Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Demon albo wytwór wyobraźni" ❀. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Demon albo wytwór wyobraźni" ❀. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Ake (do Robin) "Demon albo wytwór wyobraźni" cz.3

  Robin była wobec mnie tak miła i opiekuńcza, że postanowiłam kiedyś jej się za to odwdzięczyć. Kiedyś. Teraz liczył się dla mnie tylko sen, który w końcu miał przynieść ulgę i ukojenie. Poczucie obecności nie minęło całkowicie, ale miałam wrażenie, że cokolwiek to jest, oddala się ode mnie, żeby po chwili zniknąć na zawsze i już nie wrócić. Nabrałam przekonana, że to tylko wymysł w mojej głowie, która sama stworzyła sobie demona. Zwykłe urojenie spowodowane opowieściami JJ-a tamtego wieczoru. Jednego byłam pewna, ze strasznymi historiami absolutnie koniec. Nawet jeśli to wszystko było tylko wymysłem, nie chciałam już nigdy więcej powtórki z rozrywki.
  Cichy, miarowy oddech Robin działał niczym zioło usypiające i dawał może złudne poczucie bezpieczeństwa. Jako szczeniak nie miałam problemów z zasypianiem tylko wtedy, kiedy ktoś znajdował się w pobliżu. Moje powieki były coraz cięższe, aż w końcu całkiem opadły, a ja oddałam się Morfeuszowi. Przyjemny dla ucha oddech Robin zmienił się w głośne, świszczące sapanie.
  Właśnie to sapanie mnie obudziło, a przynajmniej tak wydawało mi się na samym początku. W każdym razie otworzyłam oczy, ale miałam wrażenie, jakby jakaś część mojego ciała jeszcze nie do końca się wybudziła. No cóż, zdarza się. Prawdziwa panika nastąpiła dopiero podczas próby podniesienia się z legowiska. Starałam się ruszyć głową, jedną łapą, drugą, uchem i ogonem, ale moje ciało całkowicie odmówiło mi posłuszeństwa. Czy ja umieram? Robin coś mi zrobiła? O co tutaj chodzi?! Uspokój się, powtarzałam w myślach, cokolwiek to jest, zaraz się skończy. Albo to tylko zły sen. Tak, to zdecydowanie zły sen. Zaraz się obudzisz, jeszcze momencik.
  Jeśli nazwałam to prawdziwą paniką, prawdopodobnie popełniłam największą pomyłkę w moim życiu, bo prawdziwa panika nastąpiła dopiero po chwili. Usłyszałam ten dźwięk. Świszczący oddech, który nie mógł należeć do Robin. Dobra, to staje się coraz bardziej niepokojące. Jestem tym typem, który nie traci głowy nawet w sytuacjach kryzysowych, ale to, co wtedy się wydarzyło, zdecydowanie zasłużyło na miano sytuacji gorszej niż kryzysowa.
  Wodziłam wzrokiem po norze, kiedy dźwięk zaczął się do mnie zbliżać. Z każdą sekundą był coraz głośniejszy, a ja poczułam lodowaty pot spływający mi po karku. Moje serce biło, jakby chciało wyskoczyć z piersi i miałam wrażenie, że zaraz to zrobi. Chciałam krzyczeć, odgonić zbliżające się sapanie, ale nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku. Miałam wrażenie, jakbym zawiesiła się pomiędzy snem a rzeczywistością.
  Stało w kącie i gdyby nie smuga księżyca wpadająca do nory, prawdopodobnie bym tego nie zauważyła. Nie wiedziałam, czym było i nie umiałabym tego opisać. Ciemne, długie, bez żadnego konkretnego kształtu. Zaczęło iść (o ile mogę nazwać to chodzeniem) w moją stronę. Próbowałam wyrwać się i uciec. Zmora szła bardzo wolno, każda sekunda dłużyła się w nieskończoność, a ja popadałam w obłęd. Liczyła się dla mnie tylko ucieczka, chciałam pobiec jak najdalej stąd albo chociaż wydać z siebie jakiś pierdolony dźwięk.
  Stanęło nade mną. Błagam, niech to się już skończy! Umieram? Może to śmierć po mnie przyszła? Nie chcę umierać... Krzyczałam w swojej głowie, a dźwięk ten był tak ogłuszający, że myślałam, że rozsadzi mi myśli.
  Przeszło gdzieś za mnie i zaczęłam czuć dotyk na całym ciele. To było wszędzie, okrążało mnie. Próbowałam jeszcze bardziej się skulić, nie dopuścić do dotyku w okolicach brzucha. Nagle poczułam, że nie mogę oddychać, jakby ów dotyk w miejscu klatki piersiowej był mocniejszy. Nie przestałam się ,,szamotać", bo czułam, że jeśli przestanę, umrę. Zostaw mnie! Odejdź! Precz...
  Obudziłam się z krzykiem, oblana lodowatym potem. Nigdy nie płakałam aż tak mocno. Roztrzęsioną, drżącą i przerażoną znalazła mnie Robin. Zadręczało mnie tylko jedno pytanie: czy to wszystko wydarzyło się naprawdę?

Robin?


----
+353 PD = lvl 2
~Maggie

niedziela, 29 lipca 2018

Od Robin (do Ake) "Demon albo wytwór wyobraźni" cz.2

- Witaj. Ake, nieprawdaż? - Robin spojrzała ze spokojem na drugą lisicę.
- Tak, możemy już iść? - Ake, przerażona i lekko poirytowana, spojrzała na rudą.
- Oczywiście.
 Lisice ruszyły.
- Widziałaś coś, tam na drodze? - Ake spytała po chwili.
- Hę?
- No… wydawało mi się, że kogoś słyszałam. Ktoś chyba nas obserwował. Zauważyłaś coś?
- Raczej nie… możliwe, że wyobraźnia płatała ci figle. Ale wiesz, po zmroku świat jest zupełnie inny, więc kto wie… - na te słowa brązowa lisica zesztywniała trochę, jakby w gotowości do walki.
- Co robiłaś o tak późnej porze w lesie, jeśli można wiedzieć? - Rudzik mówiąc to zabawnie przechyliła głowę.
- Zgubiłam się w lesie. Wyszłam na spacer i zapomniałam o czasie. A ty…? - Ake spojrzała na Robin. Ta szła, ze wzrokiem pustym, jakby ślepym. Prawdopodobnie nie słuchała. Po chwili jednak odparła.
- Szukałam duchów przodków. Tam gdzie przebywają zioła mają większą moc. Niestety, nie zdołałam żadnych znaleźć. Za to kryształ jaki znalazłam nad okolicznym stawie, posiada mnóstwo energii. - odparła ruda jak gdyby nigdy nic. To przecież typowe zajęcie. W środku nocy. Samej. Szukanie duchów. I kryształów.
- Ahaaa… - najwyraźniej opinia Ake na ten temat była ciut inna. No cóż, bywa i tak. W pewnym momencie dotarły do wielkiego dębu, pod którym była nora. Była z dala od wszelkich innych.
- To moja nora. Zabłądziłaś z dala od swojej, więc dziś spędzisz tu noc. A teraz, czuj się jak u siebie w domu. Herbaty? - Robin nie miała ochoty na pogawędki, co dało się zauważyć. Nie zamierzała jednak być niekulturalna. Może i nie przepadała za gośćmi, ale nimi nie gardziła. No i oczywiście, opiekuńczość wzięła górę.
- Tak, poproszę. - Ake odparła, zaskoczona. 
- Proszę bardzo. To moja autorska mieszanka ziół, która powinna uspokoić nas i dać zdrowy i porządny sen. A także ma bardzo dobry smak. - Rudzik nie kryła dumy ze swej kreacji. Nie zwykła się chwalić, jednak ta herbata w jej opinii wyszła bardzo dobrze.
- Mmm! Rzeczywiście, jest pyszna. - Ake popijała herbatę ze smakiem. Gdy zakończyły, Robin schowała się za bluszczową kurtyną i wróciła z rzeczami mającymi posłużyć za posłanie. Ułożyła je przy ścianie. Potem zmierzała spowrotem do odnogi, zanim to jednak zrobiła odwróciła się i powiedziała:
- Jutro muszę iść do okolic twojej nory, więc przy okazji cię odprowadzę. Wyruszamy o świcie, radzę się wyspać. Dobrej nocy! - Rudzik uśmiechnęła się do brązowej lisicy, ta odpowiedziała tym samym. Następnie zanurzyła się za liście. Nie chciała stresować nowej znajomej, ale ktoś mógł ją rzeczywiście śledzić, także wyczuwała czyjąś obecność. Dlatego postanowiła odprowadzić ją do obozu. Właściwie, to “przy okazji” jak to wcześniej sformułowała, załatwi właśnie kilka spraw, głównym celem jest jednak odprowadzenie Ake. Sama się trochę bała tego, co może je spotkać po drodze...

Ake? Trochu gniot ale chyba jest okej ;3

----
+277 PD
~Maggie

piątek, 20 lipca 2018

Od Ake (do Robin) - "Demon albo wytwór wyobraźni"

  Wczorajszy wieczór, tak samo jak przedwczoraj, spędziłam z moim bratem. Z JJ-em zawsze miałam dobry kontakt, ale teraz zdecydowanie się polepszył, o ile to możliwe. Mogliśmy wspólnie ponarzekać na zmiany w Avfallen, na rodziców, na pszczoły, na deszcz i na wszystko, jak to mamy w zwyczaju, kiedy się spotykamy.   Tym razem jednak na narzekaniu się nie skończyło i teraz żałuję, że przystałam na jego propozycję. Usiedliśmy bardzo blisko siebie i... zaczęło się. Opowiadanie strasznych historii, oczywiście. Wtedy te wszystkie zmory nie wydawały się ani trochę przerażające. JJ był obok mnie, więc nie miałam powodów do strachu. Przy nim wszystko wydaje się inne. 
  Skończyliśmy późno w nocy i poszliśmy spać razem, przytuleni do siebie. Może czasem, kiedy słyszałam jakieś szmery, wzdrygnęłam się lekko, ale czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że mój brat obroni mnie przed zmorą, tak samo jak bronił mnie przed innymi rzeczami w dzieciństwie. 
  Rano, po przebudzeniu, uśmiechnęłam się na myśl o tej nocy. Wspólnie stwierdziliśmy, że co jak co, ale opowiadanie strasznych historii musimy kiedyś powtórzyć. 

  Noc. Pozornie taka sama jak wczoraj, teoretycznie zupełnie inna. Brakowało czegoś, czegoś bardzo ważnego. Tę noc miałam spędzić sama, ponieważ JJ miał jakieś swoje sprawy, o których nie chciał mi mówić. Na początku pomyślałam, że trudno, przeżyję. Teraz całkiem zmieniłam zdanie. 
  Jeszcze przed zachodem słońca wybrałam się na długi spacer. Szłam przed siebie i miałam nadzieję, że nie zgubię się po zapadnięciu zmroku. A kiedy słońce już zaszło zorientowałam się, że ewentualne zagubienie się na terenach Cieni nie było tym, czym powinnam się najbardziej martwić.
  Szepty. Czyje to głosy? Kroki. Kto tu idzie? Cień. Kto tu jest? Czy ja wariuję? Oddech. Kim jesteś? Łamana gałązka. Ktoś się zbliża. Błysk. Co to było? Cholera, cholera, cholera!
  Zawróciłam. Miałam wrażenie, że coś mnie obserwuje i odczucie to było tak realne, że niemal zemdlałam ze strachu. Nie bałabym się, gdyby to było... normalne. A nie było. Miałam wrażenie, że nie jestem sama. Czułam obecność. 
  – Pomocy – szepnęłam. Zaczęłam mówić do siebie, byle tylko dodać sobie otuchy. To było z tyłu, gdzieś za mną. To coś. Ktokolwiek, cokolwiek to jest.  
  Stanęłam, odwróciłam się i wpatrywałam w ścieżkę. Czułam, że wpatruję się w to coś, mimo że moje oczy go nie dostrzegały. Nigdy nie podejrzewałam, że mogę się tak bać. Drżałam na całym ciele, a moje serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Uchodziłam za odważną i ja sama uważałam, że taka jestem. Teraz zorientowałam się, że moja odwaga ma pewne granice. 
  Nagle usłyszałam kroki. Coś tu szło. Popatrzyłam z nadzieją na krzaki, które zaczęły się poruszać i na ścieżce pojawiła się lisiczka. Kojarzyłam ją, ale nigdy nie miałam okazji, by się z nią zapoznać. Robin spojrzała na mnie pytająco. Zapewne stanowiłam ciekawe zjawisko – drżąca, sama i przerażona. 
  – Chodźmy stąd jak najszybciej – powiedziałam, podchodząc do lisiczki. – To nadal tutaj jest i patrzy się na nas.
  Zabrzmiałam jak psychiczna? Jakbym sobie coś ubzdurała? W końcu byłyśmy tutaj same. ,,Same".

Robin?
jeden wielki chaos

----
+290 PD
~Maggie