żab.
- Ach, no tak. Nie powiedziałam ci o co chodzi! - uśmiechnęła się. - Może chcesz zrobić pogrzeb dla Rzaba? Widziałam, że się tym przejąłeś. 
- Ja? Naprawdę tak myślisz? Chyba żartujesz, żadna żaba mnie nie interesuje! - to oczywiście nie była prawda, bo Karo wprost ubóstwiał te stworzenia, a to wcale nie było coś, czego trzeba się wstydzić. 
- Na pewno? - zapytała, a on popatrzył w inną stronę. - Nie chcesz mnie odwiedzić i zrobić pogrzebu dla żaby?
  Karo odetchnął i kiwnął głową twierdząco, a Carisa znów się zaśmiała. Szybko wypiła swoją herbatę i miała zamiar wyjść, bo robiło już ciemno, a ona nie lubiła chodzić w ciemności, można powiedzieć, że się bała.
- To ja już pójdę - powiedziała i podeszła do drzwi. Otworzyła je, a tam... ciemno. Dziewczyna wydukała z siebie krótkie i ciche "o nie". Popatrzyła na Karo, który siedział sobie przy stole, a później znowu na to, co znajdowało się za drzwiami. Gdy chłopak zdał sobie sprawę z tego, że ktoś jeszcze jest w jego domu, postanowił zapytać czy jeszcze czegoś potrzebuje. Ona kiwnęła głową i chciała wyjść, jednak nie mogła, zbyt się bała.

Karo?
---
880 PD
~Mimma

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.13

  Carisa była przerażona. Bała się o siebie, o swój klan i o to, co stanie się, gdy trening z Zero Two nie przyniesie efektów. Uważnie przyglądała się temu, co robi różowowłosa wojowniczka i starała się jak najlepiej to wykonywać. Miała nadzieję, że nauczy się walczyć i nie będzie musiała się bać, więc przykładała się do pracy.
  Po ostatnich słowach dziewczyny ciemnowłosą sparaliżował strach, nie wiedziała co ma teraz zrobić, co powiedzieć i czy w ogóle powinna tu być. Zero Two już po pierwszym treningu chciała walczyć, co dla przywódczyni było szokujące, bo nie tego się spodziewała. Nie myślała nawet, że ten trening z wojowniczką będzie taki wyczerpujący, wyobrażała to sobie zupełnie inaczej.
- Co? Ty chcesz ze mną walczyć? Dzisiaj, teraz? - pytała ciemnowłosa, na co Zero Two westchnęła i wywróciła oczami. Dla niej to było łatwe, to nie była żadna nowość, a dla przywódczyni to było coś bardzo trudnego, coś, czego nigdy nie robiła, a jedynie to widziała.
- No dalej, rób to, czego cię nauczyłam - powiedziała Zero Two i uśmiechnęła się do przestraszonej Carisy.
- Ale nie nauczyłaś mnie jeszcze niczego ważnego! Nie wiem jak mam z tobą walczyć, nawet nie wiem co mam zrobić - odpowiedziała. Zero Two odetchnęła i podeszła do przywódczyni. Stanęła obok niej i ciężko odetchnęła. Carisa wiedziała, że wojowniczka nie jest zadowolona z jej postawy, powinna przynajmniej udawać, że się nie boi, natomiast po niej było to widać. Po jej głosie, ruchach i czynach, a także po tym, co mówiła. Z takim nastawieniem na pewno nie stanie się taka jak Zero Two, a właśnie tego pragnęła, bo przecież musi być dobrym przywódcą. Co jeśli naprawdę ktoś ją zabije i odbierze jej to stanowisko? Co z Panią Meow, która po tym zostanie sama? Biedna kotka, nie wytrzyma z nikim innym, a także nikt inny nie wytrzyma z nią.
- Idź do domu, ale jutro znowu masz tu przyjść, masz być wcześnie, ja będę tu czekać od piątej - powiedziała po chwili, a jej ton głosu był poważny i surowy. Carisa kiwnęła głową i zaczęła kierować się w stronę swojego domu. Z jednej strony cieszyła się, że tego uniknęła, ale nie była z siebie do końca zadowolona, a do tego musi tu przyjść jutro o tak wczesnej godzinie. 
  Wróciła do domu i rzuciła się na swoje łóżko, na którym leżała Pani Meow. Żadna nowość. Dziewczyna po chwili poszła do kuchni, by zrobić herbatę. W tej chwili bardzo jej potrzebowała, a najlepiej jakby to była melisa. Usiadła przy stole i zaczęła myśleć. Była zmęczona całym tym dniem.

Zero Two? Krótkie wyszło.
---
311 PD
~Mimma

niedziela, 11 listopada 2018

Od Carisy (do Karo) "Klan Rzab" cz.2

  Carisa poszła do swojego domu, do Pani Meow. Postanowiła odpocząć sobie po tym bardzo męczącym dniu, a nie chciała więcej siedzieć w tym dziwnym miejscu, pełnym dziwnych ludzi, gości, którzy na ciebie skaczą i gangsterów z mocą rzucania kulami ognia na 1234567890 kilometrów. Ta sytuacja była podejrzana.
  Przewódczyni usiadła obok swojej kotki i coś do niej powiedziała. Pani Meow była nudnym kotem, zawsze robiła to samo, ale i tak była słodka i piękna (wygląda jak ziemniak). Dziewczyna stwierdziła, że pójdzie na spacer, bo czemu nie? Przecież jest taka (nie)ładna pogoda! Najlepiej wyjść z małą kotką, która tak uwielbia spacery, i właśnie tak by było, gdyby nie to, że Pani Meow spała. Musiała mieć bardzo ciężki dzień, bo gdy przywódczyni ją podnosiła, ona z powrotem kładła się i zasypiała. Mimo tego dziewczyna nie zrezygnowała i wyszła sama. Było jej trochę smutno, że kotka nie chce spędzać z nią czasu, ale najwyraźniej nieźle się bawiła wczorajszej nocy i teraz śpi.
  Carisa wyszła z domu, zamykając drzwi i żegnając czarną kotkę. Miała zamiar wrócić do miejsca, w którym była wcześniej. Zaciekawił ją dziwny gość, wojownik z klanu, który nawet jej nie kojarzył! Chyba każdy tu zna Carisę, a przynajmniej powinien ją znać, bo jest niezwykle otwartą osobą i rozmawia z wieloma członkami klanu.
  Szła sobie spokojnie i podziwiała krzaki. Po chwili zauważyła... żabę (przepraszam, Karo, następnym razem dobrze napiszę). Podeszła do niej bliżej i zniżyła się, by ją obejrzeć. Co za cudowne stworzenie. Oglądała żabę, a ona nie uciekała, co było fascynujące. Wstała i zobaczyła wysokiego (a przynajmniej dla niej był wysoki), ciemnowłosego chłopaka idącego w jej stronę. W tej chwili myślała o wielu rzeczach: a co jeśli on jest niebezpieczny? nieee, to zwykły wojownik z klanu. A co jeśli chce zabrać żabę? nieee, przejdzie i nawet nie zauważy. Carisa ponownie się zniżyła, nie patrząc na starszego chłopaka. Myślała, że przejdzie i nawet nie zwróci na nią uwagi, ale było inaczej.
- Co to za mała żaba? - mruknął, zatrzymując się przy dziewczynie. Carisa zaczęła mu się przyglądać i się uśmiechnęła. Od razu było widać, że on też lubi żaby.
- To żaba, ma na imię... Rzab (<3) i tu mieszka - odpowiedziała przywódczyni, wpatrując się w Rzaba, który był przestraszony całą sytuacją. Natomiast ten chłopak udawał gangstera i patrzył na żabę, powstrzymując się przed dotknięciem jej. 
- Oryginalne imię - powiedział to tak, jakby wcale nie był zainteresowany całą sytuacją. - Lubię żaby - przyznał po chwili. 
- Ja też, są takie... interesujące - zaśmiała się dziewczyna i gdy chciała spojrzeć w miejsce, w którym przed chwilą znajdowała się żaba, ona zniknęła. Pomknęła przed siebie, zostawiając Carisę i jej nowego znajomego. Przywódczyni posmutniała, liczyła na długą przyjaźń z Rzabem, a on tak szybko ją zostawił. Może nie był nią tak zainteresowany, jak ona nim? 
  Carisa powiedziała coś cicho i spojrzała na wojownika, po którym nie było widać, że też jest smutny po utracie żaby. Przywódczyni wstała i się otrzepała.
- Jak się nazywasz? - zapytała. 
- Karo - to była jego jedyna odpowiedź. Carisa skądś kojarzyła to imię, ale nie wiedziała skąd i nie miała pojęcia, czy to ten Karo, o którym kiedyś słyszała. Zaczęła się nad tym zastanawiać, a przy tym wyglądała dziwnie, jakby próbowała być mądra, ale nie do końca jej to wychodziło.
- A ja jestem Carisa White, przywódczyni Wojowników, pewnie mnie kojarzysz? - przedstawiła się, a ciemnowłosy się skrzywił i pokiwał głową przecząco. Najwyraźniej nie kojarzył tej osoby, chociaż tak często wychodziła z domu i wszystkich witała, dziwne nie znać przywódczyni własnego klanu. Carisa westchnęła.

Karo?
---
426 PD
~Mimma

niedziela, 9 września 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.11

  Carisa była przerażona i nie wiedziała co robić. Myślała, że Zero Two nie może już zrobić nic dziwniejszego, ale jednak. Zastanawiała się czy powinna w ogóle z nią rozmawiać. Może i potrafi walczyć, z czym problemy miała Carisa, ale jej zachowanie było podejrzane.
  Dziewczyna nieśmiało się uśmiechnęła, żeby ukryć swój strach przed różowowłosą. Chciała wrócić do domu, do Pani Meow, która pewnie zjadła wszystkie ciasteczka z kocimiętką, bo zostały jeszcze po wizycie Zero Two.
- Hmm… Chyba muszę już iść - odezwała się przywódczyni. - Pani Meow na mnie czeka.
  Zero Two kiwnęła głową i się odwróciła, po czym zaczęła iść. Carisa nie wiedziała gdzie starsza dziewczyna mieszka, nigdy się nad tym nie zastanawiała. Stała i patrzyła jak wojowniczka odchodzi. Z jednej strony chciała wiedzieć gdzie ona idzie, ale dalej się bała po tym co się dzisiaj stało i chciała wrócić do swojego domu. Po dłuższym namyśle Carisa zaczęła powoli iść za Zero Two, ale tak, by wojowniczka jej nie zauważyła. Cały czas zastanawiała się czy to dobry pomysł. Dziewczyna nie mogła zrozumieć Zero Two, była specyficzna, inna niż wszyscy i robiła dziwne rzeczy, których Carisa nie mogła wytłumaczyć.
  W końcu Zero Two weszła do jakiegoś małego domu. Carisa spodziewała się czegoś innego, a to był mały domek, który nie wyglądał tak, jak przywódczyni sobie go wyobrażała. Teraz mogła wrócić do Pani Meow, ale chciała wiedzieć co robi Zero Two. Bała się, bo nie wiedziała jak starsza dziewczyna zareaguje, gdy ją zobaczy. Westchnęła i zapukała do drzwi. Na początku nie chciała tego robić, ale przecież nic złego nie może się stać. Po kilku minutach drzwi się otworzyły, a stała w nich wysoka, różowowłosa dziewczyna. Lekko się uśmiechnęła widząc znajomą.
- Hej! - zawołała Carisa. Zero Two wyglądała na zadowoloną z wizyty przywódczyni. Wpuściła ją do domu i zamknęła drzwi. Ciemnowłosa zaczęła się rozglądać. Nic specjalnego, zwykły domek, nawet podobny do tego, w którym mieszkała razem z Panią Meow. Dwie dziewczyny przez chwilę stały nie odzywając się do siebie. Carisa chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Nie wiedziała nawet czy może tu być, co jeśli Zero Two nie jest zadowolona z jej obecności?
  Przywódczyni westchnęła i kolejny raz spojrzała na wojowniczkę. Miała wrócić do kotki, która pewnie tam na nią czekała, ale teraz nie mogła tak po prostu wyjść.

Zero Two? jest krótkie, bo nie miałam pomysłu.
---
285 PD
~Mimma

niedziela, 26 sierpnia 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.9

  To było dziwne. Bardzo dziwne. Tak dziwne, że aż straszne. Lepiej dla wszystkich byłoby gdyby to po prostu był zły sen. Ale niestety to działo się naprawdę.
  Carisa miała iść do jakiejś bazy, w której aktualnie przebywają ludzie, którzy planują ją obalić. Chciała być przywódczynią, ale nie umiała walczyć i nie była groźna ani straszna. Można nawet powiedzieć, że się do tego nie nadawała. Lepsze byłoby dla niej życie medyka, ale tego już nie może zmienić.
  Dziewczyna kierowała się w stronę opuszczonego budynku, który wskazała Zero Two i ciągle się odwracała. Może da się jakoś inaczej temu zapobiec, bez walki? Westchnęła, mruknęła coś do siebie i znów poszła w kierunku budynku. Gdy stała przy jego drzwiach, spojrzała przerażona na Zero Two, a ta tylko kiwnęła głową. W końcu postanowiła wejść. To nie może dobrze się skończyć.
  Ciągle odwracała się, by sprawdzić czy przypadkiem ktoś za nią nie idzie. Nie, nikogo tutaj nie ma. Idąc dalej słyszała głosy, ale nie takie jak ten jej. Mówili coś o Carisie. Osoby będące w budynku nie mogły mieć dobrych zamiarów. To byli ci, o których mówiła Zero Two.
  Carisa bała się podejść, ale musiała to zrobić, inaczej rzeczywiście mogłoby im się udać ją obalić. Była coraz bliżej. Pomyślała o Zero Two, dlaczego ona nie może jej teraz pomóc? To wszystko było takie dziwne, takie podejrzane. Nadal nie mogła zaufać różowowłosej.
  Była tak blisko, że mogli ją zauważyć. Na szczęście nie byli tak spostrzegawczy i nie dostrzegli skradającej się dziewczyny. Była przerażona, a w głowie miała wiele różnych myśli. A co jeśli ją zauważą? Na pewno tak się stanie. Może lepiej się wycofać, przecież Zero Two może pomóc. To było straszne, a przynajmniej dla niej. Z jednej strony przywódczyni mogła po prostu wyjść z budynku tak, by jej nie zauważyli, ale wtedy mogli zrealizować swój plan i zrobić jak mówiła Zero Two, a z drugiej strony zostać i ich pokonać co jest mało prawdopodobne. Pewnie oni są silniejsi i mają lepsze moce od przywódczyni, bo u niej tylko jedna się ukazała, a w dodatku nienajlepsza.
  Dziewczyna odetchnęła i myślała jak to wszystko zrobić. Jak ona ma zacząć walkę mając tak słabą moc, z którą wiele nie zrobi przeciwnikowi. W dodatku nigdy nie walczyła, więc nie wiedziała nawet jak to ma wyglądać.
  Stwierdziła, że lepiej nie próbować nie wiedząc jak to zrobić. Odwróciła się w stronę wyjścia i najciszej jak mogła zaczęła kierować się do drzwi. Miała nadzieję, że nikt nie zauważy, jednak nie wyszło tak jak chciała. Jedna osoba, była to wysoka czarnowłosa dziewczyna, która wyglądała na groźną, wyszła z pomieszczenia, w którym znajdowali się ludzie, którzy chcieli ją obalić. Carisa znała tą dziewczynę, była wojowniczką z jej klanu, z którą często rozmawiała o pogodzie. Osoba, którą nigdy by o to nie podejrzewała, właśnie to robiła. Przez krótką chwilę stały przyglądając się sobie. Wojowniczka była widocznie zaskoczona obecnością przywódczyni. Po chwili zawołała swoich towarzyszy, a Carisa zaczęła biec w stronę wyjścia. Miała nadzieję, że tam będzie Zero Two i jej pomoże, ale bała się, że tak się jednak nie stanie.
  Słyszała jak tamci za nią biegną i coś mówią. Przywódczyni była przerażona, nie mogła nic zrobić.
- Zero Two! - krzyknęła Carisa wybiegając z budynku. Na szczęście różowowłosa dalej tam była i czekała na nią. Dziewczyna cały czas się bała, ale z Zero Two mogła poczuć się chociaż trochę bezpieczniej. Wojowniczka wyglądała na osobę, która rzeczywiście umiała walczyć i nie bała się niczego, a tego najbardziej brakowało Carisie. Przywódczyni była zbyt miła, by zrobić coś takiego, ona wolała siedzieć w domu z Panią Meow lub przechadzać się po okolicy, również z czarną kotką, za którą tak bardzo tęskniła w tym momencie.
- Co ty zrobiłaś? - zapytała Zero Two. Wyglądała na zaskoczoną. Na dalsze rozmowy nie było zbyt dużo czasu, bo zanim Carisa zdążyła odpowiedzieć, jej towarzyszka zrobiła kilka kroków w przód patrząc na przeciwników. Oni także wyglądali na przestraszonych, z wyjątkiem jednej, tej czarnowłosej wojowniczki, która tak bardzo lubiła rozmawiać o pogodzie z Carisą. Inni natomiast wiedzieli, że nie powinni zadzierać z Zero Two.
  Dziewczyna stała za różowowłosą i przyglądała się tej scenie. W jej oczach było można zobaczyć strach, ale też szacunek do członkini klanu, która nie wiadomo czemu pomagała przywódczyni. Mogłaby się po prostu tym nie przejąć, a wtedy zapewne Carisa straciłaby swoją pozycję w klanie.
  Carisa już myślała, że to wszystko skończy się bez walki z jej udziałem, ale nie mogło być tak pięknie. Zero Two cofnęła się i znów stała obok przywódczyni.
- Zero Two… - mruknęła Carisa, chociaż to nie był najlepszy moment na rozmowy. Ona spojrzała na nią pytająco. - Nauczysz mnie być jak ty? Chcę być groźna...

Zero Two?
słabo wyszło :C
---
577 PD
~Mimma

środa, 22 sierpnia 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.7

  Cała ta sprawa była jeszcze dziwniejsza niż wcześniej. Przestraszona Carisa szybko wyszła z tego miejsca i pognała do domu. Tam zastała Panią Meow i pusty talerz po ciasteczkach z kocimiętką. To nie był jednak główny powód jej zmartwień, bo przecież może upiec nowe ciastka. Najbardziej przejmowała się tą sprawą z Zero Two. Miała nadzieję, że to tylko zły sen i niebawem się obudzi, a cała sytuacja z chęcią obaleniem przywódcy, po prostu nie miała miejsca. Ale tak nie było, to wszystko prawda.
  Było już późno, więc Carisa od razu poszła spać, za dużo się działo tego dnia. Już myślała, że to chociaż jedna chwila spokoju, ale nie. Usłyszała pukanie. Kto przyszedł w odwiedziny o tej godzinie? Nie chciała otwierać. Wzięła Panią Meow i przykryła się kołdrą, mając nadzieję, że ta osoba odejdzie. Jak można się domyślić, po chwili znowu słyszała pukanie, tym razem głośniejsze. Przywódczyni próbowała zasnąć, ale strach jej to uniemożliwiał.
  W końcu pukanie ucichło, a Carisa odetchnęła z ulgą. Zamiast poprzedniego dźwięku, pojawił się nowy, były to kroki, zapewne tej samej osoby, która odwiedziła dziewczynę. Ona jeszcze bardziej się przeraziła, bo to musiało oznaczać, że ta osoba wie o obecności przywódczyni. A co jeśli ten tajemniczy ktoś widział jak dziewczyna wraca do domu? A może to Zero Two? Jest tak specyficzna, że przyjście w odwiedziny o tej godzinie nie byłoby dla niej czymś dziwnym.
  Po kilku minutach spędzonych pod kołdrą, Carisa postanowiła to sprawdzić. Pomysł ten nie należał do najlepszych, ale niepokojące dźwięki powoli zaczynały ją denerwować. Powoli wstała, zostawiając Panią Meow.
- Uważaj na złych ludzi - powiedziała cicho do śpiącej kotki. - I nie zjedz wszystkich ciastek z kocimiętką, bo są jeszcze w szafie.
  Zaczęła powoli iść, trzęsąc się i rozglądając. Było ciemno, a dziewczyna nie chciała zapalić światła ze względu na gościa. Może jednak stwierdzi, że dom jest pusty i odejdzie? Mało prawdopodobne. 
  Przestraszona przywódczyni podeszła do okna i niechętnie wyjrzała przez nie.
- Carisa! - usłyszała głos, na co aż podskoczyła. - Czemu mnie nie wpuściłaś?
  To była Zero Two. Przywódczyni otworzyła drzwi do domu, a dziewczyna weszła przyglądając jej się. Nie wyglądała najlepiej, była zmęczona i zarazem zmartwiona. Była bardzo przejęta całą tą sprawą i postanowiła dowiedzieć się o tym coś więcej.
- Coś się stało, że przyszłaś o tej godzinie? - zapytała ciemnowłosa. Zero Two tylko się zaśmiała, ale drugiej dziewczynie wcale nie było do śmiechu. Wojowniczka wyglądała na taką, która niczym się nigdy nie przejmuje, chociaż Carisa znała ją zbyt krótko by prawidłowo ją ocenić. - M-możesz wrócić tu jutro? Jestem bardzo zmęczona i chciałabym iść spać. - mruknęła przywódczyni. 
- Mamy coś do zrobienia, zależy Ci na byciu przywódcą czy wolisz spać? - zapytała Zero Two. Ciemnowłosa westchnęła.
- Chcę być przywódcą. - powiedziała, a Zero Two lekko się uśmiechnęła. - Pomożesz mi? Co mam zrobić? 

Zero Two? ^^
---
233 PD
~Mimma

sobota, 18 sierpnia 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.5

  To było dziwne, bardzo dziwne. Carisa nigdy nie pomyślałaby, że stanie się coś takiego. Siedzi w jakimś dziwnym miejscu, w którym nigdy wcześniej nie była razem z nowo poznaną dziewczyną z klanu Wojowników, która nie wiadomo dlaczego tak lubiła ją lizać.
  Carisa popatrzyła na Zero Two, a później na ciemnowłosą dziewczynę, na którą wskazała wojowniczka z jej klanu. Nie czuła się tutaj zbyt dobrze, była zestresowana i bała się, że wyższa dziewczyna chce jej coś zrobić. Gdyby nie to, że Zero Two miała jej coś do powiedzenia, a przywódczyni była tego ciekawa, uciekłaby stąd jak najszybciej. Interesowała ją cała ta sprawa i równocześnie miała tego dość. Chciała wracać do Pani Meow, która pewnie czekała na nią i właśnie zjadała ciastka z kocimiętką, z których niewiele pozostało po wizycie Zero Two.
- To co teraz mam robić? - zapytała po raz kolejny. Nie chciała odpowiadać na ostatnie zdanie, które wypowiedziała wojowniczka, bo po prostu nie wiedziała co mogłaby powiedzieć. - I o co tu w końcu chodzi? - dodała po chwili.
  Zero Two wetchnęła i cicho się zaśmiała, a po tym uśmiechnęła do dziewczyny, na co ona tylko nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Przywódczyni nie wiedziała co dziewczyna ma na myśli i co planuje zrobić. Po raz drugi nieśmiało spojrzała na brunetkę, o której mówiła wyższa dziewczyna. Nie wyglądała, jakby czymkolwiek się przejmowała, a z Carisą było wręcz przeciwnie. Zazwyczaj to właśnie ona niczym się nie przejmowała, ale ta sytuacja była niepokojąca. Przywódczyni chciała po prostu stąd wyjść i zastanawiała się jak to zrobić. Zero Two skierowała swój wzrok na kogoś innego. To był czas, kiedy Carisa mogła uciec. Powoli wstała, żeby różowowłosa nie zauważyła, że próbuje wyjść. Przywódczyni miała nadzieję, że dziewczyna nie zauważy, ale niestety tak się stało. Wojowniczka spojrzała na nią i pociągnęła do siebie. 
- Gdzie idziesz? - zapytała. Carisa musiała coś wymyślić.
- J-ja chciałam tylko coś s-sprawdzić! - powiedziała i nerwowo się zaśmiała.
  Po kilku minutach ciszy Zero Two wstała, a przywódczyni widząc to, zrobiła to samo. Podeszły do brunetki, która miała wiedzieć coś więcej o tej całej sprawie. Carisa podała jej list, który wcześniej dała jej Zero Two. Powoli go otworzyła i zaczęła czytać. Po tym spojrzała na dwie dziewczyny stojące naprzeciwko jej, a słowami, które wypowiedziała było ciche "chodźcie za mną". Można było z tego wywnioskować, że ona rzeczywiście coś wie. 
  Zero Two ruszyła za nią pierwsza, natomiast przestraszona Carisa nie była co do tego taka pewna, jednak ostatecznie poszła za nimi. Weszły do małego pomieszczenia, a brunetka zamknęła drzwi. Wojowniczka spojrzała na nią poważnie. Było widać, że znały się już wcześniej. 
- Co mamy z tym zrobić? - w końcu zapytała Zero Two. 

Zero Two? Krzakowo.

---
236 PD 
~Mimma

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie" cz.3

  Carisa popatrzyła na Zero Two, która wydawała jej się jeszcze dziwniejsza niż wcześniej. Rożowowłosa przed chwilą polizała przywódczynię, co nie było do końca normalne. Carisa nie lubiła tak wcześnie kogoś oceniać, ale poważnie zastanawiała się, czy rzeczywiście powinna rozmawiać z tą dziwną istotą. Nie do końca wiedziała też o co jej chodzi. Dziewczyna z zaciekawieniem przyglądała się Zero Two, bo jednak była interesująca, to trzeba było przyznać. 
  Ciemnowłosa spojrzała na Panią Meow, która patrzyła na swoją właścicielkę, a później przenosiła wzrok na gościa. Kotka nie lubiła nowych ludzi. W zasadzie to w ogóle nie lubiła ludzi, lubiła tylko ich atakować i taki właśnie miała zamiar też tym razem. Przecież nikt obcy nie mógł być w jej domu, bo to nie był dom Carisy, a Pani Meow. 
- Hmm… - Carisa w końcu przerwała ciszę. - To... Co mam zrobić?
  Zero Two była pogrążona w myślach, a na pytanie dziewczyny jakby się obudziła. Spojrzała na nowo poznaną dziewczynę, która nie wiedziała co się dzieje i co ma zrobić, a później na szklankę, w której jeszcze przed chwilą znajdowała się zimna woda. W ten sposób próbowała dać jej do zrozumienia, że chce więcej, a przynajmniej tak wydawało się Carisie.
  Dziewczyna wstała, wzięła szklankę Zero Two, która chyba się tego spodziewała, i ruszyła w stronę kuchni. Wzięła wodę dla dziewczyny, a wracając zauważyła Panią Meow stojącą na stole i przyglądającą się gościowi. Wyglądała jakby miała się zaraz rzucić na biedną Zero Two, która wbrew pozorom nie przejęła się tym tak bardzo. 
- Pani Meow… - mruknęła Carisa, podała wodę i wzięła czarną kotkę, a po tym położyła na ziemi. - Mam ciasteczka, może chcesz? - zwróciła się do Zero Two, która tylko kiwnęła głową.
  Przywódczyni ponownie poszła do kuchni, zmęczona całą sytuacją i zabrała ciastka. Jednak to nie były takie zwykłe ciasteczka z czekoladą. To był specjalny przepis Carisy, ciasteczka z kocimiętką. Zarówno kotka, jak i jej właścicielka, uwielbiały te ciastka. 
  Wróciła już z ciasteczkami, na które Pani Meow od razu się rzuciła, a Carisa musiała ją od nich odganiać, żeby Zero Two nie miała jej za kogoś dziwnego. 
  Carisa ponownie usiadła na swoim miejscu i zaczęła przyglądać się jedzącej ciasteczka Zero Two. Ona sama nie miała zamiaru ich jeść, ze względu na to, że wolała zostawić je dla swojego gościa.
- Co to za ciastka? - zapytała wskazując na nie. - Są takie dziwne.
  Dziewczyna prawie by zapomniała po co Zero Two tutaj przyszła. Dalej nie wiedziała o co chodzi z tą sprawą, ale była podejrzana. Carisa nie miała też zamiaru zdradzać składu ciasteczek, które rzeczywiście miały dziwny smak.
- To... O co chodzi? Co mam zrobić? - zapytała i popatrzyła na Zero Two.
  Miała nadzieję, że tym razem dziewczyna udzieli jej odpowiedzi, bo nie chciała już czekać. Była trochę zdenerwowana całą sprawą. To było podejrzane, tak jak ciasteczka z kocimiętką Carisy, na które rzuciła się Pani Meow. 
  Carisa szybko zdjęła ją ze stołu i przeprosiła Zero Two, a wściekła kotka uciekła do swojego legowiska, po czym przywódczyni ponownie usiadła i oczekiwała odpowiedzi. 

Zero Two? Wybacz, że nic się nie działo, ale nie miałam pomysłu.

---
301 PD
~Mimma

środa, 15 sierpnia 2018

Od Carisy (do Zero Two) "Niespodziewane spotkanie"

  Kolejny zwykły dzień, Carisa nie miała żadnych szczególnych planów. Najważniejszym dla niej był spacer z Panią Meow i herbatka - tak właśnie wyglądał prawie każdy jej dzień. Nie można powiedzieć, że dziewczyna miała ciekawe życie, mimo tego, że jako przywódczyni klanu powinna mieć dużo obowiązków. Carisa zawsze była typem osoby, która niczym się nie przejmowała i wszystko zostawiała na ostatni dzień.
  Zacznijmy od początku. Obudziła się dość późno i niechętnie wstała z łóżka, zastanawiając się co dzisiaj mogłaby zrobić. Pani Meow od dawna stała przy swojej misce, czekając na właścicielkę, która wreszcie da jej coś do jedzenia. Czarna kotka była bardzo niecierpliwa i nieraz zdarzało się, że przywódczyni została przez nią obudzona tylko po to, by się z nią pobawić lub pogłaskać.
  Jak zwykle, próbując zrozumieć co się dzieje, Carisa robiła herbatę. Lubiła ją, podobnie jak jej kotka. Usiadła przy stole i wpatrywała się w Panią Meow, która bawiła się swoim ogonem. Dziewczyna westchnęła i powoli zaczęła pić herbatę, uważając, by tym razem czarna kotka nie wylała jej napoju.
  Po wypiciu herbaty dziewczyna przygotowała się do wyjścia z domu z Panią Meow. Wzięła jej małą obrożę, która nie należała do najlepszych, a kotka mogła po prostu uciec, ale była na tyle grzeczna, by tego nie zrobić. Przywódczyni założyła jej obrożę i przypięła smycz, po czym wyszła z domu wraz z kotką. Członkowie klanu dość często mogli zobaczyć Carisę przechadzającą się ze swoją kotką, tym bardziej o poranku, kiedy była idealna chwila, by wyjść z domu.
  Carisa nie miała zamiaru długo chodzić z Panią Meow ze względu na pogodę. Było bardzo gorąco, co niestety nie było najlepsze dla puszystej kotki. Ciemnowłosa nie lubiła takich ciepłych dni, podobnie jak jej zwierzątko. Kotka dostojnie kroczyła koło swojej właścicielki, która z zaciekawieniem obserwowała idącą kotkę, nie zwracając nawet uwagi na drogę. Carisa zawsze taka była, nieostrożna, lekkomyślna i nieodpowiedzialna, a do tego jeszcze niecierpliwa. Ktoś taki z pewnością nie zostałby wybrany na przywódcę, a jednak nim jest.
  Dziewczyna skupiona na kotce nie zauważyła, że ktoś się do niej zbliża. Oczywiście coś musiało pójść nie tak. Wpatrując się w Panią Meow, dziewczyna wpadła na... Dość dziwną postać. Nie wygląda jak typowy członek klanu. Wysoka, szczupła dziewczyna patrzyła z góry na Carisę, która była o wiele niższa od niej. Miała długie, gęste włosy o nietypowym kolorze, różowym i dziwną opaskę z rogami, jakiej ciemnowłosa nigdy wcześniej nie widziała. Mimo tego, że nowo poznana dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną, Carisa chciała zacząć rozmowę. Lubiła otaczać się ludźmi i czuła się dobrze mając przy sobie przyjaciół, a w dodatku była śmiała, więc łatwo ich zdobywała.
- Och, hej... - powiedziała radośnie, patrząc na wyższą dziewczynę. - Wybacz, byłam zajęta swoim kotem. 
  Przywódczyni podniosła kotkę, która nie była zbyt zadowolona i pokazała wojowniczce. Ta nie zmieniła swojego wyrazu twarzy, wydawała się poważna, a przez to Carisa zaczęła myśleć, czy aby na pewno powinna z nią rozmawiać. 
- Jestem Carisa, może mnie kojarzysz? - zapytała i wystawiła rękę w stronę dziewczyny. - A to Pani Meow, mój kotek.
  Ciemnowłosa nie zdążyła położyć kotki na ziemię, bo ta sama zeskoczyła i popatrzyła na dziewczynę z pogardą. Przywódczyni była pewna tego, że kotka ją kocha, ale nikt nie wie jaka jest prawda, najważniejsze jest to, że Carisa kocha Panią Meow. To drapieżny i groźny kot, więc nigdy nie wiadomo co przyjdzie mu do głowy. 

Zero Two?
---
330 PD
~Mimma

wtorek, 24 lipca 2018

Od Carisy (do Reyny) "Fajny kot czyli jak się NIE zapoznawać" cz.4

  Pani Meow była tego dnia niesamowicie niegrzecznym kotem. Przecież była tak dobrze wychowana i nigdy wcześniej nie zdarzało się coś takiego. Carisa była wściekła, miała ochotę złapać Panią Meow i położyć ją do karnego legowiska, którego kotka nienawidziła.
  Przerażona przywódczyni pobiegła po apteczkę, którą trzymała w swoim domu tak na wszelki wypadek. Czarna kotka wszystkiemu przyglądała się z zaciekawieniem i nie wyglądała, jakby żałowała tego co zrobiła, a wręcz się cieszyła ze swoich czynów.
  Szukanie apteczki trwało dość długo, bo Carisa miała bardzo dużo różnych ciekawych rzeczy w domu i znalezienie apteczki, która nie była jej zbyt często potrzebna, było trudne. W końcu po kilku minutach przybiegła z apteczką i podała Reynie. Chyba zastępczyni nie spodziewała się tego, a Carisa sama nie wiedziała co robi. Przywódczyni wyglądała na przerażoną, natomiast ofiara Pani Meow spokojna, nad czym Carisa trochę się zastanawiała. Jedynym, co podobało się teraz Carisie był widok Reyny w jej różowej bluzie.
  Czarna kotka wpatrywała się w swoją właścicielkę, która patrzyła na Reynę i nie wiedziała co ma zrobić. Na szczęście starsza dziewczyna zajęła się sobą, więc Carisa nie musiała robić nic szczególnego. Było jej głupio przez Panią Meow, zazwyczaj ona była bardzo grzecznym kotkiem i cały dzień spała. Może po prostu nie polubiła Reyny i nie spodobało jej się to, że jest w jej domu? Pani Meow była według Carisy kocią królową, więc to był jej dom. Nie przywódczyni, a jej małej czarnej kuleczki.
  Po kilku minutach, które bardzo dłużyły się Carisie, Reyna skończyła. Przywódczyni odebrała od niej apteczkę i zaniosła ją na właściwe miejsce. W tym czasie niegrzeczna kotka wpatrywała się w poszkodowaną, jakby chciała zrobić to jeszcze raz. Reyna mruknęła coś pod nosem do kotki, a po chwili, nadal przejęta atakiem Carisa wróciła. Chciała wynagrodzić Reynie to, co się stało, ale nie ma tu różowej lodziarni wypiły już trochę za dużo herbaty. W głowie przywódczyni zrodził się ciekawy pomysł.
- Chodźmy na spacer - powiedziała.
  Reyna nie wyglądała na bardzo zadowoloną, ale nie odmówiła. Po tym ataku Pani Meow pewnie wolałaby jak najszybciej uciec z tego miejsca, a nie chodzić z właścicielką tego okropnego kotka, która może być równie zła jak on, na spacery. Według Carisy jednak to był dobry pomysł i stwierdziła, że to najlepsze rozwiązanie. Po prostu zapomnieć o tym wszystkim i iść na spacer. Taki spacer jest dobry na wszystko.
  Zastępczyni skinęła głową, a Carisa popatrzyła na Panią Meow. Chciała zabrać kotkę na spacer, ale po tym, co zrobiła, to chyba nie był najlepszy pomysł. Czarna kuleczka lubiła spacery, co jak na kota było dość dziwne. Pani Meow była bardzo grzecznym i przyjaznym kotem dla swojej właścicielki, więc przywódczyni była zaskoczona dzisiejszym zachowaniem kotki.
  Tak więc dziewczyny zostawiły Panią Meow, która patrzyła na Carisę tak, jakby mówiła "zabierz mnie ze sobą", w domu. Na wewnątrz stał koń Reyny, który nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Musiał przecież tak długo czekać na swoją właścicielkę, która spokojnie piła sobie herbatkę, a później została zaatakowana przez tego krwiożerczego kota.
  Reyna podeszła do swojego konia i go pogłaskała. Przywódczyni patrzyła na to zwierzę i pomyślała, że jest śliczny i też chciałaby go pogłaskać. Oczywiście koty są ładniejsze i takie tam, bo to przecież koty, ale jednak koń też jej się spodobał. 
  Ciemnowłosa powoli do niego podeszła i ostrożnie dotknęła, nie myśląc nawet o tym, czy może to zrobić. Reyna popatrzyła na nią, ale również nic nie zrobiła. Przecież ten koń nie może być tak groźny jak Pani Meow! Przywódczyni na początku się trochę bała, bo nigdy nie głaskała takiego zwierzęcia. Najczęściej widywała koty, których trochę było w homo Klanie Wojowników, a Carisa, która kochała kotki i dla niej były one najpiękniejsze na świecie, często je dokarmiała. 

Reyna? ♥ Nie miałam pomysłu :C


----
+365 PD
~Maggie

piątek, 20 lipca 2018

Od Carisy (do Reyny) - "Fajny kot czyli jak się NIE zapoznawać" cz.2

  Carisa była zbyt zajęta wpatrywaniem się w swego ukochanego kota, by zwrócić uwagę na Reynę, która nie wiedziała co ma powiedzieć. Czarna kotka najwyraźniej nie była jednak zbyt zadowolona, wolała biegać i zwiedzać Avfallen. Pani Meow często uciekała z domu Carisy, jednak szybko wracała, lub ktoś ją przynosił do właścicielki. Tym razem było inaczej, bo to przywódczyni, zazwyczaj zbyt leniwa, by szukać swojej kotki, pobiegła za nią i zastała ją z Reyną. 
- Reyna, jak dobrze, że nie pozwoliłaś Pani Meow dalej uciekać! - przywódczyni wreszcie zwróciła uwagę na dziewczynę. - Co ja bym zrobiła bez Pani Meow…
  Reyna lekko się uśmiechnęła. Przez chwilę stały w ciszy, a Carisa wyglądała na zamyśloną. Przywódczyni po chwili spojrzała na Reynę i zapytała:
- Co powiesz na herbatkę?
  Na to Reyna uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Carisa zawsze lubiła herbatę, nieważne jaką, ważne, że jest. W przeszłości często organizowała spotkania przy herbacie, ale z czasem przestała. Kierując się w stronę domu młodszej dziewczyny wraz ze zwierzętami, Carisa zadawała Reynie różne pytania, jakby prowadziła z nią wywiad. 
  Gdy w końcu były na miejscu, ciemnowłosa zaprosiła starszą koleżankę do środka i zaczęła przygotowywać herbatę. Koń Reyny został przed domem, z czego chyba nie był bardzo zadowolony.
  Dziewczyna mieszkała w małym domku, jednak nie przeszkadzało jej to. W domu było pełno zabawek czarnej kotki. 
  Po kilku minutach, które Carisie strasznie się dłużyły, herbata była gotowa do podania. Ciemnowłosa ostrożnie położyła kubek z jej specjalną herbatą przed Reyną i uśmiechnęła się. Zanim usiadła przy stole, przy którym siedziała starsza dziewczyna, podała ciasteczka, które wydawały się być normalne, ale w rzeczywistości było inaczej. Te niewinnie wyglądające ciastka były specjalnym przepisem Carisy, który zawsze podawała odwiedzającym jej mały domek. 
  Po przygotowaniu wszystkiego, dziewczyna usiadła naprzeciwko Reyny i uśmiechnęła się do niej. 
- Coś jeszcze podać? - zapytała, bo stwierdziła, że tak trzeba. 
  Reyna kiwnęła głową przecząco pijąc herbatę. W rozmowie ciągle przeszkadzała Pani Meow, która wciąż chciała się bawić lub pić herbatę razem z nimi. Przywódczyni postanowiła zrobić więcej herbaty. Nie trwało to zbyt długo, a w tym czasie Reyna bawiła się z Panią Meow. Po kilku minutach herbata była gotowa, a nowa znajoma Carisy siedziała już przy stole. Tym razem nie wszystko się udało, podając herbatę Reynie, Pani Meow wskoczyła na swoją właścicielkę, a ta upuściła kubek z herbatą. Obie dziewczyny były zaskoczone zachowaniem kota, który wręcz rzucił się na Carisę. 
- Pani Meow! - krzyknęła Carisa. - Co ty zrobiłaś?!
  Czarna kotka popatrzyła zaskoczona na nią swoimi wielkimi, zielonymi oczami. Reyna zachowała spokój i dalej siedziała przy stole wpatrując się w Carisę i jej kotkę i czekając na przeprosiny przywódczyni, na które musiała dość długo czekać. 
- Pani Meow, ty niewychowany kocie! To nie ja tak cię wychowałam, zachowuj się! - przywódczyni zamiast zająć się ofiarą ataku czarnej kotki, krzyczała na nią, co wyglądało dość zabawnie. - A teraz ładnie przeproś Reynę.
  To nie było coś, czego Reyna mogła się spodziewać, ale kotka nie chciała przepraszać. Ona nigdy nie była grzecznym kotem. Carisa westchnęła.
- Reyna, przepraszam Cię za tego kota, jest zły - popatrzyła na czarną kotkę. - Chodź ze mną.
  Zdziwiona dziewczyna ruszyła za przywódczynią i chyba się tego nie spodziewała, ale Carisa zaprowadziła ją do... swojego pokoju. Niewielki pokój młodej dziewczyny był w jej ulubionym kolorze - różowym, a w dodatku wszędzie były różne dodatki z kotami. 
  Carisa wyjęła z szafy bluzę, w tym samym kolorze, co jej pokój i podała Reynie. 
- Przepraszam jeszcze raz - mruknęła cicho.

Reyna? :3

----
+ 346 PD
~Maggie

środa, 18 lipca 2018

Koty to gangsterzy świata zwierzęcego, żyjący poza prawem i tam ginący.

Carisa White
Kobieta | 21 lat | Człowiek | Biseksualna | Wojownicy | Przywódca | Artysta
Ścieżka Wojownika
Poziom 5 2009/3000 PD (5009 PD) | 292 punktów
Mimma [Howrse] tekliusza@gmail.com
Art by Aoi Ogata