Podczas Wielkiej Aktualizacji z pokornie uchylonymi głowami i łzami w oczach żegnamy sześć wspaniałych postaci, które silnie przyczyniły się do rozwoju The World of Fiction. Dzielimy z nimi cudowne wspomnienia, których nie sposób zapomnień, aż żal nam serca ściska. Nie ma jednak tego złego, wszyscy bohaterowie stają się NPC, więc żywimy ostatnią nadzieję, że autorzy jeszcze zdecydują się do nich powrócić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veru (NPC). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veru (NPC). Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 grudnia 2018
piątek, 17 sierpnia 2018
Od Veru (do Hae) "Mały diabełek" cz. 8
Spoglądała w złote tęczówki młodego lisa. Napięła mięśnie. Niepokoiło ją ranne młode z innego klanu. Przecież sam by tak daleko nie zawędrował, prawda? Jej rozmyślenia przerwało coś na kształt rozkazu…
-O-odejdź!- Nie wiedziała, czy ten mysi pisk miał ją przestraszyć, czy tylko rozbawić. Jednak dalsza część- J-jestem groźnym lisem! Jak się zbliżysz to cię zabiję moją magią!-utwierdziła ją w przekonaniu, że młode chce by się udusiła przez śmiech. Uśmiechnęła się do liska.
Dotarło do niej, że przez spór klanów najbardziej cierpią młode. Skoro ona codziennie walczyła ze śmiercią to, czemu by nie pomóc w tym małemu szczeniakowi. Zbliżyła swój pysk do niego. Obserwowała krew spływającą po jego poliku. Nieznany jej jeszcze z imienia groźny lis obnażył kły. Czyżby spodziewał się bitwy? Skopiowała ruch dzieciaka, po czym chlapnęła paszczą tuż przed jego nosem. Ofiara cofnęła swą głowę, ale nim zdążyła się oddalić jej krwawiący policzek spotkał się z językiem napastnika. Veru uśmiechała się zadowolona, gdy mały wpadł w furię. Zaczął ją przysypywać dziecięcymi odzywkami i skakać w każdą stronę, próbując ją okrążyć.
-Dobra mały. Nie mam całego dnia. Odprowadzę Cię do granicy, tak by nikt nas nie widział, a ty zapomnisz, że mnie kiedyś widziałeś. Układ?- przekrzywiła głowę patrząc wyczekująco na zwierzę innej rasy. Na polanie panowała cisza przerywana wiatrem, który poruszał źdźbłami traw. Nie otrzymując w najbliższych minutach odpowiedzi, odwróciła się i zmierzając w stronę lasu zaczęła odliczanie. W jej głowie powoli spadały cyfry od pięciu w dół. Gdy doszła do zero poczuła kły zaciskające się na jej krótkim ogonie. Zmyliła krok i wpadła wprost z lisem w krzaki jagód. To będzie długa podróż....
Tego gówna nie pisałam ja. To Karp, serio
- - -
+158 PD
Pani Płot
niedziela, 29 lipca 2018
Od Veru (do Yostradusa) "Krwawa Noc" cz.6
Wadera była na siebie naprawdę zła. Nie powinna jeść przed nim. Przecież to on był ranny. Przecież nie wiedziała, czy karmiono go w niewoli. Przecież…
Przecież to myślenie nie ma sensu. Faktem jest, że zachowała się samolubnie. Powinna pomyśleć o towarzyszu, a nie chamsko pochłaniać ich… Jego pierwszą ofiarę. Ona nawet nie pomogła w łowach. Jak mogła…
Jej myśli ucichły, gdy tylko wyszli na polanę. Niepokój doszczętnie ogarnął jej ciało. Tu wcale nie było bezpiecznie. Byli odsłonięci z każdej możliwej strony. Jednak to nie to ją paraliżowało. Czuła, że nie powinno ich tu być. Miejsce, w którym się znaleźli, promieniowało niemą groźbą. Jednak gdy Yos wypatrzył wielkie gniazdo, jej przerażenie osiągnęło absolutne apogeum. Wielkie jajo pokryte łuskami spowodowało, że przygotowała się do biegu. A potężny ryk z daleka przekonał ją, że miała rację. Tu wcale nie było bezpiecznie.
Spojrzał towarzyszowi głęboko w oczy. I choć nie trwało to nawet sekundy, to ten moment wystarczył by wymienić się jedyną myślą, która kołatała się w myślach i sercach każdego wilków. Musieli uciekać. Ściągani kolejny raz. Jednak tym razem nie wiedzieli kto czy też co ich ściga i jaki ma w tym cel. Łapy oderwały się od podłoża. Rozpoczął się paniczny i chaotyczny bieg w stronę skraju lasu. Basior biegł szybciej od wadery. Nawet nie zauważył, gdy samica obrała inny kierunek. Nie była to jednak nierozważna decyzja. Każdy jej aspekt był dokładnie przemyślany. Biegła równolegle do linii lasu. Wysokie trawy skutecznie ograniczały jej widoczność. Jednak była pewna. Nie przewidziało jej się. Nie mogło. Nie może ryzykować życia swego i towarzysza dla pomyłki. To musiała być prawda.
Wypadła na zwęglony teren i zamarła. Tyle martwej zwierzyny w jednym miejscu. Do cholery widziała jedną ranną sarne, a nie spalone stado. Na jej ciało padł wielki cień. Zaczęła myśleć taktycznie w szalenie szybkim tempie. Nie da rady uciec z dorosłym osobnikiem. Martwe młode są niebezpiecznie daleko. Nie może jednak wrócić z niczym… głośny ryk wywołał u niej jeszcze większy stres. Decyzje podjęła błyskawicznie. W jej zębach znalazł się gruba, lecz nadal młoda istota. Kończyny równomiernie uderzały w podłoże. Zrobiło się gorąco. Dosłownie. Czuła jak jej krótki ogon zaczyna się tlić. Nie miała odwagi spojrzeć nad siebie. Nie chciała wiedzieć, co za chory psychol zmienił tak faunę i florę. Znając jej szczęście to to spojrzenie mogło ją kosztować życie. Trudno było zwolnić przeciwnika, którego nie mogła sobie wyobrazić. Próbowała na każdy znany jej sposób, jednak coraz bardziej się męczyła. Każdy kolejny jej krok był coraz bardziej chwiejny. Za dużo energii przeznaczyła na nieudolne próby spowolnienia potwora. Wreszcie dotarła do lasu. Wbiegając między pierwsze drzewa otulił ją zbyt wczesny spokój. Chciała zaprzestać podążania w przód błyskawicznie. Nie korygując prędkości, zaprzestała poruszania kończynami. Wpadła wprost na drzewo. Była poobijana, a jej futro na ogonie ucierpiało. Jedynym aspektem na plus była możliwość odwdzięczenia się Yosowi. Miała dla niego pożywienie. I…
Pomiędzy drzewami rozległ się śmiech. Znów zniewoliła Śmierć. Znów powiedziała “nie dzisiaj”.
Yos? Tak, wiem, chujnia
----
+289 PD
~Maggie
środa, 25 lipca 2018
Od Veru (do Yostradusa) "Krwawa Noc" cz.4
Beautiful silence
Wokół dwójki sylwetek roztaczała się absolutna cisza. Nie słyszeli niczego, choć wokół ciągle przebiegali ludzie, a ich oddechy głucho odbijały się od ścian małej nory.
Beautiful pain
Z łapy basiora wciąż kapała krew. Wadera martwiła się o jego ranę bardziej niż on sam. Nie zdołała go uchronić. Mogło to oznaczać tragiczny koniec ich przygody. Jednak ten ból był potrzebny, świadczył o tym, że żyją.
We're only human
Nie byli ludźmi fizycznie, jednak czuli tak samo jak oni.
We're meant to dream
Również tak samo marzyli. Chcieli być bezpieczni… Chcieli być daleko stąd… Chcieli…
Lost in a life full of mistakes
Popełniali je na każdym kroku. Działają impulsywnie niezależnie od konsekwencji. A te nigdy nie były pozytywne. Jednak to one tworzyły ich życie. Skomplikowane i pełne niewłaściwych wyborów. Ślepo zakochani w błędach.
We do what feels right
Zabijamy, by ratować życie. Toczymy wojny, by zachować pokój. Tworzymy nowe ścieżki.
Then fall with no grace
Tracimy najbliższych. Liczymy straty. Gubimy się na starych drogach.
Chased by the sun
Dzień przynosił dla nich niebezpieczeństwo. Musieli zatracić się w mroku nocy. Ich serca oddały jej się bezgranicznie.
Escaping flatlines
Puls nie musiał być równomierny. Liczyło się tylko to, że był. Bo ich serca wciąż pracowały. Linie ciągle były w ruchu.
Dreams are a curse
W ich snach wszystko miało kolory. Mogli żyć jak chcieli… Mogli...
Wake up you're alive
Ale teraz ich świat był czarny. Musieli wstać i się z tym pogodzić. Przecież nadal żyli.
Oh slowly fading from the misery
Nie wiedziała co z sobą zrobić. Nie miała zamiaru budzić towarzysza. Wiedziała, że powinni się przemieszczać. Wiedziała, że powinien wypocząć. Wiedziała, że… tak naprawdę nie wiedziała nic. Była przecież bezwartościowa.
I've accepted who I'm supposed to be
Chciała bronić wszystkich. Nie mogła obronić jednego. Wiedziała kim jest. Zupełnie nie spełniała oczekiwań. Pogodziła się z tym.
I've accepted who I'm supposed to see
Niejednokrotnie widziała wilki, lisy czy ludzi. Nie zobaczyła jednak prawdziwej twarzy tego, kogo powinna. To zamierzała zmienić.
Lady in the mirror
To nie mogła być ona, przecież nie lubiła się ze śmiercią. Kiedy stała się jej wysłannikiem?
Oh everyday I'm getting a bit older
Jej myśli, zachowanie, słowa. Każdy aspekt zmieniał się nie do poznania. Swą łagodność mogła zostawić tylko dla jednej, śpiącej obok istoty.
And every time I break I get stronger
Każda myśl o śmierci tworzyła rysę na jej sercu. One jednak tylko ją umacniały.
Everyday it's getting a bit colder
Każdy moment zwłoki sprawiał, że trafili bezpieczeństwo. Nadchodzi zima. Zima ich żywota.
When I grow closer
Każda, sekunda przybliża ją do spotkania z jej nemezis.
To the devil on my shoulder
Której imię brzmiało...
To the devil on my shoulder
Śmierć.
Beautiful silence
Ptaki ćwierkały, a wiatr targał koronami drzew. To była ich cisza.
Beautiful pain
Zduszone mruknięcie basiora uspokajało ją. Boli go więc żyje. Bogini jeszcze nie nadeszła.
Beautiful People
Oni byli doskonali. Wspaniałe dwunożne istoty. To oni tworzyli najpiękniejsze zniszczenia.
But we're all stained
Nasze czyny pogrążają nas samych. Sprawiają, że białe karty zapełniają się brudnymi kroplami.
Lost in a life
Czego poszukują? Najpewniej miłości, spokoju czy boga… Najpierw jednak muszą odnaleźć siebie.
Full of mistakes
Czeka ich życie pełne porażek.
We do what feels right
Pilnują siebie nawzajem nie myśląc o sobie.
Then we fall with no grace
Później istota, którą chcieli chronić poświęca zdrowie, by ratować ich.
Imma sinner
Odbierają życia, nadzieję i miłość.
Imma tainted sain
Mogli zajść wysoko, kończą na dnie.
Imma savior
Podtrzymują swoje życia na powierzchni.
Its all the same
Ich uczucia, myśli, nadzieje splatają się w jedno.
Chased by the sun
Wciąż zniewoleni powieką dnia.
Escaping flatlines
Nocą przemierzają niezmierzone tereny.
Dreams are a curse
Poszukują spokoju.
Wake up you're alive
Jak w amoku nie zauważają, że mając siebie, już go posiadają.
We're all broken it's fate
Każdy z nich miał wady, jednak gdy je połączyli, stawali się niezniszczalni.
It's the way that we're made
Niczym drewniane lalki idealnie pasujące w swoje objęcia.
All the pieces are there
Ich skazy chowały się w sercach.
They just aren't in their place
Były wymieszane i zabrudzone.
So I struggle to stand
Aby iść dalej musieli znaleźć w sobie oparcie.
But don't ask for a hand
Nie prosili o żadne wsparcie.
My pride tells me no
Są przesiąknięci samowystarczalnością.
You're better alone
Nie mają nikogo oprócz siebie.
I'm uncomfortably numb
Nie interesuje ich nic poza życiem drugiego.
As I stuff what I've found
Znaleźli spór, niedostatek, niepewność. Znaleźli siebie.
And I start to shut down
Świat przestał dla nich istnieć.
Freeze in front of a crowd
Społeczeństwu mogli przynieść straty.
It's what I don't say
To nie była ich wina. Konsekwencje jednak powędrowały do nich.
I don't love I don't hate
Obojętni na wszystko, co żyje.
Closing my mouth and turning my face
Są niemi i ślepi na wszelkie bodźce.
But it's no way to live to have nothing to give
Jednak nie mogli umrzeć. Musieli dbać o życie drugiego.
Consuming the doubt
Czy na pewno są bezpieczni?
Not letting them in
Już o tym nie myślą.
But I'm not here to win
Nigdy nie będą bezpieczni.
To survive but I'm already dead
Gdyż na końcu zawsze stoi śmierć.
So I picked up my head
Więc podnoszą łby, patrzą na prost. Wtuleni w swoje futrzane ciała.
Łososiu? Przepraszam. Wiem to okropne
Jak ktoś chce tłumaczenie tekstu to podeśle.
----
+ 526 PD = lvl 2
~Maggie
poniedziałek, 23 lipca 2018
Od Veru (do Yostradusa) "Krwawa Noc" cz.2
Organizm wadery nie pracował prawidłowo. Wszelkie impulsy docierały do jej mózgu z pewnym opóźnieniem. Wiedziała, że dopiero się obudziła. Wiedziała, że powinna czuć ból. Wiedziała, że zawiodła. Jednak nic nie widziała, nie czuła swych ran. Wszystko wydawało jej się odległe, a jednocześnie ściśle z nią związane. W miejscu tym ciemność, głuchość, a nawet strach były puste. Dryfowała w najprawdziwszej pustce. Ciało ogarnęły drgawki spowodowane dogłębnym przerażeniem. Czy tak właśnie wyglądała śmierć? Czy to dziś wreszcie staną twarzą w twarz?
Pierwszy impuls dociera.
Wadera czuje otaczającą ją miękkość. Śmierć nie może być tak przyjemna i miękka w dotyku. Zebrała resztki energii i podniosła powieki. Przed sobą widziała tylko biały kolor. Momentalnie drogą dedukcji doszła do wniosku, że czymkolwiek to jest, to właśnie to otula ją delikatnością. Niewiele myśląc, wtuliła w nią swój pysk, wcześniej zamykając oczy.
Drugi impuls zapukał do drzwi.
Usłyszała stłumione przez otaczającą ją biel mruknięcie. Nie chciała opuszczać swej miękkiej poduszki, gdyż zdążyła się w nią wtulić bardziej. Jednak ponowne mruknięcie sprawiło, że podniosła swój łeb i na tyle ile pozwalało jej uszkodzone ciało odsunęła się. Zamarła. Właśnie jej miękka poduszka okazała się rosłym basiorem. Zakłopotana odsunęła się jeszcze trochę. Zasypiała zażenowana, lecz szczęśliwa, z przekonaniem, że wilk obok spał. Jednak przekonania bywają błędne... Gdy ponownie się obudziła, nie otaczała ją już miękkość. Śnieżnobiały przedstawiciel jej gatunku siedział niedaleko i bacznie ją obserwował. Jego bursztynowe oczy zniewoliły całą jej uwagę. Mózg zawiesił się w ich oliwkowych refleksach. Basior był potężny. Sumując to z wcześniejszą pomyłką, czuła się potrójnie osaczona. Nieznany, rosły wilk, który robił jej za poduszkę, właśnie wlepiał w nią swój narząd wzroku. Instynktownie skuliła się, tak jakby myślała, że uczyni to ją niewidzialną. Ale on nadal ją widział.
Pierwszy impuls dociera.
Wadera czuje otaczającą ją miękkość. Śmierć nie może być tak przyjemna i miękka w dotyku. Zebrała resztki energii i podniosła powieki. Przed sobą widziała tylko biały kolor. Momentalnie drogą dedukcji doszła do wniosku, że czymkolwiek to jest, to właśnie to otula ją delikatnością. Niewiele myśląc, wtuliła w nią swój pysk, wcześniej zamykając oczy.
Drugi impuls zapukał do drzwi.
Usłyszała stłumione przez otaczającą ją biel mruknięcie. Nie chciała opuszczać swej miękkiej poduszki, gdyż zdążyła się w nią wtulić bardziej. Jednak ponowne mruknięcie sprawiło, że podniosła swój łeb i na tyle ile pozwalało jej uszkodzone ciało odsunęła się. Zamarła. Właśnie jej miękka poduszka okazała się rosłym basiorem. Zakłopotana odsunęła się jeszcze trochę. Zasypiała zażenowana, lecz szczęśliwa, z przekonaniem, że wilk obok spał. Jednak przekonania bywają błędne... Gdy ponownie się obudziła, nie otaczała ją już miękkość. Śnieżnobiały przedstawiciel jej gatunku siedział niedaleko i bacznie ją obserwował. Jego bursztynowe oczy zniewoliły całą jej uwagę. Mózg zawiesił się w ich oliwkowych refleksach. Basior był potężny. Sumując to z wcześniejszą pomyłką, czuła się potrójnie osaczona. Nieznany, rosły wilk, który robił jej za poduszkę, właśnie wlepiał w nią swój narząd wzroku. Instynktownie skuliła się, tak jakby myślała, że uczyni to ją niewidzialną. Ale on nadal ją widział.
Ten niezręczny dla niej moment przerwało pojawienie się Silvera. Wiedziała, że będzie oczekiwał raportu, lecz nie spodziewała się, że po niego przybędzie. Próbowała wstać, by oddać należyty mu szacunek, lecz poranione łapy sprawiły, że od razu upadła. Krótkim rozkazem nakazał jej pozostać na miejscu. Ból przyćmił jej umysł, a gdy wrócił do pełnej sprawności w okolicy pozostał tylko patrzący na nią z wyczekiwaniem Spirit. Nabrała powietrza w płuca i zaczęła snuć opowieść o swej misji.
-Gdy tylko otrzymałam rozkaz, wyruszyłam w drogę. Obrałam trasę okrężną, z dala od wydeptanych, głównych szlaków. W obozie, o którym wiedzieliśmy, nie było wielu ludzi. Ciągle jednak mówili o jakiejś zasadzce i o tym, że dowiedzą się co, cytując “kundle”, knują. Z informacji, które posiadałam, wyznaczyłam miejsce domniemanej zasadzki. Wyruszyłam więc zweryfikować dane. Na jednej z głównych ścieżek rozbili obóz- w tym miejscu przełknęła zebraną w pysku ślinę. Wstyd było jej przyznać, że nie dała sobie rady z dwójką słabych ludzi. - dla dwóch osób. Planowali porwać jednego z naszych i wydusić z niego wiedzę. Gdyby nie ten biały basior… Przepraszam. Zawiodłam. Postąpiłam jak największy amator.
Przywódca skinieniem głowy nakazał przerwać potok słów. Odchodząc, rzucił tylko przez ramię;
-Ma na imię Yostradus, gdybyś zdecydowała się mu podziękować.
Yos?
----
+290 PD
~Maggie
niedziela, 22 lipca 2018
Od Veru "Nie dzisiaj"
Mówiła, że zawsze będzie ich chronić.
Mówiła, że nie ma się czego bać.
Mówiła, że są nieśmiertelni.
Co mówi teraz?
Milczy.
Przygląda się.
Widzi sylwetki, które obiecała chronić.
Widzi martwe ciała padające na posadzce.
Widzi, że oczekują od niej pomocy.
Zawodzi.
Nie porusza się.
Samolubna.
Łapczywie nabierała powietrze w płuca. Przypominała w tym odruchu dziecko, które wykonuje swój pierwszy oddech. Wszystkie jej mięśnie były napięte, umożliwiając szybką ucieczkę. Szeroko otwarte oczy promieniały pierwotnym strachem. Zwężone źrenice wydawały się tonąć w błękitnych tęczówkach, aby po chwili znów stać się czarną wyspą na niebieskim oceanie. Wraz z nią pojawił się grymas, który w zamierzeniu miał być uśmiechem. Jego oczekiwany blask okazał się tylko iskrą spokoju. Ta jednak zapaliła w sercu nadzieję.
Ostatnie tchnienie czystego przerażenia przypominało jej o całej niepewności, którą w sobie od zawsze trzymała. To ona była impulsem do walki. Być może innym kojarzyła się tylko z możliwością porażki, ale dla niej była bronią. Jej białym ostrzem z rękojeścią ryzyka. I choć to irracjonalne to dawało jej to pewność, że niepewne jest czy Śmierć dorwie ją dziś, jutro czy za rok. Napędzana tą myślą powoli wyprostowała kości i rozluźniła mięśnie. Ruszyła przed siebie delikatnie skocznym krokiem. Podążała w poszukiwaniu nowego impulsu. Nowej energii do walki. Motywacji, która przesiąknie ją do szpiku kości. Kogoś lub czegoś, co pozwoli przelać na siebie całą jej uwagę.
Bacznie przyglądała się przyrodzie, która ją otaczała. Szum wiatru uspokajał jej skołatane nerwy. Nie zauważyła, kiedy jej kroki nabrały lekkości. Łapy tylko muskały ziemię, a jej sylwetka sunęła powoli do przodu. Sierść zlewała się z chmurami, a błękitne oczy znów przeszyło przerażenie. Oto stała na brzegu stromego klifu.
Chciała być wolna. Wolna od strachu. Wiedziała, że nie wygra, jeśli nie uwierzy. A ona wierzyła, że może go pokonać. Nabrała powietrza w płuca, a już po chwili rozległo się głośne “Nie dzisiaj”.
Słowa odbijały się między drzewami, a ona biegła skrajem przepaści. Łapy raz po razie uderzały o ziemię, zwiększając jej prędkość. Po okolicy toczył się jej wesoły śmiech. Ten jednak został przerwany przez trzask gałęzi. Rozproszona wadera źle ustawiła prawą kończynę.
Utrata równowagi, a po niej śmiertelny upadek?
Nie dzisiaj. Ktoś najwyraźniej przyciągnął do siebie jej spadające ciało.
A ona? Mogła wybuchnąć tylko większym śmiechem. Znowu pokonała śmierć.
Ktoś?
----
+223 PD
~Maggie
piątek, 20 lipca 2018
Jest tylko jeden bóg - nazywa się Śmierć. A co mówimy bogowi śmierci? Nie dzisiaj!
Veru
nie posiada ksywek
Wadera | 7 lat | Wilk | Łowcy | Wojownik
Ścieżka Wojownika
Poziom 2 786/1500 PD (1786 PD) | 10 punktów
Postać NPC
korneliar (howrse) Koral (discord)
Art by areot
Wadera | 7 lat | Wilk | Łowcy | Wojownik
Ścieżka Wojownika
Poziom 2 786/1500 PD (1786 PD) | 10 punktów
Postać NPC
korneliar (howrse) Koral (discord)
Art by areot
Subskrybuj:
Posty (Atom)